piątek, 2 października 2015

Kaseta - historia odkurzona

Parę dni temu dostałam bardzo miły prezent od zespołu Республика Марс - w paczuszce trafiła do mnie opisywana wcześniej płyta "Музыка Подвалов" i składanka niezależnych wykonawców Охота. O pierwszym wydawnictwie już pisałam, więc wspomnę tu w kilku słowach o drugim, gdzie wśród osiemnastu wykonawców pojawiła się Республика Марс z utworem "Твой папа-рок музыкант". Składanka zawiera bardzo ciekawy przekrój muzyczny - będzie czego słuchać i poszukiwać, zwłaszcza, że dla ułatwienia poszukiwań każdy z zespołów zostawił swoje namiary. 


Oba wspomniane albumy zostały wydane na płytach kompaktowych, natomiast trzeci prezent - debiutanckie nagrania Республика Марс przyszły do mnie nagrane na kasecie. Przekładam ją z ręki do ręki i ciągle się zastanawiam, jaka była moja pierwsza oryginalna kaseta? Nie pamiętam, ale przypomniałam sobie ostatni zakup - były to dwie kasety, na których zapisano album "Reunion" Black Sabbath z genialnym utworem "Psycho Man", na stronie D.

I tak jakoś nostalgicznie natchnęło mnie na wspomnienia.

Pierwszy odtwarzacz kasetowy pojawił się w moim domu, gdy miałam 5 czy 6 lat. Był to walkman Kajtek koloru krwistoczerwonego ze słuchawkami, które miały pomarańczowe gąbeczki. Długo nam służył, ale miał tą wadę, że można było słuchać nagrań wyłącznie samemu.

Drugi sprzęt, to była czarna Emilia RM 407 firmy Unitra Eltra z jedną kieszenią, możliwością nagrywania i radiem! Skok technologiczny był zauważalny.

Kolejny magnetofon pojawił się jako prezent na moją I komunię świętą. Moja Mama Chrzestna z Rodziną podarowali mi dwukasetowego jamnika firmy SONY. To był szał w trampkach!
Nie dość, że miał radio, to te dwie kieszenie na kasety, dawały możliwość przegrywania z taśmy na taśmę. Zawsze towarzyszył temu strach, czy dobrze umieściło się taśmy, bo jak pomyliłeś kieszonki, to nie dość, że nie nagrało się, to jeszcze mogłeś skasować oryginał. 

Po jakimś czasie doszło do nas, że magiczne otwory na dole kasety pozwalały na utrwalenie zapisu, a jak się je zakleiło taśmą, to znów można było nagrywać. Eureka!

Niestety z czasem magnetofon odmówił posłuszeństwa - zaczął wciągać taśmy, przestał nagrywać, zbyt wolno ciągnął kasety i wszystko brzmiało jak jakieś opowieści z krypty ;)

Ostatni dotychczasowy magnetofon kupiłam już za własne zarobione w sezonie letnim pieniądze (szłam do pierwszej klasy liceum). Mini wieża Philips miała znów jedną kieszeń magnetofonu, a najszybciej zepsuł się przycisk record. Wina leżała po mojej stronie, bo niezliczoną ilość razy wpadałam wręcz na ten guzik, kiedy usłyszałam w radiu coś, co koniecznie musiałam zapisać. I zawsze towarzyszyła temu spóźniona myśl: zaraz, zaraz, ale co ja tam kasuję? na co ja to nagrywam?

Wieża, przy przeprowadzce na swoje, została w domu rodzinnym. Po pierwsze dostałam w prezencie nową, lepszą wieżę, a po drugie większość kaset była albo rozmagnesowana, albo tyle razy użyta, że na nagrania składały się pocięte kawałki i takiego miksu już nie dało się słuchać.

Szczerze mówiąc, byłam przekonana, że moja przygoda z kasetami magnetofonowymi się skończyła. A choć w moim muzycznym życiu kasety zajęły sporo miejsca, jakoś nie wspominam ich z taką nostalgią, jak taśmy i magnetofony szpulowe. Jednak kaseta zespołu Республика Марс dała mi do myślenia i chyba wrócę do magnetofonu. 

4 komentarze:

  1. There are a lot of stories associated with the cassettes for sure =) In the city where I lived being a kid (Nakhodka, port city in the Far East of Russia), there was a guy who was getting new vinyls from his buddy a sailor who would regularly go to Japan and Korea. In early 90s fresh music was quite a deficit in Russia so this guy was doing little business by recording music from vinyl discs on cassettes. But it looks like he didn't consider it fair that everybody around would have same good recording quality so he did a little trick. He intentionally damaged quality of some tracks by reducing recording level of doing some other stupid things. I remember he did that shit to "Long Cold Winter" album by Cinderella he copied from vinyl to tape for my brother and me :))

    OdpowiedzUsuń
  2. There are a lot of stories associated with the cassettes for sure =) In the city where I lived being a kid (Nakhodka, port city in the Far East of Russia), there was a guy who was getting new vinyls from his buddy a sailor who would regularly go to Japan and Korea. In early 90s fresh music was quite a deficit in Russia so this guy was doing little business by recording music from vinyl discs on cassettes. But it looks like he didn't consider it fair that everybody around would have same good recording quality so he did a little trick. He intentionally damaged quality of some tracks by reducing recording level of doing some other stupid things. I remember he did that shit to "Long Cold Winter" album by Cinderella he copied from vinyl to tape for my brother and me :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Respublica Mars: Thank U for comment! By the way - "Long Cold Winter" it's the best of Cinderella album.

      Usuń