poniedziałek, 15 lipca 2013

Let Me Roll - niezwykły sklep muzyczny

Od niedawna możecie znaleźć na tej stronie baner polskiego sklepu Let Me Roll. O tym jak powstał, co oferuje i dlaczego jest niezwykły przeczytacie w poniższym wywiadzie, którego udzielił mi założyciel, a prywatnie mój znajomy, z którym dzielę pasję odkrywania muzyki nieoczywistej. Poza tym jest jeszcze jeden powód, dla którego warto przeczytać naszą rozmowę - Tommy to wspaniały gawędziarz, jego opowieści chciałoby się jeść łyżkami! Zatem zapraszam do lektury/konsumpcji, a później na zakupy! TUTAJ :)

- Cześć Tommy, gratuluję sklepu i o nim głównie chciałabym dziś z Tobą porozmawiać. Wiem, że to realizacja pomysłu, marzenia, które od dość dawna za Tobą chodziło. Czy jesteś w stanie dokładnie określić, od kiedy myślałeś o własnym sklepie? Czy był jakiś jeden konkretny, który stał się główną inspiracją dla Let Me Roll?

Tommy: Salute! O sklepie myślałem od bardzo dawna. Jeszcze kiedy chodziłem do liceum i kilka razy w tygodniu odwiedzałem jedyny sklep płytowy w okolicy. Podobała mi się atmosfera tamtego miejsca - zawsze można było porozmawiać ze sprzedawcą, który znał się na rzeczy, zapuszczał płytki do przesłuchania, czasami nawet coś przegrał na chromówkę za kilka złotych. Uwielbiałem tam chodzić. Koledzy szli po lekcjach do domu a ja wędrowałem właśnie tam. Na płyty wydawałem każdy pieniądz jaki wpadł mi w ręce. To były jeszcze takie czasy, że na zamówione płyty czekało się nawet i miesiąc. Więc jak już coś zamówiłem to chodziłem do sklepu kilka razy w tygodniu i dopytywałem czy już jest heh. Zresztą w tej kwestii akurat dużo się nie zmieniło, bo sklepy internetowe często oferują dziś płyty, których nie mają na stanie. Zamawiasz a potem okazuje się, że zamówienie anulowano po 2-3 tygodniach, bo okazało się, że płyta nie jest dostępna albo nie opłaca się jej sprowadzić.

- Jaki sobie postawiłeś cel zakładając sklep? Po co i dla kogo go otworzyłeś?

Tommy: Przede wszystkim chcę wprowadzić na nasz rynek wydawnictwa, których wcześniej tu nie było a w innych częściach świata są znane i docenione. Polskie sklepy mają obecnie szeroką ofertę, ale wielu rzeczy nie opłaca się im sprowadzać, koncentrują się też na określonych gatunkach. Dominuje głównie rock progresywny, bo to są rzeczy, które docierają do ludzi zazwyczaj w średnim wieku, którzy nie pożałują kasy na dobre płyty. Pytanie tylko ile można mieć egzemplarzy „Ściany” czy „Aqualung” ? Co rocznica to nowe wydania z bonusami i innymi wypełniaczami. Komu to potrzebne? Moim zdaniem to wyciąganie kasy, gdyby naprawdę chcieli sprezentować coś fanom to udostępniliby to bezpłatnie w necie. Zobacz na nowości wydawnicze – połowa to reedycje, remastery, delux edition itp. Na tym robi się pieniądze, ale to jest wtórne, w tym nie ma nic nowego. Tymczasem Let Me Roll kieruje swoją ofertę do ludzi, którzy chcą poszerzyć zbiory o płyty unikalne, często wydawane w małych nakładach. Nie koncentrujemy się na określonym gatunku, bo czy to jest metal, hard rock czy punk, black metal itd. – wszędzie znajdziesz rzeczy kapitalne, jeśli tylko masz otwartą głowę i chcesz poznać coś nowego.
Ważnym elementem sklepu jest też dział poświęcony polskiej muzyce. Chciałbym oferować w nim płyty młodych wykonawców, często EP-ki, wydawnictwa wydane własnym sumptem. Zauważ, że dzisiaj nikt nie ma pojęcia ile tych płyt wychodzi. Nie ma jednego sklepu, w którym możesz kupić wszystkie płyty młodych zespołów. A jest tego bardzo dużo i czasami porażają wysoką jakością. Niektóre koncertują poza Polską, wydają tam płyty. Duże firmy fonograficzne jakby ich nie zauważały, wolą koncentrować się na komercyjnej papce, zespołach dobrze znanych, które są na scenie już x lat. To jest błędne koło, prawdziwe szambo. Pamiętam, jak kilka lat temu wyszła solowa płyta Borysewicza i zbierała na ogół bardzo dobre recenzje. Ja też o niej pisałem i w zakończeniu napisałem, że niedługo znajdziecie tę płytę w marketowych koszach za 10 zł. I tak faktycznie było! Tak też w skrócie wygląda moim zdaniem dzisiejszy rynek płytowy.


- Let Me Roll to nie jest zwykły sklep z muzyką, to wybór bardzo rzadkich u nas wydawnictw (płyt kompaktowych i winyli) z nieraz bliskiej zagranicy, które u nas są nie dostępne. Jak sam znajdujesz muzykę, którą proponujesz swoim klientom?


Tommy: Mam taki zwyczaj, że jak gdzieś jadę za granicę to jako pamiątki przywożę płyty. I tak udało mi się np. kupić genialną płytę Phoenix „Magur de fluier” na małym stoisku płytowym pod rumuńskim zamkiem Bran. We Lwowie kupiłem Merva, w Czarnogórze kilka płyt jugosłowiańskich. W Budapeszcie zamówiłem płyty przez internet i odebrałem u właściciela w domu, bo była niedziela… Często były to zakupy podyktowane np. estetyką samej okładki, bo zespołów nie znałem. I w większości okazywały się trafione. Zacząłem się zastanawiać, czemu tych płyt nie ma w Polsce, zwłaszcza, że kiedyś zespoły ze wschodu były u nas dobrze znane. Zaczęło się od tego, że chciałem poznawać inne albumy tych wykonawców, których płyty kupiłem podczas wakacyjnych wojaży. W związku z tym na chybił trafił pisałem do ludzi z innych krajów (szukałem ich na stronach poświęconym muzyce) i prosiłem o pomoc. To często prowadziło do wymian płytowych. Kontaktowałem się też z samymi zespołami, które na ogół chętnie pomagały mi dotrzeć do swojej muzyki i opowiadały o jej genezie.
Jak już znajdziesz jakiś trop to idziesz dalej – tak to wygląda. Z jednej rzeczy przechodzisz do drugiej, trzeciej, dzieje się to całkowicie naturalnie. Musisz tylko pozwolić wciągnąć się w ten wir. To uzależnia.

-  A skąd sam sprowadzasz płyty, czy to tajemnica handlowa?

Tommy: Większość płyt sprowadzam bezpośrednio od wydawców – zazwyczaj niewielkich niszowych wydawnictw. Jest ich tysiące! Wcześniej nie miałem pojęcia jaka jest skala tego zjawiska. Praktycznie wszędzie na świecie są małe firmy, które wydają fantastyczne płyty, dbają o najwyższą jakość i dlatego znajdują klientów.
Pierwsze dostawy przybyły do nas z Włoch, Węgier, Finlandii, Niemiec. Teraz czekamy na dostawę z USA i Rumunii. Ja szczególnie czekam na tę drugą, bo będą tam kapitalne płyty, których w Polsce nigdy nie było. Nie kryję, że część z nich uzupełni również moją kolekcję. Mam nadzieję, że uda mi się też nawiązać współpracę z Rosją i Ukrainą. Bardzo chciałbym też oferować płyty jugosłowiańskie, bo tam było wiele wybitnych zespołów. Niestety coraz ciężej je dostać. Nawet jak pojedziesz w tamte rejony to nie wszystko dostaniesz.


- Zauważyłam duży wybór węgierskich tytułów. Czy muzyka z tego kraju to Twój konik?

Tommy: Wchodnioeuropejski rock to mój konik a Węgrzy mieli silną scenę i co ważne do dzisiaj dbają o to by ich płyty były dostępne, czego nie da się powiedzieć np. o Rumunach czy krajach byłej Jugosławii. Bez większych problemów dostaniesz całą klasykę węgierskiego rocka na płytach kompaktowych, trafiają się też i winyle. Z tego względu jest ich najwięcej, ale mam nadzieję, że ta dominacja zostanie przełamana heh. W każdym razie będę dążył ku temu, żeby w sklepie był też duży wybór płyt z innych państw.

- Jesteś jedyną znaną mi osobą, która tak wiele zna nieoczywistej muzyki. Nigdy chyba jednak Cię nie spytałam: dlaczego jej szukasz? Znudzenie Zachodem czy chęć odkrycia nowych muzycznych terytoriów pcha Cię do poszukiwania nut u braci Słowian i południowych sąsiadów?

Tommy: Zacznijmy od tego, że jestem wielkim fanem Black Sabbath, kiedyś wielbiłem też Deep Purple. Byłem nawet w fanklubie Purpli, ale śmieszyło mnie, że traktują tych muzyków jak bogów. To dziecinada. Kiedyś zupełnie przypadkiem kupiłem płytę węgierskiego Pandora’s Box – Ko Kovan. Spodobała mi się okładka a i cena była zachęcająca (kilka złotych) więc długo się nie zastanawiałem. Płyta okazała się genialna, ale nie mogłem o niej znaleźć żadnych informacji. Pomyślałem wtedy, że to zwyczajnie nie sprawiedliwe – takie zespoły nie miały możliwości (chociażby sprzętowych) na miarę swoich zachodnich kolegów a jednak tworzyły kapitalną muzykę. Tyle, że nikt tego nie promował. Bo i po co muzyczna prasa ma pisać o takich rzeczach, skoro można w kółko wałkować o zachodnich bestsellerach, opisywać te same płyty co rok, w każdą rocznicę itd. Ko kovan dał mi do myślenia – zastanawiałem, się ile jeszcze takich nagrań istnieje. I do dzisiaj szukam i ciągle znajduję heh. Jest tyle genialnej muzyki do odkrycia, że całe życie mi na to zejdzie i nudzić się nie będę.
Zastanawia mnie tylko dlaczego takich rzeczy nie odkopują ludzie z radia. Spójrz np. na Trójkę – tyle możliwości mają Ci ludzie,żeby opowiedzieć coś nowego, podsunąć słuchaczom coś nowego, ale na ogół z tego nie korzystają. Wciąż puszczają to samo. Nową płytę Purpli usłyszysz każdego dnia, chociaż to żadna rewelacja a nikt nie pokusi się, żeby puścić jakieś młode polskie zespoły albo zapomniane perełki ze Wschodu. Kiedyś słuchałem nałogowo Kaczkowskiego, dziś wyłączam po kilku minutach, bo nie mogę już słuchać tych zachwytów nad zupełnie przeciętnymi (na ogół) wypocinami starych wyjadaczy. Tutaj po prostu nikomu się nie chce sięgnąć dalej, albo się nie opłaca…

- Czy są takie nagrania, do których chciałbyś dotrzeć na jakimś nośniku, ale póki co o nich tylko czytałeś, czy rozmawiałeś, jednak nie widzisz szans by do nich dotrzeć?

Tommy: Znalazłoby się trochę. Najbardziej chciałbym dotrzeć do szwajcarskiego albumu zespołu Nautilius – 20 000 Miles Under the Sea z 1978 r. Mam go w wersji mp3 i moim zdaniem jest genialny, choć progrock to nie jest akurat gatunek, który darzę szczególną sympatią. Poza tym bardzo chciałbym mieć kiedyś na półce płytę rumuńskiego Metropolu „3” i koncertówkę Phoenixa „Symphoenix”. Z rumuńskich poszukuję także bardzo ciekawej płytki „Romanian Tribute To Jimi Hendrix” i kapitalnego doom-metalowego „Armaghedona” zespołu Celelalte Cuvinte. Wciąż szukam boxu jugosłowiańskiego Kerbera, chciałbym też kupić pierwsze płyty Atomsko Skloniste i Majke.


- Cieszę się, że trafiłam na otwarcie Let Me Roll i życzę Ci.. no właśnie czego Ci życzyć? Bo tego tylko, żeby było dużo klientów, to chyba dla Ciebie niewystarczające życzenia? :)

Tommy: Najważniejsze, żeby sklep się rozwijał. Nie oszukuje się, że zarobię na tym duże pieniądze, dlatego to jest tylko moje poboczne zajęcie. Będę bardzo zadowolony, jeśli sklep będzie się zwracał i pozyskane pieniądze pozwolą mi wzbogacać ofertę o kolejne rzadkie płyty. Chciałbym stworzyć na rynku markę, która będzie kojarzona z dobrą muzyką. Zależy mi także na młodych zespołach, mam dużą nadzieję, że Let Me Roll chociaż w małym stopniu przyczyni się do propagowania ich twórczości, bo stanowczo za dużo na naszym rynku rutyny i byle-jakości.

- Życząc Ci tego wszystkiego, dziękuję za rozmowę. I do spotkania w Let Me Roll, bo na pewno będę tam zaglądać!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz