czwartek, 31 grudnia 2015

Podsumowanie 2015 roku

Każdy robi swoje rozrachunki - to wypada, żebym i ja podsumowała rok 2016 w rosyjskiej muzyce z ciasnej, ale własnej perspektywy.
Jak we wszystkich praktycznie branżach - tak i w tej, ten rok do najłatwiejszych nie należał. Trudno się dziwić - wystarczy spojrzeć na kurs rubla, ropy naftowej i inflację. Delikatnie mówiąc: szału nie ma. Na szczęście są tacy, którym nawet tak poważny kryzys nie przeszkadza i tworzą dalej. Tym bardziej, moim zdaniem, należy im się podziw. Zespołów, które zarabiają wyłącznie muzyką na życie można w rosyjskim rocku i metalu policzyć na palcach jednej - dwóch rąk. Co oznacza, że gros muzyków tworzy poświęcając prywatny czas i środki nagrywają co im w duszy gra, bez większej nadziei, że przebiją się z tym do masowego odbiorcy.

Dla mnie ten rok pod względem muzycznym to przede wszystkim spotkanie z zespołem Grenouer w Płocku - nic nie przebije spotkania "na żywo" z muzykami.

Choć nie mniej ważne były nowe odkrycia: Республика Марс, Dissector, Gods Tower(i jeszcze kilka innych, o których w najbliższych postach napiszę), jak i przekonanie się, że dawni znajomi nadal świetnie sobie radzą.


Już zapowiedzią na wiosnę 2016 roku Третий Рим ucieszył mnie niezmiernie, bo jak już chyba gdzieś wspomniałam, wszystkie ich albumy są świetne, a ostatnie dwa na zmianę lądują w moim odtwarzaczu. Czekam z niecierpliwością na ich nową płytę i zapowiadany maksi singiel zespołu Чёрный Обелиск, gdzie obie grupy w jednym utworze połączyły swoje siły. Jakbym miała robić postanowienia noworoczne, to chciałabym zobaczyć ich na żywo, ale póki co zostaje to raczej w kwestii marzeń.

Prócz płyt - warte odnotowania jest zamknięcie największych torrentów - Rutracker. Czy to się jednak przyczyni do zmniejszenia piractwa? Nie sądzę. W Rosji nie tylko jest ono powszechne, ale wręcz uznane za zwyczajne źródło muzyki. Prócz samych zainteresowanych, nikt nie piętnuje nielegalnego rozdawnictwa. A przestworza rosyjskiego Internetu są tak rozległe, że właściwie nie jest możliwe, aby go w pełni kontrolować.

Wszystkim Czytelnikom życzę dobrej sylwestrowej zabawy i żeby 2016 rok nie był gorszy od poprzedniego!

poniedziałek, 28 grudnia 2015

Byłam grzeczna! :)

A jednak, wbrew moim wyliczeniom, byłam w tym roku bardzo grzeczna :)

Mikołaj zostawił dla mnie pod choinką dwie brakujące mi do pełnej dyskografii zespołu Третий Рим płyty. Miałam je w wersjach cyfrowych co prawda, ale co krążek, to krążek.  Zwłaszcza, że na "О другой стороне" prócz muzyki znajdują się zdjęcia i teledysk(a klipy tego zespołu to kolejny materiał na opowieść). No i powiedzmy sobie szczerze - świadomość, że jako jedyna osoba w Polsce posiadam ich wszystkie albumy też wpływa na mnie dodatnio (a moje ego ma dziś ucztę ;) ). 

Tak...każdy ma takiego znajomego co się wciska na zdjęcia, jak ten renifer :)

Już niedługo zapraszam na podsumowanie roku. A teraz wracam do stołu, bo ciasta same się nie zjedzą, a herbata sama nie wypije - a taki muzyczny zestaw do jej parzenia przyniósł mi Mikołaj. Muszę przyznać, że zna mnie naprawdę nieźle - wszystkie prezenty były bardzo trafione!

To jest genialny podarek dla ludzi z taką sklerozą jak ja - zrobię sobie herbatę i po 20 minutach o niej sobie przypominam - a tu nadal ciepła :)

czwartek, 17 grudnia 2015

Wersja de luxe, czyli jak to robią w Rosji

O tym, jak zmienia się rynek nabywających fizyczne nośniki muzyczne, napisano już wiele. Wiemy, że coraz częściej prócz muzyki, interesuje nas to w jaki sposób ktoś nam ją poda, zapakuje, skusi do kupna rozszerzonej wersji.

Bonusowe nagrania już nie wystarczą, oczekujemy, że całość wraz pudełkiem będzie sprawiało wrażenie czego unikalnego.

Przykładów na zły design znam kilka. Choćby wykonanie etui do 11 książek wraz z dodanymi płytami zawierającymi większość twórczości Władimira Wysockiego. Po pierwsze płyty włożono do bardzo cienkich folii, a dodatkowo przyklejono je na klej, który zostawił tłuste plamy.
Samo przyciasne etui zrobiono z bardzo cienkiej tekturki, która po złożeniu traci sens....Bo zakładam, że mam futerał po to, żeby nie niszczyć książek, przy ich częstym wyciąganiu (co u mnie faktycznie dość regularnie ma miejsce). A zaprojektowano je tak, że albo niszczysz przy tym pudełko, albo książkę....wybór należy do ciebie!


I choć samo wydawnictwo jest niezwykle ciekawe, to ten małe potknięcia obierają trochę radości. Wiem, mogłam kupić taniej każdą książkę osobno. Jednak powstawało wtedy pytanie, czy uda mi się zebrać wszystkie i druga sprawa - natknęłam się w rosyjskim internecie na wiadomość, że i tam popełniono pewien błąd. Mianowicie do jakiejś partii przez przypadek dodano złą płytę. W rezultacie nagarnia mogłyby się zdublować, a jakiejś części nagrań byłabym pozbawiona. Wersja z etui była poza podejrzeniem posiadania takiej wady, a i tak z głośnym biciem serca sprawdzałam przesyłkę...

Inny przykład na to jak pięknie mogło być, ale nie wyszło, to projekt drewnianego pudełka albumu Power Tale "Урфин Джюс и его оловянные солдаты"*, który widzicie poniżej. Piękny prawda? Tylko, że w ostatnim słowie солдаты brakuje litery "л". Takie tam...może się czepiam....


Czyli wersje ładne i dopracowane w Rosji nie istnieją? Istnieją! Są zarówno pięknie wydawane płyty jak i książki.

Do tych pierwszych bezsprzecznie trzeba zaliczyć pomysłowo wydaną w 2010 roku płytę Дети Picasso (szerzej o niej przeczytacie na stronie RockMagazyn.pl). Również ostatnio zespół zaskoczył fanów limitowaną edycją ostatniego albumu "Motherland". Otóż bardzo ograniczonej liczby nabywców grupa przygotowała drewniane pudełka przystrojone techniką decoupage. 

Zdjęcie pochodzi z profilu Fb zespołu Дети Picasso

Tak zapakowana płyta rzeczywiście jest wyjątkowa. 

Od jakiegoś czasu oprawę swoich albumów bardzo dba zespół Чёрный Обелиск. Już opisywany przeze mnie "Зелёный альбом" był dopracowany, a co dopiero wspomnieć o następnych płytach! Piękny "Мёртвый сезон"  i zachwycająca "Революция" są przykładami na to, że można.


Obecnie, zwłaszcza w Rosji, płyty kompaktowe kupują już tylko narwańcy (rzecz jasna, w pozytywnym tego słowa znaczeniu). Dlatego tym bardziej warto nad nimi się pochylić i wymyślić coś co ich nie tylko przyciągnie, ale w pewnym sensie wynagrodzi fakt, że nagrania kupili, a nie ściągnęli piracką wersję z sieci.

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

* Jeśli interesuje Cię kim jest Urfin Jus - spieszę z tłumaczeniem. Aleksander Wołkow stworzył w 1963 roku postać Urfina - złodzieja, który nienawidzi ludzi, taki mroczny typ ogarnięty żądzą. Urfin Jus zamieszkiwał znaną ze starszej powieści L.Franka Bauma - Krainę Oz. Wołkow napisał sześć książek, ale sam cykl rozwijali dalej inni autorzy. Wśród rosyjskich zespołów znajdziecie również Урфин Джюс z ówczesnego Swierdłowska(Jekaterynburg), która powstała w 1980 roku i stała się jedną z najbardziej rozpoznawalnych grup rockowych swojego miasta.

środa, 9 grudnia 2015

Gdzie kupować rosyjskie płyty? (cz.II)

Ponad cztery lata temu pisałam o tym gdzie najlepiej kupować rosyjskie płyty. Od tego czasu zmieniło się bardzo dużo w tym temacie, niestety po kilkunastu miesiącach łatwiejszego dostępu do nagrań - wróciliśmy praktycznie do punktu wyjścia.

Najlepsze i najbardziej niezawodne źródło płyt, czyli rosyjscy znajomi, przestało być tak bezproblemowe. Jedną z przesyłek, która do mnie szła - celnicy z Moskwy trzy razy cofali do nadawcy. Dzięki temu cena z wysyłkę wzrosła trzykrotnie i skutecznie wybiła mi z głowy bezpośrednie przesyłki z Rosji. 

Jednak należę do osób upartych i sposób znalazłam - mój dobry znajomy z Łotwy robi zakup, a potem wysyła mi rzeczy do Polski. Oczywiście jest to kombinowanie, ale póki co się sprawdza. Łotwa oraz pozostałe kraje, które wchodziły kiedyś w skład Związku Radzieckiego, jest bowiem bardziej zaufanym miejscem w oczach Rosji i rosyjscy celnicy nie robią przy tych przesyłkach takich ceregieli.


Natomiast zakładając, że nie mamy znajomych we Wschodniej Europie pozostają nam sklepy internetowe. 

Rosyjskie sklepy internetowe po krótkim przebudzeniu, znów stały się dla nas niedostępne ze względu na problem z przekazem zapłaty. Karty kredytowe nie są często akceptowane, a jeśli nawet - to okazuje się, że wysyłka z bliżej nieokreślonych powodów jest niemożliwa. 

Sama obchodziłam taki problem pisząc bezpośrednio do zespołu (zawsze jakiś mail na stronie czy Vkontaktie - rosyjskim odpowiedniku Facebooka - można znaleźć). Jednak wspomniana wyżej "przygoda" zniechęciła mnie. Nie chcę narażać żadnej ze stron na dodatkowe koszty.

Rosyjski brat Allegro, czyli Molotok  przez długi czas służył mi za źródło zakupów, choć i tam nie było różowo. Mało kto chciał wysyłać płyty za granicę. Teraz tego problemu już nie ma, bo od końca sierpnia tego roku Molotok przestał istnieć.

Polskie sklepy internetowe odwiedzam rzadko, bo ich oferta nadal jest dla mnie zbyt wąska. Żeby było jasne - nie krytykuję tego stanu rzeczy, bo zdaję sobie sprawę z tego jak ciężki i niewdzięczny jest to interes. Podziwiam tych nielicznych zapaleńców, którym nadal się chce sprowadzać nagrania.

Zagraniczne strony jak www.discogs.com, czy ebay (z rozwinięciem o różne krajowe domeny) proponują szeroki asortyment. Oczywiście i ceny są tam "zachodnie", a najgorzej, kiedy cena wysyłki przewyższa cenę płyty - wtedy mnie krew zalewa. Ale i tam można znaleźć coś po okazyjnej cenie. Tylko trzeba już znać konkretnego wykonawcę.

http://letmeroll.sstore.pl/

Co się w takim razie zmieniło in plus?

W poście sprzed czterech lat marzyłam, żeby powstał sklep, gdzie nie tylko można kupić, ale i porozmawiać o muzyce, poradzić się sprzedawcy.

Takie miejsca powstają i bardzo cieszą. Jednym z nich jest sklep Let Me Roll, w którym znajdziecie najprawdopodobniej najciekawszą w Polsce ofertę płyt m.in. z Węgier, Rumunii, byłej Jugosławii, ale także i Rosji! A co najważniejsze - Właściciel wie co sprzedaje, o czym mogliście poczytać tu.

Wszystkim fanom winyli polecam Ivintage (w Gdańsku na ulicy Hynka 23). Bo to nie tylko i wyłącznie sklep - to miejsce spotkań, rozmów, poznawania nowej muzyki i nie koniecznie rosyjskiej.

http://www.ivintage/

poniedziałek, 7 grudnia 2015

Trzy dekady - dwie rocznice

30-letnia „Energia”

Debiutancki album zespołu, będąc ledwie co próbą umiejętności grupy, często nie stanowi dokonania w sensie muzycznym. Muzycy dopiero się docierają, szukają swojego stylu i potem z pewnym przekąsem, choć i dobrotliwym uśmiechem wspominają swój pierwszy album.

Inaczej było w przypadku zespołu Алиса — nie dość, że samo nagranie było ważne, to jeszcze towarzyszyło mu kilka wydarzeń, które zapisały się w historii nie tylko radzieckiego rocka, ale całej kultury masowej.


Na album weszło dziesięć utworów, a otwierała je, dziś już kultowa piosenka «Мы вместе». Autorem wszystkich tekstów był wokalista zespołu – Konstantin Kinczew. Osoba o tyleż barwna, co kontrowersyjna. Dziś uważany za niekwestionowanego lidera Alicji, wówczas dopiero wpasowywał się w istniejący skład zespołu. Co ciekawe, grupa w tym czasie była na muzycznych rozstajach. Muzycy podzielili się i każdy ciągnął w stronę swojego pobocznego projektu. Sytuacja była na tyle poważna, że dogrywaniem albumu był zainteresowany jedynie producent – najbardziej znany rockowy mistrz nagrań – Andriej Tropiłło.

"Energia" była pierwszą rockową płytą, która ukazała się pod szyldem firmy Мелодия/Melodia, która tym samym dawała znak, że odmładza swój wizerunek i idzie z duchem czasu.

30-lecie wydania płyty odbiło się szerokim echem nie tylko w branżowej prasie - Kinczew zawitał nawet w najbardziej popularnym telewizyjnym show - Вечерний Ургант. (Jeśli macie za dużo wolnego czasu i chcecie popatrzyć co w trawie piszczy - to polecam program Iwana Urganta, bo to niespotykani błyskotliwy człowiek).

Dziś, jeśli ktoś chciałby zaczynać swoją muzyczną przygodę z zespołem, to między nami mówiąc - nie polecam słuchać Alicji chronologicznie. "Energia" to bardzo ważny album, jednak kiedy wyrwie się go z kontekstu czasu i przestrzeni traci on połowę swojej siły.  

Co ciekawe - swój winylowy egzemplarz kupiłam na Jarmarku Dominikańskim za 5 złotych...



Druga - nie mniej ważna rocznica - to trzy dekady istnienia zespołu ARIA

Zwieńczeniem jubileuszu był dwudniowy festiwal AriaFest, na potrzeby którego specjalnie przywrócono do życia projekt klasyczna Aria. Pomysł zagrania wspólnie z orkiestrą utworów Arii po raz pierwszy zrealizowano w 2002 roku (jeszcze gdy wokalistą zespołu był Walerij Kipiełow). Wraz z orkiestrą Globalis pod batutą, dziś już świętej pamięci, charyzmatycznego Konstantina Krimca grupa wystąpiła w Zielonym Teatrze w Parku Gorkiego.

Tym razem orkiestrą Globalis dyrygował szwedzki mistrz batuty - Ulf Wadenbrandt, który na swoim koncie ma już niejeden koncert rockowy. 


Prócz orkiestry nie zabrakło na scenie byłych muzyków i tekściarzy Arii (Margarita Puszkina i Aleksander Jelin). Między innymi wystąpił wspomniany Walerij Kipiełow i Siergiej Mawrin. Ten ostatni - już za parę dni będzie prezentował światu swój kolejny instrumentalny album pt.: "Echoes". Wśród trzynastu gitarowych utworów znajdą się nowe interpretacje znanych utworów zespołu Маврин i zupełnie nowe kompozycje. W sumie, jak zapowiada muzyk - dostaniemy 70 minut najlepszych jego utworów w analogowym brzmieniu dzięki nagrywaniu materiału na taśmę magnetofonową. 

Wracając do Arii - jeśli ktoś jest ciekaw historii z trzech dekad, które nie były dotychczas znane w szerokich kręgach - zapraszam do oglądania kroniki filmowej, która składa się z krótkich odcinków.

Całość można obejrzeć na kanale YouTube, a tu znajdziecie pierwszy odcinek.