środa, 11 listopada 2015

Święto Niepodległości - czyli jestem WOLNA!

W Polsce świętujemy dziś przede wszystkim Święto Niepodległości. Nie idę na pochód, nie wywieszam flagi (nie posiadam), ale świętuję. Nie zapominam, że dziś swoje święto mają Marciny - wszystkim Marcinom życzę przy okazji dużo zdrowia i żeby znajomi nie zapomnieli o Waszych imieninach w ferworze niepodległościowych obchodów.

Mam dziś jeszcze dwa święta. Na jedno właśnie wybieram sukienkę, czyli to jeszcze trochę potrwa zanim trafię na imprezę. Drugie od rana cieszy samą myślą i o nim dziś napiszę.

Pięć lat temu wydawało mi się (o ironio!), że przeżywam jeden z lepszych dni mojego życia. Decyzję podjęłam kilka tygodni wcześniej ważąc wszystkie "za" i "przeciw". Teraz trzymałam w rękach podpisaną umowę z wydawnictwem na publikację drukiem mojej książki. Radość trwała krótko. Współpraca z korektorem to tak zwany śmiech na sali. Kobieta wytknęła mi kilkanaście "błędów" (do dziś pamiętam batalię o to, żeby nazwę gitar Fender zostawiła napisaną z wielkiej litery...), a kilkanaście faktycznych potknięć zostawiła.

O usunięciu kilku informacji właściwie nie wspomnę, ale bibliografię mogli zostawić...cóż wydawnictwu droga była każda strona, więc cięli równo z trawą. A potem ja się tłumaczyłam z tego, a potem było już mi wszystko jedno.

Wynikające z umowy materiały dostałam po serii maili, wysłane w końcu nie dotarły na czas prezentacji książki.

Najbardziej bolesne było to, kiedy dowiedziałam się, że wydawnictwo pieniądze za moje książki owszem zgarnia, ale żeby już wysłać ludziom zamówiony egzemplarz to już nie. Co mnie tak w tym zabolało? A to, że spodziewam się ile złych myśli poleciało przy okazji w moją stronę.

Zrodziło to też niedomówienia, jak to gdy wysłałam swój ostatni egzemplarz - tak z czystego serca i bezpłatnie pewnemu Panu z Kielc, a nawet informacji zwrotnej, o tym, że przesyłka doszła nie dostałam, o "dziękuję" nie wspomnę...

Bywa i tak.

Jednak od dziś jestem WOLNA!!! Umowa właśnie wygasła, tekst wraca do mnie. Mogę nad nim popracować, poprawić go, uzupełnić i wrzucić w postaci ebooka do sieci. Choć wątpię, czy znajdą się chętni, aby to przeczytać. Nie wliczając garstki malkontentów, którzy czytają, żeby wytknąć literówkę. 

Staram się uczyć na błędach - najważniejsza lekcja jaką odebrałam to ta, że od tej pory wszystkie większe publikacje niszczę zanim je wydam. I tak do kosza powędrowała biografia zespołów Мастер i Чёрный Обелиск, mini leksykon rosyjskiej muzyki rockowej i metalowej oraz opracowanie historii radzieckiego rocka i metalu. 

Na nasuwające się pytanie: po co w ogóle piszę? odpowiem: tak już mam. Siedzę i gryzmolę, piszę właściwie każdego dnia, a potem powstaje z tego masa makulatury i malutka karteczka dobrego tekstu. Ostatnio faktycznie więcej tekstów pod melodię, niż artykułów/felietonów. 

Jakby nie było - jestem szczęśliwa i WOLNA. Czego i Państwu z okazji Święta Niepodległości życzę. A czym jest ta wolność? A proszę sobie posłuchać - ja się pod tym obiema rękami, długopisem i klawiaturą podpisuję.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz