sobota, 11 lutego 2017

W mrok

Dziś będzie trochę nietypowo. Od mojego muzycznego znajomego Yana Dissectora otrzymałam dwie płyty - projekty Anna Vashchilo vel Anny Dust.

Płyty z autografami mają jednak coś w sobie :)

Nie nastawiałam się entuzjastycznie. Nie przepadam za gotykiem i niezbyt lubię żeńskie wokale, sądziłam więc, że słuchanie The Lust i Decadence Dust będzie krótkim epizodem.
I... cóż za zaskoczenie!
Jeśli szukacie muzyki pasującej do obecnej mrocznej, zimnej i ponurej aury to "Black Dahlia Poem" jest strzałem w dziesiątkę. Wysoki, hipnotyzujący wokal Anny, mocne klawisze i gitarowe tła(autorstwa wspomnianego Yana) wciągają, oplatają nas gęstą siecią wrażeń i nie puszczają aż do końca płyty. 
Album jest bardzo spójny, jednocześnie mocny i delikatny; wystarczająco melodyjny i odpowiednio ciężki. Gdyby nie fakt, że całość brzmi bardzo naturalnie, można by pomyśleć, że mamy do czynienia z efektem pracy perfekcyjnego producenckiego algorytmu. Nie, to nie komputerowa sztuczka - to rezultat muzycznej pasji i zaangażowania.

Z kolei "S.T.R.N." pokazuje nam nieco inne oblicze wokalistki. EP-ka zawiera dużo większą dawkę elektroniki, podczas pierwszych odsłuchań od razu skojarzyła mi się z kasetą Clan of Xymox słuchaną na walkmanie w zatłoczonym tramwaju. Jest agresywna, pełna gniewu i złości. To tylko cztery utwory, ale zawierające w sobie dawkę emocji pełnoprawnego albumu. Po jego przesłuchaniu człowiek czuje się jak po wypiciu podwójnego espresso na pusty żołądek - pełen energii i z ogromną potrzebą odpoczynku.

Mam świadomość, że znów promuję głęboką niszę, ale kiedyś usłyszałam, że jestem "niszą nisz" i jakoś mocno się z tym identyfikuję.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz