środa, 2 stycznia 2013

Historia rosyjskiego rocka na ekranie (2)


Kluczowym bohaterem, związującym tematycznie cztery filmy, o których chcę Wam dziś opowiedzieć będzie Wiktor Coj. Wokalista grupy KINO nie jeden raz wystąpił na dużym ekranie i, jak wiadomo, miał w planach jeszcze kilka projektów. Tragiczny w skutkach wypadek samochodowy nie pozwolił na realizację planów Wiktora, ale i tak dużo po nim zostało.

1. "Конец каникул"/"Koniec wakacji"/ z 1986 roku to filmowy debiut Coja. Jest to praca dyplomowa Siergiej Łysenki, który nakręcił cztery teledyski w wyludnionym Kijowie (mieszkańcy albo uciekli, albo pochowali się w obawie przed skutkami niedawnego wybuchu w Czarnobylu). Utwory wiąże fabuła, która jest jednak najsłabszą częścią tej krótkometrażówki.

2. Kolejny film krótkometrażowy z Wiktorem Cojem to "Йа-хха" nagrana w tym samym roku i również będąca pracą dyplomową (reż.Raszyd Nugmanow). Tym razem trzeba uzbroić się w cierpliwość, przebrnąć przez ponad dwadzieścia minut artystowskich wizji, żeby trafić pod koniec na Coja i KINO. Rzecz pewnie warta obejrzenia, ale chyba tylko dla wytrwałych:)

3. Następnego filmu przyznam się nie obejrzałam do końca, po prostu nie zdzierżyłam. Film potwornie się zestarzał, a perspektywa oglądania go przez ponad dwie godziny, była ponad moje siły...Może innym razem, choć szczerze wątpię. To wątpliwej dziś jakości dzieło to "Асса"/"Assa"/ z 1987 roku. Coj nie jest tu główną postacią, a podobno wystąpił tylko dlatego, że jego żonę przyjęto do tej ekipy filmowej. Jak było naprawdę? Nie wiem, jakkolwiek, Wiktor pojawia się jako trzecio- czy czwartoplanowa postać.

 4. Rok później na radzieckie ekrany weszła "Игла"/"Igła"/, gdzie Coj gra pierwszoplanową rolę. Tym razem praca Raszyda Nagumowa jest już bardziej zrozumiała, choć nadal jest w niej wiele artystowskich wątków, które dziś trącą już myszką. Sam Wiktor popisuje się tym razem walkami wschodnimi i to też dziś już nie imponuje. W każdym razie "Igła" jest chyba najbardziej zbornym obrazem z Cojem. 

Jeśli ktoś uważa się za fana KINO, albo samego Coja pewnie te cztery filmy obejrzy i będą dla niego ważne, jako dokument. Wszystkie z nich można uznać za część filmowego kanonu radzieckiego rocka. A czy warto dla nich tracić czas? Spróbujcie sami.

3 komentarze:

  1. Fakt, że w filmie pojawia się Coj, nie oznacza wcale, że jest to film stricte o Coju i że trzeba go wyczekiwać dwadzieścia minut. "Ja-hha", podobnie jak "Rock", jest bądź co bądź dokumentem, choć dość luźnym w formie. Coj występuje tam w roli samego siebie - muzyka, lidera zespołu Kino. W "Igle" jest aktorem, wciela się w postać. No a "Assa" to jeszcze inna para kaloszy. Udział w filmie muzyków rockowych [Malczika Banana też gra rocker], których to losy w tych czasach "lekkie", mjagko govorja, nie były, ma znaczenie wielce symboliczne. Zwłaszcza ostatnia scena z Cojem [historia jej nagrania mówi sama za siebie]. Ta czwartoplanowa postać w fabule jest główną w przekazie. Czyniącą "Assę" dziełem NIEwątpliwej jakości. Choć nie jest to film o Coju.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @dobra nuta zza Buga: Nie "Ja-hha" nie jest stricte o Coju - jeśli tak można było wyczytać z wpisu, to wyraziłam się nieprecyzyjnie. A ostatnia scena "Assy" - napisy końcowe -jest rzecz jasna najważniejsza, a jako "czwartoplanowość" rozumiem po protu to, że Coja na filmie czasowo jest po prostu mało:)
      Natomist co do Siergieja "Afriki" Bugajewa, który grał główną postać, to jednak nie był on gwiazdą wielkiego formatu jako rocker...
      Dziękuję za polemikę i pozdrawiam!

      Usuń
  2. PS. A co do całej wartości "Assy" nie zamierzam jednak zmieniać zdania. Ja wiem, iż wypada powtarzać, że to dzieło, tak jak "Słowacki wielkim poetą był". Ale ja tak nie umiem i nie chcę - rozumiem, że w danym czasie był ważny, ale dziś trudno go bez zżymania się obejrzeć. Sorry Winettou - jak to się dawniej mówiło:)

    OdpowiedzUsuń