sobota, 1 grudnia 2012

Kuda idiosz russkij rock?

Nadrabiając zaległości filmowe porządkuję sobie wiedzę o rosyjskim rocku. Kilka propozycji już Wam podrzuciłam, a w najbliższym czasie obiecuję ten spis uzupełnić o następne tytuły i ich krótkie opisy. Nie, nie będę zdradzała "kto zabił";)

Dziś po obejrzeniu kolejnego dokumentu naszła mnie pewna refleksja. Przybliżając kontekst moich rozmyślań nakreślę w kilku zdaniach historię rosyjskiego rocka. (Oczywiście mam pełną świadomość popełnianego przeze mnie absurdulalnego zamachu - wiem i paru godzin nie starcza na zakreślenie choćby szkicowej historii, ale pokuszę się o to dla wyklarowania moich myśli).

Początki rosyjskiego rocka sięgają lat 60., jak wszędzie - ruch rozwijał się powoli, stopniowo, żeby dwadzieścia lat później złapać za serca miliony młodych serc. Właśnie lata 80. jawią się jako ten złoty czas - kiedy jeszcze cenzura mocno daje się we znaki, a muzycy czują swoje powołanie jako walkę z zastaną rzeczywistością. Jednak wszystko się kończy. Wraz ze śmiercią kilku muzyków (Coj, Baszłaczow, Janka, Mike) oraz zmianom ustrojowym, rock, jak wszystko w Rosji, staje pod znakiem zapytania. Trzeba się na nowo określić. Przyszła długo oczekiwana wolność "I co z nią teraz mam zrobić?" - jak śpiewał  dekadę wcześniej Wysocki. Rock stracił swój cel, bo nie ma się już przeciw czemu buntować, a wraz z fatalną sytuacją finansową kraju, muzycy musieli zapomnieć o stadionach, pomyśleć o bardziej przyziemnej pracy. Po kilku latach część z nich wróciła wpierw do klubów, potem na stadiony. Pierwsze lata XXI wieku to był prawdziwy boom, odrodzenie rockowej sceny w Rosji. Wielkie festiwale, zalew płyt i rodzące się jak grzyby po deszczu nowe grupy.


A co teraz?

Dzisiaj rosyjski rock stoi na rozdrożu. Tylko muzycy pojedynczych grup żyją z własnej muzyki [czyt.koncertów], pozostali pracują w różnych miejscach, a po godzinach tworzą. Ci, którzy bardzo chcieli zostać w muzyce, zakładają swoje studia nagraniowe, ale nieraz bywa, że nie ma tam kto nagrywać. Stadiony zbierają znów nieliczni, płyty często wypuszczane zostają już tylko w wersji elektronicznej, w muzycznych radiostacjach wyczuwa się pewien marazm połączony z oczekiwaniem, na którą stronę przechyli się szala i kto się ruszy, by coś zadziałać.

Muzyka ma w sobie tą moc, że jednak zawsze znajdą się entuzjaści którzy zrobią coś wyłącznie dla idei. Tych spotykam ostatnimi czasy coraz więcej. Trzeba mieć jednak ogromny zapas wiary w siebie i swoją twórczość, żeby nieraz latami grać dla garstki ludzi.

W jaką stronę pójdzie rosyjska muzyka?

Jako domorosła Pytia widzę kilka rozwiązań. Od pesymistycznych, w których widzę, jak to wszystko się rozsypuje, a na scenie zostaje może 15 zespołów na zmianę grających koncerty w kolejnych miastach. Do optymistcznych, kiedy czuję, iż musi znów przyjść dobry czas dla muzyki i muzyków. Czasy, gdy młodzież żyła muzyką nie wrócą, trzeba przestawić się na inne myślenie. Albo liczyć na jakąś pozytywnie zakręconą grupę entuzjastów, którzy podniosą rynek i znów będziemy mieli wysyp utalentowanych zespołów. 

Co robić?

Ja staram się być dobrej myśli, w miarę możliwości promować muzykę rosyjską i, to czemu poświęcam najwięcej czasu, poznawać historię. Jest w niej tyle jeszcze do znalezienia!
                               

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz