piątek, 24 lutego 2017

Jak NIE nauczysz się grać na gitarze

Ostatnio temat gitary nawet nie tyle co powraca do mnie, a stanowi clue moich muzycznych poszukiwań. Jak to zwykle z Internetem bywa - szukasz jednego, a znajdujesz drugie. A potem nawet nie pamiętasz jaki alogiczny splot linków przywiódł cię do miejsca, gdzie Internet ma swój koniec.

Tak i ja znalazłam muzyczne antygadżety, które mają w teorii pomóc zaczynającym swoją przygodę z gitarą adeptom sześciu strun. Część z nich może w jakimś marginalnym stopniu komuś pomogła przyswoić sobie pierwsze kroki w grze na gitarze, ale nie wierzę, aby którakolwiek z tych osób stała się dzięki nim choćby dobrym gitarzystą, nie wspominając już o wirtuozerii.

№ 1 

Naklejki na gryf z nazwami chwytów...
Brzmi nieźle. Ma to pewnie tak działać jak naklejki na klawiaturę do komputera. Jednak, o ile przystosowana w taki sposób do pracy klawiatura ma sens, bo każdej literze alfabetu łacińskiego odpowiada np. jeden znak cyrylicy, to na gryfie nie ma przecież ścisłego podziału na strefy dźwięków. 

Druga sprawa, że po naklejeniu takiego "cuda" dostajemy totalnego oczopląsu!!!

Źródło: myguitarsite.ca

Oznaczenia, jak widać na zaczerpniętym przeze mnie obrazku, są wydrukowane na paskach przezroczystej folii, którą przylepia się na kolejne progi. 

Powiem jedno - nie wierzę, że ktoś się w tym połapie i pomoże mu to zapamiętać chwyty. Ćwiczyć, ćwiczyć i jeszcze raz ćwiczyć, a nie obklejać gryf!!!

№ 2

To właściwie powinien być chyba jednak № 1... gitarzystom o słabych nerwach radzę odejść od monitorów....

Oto przed państwem silikonowe kapturki na palce! Ta-dam!
Po co?
Żeby chronić delikatną skórę waszych dłoni i za długie paznokcie. No to jest nawet trudne do skomentowania...jeśli bolą cię palce przy grze na gitarze i dlatego rzucasz instrument, to znaczy, że dobrze zrobiłeś/zrobiłaś, bo i tak żaden muzyk z ciebie by nie wyszedł.

Co do paznokci się nie wypowiadam - gitarzysta, obojętnie jakiej płci, palce musi mieć zadbane, a pazury krótkie. Tipsy albo gitara: wybór należy do ciebie ;)

A tego, że palce pocą się w kapturkach, które jednocześnie pozbawiają czucia struny(zrób w tym czymś dobre vibrato) oraz uniemożliwiają płynną zmianę akordów, przez litość nie wypomnę...


Znalazłam jedno zastosowanie dla tych kolorowych ochraniaczy (zaznaczam, że czysto teoretyczne, bo w rękach ich nie miałam). Może warto w nich ćwiczyć aby, tak jak polscy siatkarze, którzy na treningach mieli założone obciążenie na nogi, móc potem swobodniej grać? Ale to teoria mocno naciągana i wymyślona naprędce, żeby tak do końca nie mieszać produktu z błotem.

Jakby nie było - jak mówi stare porzekadło: kiepskiej baletnicy przeszkadza rąbek u spódnicy. Jeśli naukę gry na gitarze zaczynasz od poszukiwań odpowiedzi na pytanie: jakby tu pójść na skróty i ominąć lata praktyki?, to nie licz na sukces. Nie znam gitarzysty, którego płynnej gry na instrumencie nie poprzedziłyby godziny prześlęczone nad gryfem. 

I tak znajdując coraz to nowsze i bardziej absurdalne, wyręczające we wszystkim antygadżety, dochodzę do smutnego wniosku. Banalne stwierdzenie, że żyjemy coraz szybciej i dążymy, by żyć wygodniej, niestety dotyka też sfery gitary. Po to wynaleziono te "cuda", by szybciej poczuć zadowolenie z nowo nabytej umiejętności. Na szczęście nie wszystko da się przyspieszyć, ale pociągnie to za sobą pewne konsekwencje na przyszłość. Wydaje mi się, że będzie co raz miej pasjonatów gry, którzy będą chcieli poświęcić swój wolny czas na ćwiczenia. A w rezultacie będzie mniej muzyki do słuchania.

Żeby jednak nie kończyć tak pesymistycznie, podzielę się z Wami takim gadżetem, który ostatnio bardzo mnie ubawił. 
Na pewno słyszeliście o szalonej dyscyplinie jak gra na wyimaginowanej gitarze "air guitar". Otóż ostatnio pojawiły się w sprzedaży...struny do tego niewidzialnego instrumentu :) To się nazywa kreatywność! Jak znajdę - to koniecznie kupię, zwłaszcza, że ten zestaw firmuje sobą zespół KISS :D


czwartek, 16 lutego 2017

Luke Zecchin - gitarowy ekspert

Dziś o książce, która bardzo wpisuje się w moje zainteresowania muzyczne, co myślę stałych Czytelników nie dziwi. 

Otóż, wpadł mi ostatnio w ręce wydany w 2016 roku podręcznik dla gitarzystów, którego autor Luke Zecchin jest nie tylko teoretykiem, ale ma za sobą występy na żywo, godziny pracy w studiu i ponad dwadzieścia lat praktyki gry na gitarze. Play Guitar Better: The Quick-Start Guide to Great Technique - to podręcznik stworzony po to, aby pomóc gitarzystom grać komfortowo, dokładniej, bardziej efektywnie (nie mylić z efektownie!) i swobodnie.

Zawarte w książce porady może nie będą przydatne dla muzyków z wieloletnią praktyką, ale zapewne mogą pomóc tym, którzy nabrali już pewnej wprawy, ale ich złe przyzwyczajenia nie pozwalają im ruszyć dalej.
Jak podkreśla sam autor o  - ze złych przyzwyczajeń nie trzeba niszczyć, ale zastąpić je dobrymi nawykami.


Podręcznik jest napisany niezwykle klarownie, z poczuciem humoru i znawstwem tematu. Zecchin nie tylko wylicza podstawowe błędy gitarzystów, ale podaje konkretne ćwiczenia (do których znajdziemy w ebookach bezpośrednie linki), aby pomóc muzykom. 

"Play Guitar Better" to lektura obowiązkowa, odpowiadająca na podstawowe pytania, które chcieliście zadać, ale było Wam wstyd, ze tyle gracie i takich rzeczy nie wiecie, lub nie jesteście ich pewni. 

Książkę, w formie bardzo poręcznego ebooka znajdziecie na Amazonie obecnie w promocji jest bezpłatna do ściągnięcie, a prócz niej pięć innych podręczników:


Zapraszam również na stronę Autora: http://www.guitariq.com/, gdzie znajdziecie jego artykuły oraz materiały pomocne w nauce/poprawie swojej techniki.

sobota, 11 lutego 2017

W mrok

Dziś będzie trochę nietypowo. Od mojego muzycznego znajomego Yana Dissectora otrzymałam dwie płyty - projekty Anna Vashchilo vel Anny Dust.

Płyty z autografami mają jednak coś w sobie :)

Nie nastawiałam się entuzjastycznie. Nie przepadam za gotykiem i niezbyt lubię żeńskie wokale, sądziłam więc, że słuchanie The Lust i Decadence Dust będzie krótkim epizodem.
I... cóż za zaskoczenie!
Jeśli szukacie muzyki pasującej do obecnej mrocznej, zimnej i ponurej aury to "Black Dahlia Poem" jest strzałem w dziesiątkę. Wysoki, hipnotyzujący wokal Anny, mocne klawisze i gitarowe tła(autorstwa wspomnianego Yana) wciągają, oplatają nas gęstą siecią wrażeń i nie puszczają aż do końca płyty. 
Album jest bardzo spójny, jednocześnie mocny i delikatny; wystarczająco melodyjny i odpowiednio ciężki. Gdyby nie fakt, że całość brzmi bardzo naturalnie, można by pomyśleć, że mamy do czynienia z efektem pracy perfekcyjnego producenckiego algorytmu. Nie, to nie komputerowa sztuczka - to rezultat muzycznej pasji i zaangażowania.

Z kolei "S.T.R.N." pokazuje nam nieco inne oblicze wokalistki. EP-ka zawiera dużo większą dawkę elektroniki, podczas pierwszych odsłuchań od razu skojarzyła mi się z kasetą Clan of Xymox słuchaną na walkmanie w zatłoczonym tramwaju. Jest agresywna, pełna gniewu i złości. To tylko cztery utwory, ale zawierające w sobie dawkę emocji pełnoprawnego albumu. Po jego przesłuchaniu człowiek czuje się jak po wypiciu podwójnego espresso na pusty żołądek - pełen energii i z ogromną potrzebą odpoczynku.

Mam świadomość, że znów promuję głęboką niszę, ale kiedyś usłyszałam, że jestem "niszą nisz" i jakoś mocno się z tym identyfikuję.