czwartek, 4 maja 2017

Co tu tak cicho?

Tak chyba wygląda życie każdego mojego rówieśnika: praca - pasja - pasja - pasja - praca :) Mam to szczęście, że czasem jeszcze w miejscu "praca" pojawia się u mnie wariant "praca/pasja". Lubię pracować jako tłumacz, a z czasem zostaje coraz więcej przyjemności przy mniejszym udziale wysiłku.

A co u mnie muzycznie?
Wielkie przemeblowanie! 
Dosłownie i w przenośni. 

Dosłownie, bo płyty znów przestały się mieścić na wydzielonej im przestrzeni i zaczęły po cichu anektować szafki, stół, stolik... Ostatnio płyną do mnie stałe dostawy nowych dźwięków i ten radosny potok powoli wylewa się poza ustalone ramy (nie to, żebym rozmawiała z płytami, gdzie im wolno leżeć, a gdzie nie, ale to taka niepisana i niezwerbalizowana umowa między nami...).
Aby trochę je ogarnąć i zapanować nad nimi musiałam oddać im większy regał. Teraz grzecznie stoją, choć muszę im od razu dorobić trzy półki na zapas, bo to się tak prosto nie skończy.

Fot. 1*

Robię też przemeblowanie w przenośni - przy okazji przekładania płyt zastanawiam się czego jeszcze będę słuchać, co oddać w dobre ręce, czego mam za dużo(bo czasem posiadam podwójne wydania, nie dlatego, by się czymś różniły, ale pierwszy kompakt kupowałam zazwyczaj sama, a drugi dostałam np. w paczce-prezencie od danego zespołu).
Rzecz jasna nie obchodzi się przy takich manewrach bez planowania - co kupić jako kolejne? I to jest u mnie bardzo niebezpieczne pytanie. Bo o ile potrafię tylko teoretyzować na temat czego by się tu pozbyć, to w kwestii nabytków - moje myśli są błyskawicznie wprowadzane w czyn.
A nie daj Bóg zorientuję się, iż o istnieniu jakiejś płyty przez kilka lat nie miałam pojęcia. Trzy kliknięcia później nagranie jest już moją własnością.
Taki nałóg.

Fot.2**

A jeśli już przy nałogu jesteśmy, to znalazłam ostatnio kapitalną książkę. Co prawda opowiada ona o manii czytania, ale opis niepohamowanej pasji spokojnie można przełożyć na inne zainteresowania (choć i ten bukinistyczny szał nie jest mi obcy). 

Parafrazując wspomnianą lekturę, wypadało by o mnie napisać tak: Istotą jej życia była muzyka. Słuchała jej ciągle. Słuchała po południu w fotelu, wieczorem w łóżku.
Najważniejsze obowiązki życiowe odwalała - można by powiedzieć - szybko, uczciwie i precyzyjnie, ażeby kupić sobie prawo do zatracania się muzyce podczas godzin należących do niej.

I tak właściwie mogłabym, sparafrazować całą książkę. Czytając ją dziś w autobusie uśmiechałam się, a czasami powstrzymywałam od głośnego śmiechu - to wszystko tak bardzo do mnie pasowało. (Pewnie dlatego jeden mężczyzna tak na mnie cały czas patrzył....)
To racja, że mania - jaka by ona nie była - zbliża do siebie maniaków. Rozmawiamy z tym samym żarem i iskrach geniuszu/szaleństwa w oczach :)

Z tą to radosną myślą zostawiam Was, bo sama idę poszukać czegoś do posłuchania. 
Ostatnio wracam do muzyki, której nie słuchałam BARDZO dawno, a stara miłość nie rdzewieje, tylko troszkę posiwiała...czy tam nabrała patyny.
___________________________
*Fot. 1 przedstawia część mojej kolekcji płyt - została zrobiona 17. lutego br
** Fot. 2 przedstawia o ile się wzbogaciłam od tego czasu (cztery płyty są jeszcze w drodze)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz