poniedziałek, 31 sierpnia 2015

Chassis w Rosji, czyli Polacy na Wschodzie robią wrażenie!


W ostatni weekend sierpnia w Kaliningradzie już po raz piętnasty odbył się międzynarodowy festiwal Kaliningrad InRock pod hasłem "Za pokój w rosyjskim świecie". Zwany potocznie -  K!nRock - jest najważniejszym rockowym wydarzeniem w całym Obwodzie Kaliningradzkim i jednym z największych w całej Rosji. Co roku organizatorzy zapraszają na scenę nie tylko lokalne czy ogólnorosyjskie gwiazdy, ale też zagraniczne zespoły. Wśród grup znajdują się zarówno debiutujące oraz te, które mają za sobą już duże doświadczenie, a także legendy. Jak mówi jeden z głównych organizatorów przedsięwzięcia - Aleksandr Feoktistov: "Nie wartych wpuszczenia na scenę zespołów nie zapraszamy, one wszystkie są interesujące".

Aby stało się zadość temu, że wszystkie zespoły mają być traktowane jednakowo poważnie, w tym roku organizatorzy wdrożyli nowe rozwiązanie i na afiszach nie umieścili godzin występów poszczególnych zespołów. Bardzo ciekawe posunięcie (zwłaszcza, że wejście na festiwal było bezpłatne) sprawdziło się, bo widownia przyszła posłuchać po prostu dobrej muzyki, a nie tylko konkretnego wykonawcy.

A jednym z nich był w tym roku polski zespół Chassis. O tym jak zostali przyjęci i z jakimi wrażeniami wrócili do domów rozmawiałam z gitarzystą - Mateuszem Rybickim.

Fot. Ivan Voroshen

- Jak trafiliście na jubileuszową edycję najważniejszego rockowego festiwalu w Obwodzie Kaliningradzkim?
Mateusz: To pytanie jest raczej do Michała [wokalisty - przyp.K.P.], wedle mej wiedzy zaproszenie dostaliśmy przez FB. Internet generalnie pozwala działać "ponad podziałami granic". Sprawa była dogrywana jakiś czas. Wyjazd do Kaliningradu oczywiście wymagał dopełnienia stosownych formalności i dużo dokładniejszego przygotowania niż w przypadku krajów z Unii Europejskiej. szczęśliwie wszyscy mieszkamy w strefie przygranicznej i udało się wyjechać na podstawie Małego Ruchu Granicznego.

 - Jakie wrażenia zostawiła na was po sobie organizacja całego przedsięwzięcia od strony technicznej? 
Mateusz: W skrócie - bardzo dobre. Na prawdę duża impreza zorganizowana bezproblemowo. Zarówno od strony logistycznej jak i technicznej. Standard sceny i nagłośnienia nie odbiegał od tego, do czego przyzwyczaiły nas polskie imprezy. Dobre nagłośnienie frontalne, klasowy "backline", bardzo sprawna obsługa techniczna - mówiąca po angielsku, mili ludzie - generalnie wszystko OK. Również zaplecze hotelowe bez zastrzeżeń, ale co najważniejsze - baardzo gościnni organizatorzy. Przed wyjazdem nie byliśmy pewni jak będzie i czego możemy się spodziewać, tym bardziej muszę przyznać, ze InRock znacząco przerósł nasze oczekiwania.

Fot. Ivan Voroshen

 - Już z kilku źródeł słyszałam, że zostaliście bardzo dobrze odebrani przez publiczność - pochwal się tym proszę.
Mateusz: Tak, rzeczywiście udało się i wypadliśmy nieźle. Myślę że zebrało się na to kilka czynników. Na bank brzmieliśmy inaczej niż zespoły rosyjskie. Nieco bardziej anglosasko i ciężej. Zdaje się, że przytup naszej sekcji przypadł publiczności do gustu. Kolejnym kluczowym czynnikiem był fakt, że Michał zna rosyjski na tyle dobrze, żeby porwać tamtejszą publiczność do zabawy po rosyjsku. Myślę, że dzięki temu "wkupiliśmy" się trochę w ich łaski ;) na tyle, że pomimo braku takiej możliwości w sensie czasu występu, publiczność domagała się bisów! (ponoć pierwszy raz w historii InRock'a od zagranicznego zespołu). Po graniu poszliśmy "do ludzi" i muszę przyznać, że przyjęli nas cudnie. Usłyszeliśmy baaardzo dużo ciepłych słów, zrobiliśmy z ludźmi masę zdjęć. Zostaliśmy ugoszczeni po królewsku przez publiczność jak i organizatorów - z tego miejsca pragniemy wszystkim jeszcze raz serdecznie podziękować.

- A jak wyglądały relacje za sceną między muzykami? Mieliście okazję porozmawiać dłużej z pozostałymi uczestnikami Festiwalu?


Mateusz: Na "backstage'u" było bardzo miło, choć muszę przyznać, że w przypadku większości naszego zespołu (w tym moim) bariera językowa nie do końca pozwoliła na pełną "integrację". Nie zmienia to faktu, że czuliśmy się otoczeni pozytywna energią i ten kontakt który mieliśmy z współwykonawcami był mega przyjazny.

Fot. Ivan Voroshen

- Nie mogę nie spytać o samo miasto - udało się wam coś zwiedzić? Pytam bo sama jestem autentycznie zafascynowana tym miastem, jego historią i przede wszystkim ludźmi i panującą tam atmosferą.
Mateusz: Miasto jest rzeczywiście ciekawe. Fakt faktem czasu na zwiedzanie nie było, zrobiliśmy jedynie krótki spacer po centrum, wizytę "w magazynie" itp. Moim zdaniem Kaliningrad to takie nietypowe zderzenie rzeczy pięknych i brzydkich. Cudna architektura miesza się tam z betonem blokowisk. Ma to swój niepowtarzalny wymiar i jestem w stanie zrozumieć twoją fascynację. Na pewno warto byłoby spędzić w tym miejscu więcej czasu i trochę mocniej tam pooddychać. Mamy wszyscy nadzieje na rychły powrót.

Fot. Ivan Voroshen

- Ok, to na koniec powiedz jeszcze gdzie w najbliższym czasie będziemy mogli was usłyszeć?
Mateusz: Dopinamy daty jesiennych koncertów w Polsce. Na razie mogę powiedzieć, że 27.09 zagramy w Sopocie. Więcej konkretów będziemy znali "na dniach". Szykuje się granie w październiku ;)

- Dzięki za poświęcony czas!
Mateusz: Pozdrawiam!

Aha, jakby ktoś przez przypadek nie słyszał jeszcze Chassis, to KONIECZNIE musicie to nadrobić. Mała próbka możliwości zespołu poniżej, ale to co oni robią na koncertach przechodzi o głowę nagranie z płyty czy teledysku, czyli jak ktoś chce ich naprawdę usłyszeć to musi wpaść na ich koncert. 




Zapraszam do obejrzenia pozostałych zdjęć z koncertu Chassis autorstwa Iwana Woroszena pod tym linkiem.

czwartek, 27 sierpnia 2015

Dissector - niespodzianka od zespołu :)

W tym tygodniu dostałam bardzo miłą przesyłkę od Jana Fiediajewa - lidera, gitarzysty i wokalisty zespołu Dissector. W paczuszce dostałam trzy płyty grupy - dwa ostatnie albumy i najnowszą EPkę, która zawiera w sumie 10 ścieżek! Co dla mnie bardzo cenne - albumy podpisali wszyscy muzycy, którzy brali udział w ich nagraniu.

Od razu zaświtała mi myśl, żeby zrobić sobie zdjęcie z płytami i tym samym pokazać muzykowi, że jego prezent doszedł w całości. Niestety coś mnie podkusiło, żeby odłożyć fotografowanie na wieczór. A po południu, w skrócie mówiąc, przechodząc przez ulicę wykonałam salto mortale - nie mam pojęcia jak - najważniejsze, że wylądowałam na dłoniach i kolanie - głowa cała.

Gorzej, że dłonie nie dość, że poharatane, to bolały mnie tak, że miałam problem otworzyć kluczem drzwi. O zdjęciu tego dnia nie było mowy. 


I tak przeturlałam się kilka dni - teraz bez bólu mogę chociaż pisać. Cały ten czas jako środek znieczulający towarzyszyła mi muzyka Dissector :) I wciąż nie mogę powiedzieć, że poznałam do końca ich styl. Na pewno jest muzyka, gdzie bez względu na ciężkość utworu, zawsze melodia jest niezwykle istotna. I tu się z zespołem w pełni zgadzam :) Muzycy wprowadzają z jednej strony dużo elektroniki, a z drugiej nie obawiają się wkomponować dłuższej lirycznej melodii. Panowie robią naprawdę wiele, żeby nie dać się zaszufladkować.

Jednocześnie bardzo miło zobaczyć, że producentem wszystkich nagrań był Aleks Bołotow - na co dzień basista dobrze znanego nam zespołu GRENOUER. Zresztą to nie jedyny akcent petersburskiego zespołu - do jednego z utworów słowa napisał Andriej 'Ind' (wokalista GRENOUER).

Co do graficznej strony wydań - widać, że i nad nią się głębiej zastanawiano. Na początku najbardziej przypadła mi do gustu okładka "Grey Anguish" (może dlatego, że ją najdłużej znam), teraz natomiast coraz bardziej przemawia do mnie oprawa graficzna "Pride & Hate".


Obraz wisi prosto, to fotograf leży na boku ;) 
A na łokciu jeszcze pozostałości salta.

Na zdjęciu może nie do końca widać, ale za okładkę jednej z płyt wsunięta jest biała kostka do gitary z logo Dissector - mała rzecz a cieszy :D

wtorek, 18 sierpnia 2015

Muzyczne gadżety, albo Najwyższy spraw, żebym kupiła tylko to, co zamierzałam (12)

To miał być post o tym jak wszędobylska polityka wtrąca mi się w życie, a dokładniej w pracę, jak to przed czym uciekam przez całe dorosłe życie - dogania mnie i każe odpowiadać na pytania, które zupełnie nie leżą kręgu moich zainteresowań. 

Ale nie będzie o tym - narzekania mamy dość wokół, czasem trzeba rozrywki, takiej zwykłej, z nie najwyższej półki, popcornu dla oczu. I właśnie taką prażoną kukurydzą zamierzam Was dziś uraczyć.

W moich nieustannych poszukiwaniach muzycznych w tak zwanym międzyposzukiwaniu trafiam ostatnio na kolejne muzyczne gadżety. Niby człowiek szuka konkretnej rzeczy, a potem jakimś dziwnym zrządzeniem losu, połączeń linkowych lub innym systemem sznurków trafia na rzecz i zastanawia się po szekspirowsku "kupić - nie kupić".


Termos rosyjski gitarzysta - znajdziecie tu

Bardzo podoba mi się napis na opakowaniu informujący, że termos utrzymuje ciepłe napoje i wyśmienite poczucie humoru. 

Co ciekawe, wśród gadżetów muzycznych królują niezmiennie te, które odwołują się do legend muzyki jak The Beatles, The Rolling Stones, Elvisa, Queen, 

Zadziwiające jest dla mnie natomiast to, że do łask wracają figurki-postacie muzyków. Byłam przekonana, iż ich czas przeminął i to se ne vrati, jak mówią bracia Czesi. A jednak - figurki Bona Scotta i Angusa Younga z AC(piorun)DC można znaleźć na niejednej aukcji.


Na nietypowy recykling muzyczny wpadł też ktoś, kto wystawił przerobioną na kielich butelkę po piwie sygnowanym przez Motorhead. Gdyby ktoś chciał policytować przedmiot, to znajdzie go tutaj.



Jimi Hendrix za to doczekał się własnego misia....a nawet kolekcji pluszaków ubranych a'la mistrz gitary... I tu nie rozumiem do kogo skierowany jest gadżet. Przyjmijmy, że jest grupa fanów, która kupi wszystko z napisem Hendrix, ale nawet ja przy swojej niepohamowanej manii zakupowej, nie kupiłabym misia stylizowanego na kogokolwiek z muzyków. Ale może to ja jestem dziwna, a inni widzą o lepiej.


Kiedy jesteśmy już przy misiach, to przy okazji wspomnę, że patrzące spoza okularów na nas wszechobecne Minionki trafiły też do branży muzycznej. Bardzo dużą popularnością cieszą się bowiem kostki do gitary z ich wizerunkami:



Swoją drogą, zabawnie komponowałby się w rękach gitarzysty na jakimś death-metalowym koncercie :) Niestety, takie zespoły nieraz nie miewają do siebie dystansu, a co dopiero ich fani. Gdyby jednak kogoś naszło na kupno kostki, znajdzie ją choćby pod tym linkiem.

Lato było tak intensywne, że nie miałam czasu pisać - jak się ochłodzi na pewno nadrobię :)