środa, 25 marca 2015

Czarna seria

Zaczęło się od gramofonu. Ostatnio kupiłam okazyjnie trochę płyt analogowych i mój stary gramofon, który miejscami prosi się o naprawę (a takie tam drobnostki - klawisz "stop" mu się zapadł i okresowo walczę z przedwzmacniaczem) nagle się zbuntował. Płyta się kręci na talerzu jak ta lala, a muzyki w kolumnach brak. Rzut oka i już widzę - złamana igła rysuje płytę.... Tak, dobrze, że to żaden rarytas, puściłam akurat coś dla odmiany, czego rzadko słucham, nowe nabytki leżą spokojnie w kopertach. 
No właśnie leżą zamiast grać...
Ale nie ma co narzekać - kupiłam nową igłę, założyłam i znów czarne krążki wirują na wysłużonej Fonice. 

Parę dni oddechu i nagle słyszę przy przesłuchiwaniu płyty, że mi psuje się odbiór. Panika! Moja ostatnio w kółko odsłuchiwana CD ma pewnie jakąś rysę! Aaaaaa! Mam ten utwór akurat jeszcze na innej płycie i na winylu, ale jednak boli. 
Potem przesiadam się do komputera, włączam film i olśnienie! To słuchawki, nie płyta! I nie wiem czy się cieszyć, czy martwić. Słuchawki mają zaledwie 5 lat, ale używam ich tak intensywnie, że chyba mają prawo odmówić posłuszeństwa. Choć denerwuje, że końcówka jacka jest zlana z kablem w jedno, bo można by naprawić, ale z drugiej strony po naprawie mogłyby powstać szumy (od biedy można uciąć końcówkę i wstawić nowego jacka, tylko, że przy takiej aktywnej eksploatacji, to nie wiem czy jest sens). Sprawa słuchawek zostaje póki co otwarta - nie na długo, bo długo nie pociągnę bez nich.

1 z 50 twarzy czerni :)

Kolejny odcień czerni funduje mi ostatnio Poczta Rosji - już dwa miesiące walczę z nimi, żeby przepuścili moją paczkę do Polski. Na razie bezskutecznie, co martwi mnie nie tylko dlatego, że nie mogę dostać się do zakupionych przeze mnie książek, ale i dlatego, iż dotychczas najlepsze źródło płyt i książek przestało być bezproblemowe. I muszę po raz kolejny szukać nowego kanału... Czemu ja się nie zagłębiam w niemieckim rocku? O ileż było by prościej! 

Wracając do płyt, to właśnie ukazał się ósmy studyjny album zespołu Чёрный Обелиск pod tytułem "Революция". Póki co mogę pocieszyć uszy tylko zwiastunem i jednym utworem w sieci, a na całość będę musiała poczekać chyba do późnej wiosny, kiedy będę w Rosji. Okładkę już Wam prezentowałam, ale poniżej zobaczycie wersję de luxe - w skórze!!! I obawiam się, że kupić taki egzemplarz to już będzie problem, ale może to tylko czarnowidztwo przeze mnie przemawia?


Czarne chmury długo się nade mną zbierały, ale "przetrwają najsilniejsi" i przelewam zły czas na papier - czas chyba kupić nowe szuflady ;)