wtorek, 1 października 2013

2 urodziny bloga - pożegnanie :)

No tak, stuknęło mi tu skromne dwa lata, więc świętować póki co nie ma czego. Zwłaszcza, że przy takich okazjach powinno się pić szampana, a ja za nim delikatnie mówiąc - nie przepadam. 

W tym miejscu chciałam podziękować - po pierwsze Wam - Czytelnikom. Tym, którzy zaglądają tu anonimowo od czasu do czasu i tym, którzy nie dość, że regularnie czytają moje wpisy, to jeszcze chce im się do mnie skrobnąć maila. Hate maili dotychczas nie dostawałam, więc korepsondencja z Czytelnikami była dla mnie szczególnie miła. Zawsze to lepiej człowiek się czuje, gdy ma odzew z drugiej strony. 

Kolejne podziękowania kieruję do Muzyków i Ludzi z Tej Branży. Nikt, kogo prosiłam o wywiad, nigdy mi nie odmówił, nieraz prócz wywiadu dostawałam gotowy materiał zdjęciowy dla ilustracji tekstu - każda z tych rozmów była inna, wyjątkowa. Oczywiście były wśród nich mniej lub bardziej ciekawe, ale to często było kwestią "nadawania na innych falach", nie świadczyło natomiast w żadnym stopniu o rozmówcy. Wśród muzyków byli też tacy, którzy sami przysyłali mi nagrane odpowiedzi, a potem i tak kilkakrotnie prosili o poprawienie tekstu, choć ten spisywany był przeze mnie z pliku z chirurgiczną dokładnością. No cóż, jak ktoś nie ma zaufania do "wrednych dziennikarzy" to tak się to kończy :)

Często zastanawiałam się nad kwestią odbioru. W Polsce jestem postrzegana jako dziwaczka z dziwną pasją, w Rosji jestem postrzegana jako dziwaczka z blogiem, który w jakimś stopniu na pewno sponsoruje Unia Europejska :) - z tym ostatnim stwierdzeniem spotykam się bardzo często (Rosjanie jednomyślnie twierdzą, że muszę być częścią jakiegoś programu badającego zainteresowanie społeczeństwa rosyjską muzyką...)  i o ile jest zupełnie mylne, o tyle bawi mnie taka perspektywa postrzegania mojej pasji.

I tu przechodzimy do sedna: PASJA. To jeden z tych wskaźników, który u mnie wciąż rośnie. Pasja nie ustaje, kolekcja muzyki i związanych z nią książek, gadżetów wciąż się powiększa (choć tych ostatnich staram się nie mnożyć). Przez dwa lata dzieliłam się nią z Wami i myślę, że dziś jest dobry dzień, żeby powiedzieć - хватит :) Wiem, że zostało jeszcze wiele historii do opisania, o całej rzeszy zespołów i wykonawców nawet się nie zająknęłam - pozostała masa nie wykorzystanych notatek, newsów, zdjęć, szkice dwóch książek...
Powód tej decyzji jest prozaiczny, po prostu na pytanie: "po co?" nie umiem dziś odpowiedzieć. Nie wiem po co miałabym dalej pisać, więc trzeba na tym poprzestać :)

A na koniec - ARIA od niej wszystko się zaczęło, na niej niech się zakończy (choć utwór zabrzmi tu pewnie nazbyt podniośle, wydaje mi się najbliższym tematycznie).

poniedziałek, 16 września 2013

Aryjskie klimaty powracają

Ale wkoło jest wesoło, jak śpiewał kiedyś Perfect... mogę powiedzieć, że u mnie zawsze duże się dzieje, ale ostatni tydzień, to była już lekka przesada... 
Najważniejsze, że póki co bilans wydarzeń wychodzi na plus, a w muzyce znów ciekawie się dzieje.

Dziś opowiem na rozgrzewkę o tym, jak "aryjskie" klimaty nadały ton ostatnim dniom. 
Zespół Siergieja Tierentjewa ucieszył mnie fantastyczną wersją utworu "Никто", którą drzewiej zaśpiewał Walery Kipiełow dla projektu Margarity Puszkiny. Wiadomo, sięgnąć po kawałek znany wcześniej z mistrzowskiego wykonania to wielkie ryzyko (jako bonus na płycie projektu Margenty był jeszcze dodany duet Kipiełow/Bierkut, więc poprzeczka była podniesiona naprawdę wysoko!). A tu Aleksander Kep nie tylko nie zaśpiewał gorzej, a nawet pokazał kawał głosu! Wokalista zespołu АРТЕРИЯ  już nie pierwszy raz mnie pozytywnie zaskoczył i tym razem już całkowicie do  siebie przekonał - to wspaniały Głos!

Jeśli ktoś miałby ochotę posłuchać - zapraszam na stronę zespołu tutaj.

Słuchaczom szczególnie zainteresowanym "aryjskimi" klimatami polecam natomiast audycję Dmitrija Dobrynina "Восьмая Нота" na falach Радио России. W ten czwartek (19 września) o godzinie 18.10 czasu warszawskiego nastąpi transmisja programu z udziałem Margarity Puszkiny. W programie będzie można posłuchać utworów z trzeciej płyty z cyklu Династия Посвященных. Audycji można posłuchać on-line na stronie radiostacji a także na stronie www.dobrynin-rock.ru – bezpośrednio podczas programu w streamingu lub później w zakładce «Архив передач».

A na zakończenie jeszcze raz "Никто", tym razem w pierwotnej wersji :)

piątek, 6 września 2013

Pozytywna końcowka kiepskiego tygodnia

Nie, nie będę narzekać na "dającą się wyczuć w powietrzu jesień". Jestem dziwna, bo ja na nią czekam...Ponarzekam na muzykę, a raczej co się w ostatnim tygodniu w rosyjskim świecie muzycznym działo. 
W poniedziałek zaczęło się od wiadomości, że ECLIPSE HUNTER skończyli swoją działalność. Może jakoś bardzo nie będę tego opłakiwać, ale jednak szkoda.
Następnego dnia wiadomość (jak dla mnie) był dużo gorsza - z zespołu ТРЕТИЙ РИМ odszedł Michaił Rupczew. Obie strony zapewniają, że gitarzysta po prostu zaczął iść w innym kierunku muzycznym i nie była to sprawa osobista, nadal zostają przyjaciółmi. Jednak mi jest bardzo żal. Michaił, który prawie od pierwszych dni tworzył zespół, po dziesięciu latach postanowił go opuścić i to tu przed świętowaniem 10-lecia zespołu, przed kolejnymi koncertami z zespołem ЧЕРНЫЙ ОБЕЛИСК...To musiał być drastycznie inny kierunek, który gitarzysta dla siebie wybrał, że zdecydował się w takim momencie odejść. Nikomu nie chcę przypisywać winy, bo nie o to chodzi, mnie tylko jest strasznie smutno, kiedy po tylu latach rozchodzą się czyjeś drogi, choć sama na koncie mam więcej pozapominanych niż utrzymywanych znajomości.
Na zmianę nastroju podrzucam klip zespołu, który nagrał swoją wersję "I Remember You" zespołu SKID ROW.



A żeby jeszcze bardziej pozytywnie skończyć ten tydzień mam dla odmiany dobrą wiadomość: zespół Гран-КуражЪ, który swoim odejściem do ARII osierocił Michaił Żytniakow - znalazł następcę wokalisty i już nagrał z nim nowy materiał.
Jewgienij Kołczin posiada, rzecz jasna, inną barwę głosu niż Michaił, ale mam wrażenie, że znajdzie uznanie wśród fanów zespołu. 13 września br Гран-КуражЪ po raz pierwszy zagościł na scenie w odnowionym składzie. Jewgienij nie będzie miał lekko, jak to zwykle bywa przy takich zmianach, ale cóż do odważnych świat należy.

Okładka singla nagranego już z nowym wokalistą, którego można posłuchać tu.

A tak swoją drogą, to chyba wolę nudne tygodnie... 

środa, 28 sierpnia 2013

Koncerty rosyjskich zespołów w Polsce !

Powoli robi się mały ruch rosyjskich zespołów w stronę Polski. Oczywiście juz wcześniej można było trafić na pojedynczy występ, za to ostatnio nasz kraj coraz częściej znajduje się na trasie rosyjskich zespołów, które grają u nas po kilka koncretów.

Na kogo warto się wybrać w najbliższym czasie?

W sobotę 31 lipca o godzinie 20.00 w gdyńskim klubie Desdemona zagra grupa EndName.

24 września w gdańskim Wydziale Budowlanym (tuż obok Stoczni Gdańskiej) zagra zesspół NOYE, który już niejednokrotnie u nas gościł.

Natomiast 16 listopada w warszawskim klubie Proxima zagra АРИЯ - UWAGA DO KOŃCA SIERPNIA MOŻNA KUPIĆ TAŃSZE BILETY! zainteresowanych odsyłam na stronę organizatora - gig-art.

A to dopiero początek...:)

poniedziałek, 26 sierpnia 2013

АЛЕКСЕЕВКСАЯ ПЛОЩАДЬ


Zespół АЛЕКСЕЕВСКАЯ ПЛОЩАДЬ pochodzi z Samary, swój debiutancki album wypuścił na rynek pod koniec maja tego roku, a już spieszy ucieszyć swoich fanów kolejnymi nagraniami. Jak mówią sami muzycy - praca nad kolejneym pełnowymiarowym albumem zaczęła się dosłownie dzień po tym, jak ukazała się ich płyta "Длиннее века", którą wydała duża wytwórnia Metalism Records.

Na dzień dzisiejszy zespół ma już gotowych siedem nowych utworów, które utrzymane są w charakterystycznym dla grupy stylu heavy metal, ale też podobno ma zaskoczyć słuchaczy kompozycjami nagranymi w innym stylu.

środa, 21 sierpnia 2013

GRENOUER - Midday Show

Dziś swoje urodziny obchodzi wokalista GRENOUER, z którym miałam niejednokrotnie przyjemność rozmawiać - Andriej 'Ind'. Widząc jaką poczytnością cieszą się owe  wywiady pozwolę sobie w swoim i Waszym - drodzy Czytelnicy - imieniu złożyć Adriejowi życzenia: крепкого здоровья,творческого долголетия и много счастья в личной жизни, Андрей!

A wracając do tematu GRENOUER - ostatnio pojawił się ich nowy teledysk - "Midday Show". Klip w całości był nakręcony w Wietnamie, a jego autorem jest Siergiej Szubin.
Aż miło popatrzeć, jak zespół złapał potężny wiatr w żagle i z każdym miesiącem cieszy nas kolejnymi sukcesami. Lata pracy zaczynają przynosić dojrzałe owoce.

poniedziałek, 19 sierpnia 2013

Muzyczny jarmark


Lato w pełni. Słońce przygrzewa, przypieka, przysmaża...a nawet robi te trzy rzeczy na raz. A ja tak lubię, bo jak jest lato to ma być ciepło. Jak jest lato to musi być też Jarmark św.Dominika w Gdańsku. Corocznie odwiedzam go po kilka razy i szperam. A przy okazji udaje mi się zawsze odbyć kilka ciekawych rozmów ze sprzedawcami staroci oraz płyt kompaktowych i winylowych. 

Tym razem przed wyjściem na jarmark udało mi się zrobić porządek we własnych winylach. Trzymane w szafce, "bo przecież nie wyrzucę", ale nie słuchane, denerwowały mnie chyba bardziej niż Zagłobę puste kielichy. Po ostrej selekcji czarne krążki powędrowały ze mną na stragan, na którym przechodząc parę dni wcześniej umówiłam się na zakup rosyjskich nagrań. Właściciele odłożyli mi kilka tytułów, wśród których znalazłam dwa albumy zespołu АЛИСА, w tym kultowy już dziś "Блок ада"! 
Na szczęście udało mi się namówić sprzedawcę, aby wziął moje naprawdę mało wartościowe winyle i obniżył za to cenę rosyjskich krążków(a na margionesie dodam, że oba egzemplarze analogów są w stanie idealny, nigdy nie grane!). I takim sposobem moją wciąż jeszcze skromną kolekcję powiększyłam o nowe trofea! :)

Ale prócz płytowych znalezisk, udało mi się tym razem odbyć bardzo ciekawą rozmowę z dwoma sprzedawcami płyt kompaktowych. O czym? O muzyce, rzecz jasna! Bardzo lubię takie pogawędki, zwłaszcza, kiedy mam przed sobą tak wielokierunkowo muzycznie zainteresowanych Rozmówców, których serdecznie pozdrawiam!

wtorek, 6 sierpnia 2013

PADALKA GUITARS


Moja atencja do instrumentów chyba jest już Wam znana. Idąc w ślad za pasją postanowiłam przyjżeć się bliżej jednej z bardziej mi znanych marek rosyjskich gitar - Padalka Guitars. Na moje pytania odpowiedzi udzielił mi sam właściciel - Siemion Padalka, któremu jestem bardzo wdzięczna za poświęcony czas, materiał zdjęciowy i ciekawą rozmowę.

- Jak długo istnieje państwa pracownia?

Siemion Padalka: Pracownia istnieje od 2011 roku. A dokładniej w tym roku zacząłem zajmować się naprawą i przyjmować pierwsze zamówienia

- Kto wpadł na pomysł założenia manufaktury i skąd się w ogóle wziął taki pomysł?

Siemion Padalka: Pomysł nie był nowy, dojrzewał we mnie, kiedy przeglądałem internet w poszukiwaniu gitary dla samego siebie. Przeglądając fora, trafiłem do rozdziału poświęconego instrumentom lutniczym, i przyglądając się foto-relacje mistrzów, zdecydowałem, że warto, aby sam się tym zajął. Pierwszym moim instrumentem był Stainless tele, a ponieważ pierwsze koty nie poszły za płoty i gitara nie wypadła źle kontynuowałem zajmowanie się tym.

Pierwsza gitara Siemiona Padalki*


- Czym różnią się gitary Padalka od innych?

Siemion Padalka: Praca każdego lutnika jest indywidualna i ma swój charakter, zazwyczaj, można prześledzić jego styl we wszystkich instrumentach. Tak samo każde zamówienie, które wykonuję, jest charakterystyczne dla moich instrumentów.

Przygotowanie do klejenia

Formowanie kształtu
Gotowe dzieło!

Natomiast, co tyczy się moich preferencji, to nawet wykorzystując wszystkie możliwe środki mechnizacji pracy, wykończam przygotowanie powierzchni do sklejania ręcznym struganiem, bo właśnie tym sposobem otrzymuję najbardziej równą powierzchnię. Nie mówiąc już o tym, że jest często szybciej, bezpieczniej i o wiele więcej ma to w sobie duszy. Tak samo według możliwości używam kleju organicznego w krytycznych dla formowania dźwięku klejeniach. Nie można powiedzieć, że robię tak tylko ja jeden - to jest wybór, którego dokonuje każdy lutnik, ale na pewno znajduję się w mniejszości.

Dekor z klonu

Dekor z klonu

Dekor z topoli

Do tego lubię swego rodzaju rzeźbienie w pracy. Więcej sprawia mi radości niespieszne ręczne formowanie geometrii nowego instrumentu, wiedząc ,że będzie taki tylko jeden. To rzeczywiście można nazwać gitarą customową i to jest to, po co warto zwracać się do lutników.

- Kto jest państwa endorserem?

Siemion Padalka: Na dzień dzisiejszy mam dwóch endroserów: Shturm i Vanilla Jam.

- A z jakiego drewna robicie swoje instrumenty? Na waszej stronie znalazłam, że część wykonana jest z jesionu i mahoniu afrykańskiego.

Siemion Padalka: Wybór drewna jest nie ograniczony, teraz można kupić praktycznie każde. Głównie, oczywiście, idą na warsztat miejscowe: olcha, jesion, klon, i sprowadzane: mahoń (wszystkich typów), palisander, ebony. W rzeczywistości są to klasyczne materiały dla gitar elektrycznych. Z niestandardowych odmian podobają mi się miejscowe kasztany, morela i padouk afrykański. Prócz tego mam zapas miejscowych ekskluzywnych materiałów dekoracyjnych.

Gitara z drewna kasztana
Gitara z drewna moreli

- Jeśli się nie mylę, prócz Lepsky Guitars, w Rosji nie ma innych wytwórni gitar. Brak wewnętrznej konkurencji pomaga czy na odwrót?

Siemion Padalka: To jest mylne pojęcie, w Rosji jest około mniej więcej dziesięciu znanych pracowni lutniczych. Jedną z pierwszych, i największą zarazem, jest Shamray. Niezbyt duża konkurencja jest niwelowana przez niski popyt na instrumenty lutnicze. Większość muzyków woli znane marki. A ten procent, który jest gotów na "customa", zwraca się do miejscowych lutników, ponieważ z nimi można łatwo dogadać wszystkie detale. Przy tym, zazwyczaj, zleceniodawca wcześniej wie od jakiego lutnika chce gitarę, dlatego też jako takiej walki o klienta tutaj nie ma. Jednak rośnie zbyt i na nie drogie instrumenty rosyjskiej produkcji, które przy tej samej cenie wygrywają swoją jakością w stosunku do azjatyckich czy tak zwanych "używanych japończyków". Dlatego obecnie pracuję nad instrumentami seryjnie produkowanymi, co pozwoli zająć tę niszę, która teraz jest praktycznie pusta, przecież większość instrumentów lutniczych jest dość droga. A propos, co do Lepsky Guitars, to już rok żyjemy jak sąsiedzi i pracujemy w jednym pomieszczeniu.

- Wiem, że można u was zrobić gitarę na zamówienie. Czy to się tyczy w tym samym stopniu designu, jak i brzmienia? Można poprosić na przykład o niestandardowe przetworniki?

Siemion Padalka: Teraz wszystkie instrumenty robię na zamówienie i, rzecz jasna, przy rozmowach bierzemy pod uwagę styl, dla którego ma być przeznaczony instrument, jego brzmienie, charakter oczekiwanego dźwięku. Wychodząc od tego dobierana jest odpowiednia konstrukcja, materiały i przetworniki. Jeśli jest taka potrzeba, można zamówić przetworniki typu "master". Ja współpracuję z moskiewską pracownią Fokin Pickups, która prócz seryjnych modeli, może zrealizować indywidualne zamówienie z określonymi parametrami.

- Jak długo trwa wykonanie u was gitary?

Siemion Padalka: Przeważnie samo wykonanie gitary trwa 1-2 miesięcy, plus jeszcze jeden miesiąc na dostawę części z USA.

- Wiem, że w ojczyźnie ciężko sprzedają się rodzime instrumenty - muzycy zawsze wolą zachodnie (także u nas, prawdę mówiąc). A jak to wygląda z pańskiej perspektywy, mieliście zamówienia z innych krajów?

Siemion Padalka: Na to pytanie już właściwie odpowiedziałem wcześniej, a co do zamówień, to póki co ich nie miałem. W pierwszej kolejności jest to związane z tym, że informacja o mojej pracowni rozprzestrzenia się głównie dzięki rosyjskim portalom społecznościowym. Jednak w najbliższych latach planuję wziąć udział w wystawie Musikmesse we Frankfurcie, gdzie mam nadzieję przedstawić swoje produkty europejskiej publiczności.

- Dziękuję bardzo za rozmowę.



*Wszystkie zdjęcia zamieszczone w niniejszym wywiadzie są własnością Siemiona Padalki. Za ich udostępnienie - ślicznie dziękuję. Семен Падалка - владелец всех фото помещенных в этим интервью. Я выражаю свою благодарность за их предоставление. Ксения Пшибысь 

poniedziałek, 5 sierpnia 2013

FRAGILE ART dla mocnych uszu



Całkiem niedawno trafił do mnie wokalista tego zespołu i zachęcił do przysłuchania się ich nowemu singlowi. O krążku trochę później, a teraz kilka słów wstępu z kim mamy przyjemność. 

Moskiewski zespół FRAGILE ART powstał w 2004 roku, choć dopiero dwa czy nawet trzy lata później skład grupy okrzepł i zaczął wydawać owoce swojej pracy. Od tego czasu FRAGILE ART zdążył się poznać nie tylko rodzimej, ale i zagranicznej publiczności - w tym polskiej. W 2007 roku nakładem jednej z największych rosyjskich wytwórni CD-MAXIMUM ukazał się ich debiutancki album pt.: "Axiom", który zebrał dużo pozytywnych recenzji publikowanych w różnych środkach przekazu. Płyta promowana wieloma koncertami w kilkunastu miejscach dała grupie dobry start. 
Na początku lipca br., w składzie: Siergiej Diczko(wokal), Władimir Starodworcew(bas) i Aleksandr Worobiew(perkusja), FRAGILE ART wypuścili singiel "Gods That We Can't See", którego możecie posłuchać tutaj. Jak dla mnie brzmi bardzo obiecująco i nabrałam ochoty na ciąg dalszy, a Wy? :)

Jak zapewniał mnie Siergiej, zespół obecnie intensywnie pracuje nad drugą pełno wymiarową płytą, która ma się ukazać światu nową muzykę na jesień. Mam nadzieję, że będziemy mogli ją usłyszeć nie tylko na płytach, ale i na polskich koncertach. 



poniedziałek, 29 lipca 2013

O kolekcji płyt, "piratkach" i muzycznych magazynach opowiada Andriej Ind

Kiedy pod koniec stycznia br. miałam przyjemność rozmawiać z wokalistą zespołu GRENOUER o tym, jak wyglądało życie melomana w ZSRR, nie skończyłam tematu. Opowieść, którą wysnuł Andriej Ind, była zajmująca i długa, postanowiliśmy ją przerwać, by nie stracić czegoś w pośpiechu. Umówiliśmy się więc już wówczas, że przy sposobności wrócimy do tej rozmowy. W tzw. międzyczasie ukazał się kolejny album GRENOUER - "Blood On The Face", który szturmem zdobywa nie tylko Europę. Pomimo zakreślonej na szeroką skalę promocji, Andriej był uprzejmy znaleźć trochę czasu i dla mnie: na muzyczne pogaduszki. 
Minęły ciężkie lata80. i przyszedł czas nielekkich 90...

Andriej Ind


Witaj, Andirej!
Ostatnim razem skończyliśmy naszą rozmowę na tym, co działo się w przemyśle muzycznym na początku lat 90. Chciałabym kontynuować ten temat.

Andriej Ind: Cześć, Kseniu, cieszę się z nowego spotkania z Czytelnikami! Świetnie, że jest możliwość powspominać, bo niektóre fakty zaczynasz sobie przypominać dokładnie w czasie takich rozmów, a tak to leżą w niedostępnych archiwach głowy, mogą nigdy nie wypłynąć na powierzchnię. 

Opowiadałeś, że wówczas pojawiły się pierwsze tłumaczone gazety muzyczne i, że za spore pieniądze można było nawet kupić ich oryginalne wydania. A jak dalej rozwijała się ta gałąź środków masowego przekazu?

Andriej Ind: W końcówce lat 80., regularna prasa, która dostała trochę wolności, zaczęła pstrzyć się artykułami o popie i muzyce rockowej, a zwłaszcza, że właśnie dzięki takim publikacjom nakłady mocno poleciały do góry, więc naturalnym było pojawienie się specjalistycznych muzycznych wydań. I tak poszły pierwsze koty za płoty. Chcąc dogodzić każdemu melomańskiemu gustowi, różne duże wydawnictwa powypuszczały pstre, wątpliwe w zawartości magazyny, w których gwiazdy estrady typu Larysy Doliny sąsiadowały z zespołem КОРРОЗИЯ МЕТАЛЛА, a błędy rzeczowe w materiałach (informacja, nierzadko zaczerpnięta z plotek i "chodzących" słuchów) były widoczne nawet dla mnie, ucznia. Szczególnej oświeceniowej funkcji taka praktyka nie wypełniała, za to ceny miały niezgorsze. Komicznie wyglądał, od razu nazwany komosomołskim «ОК Metal Hammer», magazyn z artykułami o Igorze Nikołajewie, Samancie Fox, recenzjami płyt Władimira Priesniakowa, «Машины времени» i «Секрет». Ci, którzy kiedyś trzymali w rękach prawdziwy "Metal Hammer", padali ze śmiechu. Takiego rodzaju projekty popękały jak bańki mydlane, i przynajmniej ich spadkobiercy stali się bardziej uważni i dokładni przy obieraniu celów słuchaczy. Na przykład, jedną rzeczą jest pisać o rosyjskim rocku, drugą - o punku czy psychobilly, a już trzecią - dogodzić deathowemu fanowi ciężkiej muzyki. Tak czy inaczej, rockowej literatury sporo przybyło (i to nie tylko samizdatowskiej, ale i tej, którą drukowano na państwowym poziomie).


Gazeta "Zarraza", magazyny "Rock City", "Tttrrax", "Железный марш", "RockCor" oczywiście nie w 100% były dobre, ale rodzimemu metalowi można je było, a nawet trzeba było studiować. Także zaczęły pojawiać się takie rarytasy, jak biografie i zbiory tekstów oddzielnych zespołów, encyklopedie i kolekcje plakatów. Wszystko to trochę kulało pod względem jakości druku, ale mocno grzało dusze i serce. We wszystkich dużych miastach zaczęto otwierać rockowe sklepy, a ich lady jakoś nie wiały pustką. Bliżej połowy lat 90. natknąłem się na metalowe fanziny, które, ma się rozumieć, nie były sprzedawane ani  w sklepach, ani w kioskach "Союзпечети"/"Związkowych drukarni"/, taka prasa ostatecznie rozwaliłaby tamę muzycznego anafalbetyzmu, jeśli, chciałoby się ją zlikwidować. Fanziny mogły być wydrukowane na maszynie do pisania i rozmnożone na powielarce, ale ich subkulutralna wartość była ogromna.

- Sama, przyznam się, zbierałam gazety, czasami o ulubionych grupach zostawiałam wycinki, nawet założyłam zeszyt, gdzie spisywałam wiadomości muzyczne. Internet pozbawił zeszyty sensu, ale stare gazety nadal trzymam :) A Ty jakie gazety kupowałeś? Coś z nich u Ciebie zostało?

Andriej Ind: Ja też pisałem takie zeszyty, miałem ich, zapewne, ponad dwadzieścia. Czasami przepisywałem ręcznie teksty, czasami zwyczajnie tracklisty, dyskografie, zbierałem wycinki, fotografie, nawet prowadziłem własną listę przebojów. Umiejętność pracy nożycami i rozkładanie tekstu na stronie zwłaszcza przydało mi się później, kiedy próbowałem swych sił jako wydawca własnego fanzinu. Specjalnie kupowałem solidną porcję magazynów, gazet, fanzinów, broszur, a także kalendarzy i kalendarzyków, stos pocztówek, nawet zdjęć u cińkciarzy. Podkreślę, że rzecz nie ograniczała się tylko do ciężkiego metalu, studiowałem różnorodną prasę muzyczną, fakt, że nigdy nie mogłem polubić tego, co nazywa się rosyjskim rockiem. Za to, na przykład, bardzo wysoko oceniam wydanie o kulturze hippie "Забриски Rider". W związku z moją przeprowadzką z Permu do Sankt Petersburga prawie cała literatura została w domu u rodziców, ale tu już też zacząłem obrastać papierowymi wydaniami, choć co prawda, nie w takiej ilości, wszak nastała epoka Internetu.

- Lata 90. to czas królowanie CD. Gdzie kupowałeś swoje płyty i kiedy kupiłeś sobie swój pierwszy odtwarzacz? Czy ten ostatni służy Ci do dziś?

Andriej Ind: Kompakty zacząłem nabywać jeszcze za nim pojawił się u mnie odtwarzacz. Porównując z tymi czasami, kiedy cieszyłem się słuchaniem "gołej" nagranej kasety, czasami nawet nie znając tytułów kompozycji, to był niesłychany postęp. Właśnie od tego czasu tak polubiłem ilustracyjno-tematyczną stronę rzeczy. Oczywiście, wcześniej były w obiegu audiokasety z kolorowymi, ciekawymi wkładkami - zwłaszcza, pamiętam, szeroko się tu prezentowały kasety polskiej produkcji, ale zdarzały się też grube pomyłki, od niepoprawnie zestawionej tracklisty do pomieszanych albumów. Jakość nagrań mogła być płynna, a nieraz "w pogoni za taśmą", sztucznie skracano długość albumów - wyrzucano "zbędną" piosenkę, albo obcinano same utwory. Bezpośrednie nagrywanie z kompaktów czasami od nowa odkrywało dla mnie niektóre wyuczone na pamięć albumy. Na początku w domach handlowych pojawiły się wyłącznie firmowe (to znaczy absolutnie legalne, europejskiej i amerykańskiej produkcji) płyty, i kosztowały tyle, że my mogliśmy tylko chodzić napawać się wystawą witryn. Później wszystkie punkty handlowe zalała fala pirackich płyt bułgarskiej lub chińskiej produkcji w cenie 3-5 dolarów; na początku z przyzwyczajenia kupowałem każdą pojawiającą się ciężką muzykę, ale potem, kiedy piraci przyswoili sobie przegrywanie praktycznie wszystkich wychodzących projektów, chcąc nie chcąc stałem się bardziej wybredny. Pierwszy odtwarzacz mogłem kupić dopiero w 1996 roku, kiedy byłem studentem na wymianie w Danii. Tak w ogóle to nie zapatrywałem się na kupno całej wieży, myślałem, żeby ograniczyć się do przenośnego odtwarzacza CD, który planowałem podłączyć do wzmacniacza, ale trafiłem na jakąś wyprzedaż i capnąłem wieżę, choć była nie do końca poziomu Hi-Fi , za to duńskiej produkcji - Dantax. Z sukcesem popracował ponad 5 lat, co w warunkach ciągłej eksploatacji w pełni wykorzystało jego możliwości. I jestem wdzięczny temu sprzętowi - większość lepszych projektów w swoim życiu usłyszałem po raz pierwszy na nim. Na początku lat 2000 wśród melomanów stało się źle widziane posiadać kolekcję złożoną z pirackich płyt, prócz tego fundamentalnie zmienia się sytuacja wraz z pojawieniem się w Rosji od razu kilku wytwórni, wydających płyty z licencjami. Cena takich płyt wahała się od 5 do 10 dolarów, niezbyt różniły się od firmowych, i "piratki" jednoznacznie zaczęły tracić swoją pozycję. Dziś aktywnie kontynuuję kupno płyt kompaktowych, przez zbyt mały popyt sytuacja w Rosji mocno się pogorszyła, i wykosztowuję się na nie albo w sąsiedniej Finlandii (gdzie sytuacja z płytami podobnie się pogorszyła, choć nie tak drastycznie), albo kupuję przez ebay.



- A co wtedy stało się z Twoimi winylami? Nadal ich słuchałeś, czy kompakty je wyparły?

Andriej Ind: Jak bym nie lubił winyli, to moja winylowa kolekcja na początku przerzedziła się, a potem trafiła w najdalszy kąt szafy. Adapter, który używałem, od czasu do czasu potrzebował zmiany igieł, a ten towar zwyczajnie znikł ze sklepów. Płyty kompaktowe, które przechwyciły sztafetę, zachowały najważniejszą cechę - album wykonawcy został produktem, niepodzielną całością, która wyrażała aspekty wizualne i audio, dlatego też przyjęliśmy ten format "na hura". Dziś winyl wraca jako elitarny modny nurt, a wtedy dla nas taki format był życiową koniecznością. Rzecz jasna, marzy mi się być właścicielem domku jednorodzinnego, gdzie będzie stały szykowny adapter, na który z nabożną czcią będę wkładać czarne płyty. 

- Ja w ostatnim czasie przesłuchuję swoją kolekcję - te płyty, które nie wytrzymały próbę czasu oddaję/sprzedaję. A Ty zostawiłeś sobie wszystko, co było i słuchasz tego wszystkiego?

Andriej Ind: Swoją kolekcję również poddaję systematycznej czystce. Będąc muzykiem, nie mogę wyrzucać płyt do kosza i zawsze znajduję takich, komu mogą się one przydać. Czasami bywa, że wysyłam paczkę do innego miasta, a przesyłka przewyższa cenę, za którą kupowałem płytę. W ogóle w ciągu tych wszystkich moich lat stałem się trochę konserwatywny i drobiazgowy, można powiedzieć, że wolę słuchać albumy, które sprawdziły się przez lata.


Opowiedz, proszę, jeszcze trochę o książkach, muzycznych biografiach. Także na początku były tylko te tłumaczone? Czytałeś je?

Andriej Ind: Książki, biografie, złożone w format książki pojawiły się nie tak od razu. Na początku były to jednak bardziej broszurowe czy gazetowe wydania, czasami beznadziejne, ale czasami zadziwiająco dobre. Najbardziej ze wszystkich zapamiętałem specjalny numer magazynu - "Rock City" - METALLICA.  Fun But True z czarną błyszczącą okładką i złotymi, tłoczonymi literami. Ponad sto stron żywo napisanego tekstu, morze fotografii, prawdziwy prezent dla fanów. Autor tej biografii - Aleksiej Glebow (a propos, to nie była jego pierwsza biografia tej grupy), jak kronikarz nie odstępuje oraz śledzi zespół METALLICA i żyje jednym życiem z muzykami. Wyższa szkoła jazdy! Dobrze pamiętam,jak kupowałem książki o DEEP PURPLE, PINK FLOYD, THE DOORS, SEX PISTOLS, kilka o THE BEATLES, a nawet ze względu na szacunek wobec osoby Dee Snidera jego "Kurs przeżycia dla nastolatków". Biografie w większości były tłumaczone z języków obcych, ale takimi też i są do dziś dnia. Autorzy, podobni do Aleksieja Glebowa, zdarzają się rzadko.

- A czy Tobie i Twojemu zespołowi udało się trafić do jakiejś książki?

Andriej Ind: Mam w swojej pamięci jedną taką, była to encyklopedia rocka, która wydał R-club na początku lat 2000, tam na pewno była biografia GRENOUER z fotografią. A jeszcze niedawno, co może trochę dziwić, chrześcijański muzyk Oleg Perfiłow brał ode mnie niewielki wywiad do książki. Religijnych tematów nie poruszaliśmy, pytania były proste i konkretne, ale zobaczyć samej książki, zaznajomić się z końcowym etapem mi się nie udało.

I na tym zakończyliśmy naszą rozmowę, a choć nie obiecuję, to na pewno będę się starać, żeby namówić Andrieja na kolejne wspomnienia, bo jest o czym słuchać:)

poniedziałek, 22 lipca 2013

Kostucha zbiera letnie plony...

Smutny ten koniec poprzedniego tygodnia. Kostucha znów zabrał dwóch muzyków i o ile o pierwszym pokazały się w mediach jedynie skromne, to o drugim rozpisuje się prasa, wspomina telewizja. Skąd taka nierówność? Sądzę, że z prozaicznego względu: pierwszy z muzyków już nie był aktywny muzycznie, o drugim było coraz głośniej.

Georgij Gurjanow (1961- 2013)

Pierwszy z nich to Georgij Gurjanow - perkusista zespołu КИНО, zwany Gustawem. Do grupy trafił w 1984 roku i grał w niej aż do momentu rozpadu, którego przyczyną była tragiczna śmierć Wiktora Coja. I choć w szkole muzycznej uczył się gry na wielu instrumentach (dobrze, bałałajce, pianinie i gitarze), to jego umiejętności jako perkusisty były ciągle podważane. Jak wspomniał kiedyś o nim Andriej Tropiłło: "Na początku z Gurjanowa to w ogóle perkusista był żaden. Potem zaczął nad tym pracować i mniej więcej znośnie zaczął grać". [Александр Житинский "Второе путешествие рок-дилетанта], Aleksandr Żytiński "druga podróż rock-dyletanta"- tł.w/w fragmentu: Ksenia Przybyś] 

Jako aranżer, drugi wokalista, perkusista i basista Gustaw udzielał się w także tak znanych zespołach jak: СТРАННЫЕ ИГРЫ, АВТОМАТИЧЕСКИЕ УДОВЛЕТВОРИТЕЛИ, ПОП-МЕХАНИКА. A to, co go wyróżniało od innych perkusistów, to maniera grania na stojąco (zapożyczona od zachodnich wykonawców stylu new romantic jak choćby DURAN DURAN), oraz to, że nieraz na koncertach występował w w stroju Adama...

Gustaw nawet bardziej niż perkusistą był poszukiwaczem nowych stylów. To, co wdziewał na siebie - bo przecież nie zawsze był koncert ;) - wyprzedzało swój czas nieraz o całą dekadę, dlatego też trochę później został nazwany przez znajomych "sumieniem petersburskiego stylu". Georgij lansował nowe trendy i spełniał się jako malarz. Pochłaniała go idea "kultury zero", tzn. odnajdywania sensu poza ogólnie przyjętymi zmysłami. Swoje prace prezentował od 1982 roku, zarówno na wystawach krajowych, jak i zagranicznych.

Kolejną pasją Gustawa, splatającą się z poprzednią jako tematyka obrazów, był sport. Swego czasu prowadził nawet kącik sportowy "Spartakus" w pirackiej telewizji. Fascynowały go motywy fotografii sportowych z lat trzydziestych XX wieku oraz filmy o tej tematyce (co, od razu zaznaczam, wbrew pozorom u niego nie łączyło się z jakąkolwiek ideologią nazistowską, którą propagowały m.in. obrazy Leni Riefenstahl).

Perkusista ostatnimi laty ciężko chorował: zdiagnozowano u niego zapalenie wątroby typu C oraz raka wątroby i trzustki, może też dlatego jego śmierć nie była tak wielkim zaskoczeniem i rozniosła się mniejszym echem po mediach.

Gurjanow nigdy nie założył rodziny.


Michaił Gorszeniow (1973-2013)

Drugi to Michaił Gorszeniow - wokalista zespołu КОРОЛЬ И ШУТ, zwany od nazwiska Gorszok, co można tłumaczyć jako "garnek" albo "nocnik".
Urodził się koło Leningradu, ale początki jego wejścia w środowisko rówieśników nie były łatwe.

"W szkole nigdy się nie śmiałem. Wręcz odwrotnie, śmiali się ze mnie. Brali za tępego. Opowiadali jakieś tam anegdoty, historie, chichotali, a mnie to nie bawiło. Szkoła była dla mnie prawdziwym koszmarem. Wydaje mi się, że mnie nie lubili. Nikt nie chciał się ze mną kolegować. I dziewczynom się nie podobałem. Nieociosany, głupi...Ja nie rozumiałem o czym oni wszyscy mówią. Jacyś tacy wszyscy poważni byli. Robili z siebie dorosłych...
Nie byłem z tych, co ich gnębią, ponieważ każdemu mogłem dać w łeb. Jednak mimo wszystko znęcali się nade mną, śmiali się ze mnie. I dopiero po jakimś czasie nagle znalazłem dla siebie miejsce - błazen [шут]!
Wszystko jakby ze mnie zeszło. I na studia przyszedłem już jako zupełnie inny człowiek. Wszystkie te szkolne kompleksy momentalnie przepadły. Zacząłem się śmiać. I sensem życia dla mnie stał się...śmiech, zapewne. Żebym sam mógł się pośmiać, żeby ze mnie się pośmiali.
A teraz ludzie z mojej klasy mi mówią, że wszystkie dziewczyny w klasie były we mnie zakochane. Śmieszne..." [А.Рыбин, В.Тихомиров и др. "Анархия в РФ: Первая полная история русского панка"/"Anarchia w FR: Pierwsza pełna historia rosyjskiego punka" - tł.w/w fragmentu: Ksenia Przybyś]

Swój pierwszy zespół - КОРОЛЬ И ШУТ - Michaił założył mając piętnaście lat. Pierwszy szczyt popularności grupa zdobyła na przełomie XX i XXI wieku, drugi - moim skromnym zdaniem właśnie parę miesięcy temu osiągnęli. Dzięki song-operze horrorów "Todd" w dwóch aktach (akt 1: Święto krwi, akt 2: Na skraju) zespół bardzo mocno i pozytywnie przypomniał o sobie szerokiej publiczności. Przygotowania do spektaklu mogliśmy śledzić dzięki stałym relacjom, КОРОЛЬ И ШУТ (przy bardzo mocnym promocyjnym wsparciu radiostacji Nashe.ru) zrobili wielkie show, które okazało się być pożegnalnym. Na koncie grupy prócz niezliczonej ilości koncertów pozostało 12 albumów.


Michaił zmarł w nocy z 18 na 19 lipca z powodu niewydolności serca, osierocił czteroletnią córkę.

poniedziałek, 15 lipca 2013

Let Me Roll - niezwykły sklep muzyczny

Od niedawna możecie znaleźć na tej stronie baner polskiego sklepu Let Me Roll. O tym jak powstał, co oferuje i dlaczego jest niezwykły przeczytacie w poniższym wywiadzie, którego udzielił mi założyciel, a prywatnie mój znajomy, z którym dzielę pasję odkrywania muzyki nieoczywistej. Poza tym jest jeszcze jeden powód, dla którego warto przeczytać naszą rozmowę - Tommy to wspaniały gawędziarz, jego opowieści chciałoby się jeść łyżkami! Zatem zapraszam do lektury/konsumpcji, a później na zakupy! TUTAJ :)

- Cześć Tommy, gratuluję sklepu i o nim głównie chciałabym dziś z Tobą porozmawiać. Wiem, że to realizacja pomysłu, marzenia, które od dość dawna za Tobą chodziło. Czy jesteś w stanie dokładnie określić, od kiedy myślałeś o własnym sklepie? Czy był jakiś jeden konkretny, który stał się główną inspiracją dla Let Me Roll?

Tommy: Salute! O sklepie myślałem od bardzo dawna. Jeszcze kiedy chodziłem do liceum i kilka razy w tygodniu odwiedzałem jedyny sklep płytowy w okolicy. Podobała mi się atmosfera tamtego miejsca - zawsze można było porozmawiać ze sprzedawcą, który znał się na rzeczy, zapuszczał płytki do przesłuchania, czasami nawet coś przegrał na chromówkę za kilka złotych. Uwielbiałem tam chodzić. Koledzy szli po lekcjach do domu a ja wędrowałem właśnie tam. Na płyty wydawałem każdy pieniądz jaki wpadł mi w ręce. To były jeszcze takie czasy, że na zamówione płyty czekało się nawet i miesiąc. Więc jak już coś zamówiłem to chodziłem do sklepu kilka razy w tygodniu i dopytywałem czy już jest heh. Zresztą w tej kwestii akurat dużo się nie zmieniło, bo sklepy internetowe często oferują dziś płyty, których nie mają na stanie. Zamawiasz a potem okazuje się, że zamówienie anulowano po 2-3 tygodniach, bo okazało się, że płyta nie jest dostępna albo nie opłaca się jej sprowadzić.

- Jaki sobie postawiłeś cel zakładając sklep? Po co i dla kogo go otworzyłeś?

Tommy: Przede wszystkim chcę wprowadzić na nasz rynek wydawnictwa, których wcześniej tu nie było a w innych częściach świata są znane i docenione. Polskie sklepy mają obecnie szeroką ofertę, ale wielu rzeczy nie opłaca się im sprowadzać, koncentrują się też na określonych gatunkach. Dominuje głównie rock progresywny, bo to są rzeczy, które docierają do ludzi zazwyczaj w średnim wieku, którzy nie pożałują kasy na dobre płyty. Pytanie tylko ile można mieć egzemplarzy „Ściany” czy „Aqualung” ? Co rocznica to nowe wydania z bonusami i innymi wypełniaczami. Komu to potrzebne? Moim zdaniem to wyciąganie kasy, gdyby naprawdę chcieli sprezentować coś fanom to udostępniliby to bezpłatnie w necie. Zobacz na nowości wydawnicze – połowa to reedycje, remastery, delux edition itp. Na tym robi się pieniądze, ale to jest wtórne, w tym nie ma nic nowego. Tymczasem Let Me Roll kieruje swoją ofertę do ludzi, którzy chcą poszerzyć zbiory o płyty unikalne, często wydawane w małych nakładach. Nie koncentrujemy się na określonym gatunku, bo czy to jest metal, hard rock czy punk, black metal itd. – wszędzie znajdziesz rzeczy kapitalne, jeśli tylko masz otwartą głowę i chcesz poznać coś nowego.
Ważnym elementem sklepu jest też dział poświęcony polskiej muzyce. Chciałbym oferować w nim płyty młodych wykonawców, często EP-ki, wydawnictwa wydane własnym sumptem. Zauważ, że dzisiaj nikt nie ma pojęcia ile tych płyt wychodzi. Nie ma jednego sklepu, w którym możesz kupić wszystkie płyty młodych zespołów. A jest tego bardzo dużo i czasami porażają wysoką jakością. Niektóre koncertują poza Polską, wydają tam płyty. Duże firmy fonograficzne jakby ich nie zauważały, wolą koncentrować się na komercyjnej papce, zespołach dobrze znanych, które są na scenie już x lat. To jest błędne koło, prawdziwe szambo. Pamiętam, jak kilka lat temu wyszła solowa płyta Borysewicza i zbierała na ogół bardzo dobre recenzje. Ja też o niej pisałem i w zakończeniu napisałem, że niedługo znajdziecie tę płytę w marketowych koszach za 10 zł. I tak faktycznie było! Tak też w skrócie wygląda moim zdaniem dzisiejszy rynek płytowy.


- Let Me Roll to nie jest zwykły sklep z muzyką, to wybór bardzo rzadkich u nas wydawnictw (płyt kompaktowych i winyli) z nieraz bliskiej zagranicy, które u nas są nie dostępne. Jak sam znajdujesz muzykę, którą proponujesz swoim klientom?


Tommy: Mam taki zwyczaj, że jak gdzieś jadę za granicę to jako pamiątki przywożę płyty. I tak udało mi się np. kupić genialną płytę Phoenix „Magur de fluier” na małym stoisku płytowym pod rumuńskim zamkiem Bran. We Lwowie kupiłem Merva, w Czarnogórze kilka płyt jugosłowiańskich. W Budapeszcie zamówiłem płyty przez internet i odebrałem u właściciela w domu, bo była niedziela… Często były to zakupy podyktowane np. estetyką samej okładki, bo zespołów nie znałem. I w większości okazywały się trafione. Zacząłem się zastanawiać, czemu tych płyt nie ma w Polsce, zwłaszcza, że kiedyś zespoły ze wschodu były u nas dobrze znane. Zaczęło się od tego, że chciałem poznawać inne albumy tych wykonawców, których płyty kupiłem podczas wakacyjnych wojaży. W związku z tym na chybił trafił pisałem do ludzi z innych krajów (szukałem ich na stronach poświęconym muzyce) i prosiłem o pomoc. To często prowadziło do wymian płytowych. Kontaktowałem się też z samymi zespołami, które na ogół chętnie pomagały mi dotrzeć do swojej muzyki i opowiadały o jej genezie.
Jak już znajdziesz jakiś trop to idziesz dalej – tak to wygląda. Z jednej rzeczy przechodzisz do drugiej, trzeciej, dzieje się to całkowicie naturalnie. Musisz tylko pozwolić wciągnąć się w ten wir. To uzależnia.

-  A skąd sam sprowadzasz płyty, czy to tajemnica handlowa?

Tommy: Większość płyt sprowadzam bezpośrednio od wydawców – zazwyczaj niewielkich niszowych wydawnictw. Jest ich tysiące! Wcześniej nie miałem pojęcia jaka jest skala tego zjawiska. Praktycznie wszędzie na świecie są małe firmy, które wydają fantastyczne płyty, dbają o najwyższą jakość i dlatego znajdują klientów.
Pierwsze dostawy przybyły do nas z Włoch, Węgier, Finlandii, Niemiec. Teraz czekamy na dostawę z USA i Rumunii. Ja szczególnie czekam na tę drugą, bo będą tam kapitalne płyty, których w Polsce nigdy nie było. Nie kryję, że część z nich uzupełni również moją kolekcję. Mam nadzieję, że uda mi się też nawiązać współpracę z Rosją i Ukrainą. Bardzo chciałbym też oferować płyty jugosłowiańskie, bo tam było wiele wybitnych zespołów. Niestety coraz ciężej je dostać. Nawet jak pojedziesz w tamte rejony to nie wszystko dostaniesz.


- Zauważyłam duży wybór węgierskich tytułów. Czy muzyka z tego kraju to Twój konik?

Tommy: Wchodnioeuropejski rock to mój konik a Węgrzy mieli silną scenę i co ważne do dzisiaj dbają o to by ich płyty były dostępne, czego nie da się powiedzieć np. o Rumunach czy krajach byłej Jugosławii. Bez większych problemów dostaniesz całą klasykę węgierskiego rocka na płytach kompaktowych, trafiają się też i winyle. Z tego względu jest ich najwięcej, ale mam nadzieję, że ta dominacja zostanie przełamana heh. W każdym razie będę dążył ku temu, żeby w sklepie był też duży wybór płyt z innych państw.

- Jesteś jedyną znaną mi osobą, która tak wiele zna nieoczywistej muzyki. Nigdy chyba jednak Cię nie spytałam: dlaczego jej szukasz? Znudzenie Zachodem czy chęć odkrycia nowych muzycznych terytoriów pcha Cię do poszukiwania nut u braci Słowian i południowych sąsiadów?

Tommy: Zacznijmy od tego, że jestem wielkim fanem Black Sabbath, kiedyś wielbiłem też Deep Purple. Byłem nawet w fanklubie Purpli, ale śmieszyło mnie, że traktują tych muzyków jak bogów. To dziecinada. Kiedyś zupełnie przypadkiem kupiłem płytę węgierskiego Pandora’s Box – Ko Kovan. Spodobała mi się okładka a i cena była zachęcająca (kilka złotych) więc długo się nie zastanawiałem. Płyta okazała się genialna, ale nie mogłem o niej znaleźć żadnych informacji. Pomyślałem wtedy, że to zwyczajnie nie sprawiedliwe – takie zespoły nie miały możliwości (chociażby sprzętowych) na miarę swoich zachodnich kolegów a jednak tworzyły kapitalną muzykę. Tyle, że nikt tego nie promował. Bo i po co muzyczna prasa ma pisać o takich rzeczach, skoro można w kółko wałkować o zachodnich bestsellerach, opisywać te same płyty co rok, w każdą rocznicę itd. Ko kovan dał mi do myślenia – zastanawiałem, się ile jeszcze takich nagrań istnieje. I do dzisiaj szukam i ciągle znajduję heh. Jest tyle genialnej muzyki do odkrycia, że całe życie mi na to zejdzie i nudzić się nie będę.
Zastanawia mnie tylko dlaczego takich rzeczy nie odkopują ludzie z radia. Spójrz np. na Trójkę – tyle możliwości mają Ci ludzie,żeby opowiedzieć coś nowego, podsunąć słuchaczom coś nowego, ale na ogół z tego nie korzystają. Wciąż puszczają to samo. Nową płytę Purpli usłyszysz każdego dnia, chociaż to żadna rewelacja a nikt nie pokusi się, żeby puścić jakieś młode polskie zespoły albo zapomniane perełki ze Wschodu. Kiedyś słuchałem nałogowo Kaczkowskiego, dziś wyłączam po kilku minutach, bo nie mogę już słuchać tych zachwytów nad zupełnie przeciętnymi (na ogół) wypocinami starych wyjadaczy. Tutaj po prostu nikomu się nie chce sięgnąć dalej, albo się nie opłaca…

- Czy są takie nagrania, do których chciałbyś dotrzeć na jakimś nośniku, ale póki co o nich tylko czytałeś, czy rozmawiałeś, jednak nie widzisz szans by do nich dotrzeć?

Tommy: Znalazłoby się trochę. Najbardziej chciałbym dotrzeć do szwajcarskiego albumu zespołu Nautilius – 20 000 Miles Under the Sea z 1978 r. Mam go w wersji mp3 i moim zdaniem jest genialny, choć progrock to nie jest akurat gatunek, który darzę szczególną sympatią. Poza tym bardzo chciałbym mieć kiedyś na półce płytę rumuńskiego Metropolu „3” i koncertówkę Phoenixa „Symphoenix”. Z rumuńskich poszukuję także bardzo ciekawej płytki „Romanian Tribute To Jimi Hendrix” i kapitalnego doom-metalowego „Armaghedona” zespołu Celelalte Cuvinte. Wciąż szukam boxu jugosłowiańskiego Kerbera, chciałbym też kupić pierwsze płyty Atomsko Skloniste i Majke.


- Cieszę się, że trafiłam na otwarcie Let Me Roll i życzę Ci.. no właśnie czego Ci życzyć? Bo tego tylko, żeby było dużo klientów, to chyba dla Ciebie niewystarczające życzenia? :)

Tommy: Najważniejsze, żeby sklep się rozwijał. Nie oszukuje się, że zarobię na tym duże pieniądze, dlatego to jest tylko moje poboczne zajęcie. Będę bardzo zadowolony, jeśli sklep będzie się zwracał i pozyskane pieniądze pozwolą mi wzbogacać ofertę o kolejne rzadkie płyty. Chciałbym stworzyć na rynku markę, która będzie kojarzona z dobrą muzyką. Zależy mi także na młodych zespołach, mam dużą nadzieję, że Let Me Roll chociaż w małym stopniu przyczyni się do propagowania ich twórczości, bo stanowczo za dużo na naszym rynku rutyny i byle-jakości.

- Życząc Ci tego wszystkiego, dziękuję za rozmowę. I do spotkania w Let Me Roll, bo na pewno będę tam zaglądać!

czwartek, 27 czerwca 2013

ТРЕТИЙ РИМ na iTunes!

Tak, jak po burzy wychodzi słońce, tak po złych wiadomościach - przychodzą dobre. A nawet BARDZO dobre. Zespół ТРЕТИЙ РИМ, z którego basistą miałam ostatnio przyjemność rozmawiać, wypuścił swój najnowszy album w wersji cyfrowej. Teraz nie musimy mieć znajomych, czy krewnych w Rosji, żeby kupili nam krążek, który pojawi się w niewielkim nakładzie - wystarczy wejść na iTunes (tak, muzyka tego zespołu trafiła do bardzo zaszczytnego i szerokiego grona) i kupić sobie cały album, albo tylko wybrane utwory. Gorąco wszystkim polecam zakup, każdy z utworów kosztuje 0.99$, a cały album 9,9$. Żeby nie błądzić w poszukiwaniach na iTunes, podaję bezpośredni link do "О другой стороне".

Aha, dla tych, którym spodobał się utwór, do którego zespół nagrał klip - przypominam, że był to "Никто не заметил" i wszedł na album pod numerem ósmym. A czy wszystkie utwory są równie dobre? Możecie posłuchać ich próbek na iTunes i, dziękując zespołowi niecałymi dziesięcioma dolarami. mieć na własność legalne mp3. 

środa, 26 czerwca 2013

FAKTOR STRACHU, czyli fatum śmierci

Stanisław Wozniesienskij 

O tej grupie już raz pisałam, niestety tak jak poprzednim razem, tak i teraz wspominam o nich w kontekście śmierci muzyka. 24 czerwca tego roku w wypadku samochodowym zginął perkusista zespołu ФАКТОР СТРАХА - Stanisław Wozniesienskij. Kostucha przetrzebiła szeregi grupy w niebywale krótkim czasie - trudno znaleźć analogię do wiszącego nad muzykami fatum, choć odosobnionym przypadkiem też jednak nie są. 

Przypomnę, że 29 kwietnia 2010 roku zmarł na zawał serca wokalista - Ilja Aleksandrow, a 16 października 2012 roku w wypadku samochodowym zginął basista - Dmitrij Skopin-Paniukow. I tak jak po pierwszej stracie ФАКТОР СТРАХА z czasem podniósł się, znalazł zastępcę wokalisty, którego zaakceptowała publiczność, to teraz ledwo muzycy otrząsnęli się po stracie basisty (właśnie skończyła sie seria koncertów poświęcona pamięci Skopina-Paniukowa), to znów dostali cios. Czy podniosą się po nim? Życzę im tak zwyczajnie po ludzku, żeby znaleźli w sobie jeszcze trochę sił, ale nie zdziwię się jeśli powiedzą: chwatit! 

Светлая память Вам: Илья, Дмитрий и Станислав...

PS.  3 lipca zespół wydał oświadczenie, które rozwiało powyższe wątpliowości:

"Kochani przyjaciele! 

Zapewne, przyszedł czas oświadczyć to, co i tak już jest oczywiste. Niestety, grupy FAKTOR STRACHU już nie ma. W ciągu trzech lat straciliśmy trzech kolegów, trzech muzyków, trzech przyjaciół, trzech bezcennych i niezastąpionych naszych ludzi. Nie mamy więcej sił, aby kontynuować. 
Został nam jeden nie wypuszczony album. Jest już w większości gotowy, na razie sami nie wiemy, kiedy i w jakim formacie wyjdzie, ale obowiązkowo zrobimy wszystko żeby, wcześniej czy później ujrzał swiatło dzienne. 

Jeszcze nie wiemy, czy wyjdziemy kiedykolwiek na scenę z ukochanymi piosenkami czy też nie, żeby wykonać je już naprawdę ostatni raz i ostatni raz zobaczyć was wszystkich i pożegnać się. Na pewno wielu z was podziela nasze uczucia. Dziękujemy wam za to, że byliście z nami cały ten czas, że przychodziliście na koncerty, że lubiliście nas i krytykowaliście, uwelbialiście i przyklinaliście. Bez was nie było by tego, czym był FAKTOR STRACHU. 

Uważajcie na siebie!"

wtorek, 25 czerwca 2013

"SKY IS OVER" russian version :)



Zespół КОRSИКА, o którym kiedyś już pisałam, tym razem objawił światu swój mini album "Live in studio". Jak sam tytuł wskazuje, wszystko zostało nagrane na żywo w studiu, choć panowie przyznali, że dograli jeszcze osobno chórki. Na płytę weszły cztery utwory z poprzednich płyt i jeden cover, o który opiera się cała promocja. A utwór muzycy wybrali nie byli jaki, bo "Sky Is Over", który pierwotnie zamieścił  Serj Tankian (wokalista SYSTEM OF A DOWN) na swoim solowym albumie. 

W rosyjskiej wersji utwór opatrzono tytułem "И я рядом"/"I ja jestem obok"/, a możecie go posłuchać tutaj.

Ostatnimi czasy zespół popełnił jeszcze klip, ale... oceńcie sami, ja jednak zdecydowanie wolę ich słuchać niż oglądać:

środa, 12 czerwca 2013

SPAINT


nazwa: SPAINT
rok założenia: 2005
miejsce powstania: Moskwa
język utworów: rosyjski, angielski
oficjalna strona zespołu: http://www.spaint.org/

To jest ten zespół, o którym ostatnio pisałam, że znalazłam, a właściwie zostałam przez nich znaleziona. Trochę sceptycznie podchodzę do wiadomości typu: cześć, znaleźliśmy Cię, a to nasza muzyka. Jednak już przy pierwszym utworze przesłanym przez grupę byłam pozytywnie zdziwiona. Nie dość, że grają profesjonalnie, to jeszcze ich muzyka ma swój charakter! Trudno w gąszczu otaczającej muzyki grać mocnego rocka, w którym pobrzmiewają odróżniające, z całej masy innych podobnych, nuty.  A zespołowi SPAINT to się udało!

Ich muzyka jest zarazem bardzo tradycyjna, powiedziałabym nawet, że czuć w niej historię, korzenie radzieckiego rocka, a jednocześnie idzie z duchem czasu i bardzo przyjemnie się jej słucha. Zwłaszcza, kiedy śpiewają w rodzimym języku, bo po angielsku - jasne, też umieją, ale gdzieś umyka ta atmosfera, którą potrafią chłopaki stworzyć.

Na dzień dzisiejszy zespół tworzą: Michaił Krasnow(wokal), Andriej Manukjan(gitara), Paweł Rodiczew(gitara), Jewgienij Bagautdinow(bas) i Andriej Suchow(perkusja). Póki co zespół może pochwalić się nie małą gromadką fanów oraz cała listą zagranych koncertów. Z jednego z nich przedstawiam nagranie. Oddaje ono atmosferę koncertu, choć moim skromnym zdaniem - gdzieś w tej dynamice gubi się troszkę klimat utworów. Jakby nie było - posłuchać warto!



Póki co ukazały się dwa albumy SPAINT. Oba wydała wytwórnia MAZZAR Records i chyba tam najłatwiej znaleźć płyty zespołu (oraz koszulkę!). Na pierwszym albumie gościnnie udzielił się Iwan Izotov - basista znany choćby z zespołu ЭПИДЕМИЯ, na drugim: Juliana Sawczenko - wokalistka АНДЕМ.

Dyskografia:

(2008) "Цепь притяжения"
(2011) "Вкус земли - цвет неба"

poniedziałek, 10 czerwca 2013

Legiendy russkawa rocka - kolekcja płyt

Już dawno zabierałam się do opisania tej serii, ale zawsze inne tematy ją wypierały. Teraz, kiedy w drodze jest (czyli już prawie przelałam myśli na papier/klawiaturę) tekst o nowym odkryciu muzycznym, wywiad i kilka tematów nie powiązanych stwierdzam, że to najwyższy czas, bo potem może mi się gdzieś idea zagubić. 

Tym, co dodatkowo mnie zmotywowało - był mój ostatni nabytek. I tu mała dygresja. To, że fizyczne sklepy z płytami kompaktowymi przeszły do lamusa, nie jest dla nikogo już zaskoczeniem. Jednak to, w jaki sposób ostatnio ściągam dla siebie krążki, nadal przyprawia mnie o lekki zawrót głowy. 
Zaczęło się od tego, że poznałam się z Siergiejem na jednym z rosyjskojęzycznych forów. On - w wieku mojego Taty - kolekcjoner pamiątek, artykułów, wszystkich artefaktów związanych z polskimi CZERWONYMI GITARAMI, mieszka na Łotwie. Ja - lat 31 - kolekcjoner wszystkiego, co związane z rosyjskim rockiem i metalem, mieszkam w Polsce. W sumie: wszystko nas dzieli...prócz pasji słuchania i zbierania. Znajomość kwitnie, wraz z nią zaufanie i...oczywiście, to co mieliście na końcu języka - tak rosną nasze kolekcje! Pomagamy sobie wzajemnie kupować na aukcjach internetowych, bo niejednokrotnie Polacy, czy Rosjanie nie chcą wysyłać za granicę. A Siergieja współpracownik jeździ często do Moskwy, więc kupił mi na aukcjach płyty, umówił się na określonej stacji metra, przywiózł płyty na Łotwę, a Siergiej mi je wysłał. Jakie to proste, prawda?...

No to wracamy do serii Legendy Rosyjskiego Rocka/Легенды русского рока/. Ukazywała się ona od 1996 roku nakładem wytwórni Moroz Records. Wszystkie płyty ukazujące się w tej serii były składankami z charakterystyczną granatową okładką i złotymi literami. Jako przykład niech posłuży kilka okładek - najbardziej zbliżone kolory do realnych ma ostatnie zdjęcie ze składanki Александр Башлачёв.















Jak widać schemat był jeden, ale na rynku można spotkać kilka wersji. rzecz w tym, że jeśli zechcecie kupić sobie taką składankę (co gorąco polecam!), to trzeba zwrócić uwagę na kilka szczegółów. Po pierwsze, warto nabywać płyty z tej serii made in Austria. Tak, nie pomyliłam się - z Austrii, ponieważ tamtejsze wydania, skierowane były na bogatsze rynki i dzięki temu wydawcy mogli pozwolić sobie na narzucenie wyższej ceny, a co za tym idzie, na lepsze książeczki. W austriackich wydania książeczki są "tłuste", jak mówią Rosjanie, czyli konkretne. Na 20 stronach znajdziecie ciekawie opisaną biografię danego wykonawcy plus rzadkie zdjęcia. 

Jeśli zdecydujecie się na rosyjski wariant płyty to tu warto się pokusić o krążek z okładką taką, jak powyższe. Wspomniana składanka w wersji pirackiej wygląda tak:


Nie dość, że inna okładka, to zupełnie inny zestaw utworów (które raczej trudno nazwać "the best of"), jest ich mniej, a do tego ich jakość nie może się równać z oryginalnym nagraniem. Jest to ważne zwłaszcza w przypadku takich artystów jak Башлачёв, którego nagrania często przegrywane są na płyty nie z kasety-matki, ale z jakiegoś kolejnego przegrania, bo pierwowzory poginęły. 

Natomiast co innego jeśli ta samą płytę zobaczycie w takiej wersji: 


To jest oryginalne wydanie Moroz Records. Tu zestaw utworów jest taki jak na austriackiej płycie,a inny kolor i dodane zdjęcie dają nam tylko znak, że płyta jest częścią Złotej Kolekcji.

Piszę płyty, ale jednocześnie ukazywały się także kasety magnetofonowe z tej serii. Zasada była taka, że na rynku pojawiały się kolejne szóstki płyt i można je było albo kupić osobno, albo w box secie. Złota Kolekcja była wydawana nieraz w tym samym czasie, zawierała te same utwory, ale inne książeczki.

Od 2000 roku cała seria ukazała się na 5 płytach w formacie mp3, a w 2001 roku pojawiła się seria 6 płyt pod tytułem "Легенды русского рока.The best", która była wyborem utworów zamieszczonych na poszczególnych składankach.

W kolejnych seriach ukazały się:

1. wydana w 1996 roku
  • КИНО
  • ЗООПАРК
  • ВОСКРЕСЕНИЕ
  • КРЕМАТОРИЙ 
  • АЛИСА
  • NAUTILUS POMPILIUS
2. wydana w 1997 roku
  • Александр Градский и группа СКОМОРОХИ
  • КАЛИНОВ МОСТ
  • АРИЯ
  • КРУИЗ
  • КАРНАВАЛ и Александр Барыкин
  • ЗВУКИ МУ
3. wydana w 1998 roku:
  • Александр Башлачёв
  • НАСТЯ
  • АГАТА КРИСТИ
  • АКВАРИУМ
  • ЧАЙФ
  • БРИГАДА С
4. wydana w 1999 roku
  • ДДТ
  • АукцЫон
  • ЦЕНТР
  • НОЛЬ
  • ДИНАМИК
  • ВА-БАНКЪ
5. wydana w 2000 roku:
  • ЧЁРНЫЙ КОФЕ
  • УРФИН ДЖЮС
  • БРАВО
  • Сергей Курехин и ПОП-МЕХАНИКА
  • НЕПРИКАСАЕМЫЕ
  • СЕКРЕТ
6. wydana w 2001/2002 roku:
  • ВОСКРЕСЕНИЕ (2 część)
  • СВ
  • ЧИЖ & Co
  • ОПТИМАЛЬНЫЙ ВАРИАНТ 
  • МАСТЕР
  • ГРАЖДАНСКАЯ ОБОРОНА
7. wydana w 2002 roku:
  • АРИЯ  (część 2)
  • ВЕЖЛИВЫЙ ОТКАЗ
  • Инна Желанная
  • КИНО (część 2)
  • КРЕМАТОРИЙ (część 2)
  • ТЕЛЕВИЗОР
8. część wydana w 2003 roku:
  • Э.С.Т.
  • Анатолий Крупнов и ЧЁРНЫЙ ОБЕЛИСК
  • ОБЪЕКТ НАСМЕШЕК
  • НЕСЧАСТНЫЙ СЛУЧАЙ
  • КВАРТАЛ
  • Константин Никольский
9. część wydana w 2004 roku:
  • АВИА
  • АЛЬЯНС
  • ДДТ (część 2)
  • НОМ
  • НОЧНОЙ ПРОСПЕКТ
  • ПИКНИК
Poza nimi ukazały się jeszcze składanki takich zespołów jak: КОРРОЗИЯ МЕТАЛЛА, МОНГОЛ ШУДАН, БГ, БАХЫТ-КОМПОТ, АЛЬФА, ТЁПЛАЯ ТРАССА, ДК, БРИГАДНЫЙ ПОДРЯД, ГРАЖДАНСКАЯ ОБОРОНА (część 2), МОСТ oraz МАШИНА ВРЕМЕНИ (część 1 i 2) i КОМИТЕТ ОХРАНЫ ТЕПЛА, ale uważa się je raczej za bootlegi i z oficjalnej sprzedaży zostały wycofane.

Jeśli ktoś nie musi mieć całej kolekcji albumów danego wykonawcy (bo może jestem nawiedzona, ale czasem warto), to seria wymyślona przez Konstantyna Prieobrażenskiego i Wasilija Gawriłowa jest na prawdę warta Waszej uwagi. A jak ktoś lubi zbierać, to może niech sobie założy, iż zbierze całą serię, albo choćby te 54 płyty :)

czwartek, 6 czerwca 2013

"O innej stronie" opowiada Paweł Frołow (ТРЕТИЙ РИМ)

Choć muzycy zespołu ТРЕТИЙ РИМ są ostatnimi czasy dość mocno zapracowani, Paweł Frołow - basista grupy znalazł dla mnie kilka chwil, żeby opowiedzieć o trzecim albumie, który będzie noisł tytuł "О другой стороне". 

Cześć! Spotykamy się tuż przed ukazaniem się waszego trzeciego albumu. Kiedy dokładnie pojawi się w sprzedaży?

Paweł Frołow: Witaj! W sprzedaży pojawi się zaraz po tym, jak skończymy nad nim pracować: nad okładką, nad muzyką. Tym razem jest jednak jedno "ale". Nie współpracujemy z żadną wytwórnią, sami go wydajemy i sami wysyłamy do sprzedaży. Póki co nie wiemy dokąd. A na razie będzie w naszych rękach. Możemy go podarować dobrym ludziom, naszym fanom. Dlatego o tym będziemy mogli porozmawiać nieco później.

Czego, w muzycznym sensie, możemy oczekiwać? Czym będzie się różniła ta płyta od poprzedniej?

Paweł Frołow: Płyta różni się bardziej poukładanymi utworami, są utrzymane w jednym gatunku, co chcieliśmy zrobić już dawno, ale nam się nie do końca udawało, ponieważ na poprzednich albumach utwory były trochę przemieszane, że tak powiem, gatunkowo. A na tym albumie wszystko jest utrzymane raczej w jednym stylu, na jednym oddechu - to jest to, co tak długo chcieliśmy osiągnąć.

Wszystko, co weszło na nowy album, to są nowe rzeczy?

Paweł Frołow: Tak, oczywiście. To wszystko są nowe rzeczy. Być może ktoś z naszych fanów był już na naszych koncertach, w przeciągu roku, a nawet trochę dłużej, wykonywaliśmy część utworów. I są filmy w internecie z wykonaniem tych utworów. Jednak to wszystko są nowe rzeczy, których nie było na poprzednich albumach.


Skład zespołu się nie zmienił, ale prócz członków zespołu ТРЕТИЙ РИМ na albumie pojawili się także inni muzycy w charakterze gości. Kogo zaprosiliście?

Paweł Frołow: Tak jak na poprzednim albumie zaprosiliśmy do zagrania partii klawiszy Dmitrija Pirożenkę, jeśli pamiętasz - występował już na poprzedniej płycie. I tutaj wykonał część partii. Planujemy również zaprosić wokalistów, którzy wykonają nasze utwory w całości i dodamy je jako bonusy na tej płycie. To znaczy będzie cała lista naszych utworów i jeszcze kilka utworów z tej listy, ale w wykonaniu zaproszonych wokalistów. Jednak ta kwestia nie jest jeszcze ustalona. Jeśli wszystko się uda, to oczywiście wam o tym opowiemy. Myślę, że to będzie interesujące.

Muzyka - jak rozumiem - to wasze wspólne dzieło. A teksty znów pisał Siergiej?

Paweł Frołow: Tak, oczywiście. Siergiej jest niezastąpionym, niezmiennym autorem tekstów. Tylko on pisze i tylko jego teksty są na naszych albumach.

Nagrywaliście album w waszych studiu. Czy z punktu widzenia sprzętu, studio mocno się zmieniło od momentu ukazania się w 2011 roku albumu "Движение вперёд"?

Paweł Frołow: Studio zmieniło się nieznacznie, natomiast zmieniło się nasze podejście do nagrywania. I tak jak w 2011 roku partie perkusyjne na "Движение вперёд" nagrywaliśmy w Moskwie (w tym studiu, gdzie potem miksowaliśmy i poddawaliśmy masteringowi materiał), to tym razem partię perkusji nagrywaliśmy w naszym studiu. I już tylko miksowaliśmy i robiliśmy mastering w tym samym studiu w Moskwie, co wcześniej, a tak wszystko nagrywaliśmy u nas. Zmieniło się także nasze podejście do nagrywania. Zaczęliśmy eksperymentować, wykorzystaliśmy kilka mikrofonów dla nagrania gitar. Ja tym razem wykonywałem partię basu na swoim nowym wzmacniaczu Hiwatt, to znaczy wykorzystywaliśmy wiele analogowych brzmień dla gitar. Eksperymentowaliśmy, szukaliśmy brzmienia, które nam całkowicie i w pełni pasuje. Liczę, że udało nam się to na 99%. Nie wszystko udało się do końca, ale w sumie wszystko się udało.

Kto tym razem wziął na siebie rolę producenta?

Paweł Frołow: Jako takiego producenta nie mamy, my jesteśmy producentami. Zespół ТРЕТИЙ РИМ, który zajmuje się produkcją podczas nagrywania, tworząc aranże. Mamy producenta dźwięku: Nikołaja Wiengrżanowicza, który zajmuje się dźwiękiem, miksowaniem, masteringiem. On ma swoje twórcze spojrzenie, twórcze podejście do tej sprawy. Jesteśmy bardzo szczęśliwi, że pracuje z nami, z natchnieniem, że tak powiem. Ponieważ nie mamy producenta, to wszystko robimy sami, swoimi siłami.

I jeszcze pytanie o nowy album: w jakiej formie się pojawi?

Paweł Frołow: Planujemy wypuścić album w digipacku, w nakładzie 1000 egzemplarzy. Plus, do tego, na płycie prócz muzyki powinno znaleźć się video: nowy klip, który niedawno nagraliśmy oraz archiwum zdjęć. Myślę, że to będzie ciekawa, interaktywna płyta. Będzie odtwarzać także w formacie VCD, to znaczy, kto będzie chciał jej posłuchać zwyczajnie w odtwarzaczu, ten z przyjemnością posłucha, a ten, kto zechce zobaczyć video i archiwum zdjęć, których jeszcze nikt nie widział, ten zwyczajnie włoży płytę do komputera i wszystko zobaczy, wszystko, co go ciekawi. Ma być ładnie, nad tym pracują nasi znajomi specjaliści.

Paweł Frołow w studiu Tretiy Rim
(fot. Witalij Bryksin)

Całkiem niedawno pojawiliście się w kaszyrskiej TV. Udzielaliście wywiadu w związku z nowym albumem czy nie było to związane z "О другой стороне"?

Paweł Frołow: Tak, opowiadaliśmy o nowym albumie. W kaszyrskiej TV pracują nasi znajomi i zaprosili nas, żebyśmy o nim opowiedzieli. Zaplanowaliśmy wspólnie dwa cykle, tzn. opowiadamy przed ukazaniem się o nowym albumie i już po, o tym jak się pojawi, jakie są wszystkich odczucia, jakie oceny zbiera, planujemy opowiedzieć trochę później o tym. A także rozmawialiśmy tak ogólnie, o zespole, nie tylko o płycie.

Podczas nagrywania płyty, zajmowaliście się nie tylko nowym albumem, także koncertowaliście. Dokąd ТРЕТИЙ РИМ wybrał się z występami?

Paweł Frołow: Po tym jak zagraliśmy koncerty z zespołem ЧЁРНЫЙ ОБЕЛИСК w Moskwie i Sankt Petersburgu, przystąpiliśmy do nagrań. Zapraszano nas na występy w trakcie nagrań, ale koncertów nie było znów tak wiele. Najważniejszy był ze wspomnianym zespołem ЧЁРНЫЙ ОБЕЛИСК, z którym wspólnie odwiedziliśmy Mińsk na Białorusi. A także razem byliśmy w Twerze. To były najważniejsze koncerty. A pozostałe - to zapraszali nas znajomi, którzy mieszkają niedaleko stąd. A niedawno graliśmy jeszcze w Tule na festiwalu.

A na promocję nowego albumu planujecie już jakieś koncerty?

Paweł Frołow: Tak, powoli są planowane, ale na razie nie będę wyprzedzał zdarzeń. Jeśli się uda, to na pewno o wszystkim opowiemy. Mamy plany, bardzo dobre, dlatego póki co nie mamy do nich pewności, ze się ziszczą,  to lepiej o nich nie mówić, żeby nie rozczarowywać fanów, żeby potem się nie czuli zawiedzeni.

Dziękuję za rozmowę. Życzę dobrego przyjęcia waszego nowego albumu!

Paweł Frołow: Dziękuję Tobie, Kseniu, dziękuję Czytelnikom Twojego bloga.