czwartek, 6 grudnia 2012

Prezent na Mikołajki - wywiad z GRENOUER!


Z okazji Mikołajek przedstawiam Wam sążnisty wywiad z dwoma muzykami z zespołu GRENOUER. Grupa w tym roku skończyła 20 lat, ale nadal rozwija się muzycznie i poszukuje. Zachęcam wszystkich do lektury, nawet, a może zwłaszcza tych, którzy o zespole wcześniej nie słyszeli - tak głęboko przemyślanym odpowiedziom warto poświęcić swoją lekturę.


- Witajcie, zespół GRENOUER w tym roku skończył 20 lat. Co byście wymienili jako punkty zwrotne w waszej karierze?


Aleksandr 'Motor' (gitara): Witaj, Kseniu, a także witam wszystkich Czytelników tego wspaniałego portalu! Tak, w tym roku GRENOUER świętuje jubileusz. To jest już solidny wiek dla zespołu i rzecz jasna w czasie jego istnienia zebrało się kilka punktów zwrotnych.

Dla mnie pierwszy punkt zwrotnym to rok 1996, kiedy jako zwykły widz przyszedłem na koncert (to była prezentacja albumu "Border of Misty Times") GRENOUER w naszym rodzinnym mieście - Permie. Zrozumiałem wtedy, że chciałbym być częścią takiej grupy. A stało się tak 3 lata później. Zadzwonił do mnie Ind i zaprosił mnie do składu na prawach stałego uczestnika zespołu - to był drugi punkt zwrotny. Do tego czasu znaliśmy się już dobrze i nawet zdążyliśmy zacząć nagrywanie industrialnego projektu COD, w którym ja grałem na gitarze, a Ind śpiewał i był duchowym przewodnikiem (śmiech). Trzeci punkt - to mój debiutancki album w składzie GRENOUER "The Odour o'Folly". Czwarty - to przeprowadzka do Pitra całej naszej grupy i album "Try". To była nasza pierwsza współpraca z fińskim producentem Anssi Kippo, która dała początek długiej współpracy i w końcowym rezultacie - przyjaźni. Piąty punkt zwrotny to pełnowymiarowy album "Lifelong Days" w całości wyprodukowany, nagrany i zmasterowany w Astia Studio Sound z producentem Anssi Kippo. Szósty punkt zwrotny - to zmiana składu i EPka "Computer Crime", która ukazała się w 2011 roku.

Już dawno zauważyłem, że tak zwane punkty zwrotne to albumy grupy. Zawsze najważniejsze wydarzenia, które mają miejsce w zespole, są związane właśnie z albumami. W danym momencie mamy całkowicie gotowy do realizacji jeszcze jeden "punkt zwrotny", oczekujemy właśnie na datę ukazania się płyty, z którą zaczniemy aktywną kampanie promocyjną.

 - 20 lat to długi okres, wiele się przez ten czas zdarzyło. Powiedzcie, proszę, czy ktoś zbiera i opiekuje się waszą historią? Szkoda, żeby przepadła, a sama wiem, jak trudno odtworzyć niektóre fakty, nawet jeśli grupa jest znana, jak np.GRENOUER.

Andriej 'Ind' (wokal): Jeśli rozumieć historię jako zbiór artefaktów, to każdy z uczestników ma soją kolekcję - CD i kasetowe wydania albumów, gazety z recenzjami i wywiadami, wejściówki, kalendarzyki, naklejki, festiwalowe znaczki, koszulki i inny merchandising. Oczywiście, że największa kolekcję posiadam ja, ponieważ gram rolę w weterana zespołu, kapitana dalekomorskiego okrętu; kolekcja jest duża, ale mogłaby być bardziej konkretna, jeśli byśmy w swoim czasie na poważnie wzięli sobie do serca zadanie zebrania i przechowywania materiałów. 

Tak czy inaczej, nie zapominajmy, że w latach 90. kamera wideo wciąż była przedmiotem luksusowym, nie było cyfrowych aparatów, a publiczność chodziła na koncerty nie dla fotek na portalach społecznościowych, a dla emocji i wrażeń. Ale to nic nie szkodzi, w pierwszej kolejności historia grupy żyje w moim sercu, jeśli kogoś ona interesuje, jestem zawsze gotowy się nią podzielić. A koniec końców, to jeszcze nie zmieniliśmy się w eksponat muzealny, żeby myśleć o nas kategoriami reliktów.




Kiedy zagłębiałam się w historię waszej grupy zafrapowała mnie ilość nie tyle zmian personalnych, co stylistycznych. I tak sobie myślę, że przez 20 lat jesteście ciągle w muzycznych poszukiwaniach. Czy ten proces na chwilę obecną jest zakończony, czy też nigdy się nie skończy?

Aleksander 'Motor': Każdy nowy album GRENOUER nie jest podobny do poprzedniego, ale tym nie mniej, zawsze słychać, że to jest właśnie GRENOUER. Osobiście uważam, że to za plus. Lubię zespoły, które się wciąż zmieniają. Tak, i moje ulubione bendy grzeszą ty, na przykład, DEPECHE MODE, KORN  czy 30 SECONDS TO MARS. Mam nadzieję, że to poszukiwanie nigdy się nie skończy. Zapewne, teraz GRENOUER bliżej jest tego, co chciałem grać od momentu przyjścia do grupy. To znaczy na chwilę obecną stało się możliwe to, co robimy. I jestem z tego powodu niewymownie szczęśliwy. Znaleźliśmy główną żyłę i nawet kierunek dalszego rozwoju grupy. Tak więc pewne zmiany będą zachodzić i w przyszłości, ale możecie być pewni, że z tego zawsze wyjdzie 100% GRENOUER.

Andriej 'Ind': W odróżnieniu od grup, które zdobyły światową sławę, nie staliśmy się zakładnikami własnego repertuaru, kiedy statystycznie przeciętny człowiek chce słuchać ciągle tych samych utworów lub albumów, nagranych w ramach "powrotu do korzeni". Nie można nam zarzucić i tego, że schlebiamy modzie, jawnie idziemy z nią innymi drogami. Możemy sobie pozwolić na poszukiwania, eksperymentowanie, możemy robić to, co chcemy, ponieważ wkładamy w twórczość wyłącznie własne finanse, siły i czas. To, do czego grupa dzisiaj doszła, niektórym wydaje się szokującym zbyt mocnym zwrotem, jednakże mnie, jako człowiekowi z wewnątrz, taki rozwój jawi się jako rzecz sama przez się zrozumiała. Każda nowa granica miała etap przygotowań, decyzje dojrzewały, szła intensywna praca.
W rezultacie ci, którzy uważają się za prawdziwych fanów GRENOUER, z radością i natchnieniem przyjmują nasze nowe utwory. Ci niezadowoleni, którzy dziesięć lat temu ciężko przeżywali nasze przejście od death metalu do math metalu, teraz nagle mówią o tym, jak wiele GRENOUER zrobili dla powstania w Rosji ruchu djent, i że jesteśmy tacy i siacy, zaprzedani, zrzuciliśmy kapitańskie pagony. Nie wiem, moja prywatna droga w metalu, droga słuchacza i fana, nie są przetartą dróżką, dlatego i we własnej twórczości nie używam gotowych form.



- A jak już mówimy o historii: czy jest coś czego żałujecie? Coś, co jeśli byłoby to możliwe, cofnęlibyście się do przeszłości i zmienili?


Aleksandr 'Motor': Mam wrażenie, że wszystko robiliśmy zgodnie z przekonaniem, adekwatnie do warunków i czasu. Jedno co, być może, trochę wcześniej trzeba była zacząć nagrywać poza Rosją. Jednakże, cóż, myśmy nawet nie śmieli o tym marzyć tak realnie. Dobrze, że teraz to stało się możliwe. Mam nadzieję, że kraju nie czeka powrót do komunizmu z żelazną kurtyną, i że będziemy kontynuować występy po wolnej Europie i nagrywać albumy z zagranicznymi producentami. Tak więc zmieniać w przeszłości niczego nie warto. Prędzej, w danym momencie, potrzeba dokładnie wiedzieć co robić ówcześnie, żeby zbudować swoja przyszłość. A dla tego trzeba mieć wystarczający zapas własnych błędów w przeszłości, żeby nauczyć się je omijać (śmiech).

Andriej 'Ind': Bez dwóch zdań są decyzje, które można było by poprawić, ale one są związane z innymi osobami, którym okazaliśmy zaufanie, a w odpowiedzi otrzymaliśmy porcję pierwszej klasy gówna. Nawet negatywne doświadczanie jest bardzo pożyteczne, to co nas nie zabija – to nas wzmacnia. Więcej, przejaw prawdziwej nieuczciwości, braku dobrej woli nie rzuca cienia na subkulturę w całości. W undergroundzie jest tylu wspaniałych ludzi, z którymi obcowanie jest po prostu bezcenne.

Andriej 'Ind'


- W 2003 roku przeprowadziliście się z Permu do Pitra - jak was, kultową grupę undergroundu, przyjęła stolica? Trudno było wpisać się w tutejszą scenę?


Aleksandr 'Motor': Prywatnie odnoszę takie wrażenie, że nikt nas nigdzie nie przyjął. Owszem i przyjmować nie bardzo było gdzie. Stopień rodzimej rockowo-metalowej sceny, przy całym swoim potencjale, szczerze mówiąc jest niski, taka sama jest i miejscowa scena. Oczywiście, teraz wśród lokalnych muzyków mamy wielu kumpli i znajomych, ale bliskich przyjaciół wśród nich nie ma. Są przyjaciele z innych sfer artystycznych. A tak bliscy przyjaciele-koledzy mieszkają w innych miastach, a nawet innych krajach. Więcej, kiedy GRENOUER zaczął pracę nad nowym albumem, to wielu przedstawicieli piterskiej sceny jawnie się od nas odwróciło. Nie wiem z czym to jest związane. Być może jakiś przejaw zazdrości, lub nawet zawiści. Choć trzeba powiedzieć, że zazdrościć szczególnie nie ma czego. Jeśli ktoś chce to może tylko zazdrościć bezsennych nocy na zdjęciach do klipu, ogromnych wydatków studyjnych i życia w mikrobusie (w czasie trasy). Długą przerwę w działalności koncertowej zakończyliśmy 2 tygodnie temu wspólną trasa GRENOUER i FIGURE OF SIX (Włochy). I trasę zakończyliśmy finałowym koncertem w Pitrze. Publiczność nas przyjęła bardzo ciepło, także ci, którzy słyszeli nas po raz pierwszy. I chyba najważniejsze, żeby słuchacze cie przyjmowali, przecież dla nich robimy muzykę.


- Tutaj w Pitrze jest więcej możliwości, bliżej do innych krajów, Od tego czasu, kiedy przeprowadziliście się do stolicy, dopracowujecie swoje albumy w Finlandii. Fińscy dźwiękowcy bardzo się różnią się od miejscowych?


Aleksandr 'Motor': Właśnie bliskość Finlandii i Unii Europejskiej była decydującym czynnikiem dla przeprowadzki. Do tego, to drugie co do wielkości miasto w Rosji. Tak więc na nim wtedy skupiły się nasz sympatie i po kolei, w ciągu roku, wszyscy przyjechaliśmy do północnej stolicy. W tym czasie dobiegła końca praca nad albumem „Presence with Fire”, i gdy tylko zakończyliśmy nagrywanie, od razu wykorzystaliśmy możliwość zrobienia masteringu albumu w największym fińskim studiu Finnvox z inżynierem dźwięku Mika Jussila, profesjonalistą najwyższego stopnia. Oczywiście byliśmy bardzo zadowoleni z rezultatu pierwszej współpracy z wielkim europejskim studiem. Finowie w planie produkcji i pracy nad dźwiękiem przewyższają Rosję i wszystkie byłe republiki związkowe, myślę, że to dla nikogo nie jest tajemnicą. Finlandia – to kraj z dużą historią rocka na swoim wewnętrznym rynku. W Rosji mało kto o tym wie. Już w latach 80. była tam stworzona dobra podstawa dla rozwinięcia się metalu i sceny rockowej, co oczywiście przynosi swoje owoce. W maleńkich miastach, które z perspektywy Rosji bardziej nawet przypominają wioseczki, na zwykły koncert przychodzi parokrotnie więcej ludzi, niż na podobny koncert w Pitrze. I zapewniam cię, dźwięk i światło nawet na malutkim występie w Finlandii będą na wysokim poziomie. Inaczej mówiąc, Finlandia to kraj profesjonalistów i to w każdej sferze. To potwierdzi każdy, komu udało się współpracować z jakimkolwiek fińskim producentem.


- A jeszcze a propos dźwięku – wasz jest bardzo ciekawy i bez zastrzeżeń. Kto dla was jest w tym planie przykładem?


Aleksandr „Motor”: Tak się złożyło, że w tym planie orientujemy się na dźwięk prac współczesnych amerykańskich grup. Jest ich wiele. Od MOTLEY CRUE do późnego LINKIN PARK. Tu zapewne warto mówić nie tyle o brzmieniu grup, a o pracy producentów i dźwiękowców. I tych jest wielu: od Desmonda Childa i Quincy Jonesa, po Ross Robinsona, Atticus Rossa i Skrillex.

Andriej 'Ind': Nie powinniśmy zapominać i o żywym, ale idealnym brzmieniu lat 80. - WHITESNAKE, DEF LEPPARD, BON JOVI, SKID ROW, VAN HALEN, MEGADETH...kiedy od muzyka wymagano wyższego warsztatu wykonawczego i oddawania własnej energii. Dziś dojść do czystego nagrania nie jest trudno nawet w warunkach domowych, ale ożywić sound, napełnić go tą nieprzekazywalną atmosferą i zenem - to zadanie bardzo poważne i rozwiązać je trzeba w 100%. Właśnie dlatego my przykładamy dużą wagę do współpracy z producentami.


- Wśród rodzimych grup, które wymienilibyście, jako te, których pracę szanujecie?


Aleksandr 'Motor': Bardzo lubię wczesny GORKY PARK, często ich słucham, ale z naszą sytuacją oczywiście oni nie mają nic wspólnego. Wśród tych, których możemy nazwać współtowarzyszami broni, mam bardzo duży szacunek do pracy grup ICON IN ME, BIOPSYHOZ. Oni dokładnie wiedzą co, po co i jak robić. A robią konkurencyjny produkt na wysokim poziomie. I to zasługuje na szacunek!

Andriej 'Ind': Również zwróćcie uwagę na HATECRAFT, PSILOCYBE i MOON FAR AWAY – całkowicie różne zespoły, ze swoim imagem i niepowtarzalnym charakterem. W latach 80. słuchałem rodzimych bandów – МАСТЕР, КРУИЗ, E.S.T., wychodzili na winylach i w większości zdobyli popularność także poza granicami ZSRR, ale GORKY PARK oczywiście narobili najwięcej szumu i mocno zainspirowali wszystkich muzyków, którzy byli związani z metalem. Co ciekawe, niedawno grupa znów się odrodziła.


- A teraz porozmawiajmy o waszej muzyce. Jak się rodzi i jak – co mnie zawsze bardzo interesuje – zatrzymujecie rodzące się kawałki melodii, kiedy się pojawiają znienacka?


Aleksandr 'Motor': To jest proces zarazem spontaniczny i podlegający regułom. To znaczy pomysły mogą przyjść do mnie gdziekolwiek bym się nie znajdował: w łazience, na własnym ślubie, na próbie, w studiu. Najpierw rodzi się dosyć długa melodia, z której w końcowym rozrachunku zostają tylko dwie nuty lub niewielki zapętlony rytmiczny fragment. Albo na odwrót, najpierw rodzi się czadowy bit, który staje się osnową dla całego utworu. Na próbie idzie ogromna praca nad zapisaniem utworu. Najpierw dość długo tworzy się struktura riffów utworu, potem wszystko zmienia się, ponieważ jakiś malutki riff okazuje się fajniejszy od wszystkich pozostałych w utworze i utwór przechodzi nowy cykl zmian. Kiedy praca dochodzi do wykonania melodii wokalu, zazwyczaj, utwór jest już dosyć mocno utrwalony, alei to rzecz jasna nie jest ostateczny wariant. Po tym, jak wokal jest już gotowy, cały utwór jeszcze raz przechodzi „crush test” i przerabiamy go już z udziałem wokalu. Następnie nagrywamy preprodukcję, dopełniamy pomysłami. Tak przykładowo wygląda cykl tworzenia utworów w GRENOUER (śmiech).

Aleksandr 'Motor'


- Aleksandr, powiedz proszę o swoim sprzęcie grającym? Od jakiej gitary zaczynałeś?


Aleksandr 'Motor': Ciekawe pytanie. Nauczyłem się grać na gitarze akustycznej, Grałem na niej długo, ponieważ gitary elektrycznej w domu nie było, a kupić jej nie było możliwości, a nie było też i gdzie jej kupić. Uczył mnie mój tata. Pierwszy riff nauczyłem się grać mając 6 lat, to był główny riff ze „Smoke on the Water”, wykonany na szóstej strunie (śmiech). Mając 8 czy 9 lat mocno mnie wzięło na BLACK SABBATH i zacząłem grać ze słuchu ich najprostsze riff. A propos, ja do teraz wolę grać utwory z e słuchu, a nie z tabulatur, które rozrzucone są po internecie. Koniec końców, całkiem pochłonął mnie metal mnie metal i zacząłem próbować dojść do wydawania warczenia (a'la distortion) z akustycznej gitary, tym samym tworzyłem moją technikę bardzo melodyjną, ale bardzo ciężką i mocną. Później kupiono mi czechosłowacką kopię Fendera Stratocastera, trochę poprawioną przez miejscowego lutnika.
Po kilku latach w końcu pojawiła się gitara moich marzeń – Jackson Performer (śmiech). Służyła mi długo i wiernie. Oto coś, co mogę z tego wszystkiego nazwać swoim pierwszym instrumentem. Potem zacząłem rozumieć, czego wymagam od instrumentu i jaki powinien być. Na dzień dzisiejszy używam 7-strunowych gitar Ibanez (K-7 i Artist 307). Jako wzmacniacza użyłem na ostatnich dwóch albumach, co możecie usłyszeć, Peavey Triple XXX. Eksperymentuję z rozlicznym kompletowaniem w niej lamp. To bardzo mienia barwę brzmienia. Także przychodziło mi nagrywać na Mesa Dual Recitifier z bardzo ciekawymi modułami, Marshall (też modułowy) 800 i jeszcze masę masę innych. Korzystam z paczki 4x12. Bardzo lubię lampowy dźwięk. Właśnie lampa może dokładnie oddać moje wydawanie dźwięków z tą agresją w brzmieniu, z którą gram. Jednak na zewnątrz jest już XXI wieki cyfrowe technologie osiągnęły niespotykanych wyżyn. Obecnie już składam mocny lampowy gain swojego wzmacniacza z efektami od Line 6. To pozwala mi nie taszczyć ze sobą na występy ciężkiego pedal boardu i radzić sobie przy pomocy procesora efektów(oszczędność na wadzie i zajmowanym miejscu. To jest bardzo ważne w trasach). Także bardzo ciekawie jest próbować i szukać czegoś całkowicie nowego, takiego jak interesujące hybrydowe przykłady 'lekkich' wzmacniaczy. To mnie bardzo interesuje.


- Czy w GRENOUER panuje demokracja? Czy też w sprawach dotyczących muzyki ktoś ma ostatnie słowo?


Andriej 'Ind': Sama w sobie idea demokracji jest dobra, ale dla urzeczywistnienia jej w ramach twórczego zespołu potrzebne są: niespotykany poziom odpowiedzialności wszystkich muzyków, ponadpodziałowy stopień dyscypliny, a nawet kultury. Mnie można uważać za dyktatora w sprawach administracji, a Aleksandra – w muzycznych, ale takim sposobem w ogóle nie przejawia się nasza tyrania, a mając w pamięci doświadczenie przeszłych lat, neutralizujemy możliwość sytuacji, gdzie wchodzimy sobie w kompetencje. Jeśli próbować dogodzić wszystkim, to rezultatu można nigdy nie doczekać. Przyjęcie i ogłoszenie ciężkich decyzji – to nie prosty proces, jednakże one nie biorą się z sufitu, ja je w kółko przepuszczam przez siebie i zawsze staram się najbardziej bolesne ciosy przyjmować na siebie. I, oczywiście, jako lider też w wielu sprawach idę na kompromisy, a nie zajmuję się głupim pressingiem.


Właściwie wróciliście z ukraińskiej „mini trasy”. Jakie wrażenia z koncertów?


Aleksandr 'Motor': Raczej trudno – długość ponad 6500 km można nazwać mini trasą, a dokładnie tyle przejechaliśmy w mikrobusie w okresie od 15 listopada do 26 listopada 2012. Ta trasa nazywała się „Eastern Attack Tour”! Na absolutnie równych prawach jechały dwie grupy: GRENOUER i FIGURE OF SIX. Jesteśmy zabójczo zadowoleni z trasy! Wszystkie zadania, które sobie postawiliśmy na tych występach, zostały wykonane. I to nie może nie cieszyć (śmiech). Koniec końców GRENOUER przypomniał o sobie bardzo głośno i jasno pokazując na wszystkich koncertach absolutnie nowy program. Wrażenia są bardzo kontrastowe. Chciałbym wyróżnić 3 ostatnie koncerty w trasie, gdzie organizacja była na wysokim poziomie – to Togliatti, Moskwa i Sankt Petersburg. Rzeczywiście łapię się na myśli, że jestem wciąż w drodze (śmiech).


- Rozmawiałam już wcześniej z Aleksandrem na ten temat, że Polska choć tak blisko leży to jeszcze nie udało się nam widzieć Was u siebie. Czy możemy mieć nadzieję na przyszłość?


Aleksandr 'Motor': Ja bardzo na to liczę! Byliśmy w Polsce kilka razy przejazdem, kiedy udawaliśmy się na festiwale do Czech i na Słowację, ale ani razu nie graliśmy w tym historycznie bogatym kraju. Tym nie mniej niektóre polskie stacje radiowe puszczały nasze utwory z EP-ki „Computer Crime”, a wcześniej pojawiały się recenzje w wydawnictwach muzycznych. Mam nadzieję, że w 2013 roku zaczniemy rozmawiać o występach na terytorium Polski.

Andriej 'Ind': Moje najmocniejsze skojarzenia z Polską – to wspólne występy z grupą HATE w Estonii, Litwie i na Łotwie w 2009, a także Marek Kurantowski, menedżer TOXIC BONKERS, wciąż przysyła pozdrowienia i bardzo dobrze wypowiada się o GRENOUER. Oczywiście, byłoby bardzo ciekawie zagrać w Waszym kraju, wszak Wasza scena już dawno mocno zaznaczyła się na mapie światowego metalu (od RIVERSIDE po BEHEMOTHA). I wasi fani, sądząc po koncertowych DVD, to po prostu ogień!


- Jakie są wasze plany na przyszłość?


Aleksandr 'Motor': Plany mamy duże i poważne. Pod numerem 1 mamy zapisane: zagrać możliwie jak najwięcej koncertów. To jest teraz dla nas bardzo ważne, może nawet bardziej niż kiedykolwiek wcześniej. Pod numerem drugim na liście, ale nie pod względem ważności, stoi realizacja siódmego, pełnowymiarowego albumu, „Blood on the Face” w pierwszej połowie 2013. Co z kolei wymusza na nas dużo koncertów, do promocji projektu. Takim sposobem w naszych planach jest praca, praca i jeszcze raz praca (śmiech). Także nakręconych jest już kilka klipów, które trochę się przyklinowały na stole montażowym, ale mam nadzieję, że będziecie mogli cieszyć się nimi już w pierwszej połowie 2013.


- Dziękuję za rozmowę!


Aleksandr 'Motor': Bardzo dziękujemy, Kseniu, za zainteresowanie się GRENOUER i za pytania. Dziękujemy wszystkim za zainteresowanie nami! Do zobaczenia na naszych koncertach.

Andriej 'Ind': Bardzo dziękujemy za wsparcie, za zainteresowanie rosyjską sceną, za całą rockową działalność i entuzjazm. To fantastyczne, że żadne kryzysy nie wpływają na pasje wielu ludzi. Dziękujemy wszystkim czytelnikom – niech muzyka brzmi w waszej duszy!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz