czwartek, 4 kwietnia 2013

Fortuna kołem się toczy...

...i trzeba uważać, żeby nie zostać przemielonym przez to koło jak mąka w żarnach!

Na dziś taka refleksja, którą na przykładzie dwóch muzycznych karier zobrazuję.

Pierwszy na tapetę pójdzie ЧЁРНЫЙ ОБЕЛИСК - zespół z prawie dwudziestosiedmioletnią historią, na którego ostatnich latach działalności chcę się skupić.
Na OBELISK, co jest zrozumiałe samo przez się, trzeba patrzeć ze świadomością tego, że jego działalność dzieli się na dwa okresy: z Tolikiem i bez Tolika. Po śmierci lidera historia potoczyła się powoli, ale z sukcesem. Pozostali członkowie plus nowy basista, który zajął niewdzięczne miejsce "po mistrzu" czterech strun, pociągnęli OBELISK dalej i nadali mu nowy, współczesny wymiar. Nakład pracy oraz samozaparcie muzyków budziły i do dziś wzbudzają respekt. Ile musieli się nasłuchać  o tym "jakim prawem bez Tolika?", to tylko oni sami wiedzą. 
Wspaniały powrót, który zachwycił zarówno kolegów po fachu, jak i fanów, był jak tryumfalny pochód - zapierał dech w piersiach. Muzyka OBELISKU broniła się swoją wysoką jakością, a wykonawcy nie spoczęli mimo to na laurach. 
Aż przyszedł taki czas, kiedy wszystko od nowa zaczęło się psuć. Ferment wokół zespołu był początkowo tuszowany, ale teraz nawet człowiek, który cierpi na głęboką dysosmię poczuje swąd jaki się unosi wokół grupy. Słowne utarczki z fanami na Vkontaktie (rosyjskim odpowiedniku Facebooka), zatrważające niepowodzenie przy projekcie zbiórki pieniędzy na wydanie płyty z coverami były tylko zapowiedzią tego, co się dzieje teraz. A "źle się dzieje w państwie duńskim"...
Wczoraj pojawił się zapis z koncertu z nowym utworem i posypały się gromy. Wśród komentarzy nie znalazłam żadnego prawdziwie pozytywnego. Wszyscy internauci narzekają na wtórność muzyki i tematyki...Narzekanie na OBELISK stało się po prostu modne (jak kiedyś na METALLIKĘ). Nie wiem, czy zespół zdoła przeczekać taką nawałnicę złych emocji. Mają za sobą duże doświadczenie, ale czy starczy im cierpliwości i sił? Ja trzymam kciuki, chociaż jednocześnie życzę im odświeżenia szeregów znajomych, którzy zajmują się ich promocją w mediach, bo robią to delikatnie mówiąc nieprofesjonalnie.

A to ten utwór, o który zrobiono tyle krzyku...


Żeby nie kończyć tak pesymistycznym akcentem - na drugą część zachowałam przykład zespołu Siergieja Terentjewa - byłego gitarzysty ARII i grupy KIPIEŁOW, który od dobrych dziesięciu lat prowadzi swój własny projekt. АРТЕРИЯ gościła na dniach w audycji radiowej i po raz pierwszy dała się usłyszeć szerokiemu audytorium z nowym wokalistą. Aleksandr Kep, znany wcześniej z "okołoaryjskiego" zespołu THE ARROW, okazał się fantastycznym wokalistą! I tu także w komentarzach, które oczywiście nie są żadną wyrocznią, ale nieraz dobrze oddają temperaturę atmosfery wokół zespołu, Aleksandr zebrał same pozytywne głosy.
Kariera ARTERJI szła z przerwami i ciągle miałam wrażenie, że Siergiej ma pod górkę. Teraz wreszcie jego zespół nabiera wiatru w żagle i mam nadzieję - wypłyną na szerokie wody, bo to jeden ze zdolniejszych muzyków, który wciąż nie może wyjść na pierwszą linię.

Posłuchajcie audycji - już na samym początku jest "Дьявольский зной" z repertuaru ARII (autorstwa Terji), więc możecie porównać go z Mistrzem Kipiełowem. Aleksandr ładnie bawi się manierą Walerego, a do tego porównanie, moim skromnym zdaniem, nie przynosi mu ujmy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz