wtorek, 23 maja 2017

W nowej roli

Ostatnio trudno wybrać jakiś spokojny dzień dla błahej publikacji. Tyle niedobrych, złych i fatalnych wieści krąży wokół nas, że człowiek nie zdąży się jeszcze podnieść po jednej tragedii, gdy następuje kolejna.
Dni są tak niespokojne, że aż strach otwierać Internet.

Jakby ktoś miał ochotę na chwilę odetchnąć od tego młyna negatywnych informacji zapraszam na dzisiejszą dawkę wiadomości pozytywnych.
Чёрный Обелиск /Czarny Obelisk/ na dniach ujawnił świtu swój nowy teledysk. Klip zbiera tak odmienne recenzje, ze chyba warto samemu obejrzeć i ocenić. Tytuł utworu - "Художник"/"Artysta"/, a najciekawsze w całym newsie jest to, że tytułową rolę zagrał Nikołaj Wiengrżanowicz, który uważnym Czytelnikom zapewne znany jest ze współpracy z zespołem Третий Рим. Reżyser dźwięku, który zapoznał ze sobą oba wspomniane zespoły, tym razem wcielił się w postać malarza.



Odrywając się we czwartek od tragicznego newsa, miałam ogromną przyjemność spędzić wieczór w Lęborku, gdzie na zaproszenie Miejskiej Biblioteki Publicznej (a dokładniej p. Aleksandry Werenczuk-Hinc) prezentowałam zdjęcia z Kaliningradu. Przy okazji snułam opowieść o mieście Kanta, a na koniec - na prośbę słuchaczy - zaśpiewałam "Колыбельная России". Miałam przy tym okazję poznać, a właściwie tylko powierzchownie napocząć kilka bardzo ciekawych znajomości.
Muszę przyznać, że pomieszczenie, w którym odbyła się prezentacja całkiem nieźle się sprawdziło od strony akustycznej, choć jak zobaczyłam niski sufit podziemia to pomyślałam, że daleko dźwięk się nie poniesie. A było chyba całkiem nieźle.

A jeśli już przy dźwięku jesteśmy, no to nie mogę nie wspomnieć, że ostatnio, dzięki Najlepszemu z Braci na Świecie, wzbogaciłam się o wiekowe, acz wspaniałe kolumny Unitry/Tonsil. Po małym liftingu w najlepszym z możliwych w Gdańsku-Otominie serwisie kolumn - grają tak pięknie, że nie mogę się od nich oderwać.

I przy różnych dźwiękach staram się zapomnieć o tym, że świat jest wredny, że odchodzą z niego Artyści i, że Manchester przestanie mi się od dziś kojarzyć tylko z klubem piłkarskim... Tego oderwania od ponurej szarości i Wam życzę.

czwartek, 4 maja 2017

Co tu tak cicho?

Tak chyba wygląda życie każdego mojego rówieśnika: praca - pasja - pasja - pasja - praca :) Mam to szczęście, że czasem jeszcze w miejscu "praca" pojawia się u mnie wariant "praca/pasja". Lubię pracować jako tłumacz, a z czasem zostaje coraz więcej przyjemności przy mniejszym udziale wysiłku.

A co u mnie muzycznie?
Wielkie przemeblowanie! 
Dosłownie i w przenośni. 

Dosłownie, bo płyty znów przestały się mieścić na wydzielonej im przestrzeni i zaczęły po cichu anektować szafki, stół, stolik... Ostatnio płyną do mnie stałe dostawy nowych dźwięków i ten radosny potok powoli wylewa się poza ustalone ramy (nie to, żebym rozmawiała z płytami, gdzie im wolno leżeć, a gdzie nie, ale to taka niepisana i niezwerbalizowana umowa między nami...).
Aby trochę je ogarnąć i zapanować nad nimi musiałam oddać im większy regał. Teraz grzecznie stoją, choć muszę im od razu dorobić trzy półki na zapas, bo to się tak prosto nie skończy.

Fot. 1*

Robię też przemeblowanie w przenośni - przy okazji przekładania płyt zastanawiam się czego jeszcze będę słuchać, co oddać w dobre ręce, czego mam za dużo(bo czasem posiadam podwójne wydania, nie dlatego, by się czymś różniły, ale pierwszy kompakt kupowałam zazwyczaj sama, a drugi dostałam np. w paczce-prezencie od danego zespołu).
Rzecz jasna nie obchodzi się przy takich manewrach bez planowania - co kupić jako kolejne? I to jest u mnie bardzo niebezpieczne pytanie. Bo o ile potrafię tylko teoretyzować na temat czego by się tu pozbyć, to w kwestii nabytków - moje myśli są błyskawicznie wprowadzane w czyn.
A nie daj Bóg zorientuję się, iż o istnieniu jakiejś płyty przez kilka lat nie miałam pojęcia. Trzy kliknięcia później nagranie jest już moją własnością.
Taki nałóg.

Fot.2**

A jeśli już przy nałogu jesteśmy, to znalazłam ostatnio kapitalną książkę. Co prawda opowiada ona o manii czytania, ale opis niepohamowanej pasji spokojnie można przełożyć na inne zainteresowania (choć i ten bukinistyczny szał nie jest mi obcy). 

Parafrazując wspomnianą lekturę, wypadało by o mnie napisać tak: Istotą jej życia była muzyka. Słuchała jej ciągle. Słuchała po południu w fotelu, wieczorem w łóżku.
Najważniejsze obowiązki życiowe odwalała - można by powiedzieć - szybko, uczciwie i precyzyjnie, ażeby kupić sobie prawo do zatracania się muzyce podczas godzin należących do niej.

I tak właściwie mogłabym, sparafrazować całą książkę. Czytając ją dziś w autobusie uśmiechałam się, a czasami powstrzymywałam od głośnego śmiechu - to wszystko tak bardzo do mnie pasowało. (Pewnie dlatego jeden mężczyzna tak na mnie cały czas patrzył....)
To racja, że mania - jaka by ona nie była - zbliża do siebie maniaków. Rozmawiamy z tym samym żarem i iskrach geniuszu/szaleństwa w oczach :)

Z tą to radosną myślą zostawiam Was, bo sama idę poszukać czegoś do posłuchania. 
Ostatnio wracam do muzyki, której nie słuchałam BARDZO dawno, a stara miłość nie rdzewieje, tylko troszkę posiwiała...czy tam nabrała patyny.
___________________________
*Fot. 1 przedstawia część mojej kolekcji płyt - została zrobiona 17. lutego br
** Fot. 2 przedstawia o ile się wzbogaciłam od tego czasu (cztery płyty są jeszcze w drodze)