wtorek, 5 lutego 2013

Radziecka perkusja


Pisałam już o radzieckich gitarach elektrycznych i basowych, znalazł się też wpis o radzieckich syntezatorach, czas więc najwyższy, żeby wspomnieć o perkusji. Perkusiści to jedni z bardziej pokrzywdzonych przez stereotypy muzyków. Bo "wiadomo", jak ktoś chce grać a nie ma talentu, to siada za garami. Oczywiście nie wszystko jest takie proste i choć krąży wiele złośliwych anegdot o perkusistach - to nie chciałabym słuchać koncertu grupy metalowej bez perkusji - ciekawe kto by wtedy trzymał rytm w ryzach.

W Rosji mamy wiele przykładów świetnych perkusistów: Władimir Jermakow (ex-ЧЁРНЫЙ ОБЕЛИСК, MECHANICAL POET), Maksim Udałow (АРИЯ), Aleksandr Maniakin (ex-АРИЯ; КИПЕЛОВ), żeby wymienić tylko klasyków gatunku. 

W radzieckiej Rosji również można było znaleźć uzdolnionych pałkarzy - gorzej przedstawiała się rodzima produkcja...W jej szereg wchodziła m.in. elektryczna perkusja "Elsita". Na ówczesne warunki nie był to jakiś szał, a dzisiaj? Nie udało jej się zaskarbić serc perkusistów, czego najlepszym dowodem może być to, że obserwowałam niedawno na jednym z forum próbę sprzedaży takiego sprzętu. Egzemplarz był sprawny i bardzo dobrze zachowany, a sprzedawca - wiedząc  co sprzedaje - był bardzo zadowolony, gdy ktoś się wreszcie zdecydował wziąć od niego Elsitę za (w przełożeniu na złotówki) 20pln....


Elektryczne perkusje się nie przyjęły na całym świecie - i dobrze. Jak dla mnie były próbą oszukania ludzkiego ucha, a co za tym idzie - spłaszczania odbioru. Ich największą zaletą była mobilność - zestaw czterech padów plus moduł za pomocą którego można było zmieniać brzmienie każdej z części z osobna. 
Niby z założenia nie było to takie złe, ale przekombinowane jak japońskie elektroniczne efekty do gitar. Nikt tego w stu procentach nie wykorzystał, za to plastikowo-sztuczne dźwięki pozostawiały, zwłaszcza w muzyce spod znaku new romantic, swój trwały, jednak nie najbardziej chlubny ślad.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz