poniedziałek, 29 kwietnia 2013

Artiom Troicki - ludzi, których warto znać (5)

Człowieka, o którym chcę napisać, można spokojnie nazwać "instytucją". Jego pełna biografia, jeśli byłaby w ogóle możliwa do spisania, byłaby nasycona jego artykułami, książkami, wspomnieniami o festiwalach, które oceniał jako członek jury oraz, które sam organizował, etc. To, co jednak wyróżnia Artemija Troickiego spośród innych dziennikarzy, to jego szósty zmysł do odkrywania talentów. Jeśli ktoś interesuje się rockiem lat 80. z rejonów Moskwy i Leningradu, to jeśli Wasza ulubiona kapela była sławna, to na 90% odkrył ją właśnie Artiom. Jak określił go kiedyś dość trafnie kolega po fachu, Aleksiej Didurow: Troicki to główny akuszer rodzimego rocka. 

Działalność Troickiego, nie tylko ciężko opisać ze względu na to w jak wielu projektach jednocześnie brał udział, ale także dlatego, że przez lata zmieniał kierunek swoich zainteresowań raz ojczysty rock propagował, później stwierdził, iż ten umarł i zajął się m.in.muzyką elektroniczną.

Jego dziennikarski debiut miał miejsce w 1967 roku, w szkolnej gazetce, gdzie zamieszczono jego recenzję płyty THE BEATLES "Sgt.Pepper's Lonely Hearts Club Band". Taka tematyka ze względu na nie przychylność władz wobec zachodnich wpływów, była rzadko publikowana, więc Troicki znalazł tu dla siebie pole do popisu. Z czasem artykułów i wiadomości o zagranicznej muzyce było coraz więcej, więc Artiom znalazł sobie inną niszę. Jako pierwszy w 1987 roku opublikował w Anglii książkę o radzieckim rocku («Рок в Союзе: 60-е, 70-е, 80-е…», która w 2007 r. doczekała się na szczęście ponownego wydania, tym razem w Rosji).


Swoje opinie wraz z muzyką Artiom publikował również na falach radia "Echo Moskwy" i "Finam FM". Do tej drugiej radiostacji przeszedł, kiedy pokłócił się z zastępcę głównego redaktora radia o piosenkę NoizeMC «Мерседес S666»/ "Mercedes S666"/, której tekst nawiązywał do głośnego śmiertelnego wypadku. Rzecz zasadzała się na tym, że zginęła znana akuszerka, specjalistka od problemów donaszania ciąży. Wiera Sidelnikowa, która jechała jako pasażerka, zginęła gdy w wiozącego ją Citreona wjechał tytułowy Mercedes wiceprezesa Łukiolu. Wiceprezes nie tylko wywinął się od kary - próbował wpierw sprawę tuszować, a potem w sieciach społecznościowych jeszcze z dużą arogancją wypowiadał się o zmarłej. Sprawa stała się na wskroś polityczna, dlatego media przychylne władzy chciały ją jak najszybciej uciszyć. 

Troicki niejednokrotnie, nie licząc kilku filmów, pojawiał się na ekranie ze swoimi programami muzycznymi. Był jednym z założycieli stacji A-One, natomiast od prawie trzech lat prowadzi w telewizji internetowej TVJam program: «Опыт-рока: год за годом»/"Doświadczenie rocka: rok za rokiem"/.
Brał również udział w nagraniu kilku piosenek, ale ten fragment jego życiorysu trzeba raczej brać z przymrużeniem oka :)

Jak już wspomniałam, Artiom zajął się także muzyką elektroniczną. Sprowadzał do Rosji zachodnie gwiazdy tego gatunku, a nawet założył kilka małych wydawnictw płytowych, gdzie jego podopieczni mogli nagrywać swoje utwory. 

Prócz muzyki, Troicki, zwany "moskiewskim lwem salonowym", ma też kilka innych zaintersowań. Jednym z nich było prowadzenie od jej zarania w 1995 roku redakcji rosyjskiej edycji "Playboya".

Co by o nim nie powiedzieć - Artiom jest dużym autorytetem, a jako postać barwna, bezkompromisowa, ma także swoich wrogów, również wśród muzyków. Z jego wypowiedziami można się nie zgadzać, jednak trzeba oddać sprawiedliwość temu, iż jako dziennikarz zrobił bardzo wiele dla początkujących zespołów, które później stworzyły panteon radzieckiego rocka. To on odkrył dla szerokiej publiczności prawie wszystkie ważniejsze zespoły i wykonawców radzieckiego rocka. Do dziś stanowi kopalnię wiedzy dla innych i to w nim trzeba docenić.

wtorek, 23 kwietnia 2013

GRENOUER - "BRAIN FEVER"

Powiedzmy sobie szczerze kultura klipów w porównaniu, na przykład z ich boomem w latach 80., podupadła. Coraz więcej grup daje sobie spokój z ich kręceniem, bo pochłaniają one pieniądze, a  nieraz symbolicznie przyczyniają się do promocji zespołu lub są porównywalnie tak samo efektywne, jak filmiki nakręcane na aparat fotograficzny i wpuszczone w sieć.

Na szczęście są jeszcze tacy, dla których ta forma wyrażenia nadal jest ważna. Nie tylko wypuszczają teledyski, ale dbają, by dopełniały wizerunku grupy. A jak dodam do tego, że te klipy to nie zlepek obrazów, ale pewna zamknięta historia opowiedziana nie do końca wprost, to warto poświęcić te kilka minut na obejrzenie.

Za minutę dwunasta w nocy z soboty na niedzielę w sieci ukazał się nowy, przez wielu wyczekiwany,  teledysk zespołu GRENOUER. Premiera klipu była, muszę przyznać i robię to z ochotą, zaplanowana bardzo ciekawie. Najpierw poznaliśmy trailer i szczegóły powstania teledysku , potem datę premiery klipa właściwego i oto:



Nie wiem jak Wam, ale mi się podoba! Obraz plus muzyka, która jest zwiastunem nowego albumu "Blood on the Face", tworzą bardzo ciekawą całość! Choć nie wiem, czy zauważyliście, ale w zdjęciach brał udział jeszcze poprzedni perkusista, którego ostatnio zastąpił Denis 'Danny' Stiepanow (ex-DISINSANE).
I między nami mówiąc, to nie mogę sie wręcz doczekać całej płyty, bo zapowiada sie naprawdę smakowicie!

piątek, 19 kwietnia 2013

ROSA INFRA


nazwa: ROSA INFRA
rok powstania: 2006
miejsce powstania: Moskwa
język utworów: rosyjski
oficjalna strona zespołu: http://www.myspace.com/rosainfraband

O tym zespole jest z każdym miesiącem coraz głośniej, a to pewnie m.in. za sprawą ich energicznego promotora - GlobMetal Promotions. Warto więc przyjżeć się im bliżej, żeby uchwycić moment zanim staną się tak sławni, że każdy będzie o nich słyszał.

Zespół założył wokalista, który jednocześnie gra na basie oraz jest autorem muzyki i tekstów - Nikołaj Korpuszyn. Trzeba przyznać, że takiego barytonu nieczęsto można posłuchać. W 2007 roku zespół, którego skład dopełnili: Jewgienij Bieljajew - gitara, Zinaida Azarowa - klawisze, Wsiewołod Akimow - perkusja, Artiom Razumowski - gitara, nagrał swoją pierwszą demówkę, a dwa lata później - singiel. 
W 2012 roku pojawił się ich pierwszy pełnowymiarowy album, a w 2013 epka zapowiadająca kolejną płytę, do której okładkę zaprojektował Mark Areskin. 

Choć nikt tego nie lubi, ale żeby móc się mniej więcej odnaleźć, spróbuję opisać ich styl. Najkrócej mówiąc to taki gothic metal, ale bardzo odświeżony przez industrialne brzmienie, które nieraz prowadzi w bardziej surowe gatunki muzyczne. Na koncertach często wspomaga ich drugi basista, tak, aby Nikołaj mógł bardziej skupić się na wokalnym przekazie utworów.

Jak mi wiadomo, ROSA INFRA wzięła także udział w nagraniu rosyjskiego tribute albumu poświęconemu niemieckiej grupie DIE KRUPPS, zorganizowanym przez wytwórnię Artificial Sun - tą samą, która zajęła się również wydaniem epki. "Inframorfozy" pojawiły się głównie w postaci cyfrowej, ale kolekcjonerski nakład 300 egzemplarzy wytłoczonych płyt pojawił się także w sprzedaży.


Dyskografia:

(2009) "Снова один"/"Znów sam"/ (singiel)
(2012) "Смена декораций"/"Zmiana dekoracji"/
(2013) "Инфраморфозы"/"Inframorfozy"/ (epka)

wtorek, 16 kwietnia 2013

MIRUMIR, czyli piękne winyle

Całkiem niedawno trafiłam na wydawnictwo МИРУМИР (której nazwę można przetłumaczyć jako: "Pokój Światu"), a ponieważ rynek czarnych płyt jest mi bardzo sentymentalnie bliski, postanowiłam dowiedzieć się trochę więcej o tym rosyjskiej firmie ze światową renomą. Na moje pytania zgodziła się odpowiedzieć dyrektor generalny i zarazem właściciel firmy pani Olga Kirjanowa.

- Może zacznijmy od tego jak długo istnieje МИРУМИР i czyj był pomysł jego powstania?

Olga Kirjanowa: Wydawnictwo muzyczne istnieje od 2004 roku. Wówczas powstała muzyczna wytwórnia LILITH, a następnie Vinyl Lovers i DOXY. Wszystkie płyty ukazujące się pod tymi trzema handlowymi markami miały szeroki odzew za granicami Rosji. Na samym początku swojej działalności pracowaliśmy z jednym z największych gigantów nagraniowych, z firmą Universal (w tamtym czasie grube ryby nie zajmowały się wydawaniem muzyki na płytach winylowych), co oczywiście sprzyjało szybkiemu startowi i rozwojowi firmy. Na dany moment LILITH zajmuje się wydaniami w formacie LP+CD, tak zwany LILITH Dig-A-Log. Vinyl Lovers został pomyślany jako wytwórnia, która zajmuje się wydawnictwami o wartości kolekcjonerskiej, a DOXY pracuje głównie repertuarze jazzowym. Powtórzę, że wszystkie trzy wytwórnie z powodzeniem funkcjonują na międzynarodowym rynku. A co w takim razie z Rosją? W 2011 roku, kiedy stworzyliśmy szeroki system dystrybucji własnej produkcji w naszym kraju, poczuliśmy, że przyszedł czas, aby wydać także rosyjski repertuar. Rynek był gotowy. Wtedy pojawiło się nasze pierwsze wydanie zespołu ЧАЙФ na pomarańczowym winylu. Wytwórnia otrzymała nazwę MIRUMIR i w rezultacie wszystkie wytwórnie zostały połączone w firmę Wydawnictwo Muzyczne МИРУМИР.
A co się tyczy pomysłu powstania wydawnictwa. Wówczas w 2004 roku wytwórnia LILITH w Rosji przedstawiła mi się jak przygoda, a dla innych jak szaleństwo, ale dzięki, zapewne, mojego wieku, w tamtym momencie mało rozmyślałam o konsekwencjach, po prostu miałam ochotę zrobić coś niezwyczajnego. Miała znajomych za granicą, którzy pracowali w sferze wydawania analogów. Dogadałam się ze wszystkimi współpracownikami: wydającymi licencję, fabryką, zaopatrzeniowcem, i bardzo ostrożnie pojawiło się pierwsze wydanie LYNYRD SKYNYRD, a po pół roku (!) jeszcze jedno. I tak praca ruszyła.


- Według jakich wytycznych dokonuje się doboru materiału do wydania?

Olga Kirjanowa: O ileż jest tych wytycznych! I wróżenie z fusów od kawy, i rzucanie monetą (śmiech). Żartuję, oczywiście. Wcześniej było prościej, kiedy międzynarodowy rynek nie pojmował jeszcze comebacku płyt winylowych, wtedy nie trzeba było wybierać wydań. Wydawaliśmy prawie mainstream. Teraz przyszło zapotrzebowanie na rzeczy niszowe, i tam znajdujemy klientów na nasze analogi przez dobre wydania. Robimy niespotykanie niezwykłe rzeczy. To dotyczy zachodniego rynku w pierwszej kolejności. A MIRUMIR w Rosji, na dzień dzisiejszy, zbiera śmietankę! Wydajemy praktycznie wszystko, co zostało pominięte w okresie od 1990 do 2013 roku. Rzecz jasna, wciąż stykamy się z wydaniami, które w swoim czasie przeszły artystyczną radę wszechzwiązkowej firmy nagraniowej "Мелодия". To jest bardzo interesujące.

- Wydaliście, między innymi, wydaliście potrójny winyl z koncertu Aleksandra Baszłaczowa. Czy mogłaby nam Pani opowiedzieć jak odbywało się wydawanie "Таганский концерт"?

Olga Kirjanowa: Jest oczywiste, że Baszłaczow trafił do pierwszej puli wydań! Pamiętam, że "Таганский концерт" ukazał się w ekstremalnie krótkim czasie, zdecydowaliśmy-zrobiliśmy. Nakład 1000 egzemplarzy. Sądzę, że na tym wydania Saszy się nie skończą.


- Całkiem niedawno pojawiła się reedycja płyty "Ветер в гривах" zespołu КУРАЖ na niebieskim winylu, na zielonym  - Walerij Siutkin, na biały - СКАФАНДР i МУМИЙ ТРОЛЛЬ. Jakie jeszcze niezwyczajne płyty wypuszczaliście?

Olga Kirjanowa: W ogóle, prawie każde wydanie - to zagłębienie się w historię jego wydania, a także w historię naszego kraju. Na przykład, takie wydania, jak Walerij Kuźmin i zespół ДИНАМИК, "Банановые острава" Czernawskiego i w większym stopniu "Альфа" Saryczewa. Wszystkie były nagrane jeszcze przed tym, jak muzycy wyjechali z naszego kraju. To było całe zjawisko i nie wszyscy mogli wrócić do ojczyzny, po tym jak zrzekli się rosyjskiego obywatelstwa, a w smutny czasie dla naszego kraju te utwory nabijały kasy innym ludziom. To jest bardzo smutne, ponieważ są to nadzwyczajne nagrania. I na tym lista podobnych wydań się nie wyczerpała. A jako swego rodzaju przygodę wypuściliśmy Buranowskie Babuszki (które z sukcesem wystąpiły  w 2012 roku na konkursie Eurwizji) na picture disc!


I w ogóle to tylko jeden rok pracy - i ponad 40 wydań! Dlatego najciekawsze jeszcze przed nami. Mamy podpisane umowy na wydanie dyskografii zespołów АРИЯ, АВТОГРАФ, АГАТА КРИСТИ, antologie Jurija Czernawskiego, ЛЯПИС ТРУБЕЦКОЙ. Ukaże się także Wysocki... i to jest najbardziej oczekiwane wydanie z kilku płyt w najlepszej możliwej jakości.

- Na kogo się nastawiacie: na rodzimego czy zgaranicznego klienta? 

Olga Kirjanowa: Rzecz jasna, że pracujemy dla rosyjskojęzycznych słuchaczy w pierwszej kolejności. Jednak będąc firmą, która posiada kontakty w międzynarodowym handlu, w 2014 roku w Cannes na targach MIDEM zostanie przedstawione wydawnictwo muzyczne МИРУМИР, zawieziemy na pokaz nasz rosyjski katalog.

- Na waszej stronie widzimy interesujący spis albumów. Do kogo trzeba się zwrócić w kwestii ceny, zakupów i jakim sposobem można opłacić zakupy?

Olga Kirjanowa: Już są zakończone rozmowy z większymi europejskimi dealerami, płyty w najbliższych miesiącach pojawią się na ich stoiskach i, mam nadzieję, na ladach europejskich sklepów. Otwarcie sprzedaży eksportowej jest wyznaczone na lipiec 2013 roku. Póki co jest kilka rosyjskich sklepów internetowych, które mogą zaoferować nasze płyty w tym także chętnym zza granicy. O tych sklepach można się dowiedzieć pisząc do nas.

- Czy z waszego doświadczenia jest odczuwalny powrót zainteresowania winylami?

Olga Kirjanowa: Mam nadzieję, że nie wyjdę na fanatyka i trzeźwo oceniam sytuację. Nasza firma natrudziła się jeszcze na samym początku odrodzenia zainteresowania słuchacza formatem płyt analogowych. Znamy nasze audytorium i to nie są kolekcjonerzy "first press"6 chociaż i tacy kupują nasze płyty (śmiech). Dlatego też z jawnie odmłodzonym audytorium format rzeczywiście ożył. Nie mówiąc o tym, że jest rzadkością, aby wytwórnia płytowa mogła utrzymać się z wydawania swoich rzeczy na analogach. Dlatego też wyciągnijmy z szuflad adaptery: na winylu wyjdzie wszystko to, co przegapiliśmy w erze technologicznego boomu!

- Dziękuję za to, że poświęciła mi Pani swój czas.

sobota, 13 kwietnia 2013

Życie podziemne dobrze się ma!


Z undergroundem zawsze jest ta sama historia - niezależnie od kraju, czasu i dyscypliny, której dotyczy. Z jednej strony wszyscy chcemy być niezależni, alternatywni, trzymać się jak najdalej od mainstreamu, a z drugiej - lokalna sława mało komu wystarcza. Jesteśmy tak zaprogramowani, że chcemy wciąż więcej, lepiej i to rzecz jasna samo w sobie nie jest złe (inaczej nigdy byśmy nie zeszli z drzewa...). 

Z muzycznym podziemiem jest podobnie, choć oczywiście znajdą się tacy, którzy będą twierdzili, że poza głównym nurtem im dobrze i nie wybierają się dalej. Wśród nich na rosyjskim rynku znalazły się też osoby/organizacje wspomagające promocję niezależnych muzyków.

Wśród nich trafiłam ostatnio na Project.4hu, który bezpłatnie pomaga m.in. zespołom w założeniu własnej strony internetowej, a sądząc po rezultatach - całkiem nieźle sobie z tym radzą! Jak piszą w swoim krótkim oświadczeniu: "Nie wstydźcie się pisać do nas prostym językiem, takim jak sami mówicie. U nas też pracują ludzie, zrozumiemy". :)

Innym sposobem na promocję zajął się Siergiej Popow (nie, to nie ten gitarzysta ARII, zbieżność imion oraz nazwisk jest tu zupełnie przypadkowa). Będąc przewodniczącym artystycznego stowarzyszenia "Подполье" stara się poprzez organizację festiwali, koncertów, a nawet kwartirników (czyli koncertów urządzanych w mieszkaniach), pomóc młodym zespołom. Stowarzyszenie posiada także własne studio nagrań oraz bazę dla prób. Z technicznym zapleczem i dużą dozą zapału "Подполье" nabiera z latami coraz większego rozmachu, ale chyba nie zamierza przesiąść się na popularyzację zespołów większego formatu.

Z alternatywą tak to już jest, że sama ma się dobrze do jakiegoś poziomu zainteresowania nią ogółu - zbyt małe zainteresowanie nie pozwala undergroundowi (choć te terminy pewnie nie do końca się pokrywają) na rozwój, zbyt duże - zabija całą koncepcję. Dla każdej grupy przychodzi czas wyboru - dobrze, że jednak odpowiedzialność za niego spada na barki muzyków ;)

To na koniec coś z undergroundu:

piątek, 5 kwietnia 2013

Joanna Stingray - człowiek, którego warto znać (4)

Naprawdę nazywa się Joanna Fields, jest Amerykanką i zrobiła tyle dobrego dla radzieckiego rocka, że można by pokusić się o jakiś mały pomnik (niekoniecznie z granitu, wystarczyłby tribute album). 

Jak trafiła do radzieckiej Rosji i po co? Zawiodła ją tam pasja, przytrzymała na miejscu miłość do muzyki i muzyków, a wygoniła polityka i zniechęcenie.

Sama była piosenkarką, producentem, aktorką i, jakbyśmy to dziś nazwali, animatorem kultury. Przyjechała z Los Angeles do Leningradu, gdzie występowała wspólnie z największymi ówczesnymi muzykami oraz wydawała swoje albumy. To, co wypada o niej zapamiętać, to ogromny nakład pasji i entuzjazmu, który przerodził się m.in. w wydanie pierwszej na Zachodzie składanki z radzieckim rockiem. Na dwupłytowy "Red Wave" trafiły АКВАРИУМ, КИНО, АЛИСА i СТРАННЫЕ ИГРЫ - każdy zespół dostał po stronie winylu. 


Przebojowa Joanna wysłała nawet po egzemplarzu składanki Reaganowi i Gorbaczowowi z dopiskiem, że to, co oni próbują osiągnąć na poziomie polityki, w świecie muzyki już się udało.

Osobiście, jestem jej wdzięczna za zapis koncertu Saszy Baszłaczowa w mieszkaniu u Grebienszczikowa, który nagrywała jej młodsza przyrodnia siostra Judi Fields. 

O tym, jak bardzo przysłużyła się radzieckiej muzyce i o wspomnianym przeze mnie koncercie ciekawie w książce Lwa Naumowa opowiada lider АКВАРИУМ: "Joanna była jak brytyjski odkrywca w Afryce. Trafiła w środowisko, gdzie odbywała się cała masa fantastycznych rzeczy, których z boku nie było widać. Oficjalnymi kanałami trudno było to zauważyć. A ona, tak się złożyło, przeze mnie trafiła w sam ośrodek nerwowy tego wszystkiego i w ciągu dwóch tygodni poznała się ze wszystkimi. Przy czym poznała się bardzo blisko, wszyscy zaczęli mówić: oj, Joanna, a przywieź mi też magnetofon kasetowy. Albo kabel do gitary. I ona wszystkim przywoziła kable do gitary, dlatego stała się ważnym i niezastąpionym człowiekiem dla dwudziestu ludzi, którzy, rzeczywiście, cała tą muzykę tworzyli. Dlatego, rzecz jasna, mogła nagrywać co chciała. I jej ujęcia, ogólnie rzecz biorąc, są bezcenne. Tylko ona jedna wszak nagrywała tę epokę. Ponieważ nikogo innego by nie dopuścili: dużych, oficjalnych nie dopuściły by organy, a nieoficjalnych swoi by nie dopuścili, ponieważ nie do końca było jasne kto oni za jedni. A tu, jakby nie patrzeć, wszystko jest czyste. To znaczy wszyscy wiedzieli kim jest Joanna....Ona specjalnie przyszła i nagrała Baszłaczowa u mnie." Po koncercie Sasza udzielił jej czwartego w swoim życiu wywiadu, a ona podarowała mu kolczyki z perłowymi ptaszkami. 


Przebywanie w tak twórczym środowisku zaowocowało tym, iż Stingray zaopatrzyła większość muzyków w potrzebny im sprzęt (i to nie tylko we wspomniane kable - Joanna przywiozła całe wyposażenie studia!), a potem się zakochała i wzięła ślub z gitarzystą KINO Jurijem Kasparianem. Po rozwodzie z nim była żoną innego muzyka - perkusisty grupy ЦЕНТР Aleksandra Wasiljewa, z którym ma córkę (jej siostra Judi wyszła za mąż za lidera tego zespołu). I choć złe języki zazdrosnych kobiet od samego początku plotkowały oraz dywagowały na temat, którego z muzyków im Amerykanka uwiedzie, odnoszę wrażenie, że Stingray przyjechała tam bez skonkretyzowanego zamiaru, a miłość przyszła jak to zwykle bywa - ot tak i nie w porę :)

Jak się skończyła przygoda Joanny z Rosją? Smutno. Joanna po dwóch rozwodach i po próbie życia w nowych, bandyckich latach 90., wyjechała spowrotem do Stanów. Muzyki jako takiej nie zarzuciała, choć o ile wiem nie żyje z wydawania płyt, a z obrotu nieruchomościami. Co do Rosji, to chyba jednak straciła serce do Wschodu i szczerze mówiąc trudno jej się dziwić. Robiła co mogła, a nawet więcej. Nikt do dziś nie może wytłumaczyć jakim cudem przewiozła tyle sprzętu z USA do ZSRR. Podobno celnicy obu krajów mieli teorię spiskową jakoby Stingray pracowała według Rosjan - dla CIA, według Amerykanów - dla KGB i nikt nie chciał z nia zadzierać. W zamian otrzymał wstęp do środowiska, ale zawsze była w nim obca.

Jakby nie było Joanna wykonała ogromną pracę i dzięki niej dotarło do nas wiele rzeczy, które bez jej udziału przepadły by ulotnej pamięci. Wśród interesujących się historią rocka młodych Rosjan Joanna jest znana, ale odnoszę wrażenie, że nie doceniana. Jako Amerykanka, która miała pieniądze i swojego bzika, jest traktowana trochę po macoszemu. Kiedyś znajomy rosyjski muzyk przekomarzając się ze mną stwierdził, iż zachowuję się jak Stingray, która chciała "jeść rocka łyżkami" i choć sam nie wiedział, chcąc mi dokuczyć - powiedział mi jeden z najlepszych komplementów.

czwartek, 4 kwietnia 2013

Fortuna kołem się toczy...

...i trzeba uważać, żeby nie zostać przemielonym przez to koło jak mąka w żarnach!

Na dziś taka refleksja, którą na przykładzie dwóch muzycznych karier zobrazuję.

Pierwszy na tapetę pójdzie ЧЁРНЫЙ ОБЕЛИСК - zespół z prawie dwudziestosiedmioletnią historią, na którego ostatnich latach działalności chcę się skupić.
Na OBELISK, co jest zrozumiałe samo przez się, trzeba patrzeć ze świadomością tego, że jego działalność dzieli się na dwa okresy: z Tolikiem i bez Tolika. Po śmierci lidera historia potoczyła się powoli, ale z sukcesem. Pozostali członkowie plus nowy basista, który zajął niewdzięczne miejsce "po mistrzu" czterech strun, pociągnęli OBELISK dalej i nadali mu nowy, współczesny wymiar. Nakład pracy oraz samozaparcie muzyków budziły i do dziś wzbudzają respekt. Ile musieli się nasłuchać  o tym "jakim prawem bez Tolika?", to tylko oni sami wiedzą. 
Wspaniały powrót, który zachwycił zarówno kolegów po fachu, jak i fanów, był jak tryumfalny pochód - zapierał dech w piersiach. Muzyka OBELISKU broniła się swoją wysoką jakością, a wykonawcy nie spoczęli mimo to na laurach. 
Aż przyszedł taki czas, kiedy wszystko od nowa zaczęło się psuć. Ferment wokół zespołu był początkowo tuszowany, ale teraz nawet człowiek, który cierpi na głęboką dysosmię poczuje swąd jaki się unosi wokół grupy. Słowne utarczki z fanami na Vkontaktie (rosyjskim odpowiedniku Facebooka), zatrważające niepowodzenie przy projekcie zbiórki pieniędzy na wydanie płyty z coverami były tylko zapowiedzią tego, co się dzieje teraz. A "źle się dzieje w państwie duńskim"...
Wczoraj pojawił się zapis z koncertu z nowym utworem i posypały się gromy. Wśród komentarzy nie znalazłam żadnego prawdziwie pozytywnego. Wszyscy internauci narzekają na wtórność muzyki i tematyki...Narzekanie na OBELISK stało się po prostu modne (jak kiedyś na METALLIKĘ). Nie wiem, czy zespół zdoła przeczekać taką nawałnicę złych emocji. Mają za sobą duże doświadczenie, ale czy starczy im cierpliwości i sił? Ja trzymam kciuki, chociaż jednocześnie życzę im odświeżenia szeregów znajomych, którzy zajmują się ich promocją w mediach, bo robią to delikatnie mówiąc nieprofesjonalnie.

A to ten utwór, o który zrobiono tyle krzyku...


Żeby nie kończyć tak pesymistycznym akcentem - na drugą część zachowałam przykład zespołu Siergieja Terentjewa - byłego gitarzysty ARII i grupy KIPIEŁOW, który od dobrych dziesięciu lat prowadzi swój własny projekt. АРТЕРИЯ gościła na dniach w audycji radiowej i po raz pierwszy dała się usłyszeć szerokiemu audytorium z nowym wokalistą. Aleksandr Kep, znany wcześniej z "okołoaryjskiego" zespołu THE ARROW, okazał się fantastycznym wokalistą! I tu także w komentarzach, które oczywiście nie są żadną wyrocznią, ale nieraz dobrze oddają temperaturę atmosfery wokół zespołu, Aleksandr zebrał same pozytywne głosy.
Kariera ARTERJI szła z przerwami i ciągle miałam wrażenie, że Siergiej ma pod górkę. Teraz wreszcie jego zespół nabiera wiatru w żagle i mam nadzieję - wypłyną na szerokie wody, bo to jeden ze zdolniejszych muzyków, który wciąż nie może wyjść na pierwszą linię.

Posłuchajcie audycji - już na samym początku jest "Дьявольский зной" z repertuaru ARII (autorstwa Terji), więc możecie porównać go z Mistrzem Kipiełowem. Aleksandr ładnie bawi się manierą Walerego, a do tego porównanie, moim skromnym zdaniem, nie przynosi mu ujmy.

wtorek, 2 kwietnia 2013

50 sekretów ARII i koncert online!!!


Zespół АРИЯ, który już niedługo z koncertami pojedzie do Helsinek, parę dni temu zamieścił na swojej oficjalnej stronie ogłoszenie o pewnym artystycznym projekcie. "50 sekretów ARII", jak nazwano powyższą inicjatywę, zawiera 50 obrazów, które powstały na motywach utworów ARII. Niektóre odnoszą się do tytułów kompozycji inne, do słów zawartych w tekstach kompozycji.

Projekt autorstwa Aleksandra "Ex" Makarowa będzie dostępny w dwóch wersjach - w postaci gry online oraz plakatu, który wydrukowano w nakładzie, a jakżeby inaczej!, 666 sztuk.

To nie wszystko z nowości - na video blogu DrugMetal.ru 13 marca będzie można obejrzeć bezpośrednią relację z koncertu w Moskwie! Takiego wydarzenia nie można przegapić, więc już dziś zapiszcie sobie 13.04 (sobota) godzina 18 (podaję według czasu warszawskiego, w Moskwie będzie 20.00) portal DrugMetal.ru.

poniedziałek, 1 kwietnia 2013

Uśmiech proszę :)

Ostatnio Artur Bierkut szukając nowego repertuaru, z którego wykonywania nie musiałby opłacać tantiem dla autorów, trafił na przebogaty skarbiec piosenki polskiej. Do koncertowej setlisty trafiło kilka naszych evegreenów, jak:

Hej, dziewczyno, spójrz na misia...

Ogórek, ogórek, ogórek, zielony ma garniturek.....

Nie wiemy, jak rosyjska publiczność przyjmie Bierkuta z nowymi kompozycjami, ale mamy nadzieję, że Artur doda im rockowego pazura.

Z ostatnich doniesień wynika też, że odsłuchwany niezliczoną ilość razy przebój grupy КИНО "Закрой за мной дверь я ухожу" - był dotychczas źle interpretowany. Coj nie śpiewa tam "Zakroj za mną dwier' ja uchożu", ale "Zakroj za mną dwier' ja muchożuk"!


A oto dowód dźwiękowy:


Ostatnio znaleziono także sensacyjne wykonanie Coja z gościnnym udziałem kozy! To musicie koniecznie zobaczyć!