poniedziałek, 14 stycznia 2013

Bas "Białoruś"



Może to nie był szczyt techniki, ale znaczący krok w dobrą stronę!

Bas "Białoruś" była ostatnim instrumentem, który produkowała fabryka w Borysowie. To, co już na pierwszy rzut oka odróżnia ją od pozostałych radzieckich gitar to kolor - zamiast smolistoczarnego, jasne barwy z metalicznym połyskiem. Spotykane były egzemplarze w kolorach marchewkowo-koralowym, jasnoniebieskim, ciemnoniebieskim, srebrnym i ciemnoróżowym. Ich gryfy były natomiast pociągnięte albo przezroczystym, albo czarnym lakierem. Nowością były również zamontowane klucze, które kształtem przypominały serce.



A propos gryfu, to był on dość masywny i chyba najszerszy ze wszystkich radzieckich basów. 

22-progowy gryf (menzura: 863 mm) przykręcano na cztery śruby do pudła, a na metalowej tabliczce znajdowało się logo fabryki.

To, co kolekcjonerzy starych gitar lubią najbardziej:)

W "Białorusiach" fabrycznie montowano dwa humbeckery (w dwóch kolorystycznych wariantach: czarnym i białym) z regulacją poziomu, były to jedyne takie przetworniki we wszystkich  radzieckich gitarach.

Regulacja prętu bez specjalnego klucza nie była łatwa.

Pokrętła i trójpozycyjny przełącznik odpowiadały za głośność, brzmienie gitary oraz rozłączanie cewek. I co najważniejsze - te basy posiadały wyjście typu "jack" (!). Co w tym takiego dziwnego? A to, że pozostałe radzieckie gitary posiadały wejścia na wtyczki kabli telefonicznych starego typu.

U mnie w domu była podobna nie działająca centrala i miała właśnie takie kable: wąskie, długie a'la jack na bardzo sztywnym, ale mocnym kablu.

"Białoruś" można uznać za jeden z najbardziej udanych radzieckich instrumentów przeznaczonych do grania ciężkiej muzyki. Dziś jednak najczęściej służy jako eksponat w prywatnych kolekcjach.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz