poniedziałek, 31 grudnia 2012

Muzyczne podsumowanie roku 2012

Witam po przerwie - co tu tak jasno? Cóż, czarny tekst na białym tle czyta się lepiej i w trosce o Wasze oczy trochę zmianiłam szablon.

Jak wszystkie strony, portale i blogi - ja też chcę przedstawić podsumowanie roku. 2012 to był dla mnie bardzo intensywny czas, ale między Bogiem a prawdą - głównie sama znajdowałam sobie coraz to nowe zajęcia. 

Muzycznie działo się dużo i w większości bardzo pozytywnie, choć nieraz objawiały się także gorsze strony mojego niszowego  dziennikarstwa. Zacznijmy jednak od tych najjaśniejszych chwil.

Płyta roku 2012

W tym roku mam bezsprzecznego kandydata do tego tytułu: CZARNY OBELISK "Martwy sezon". Ostatni album z Władimirem Jermakowem za perkusją - świetnie nagrany, z mocnymi utworami, dobrymi tekstami i muzyką. Do tego trzeba dodać bardzo przemyślaną koncepcję zapakowania płyty. Jak na mój gust - jest to album najwyższej jakości, który jednocześnie pozostał w duchu rosyjski. Jeśli ktoś nie może wciąż przekonać się do mocnego rosyjskiego rocka, to polecam "Martwy sezon" - trudno po nim zostać obojętnym. Wspaniały krążek, który w tym roku wykosił całą pozostałą konkurencję.


Odkrycie roku 2012

W tej kategorii umieszczę moje osobiste odkrycie, bo zespół istnieje już dziesięć lat, więc trudno tu mówić o jakimś debiucie. Tu znów mam bezkonkurencyjnego kandydata na pierwsze miejsce: TRZECI RZYM. Oczywiście, że grup, z których twórczością dopiero co się poznałam było o wiele więcej, ale to muzyka tego zespołu wywarła na mnie najwięsze wrażenie. Niby muzycy nie odkryli Ameryki, ale swoimi kompozycjami trafiają w struny mojej wrażliwości. 


Wywiad roku 2012

O i tu mam problem i to poważny! Nie jestem w stanie wytypować ani jednego najważniejszego. Każdy z nich był inny, każdy na swój sposób wyjątkowy, każdy miał swój charakter i większość z nich miała też swoją kontynuację w postaci prywatnej już korespondencji. Oto jak je zapamiętałam:
  • rozmowa z Michaiłem Żytniakowem była dla mnie bardzo ważna, bo jako jednemu z pierwszych zagranicznych dziennikarzy udzialał on wywiadu po wejściu w szeregi ARII;
  • rozmowa z Siergiejem Smoljaninowem i Pawłem Frołowem z TRZECIEGO RZYMU - to pierwszy tak szczegółowo dopracowywany wywiad, w którym obaj muzycy pokazali swoje chraktery, stonowany wokalista i spontaniczny basista stworzyli świetny tandem do rozmowy;
  • rozmowa z Siergiejem Baranowem i Aleksiejem Sieliezniowem ze STATKU WIDMO zapamiętałam jako pierwszy wywiad z grupą z Woroneża,późniejsza prywatna korespondecja okazała się bardzo miłym ciągiem dalszym;
  • rozmowa z Andriejem Kosołapowem i Dmitrem Gołoszczapowem z NAVARY pozwoliła mi poznać nigdzie nie publikowaną historię zespołu rodem z Ust' Kamienogorska, który przeniósł się do stolicy  tu nagrywa swoją kolejną płytę;
  • rozmowa z Michaiłem Rupczewem i Jurijem Łankinem z TRZECIEGO RZYMU pokazała mi drugie oblicze tego zespołu - był to najweselszy wywiad w całym 2012 roku:);
  • rozmowa z Agatą Julią Świątek, która tworzy miniaturowe gitary, zaowocowała tym, że przekonałam się, jak to miło porozmawiać z kimś kto jest troszkę spoza branży, ale ma tego samego bzika!;
  • rozmowa z Aleksandrem vel "Motor" i Andriejem vel "Ind" z GRENOUER okazała się początkiem bardzo sympatycznej znajomości, sam wywiad zapamiętam jako bardzo długi, a jednocześnie bardzo miły - profesjonalni muzycy, którzy dwadzieścia lat poświęcili swojej pasji, nie stracili zapału, ale nabrali doświadczenia i dystansu, więc rozmowa z nimi to była czysta przyjemność!
Rozczarowanie roku 2012

Jak to w jednym ze swych wspaniałych monologów mówił Andrzej Poniedzielski: "życie to nie jest mała zółta kacuska" i zdarza się nieraz, że ktoś próbuje wykorzystać twoją życzliwość i zupełnie bezinteresownie wystawia cię do wiatru. Również mi się zdarzają takie sytuacje, ale na szczęście stanowią one mniej niż procent wszystkich kontaktów z rosyjskim światem muzycznym.

W tym roku na niechlubne wyróżnienie zasłużył administrator grupy CZARNY OBELISK. Co mogę o nim powiedzieć? Nic dobrego - jest niesłowny, bez skrępowania bierze pieniądze i nie wysyła obiecanej płyty, a potem jeszcze dopytuje czy nie pomogłabym jego zespołowi zorganizować w Polsce koncertu. Tupet i absolutny brak profesjonalizmu jest porażający. Jego osoba kładzie się cieniem na całym zespole, bo nie wiemy czy muzycy wiedzą o jego postępowaniu - jeśli nie, to o nich dobrze nie świadczy, jeśli wiedzą - to świadczy o nich jeszcze gorzej...Dobrze, że z czasem wrażenia się zacierają, a muzyka zostaje i się broni!


Czego można spodziewać się po roku 2013?

Zaczynam współpracę z dwoma rosyjskimi wydawnictwami - więc będę miała dostęp do większej ilości muzyki z pierwszej ręki. Będę dalej dla Was i dla siebie opisywała zespoły z pierwszej półki oraz te, których zna niewielu nawet w Rosji. Znajdziecie kontynuację opisów kultowych miejsc, ludzi, których warto znać oraz radzieckiego sprzętu muzycznego. Będą nowe wywiady i nowa muzyka. Jeśli sami chcielibyście zaproponować, żeby jakiś temat pogłębić lub w ogóle zacząć - zapraszam do zostawiania sugestii w komentarzu. W miarę czasu - będę realizowała swoje i Wasze pomysły.

NAJLEPSZEGO NA NOWY ROK!!!
Życzę Wam możliwości podążania za własną pasją i odnajdywania wciąż nowych jej brzmień.

sobota, 22 grudnia 2012

Świąteczne życzenia



Z okazji Świąt Bożego Narodzenia oraz nadchodzącego Nowego Roku - życzę wszystkim moim Czytelniczkom i Czytelnikom - spokoju w świąteczne dni oraz niepokojąco dobrej zabawy sylwestrowej, a na 2013 - spełnienia jednego z marzeń. 

Ksenia Przybyś - autor bloga

PS. Zapraszam Wszystkich na sylwestrowe podsumowanie roku 2012! :)

czwartek, 20 grudnia 2012

Muzyczne gadżety (9) do kuchni

Święta idą wielkimi krokami, a ja czekam na nie wyluzowana, bo już od października robiłam prezenty i teraz mam spokój. Wiem - szybko, można nawet rzec: za wcześnie. Jednak ja tak lubię, kiedy mam wcześniej przgotowane podarki, bo wiem wtedy, że są przemyślane i nie mam stresu już przed samą Wigilią. Przygotowuję się także do robienia potraw świętecznych, a to pośrednio wiąże się z muzyką!

Nastawiłam się na pieczenie pierniczków, więc kupiłam foremkę w kształcie gitary! Albo innego instrumentu... w każdym razie miała być gitara, ale zależy jak się na nią patrzy, bo czasem bardziej przypomina kontrabas...


Kupiłam szklanki w pięciolinie, bo jakoś się poprzedni zestaw wytłukł. Oraz puszki na mąkę, cukier i cukier puder - białe, ale też w pięciolinie i nutki.

W soich poszukiwaniach - głównie ineternetowych po drodze znalazłam jeszcze kilka kuchennych artykułów, które mogą zaspokoić chyba każdy gust, choć nieraz "instrumentalność" rodzi ich dysfunkcyjność:)

Oto taca z gitarami, foremka do ciastka (nie wierzę, że dobrze z niej wychodzi ten wzór, bo choć jest o wiele ładniejsza od mojej, to ilość detali zapewne utrudnia wycięcie ciastka), kubek, foremki do lodu, tarka do sera, łyżki do sałatki (piękne - ale aż bałabym sie ich używać) etc...






Oj, dużeotego, aż można polubić kuchnię i gotowanie;) Ale chyba moje kolekcja gadżetów około muzycznych będzie sie jednak poszerzać w inną stronę. Wolę jednak kiedy gitara po prostu przypomina gitarę i nie musi mieć żadnego dodatkowego zastosowania. Cieszyć oko - to główne zadanie gadżetu, a w kuchni niech lepiej szumi mój samowar w takt wybijany łyżeczką, którą nakładam na spodek konfitury do herbaty:) 

poniedziałek, 17 grudnia 2012

Warwick - miało być inaczej

Tak, dziś miało być inaczej i pisać miałam o czymś zupełnie innym, ale tak ważna dla mnie okazja, nie może przejść bez echa:) 
Tych, którzy znają język rosyjski, zapraszam do lektury swojego artykułu na rosyjskiej stronie dla profesjonalnych basistów. Pewnie, że jestem dumna :)

Z BassBoomBang.ru poznałam się, gdy szukałam kiedyś tekstów o Anatoliju Krupnowie. Dzięki stronie poznałam basistę, o którym Wam niedawno pisałam. Sierż Chlebnikoff - ex basista MECHANICAL POET i zespołu COLA, teraz uczy kolejne pokolenia jak grać na basie, zgłębia dla innych tajniki gry Alika Granowskiego, a w tzw.międzyczasie zajmuje się dziennikarstwem. To on podrzucił mi pomysł napisania reportażu z fabryki Warwicka i on poukładał moje nieraz mocno poczochrane myśli:)

sobota, 15 grudnia 2012

Najstarszy wykonawca metalu w Rosji

Jak mi ktoś nieraz wypomina, że mogłabym zająć się czymś poważniejszym, niż metal czy rock, bo w tym wieku to już raczej nie wypada, odsyłam rozmówcę do dziadka Hermana. Nie, to nie mój dziadek - swoich niestety nie miałam okazji znać - to taki starszy pan, który mieszka w rosyjskiej części malowniczej Karelii. Uznawany jest za najstarszego metala w Rosji i co jakiś czas robi się o nim głośno, kiedy skończył 70 napisano o nim nawet w dwutygodniku "Rolling Stone".
Wśród ulubionych zespołów dziadka Hermana jest IRON MAIDEN, METALLICA i ARIA. Prócz muzyki starszy pan, tworzy teksty dla swojego zespołu ВСЁ/WSZYSTKO/, który istnieje już 15 lat.

I wszystko to brzmiało by dość groteskowo, gdyby nie to, że ten człowiek naprawdę daje czadu - nie gra jakiegoś lekkiego rocka, ale prawdziwy metal!

Nie ważne ile masz lat - ważne, że w sercu muzyka jeszcze Ci gra! A ja raczej już nie zajmę się niczym poważniejszym :) Miłego weekendu!

piątek, 14 grudnia 2012

MECHANICAL POET


nazwa: MECHANICAL POET
lata działalności: 2002-2009
miejsce powstania: Moskwa
język utworów: angielski, rosyjski
oficjalna strona zespołu: http://mechanicalpoet.net/ 

Niektórzy muzycy wiedzą kiedy ze sceny zejść, ale kiedy patrzę na historię MECHANICAL POET odnoszę wrażenie, że ta grupa zbyt szybko zwinęła kable i spakowała instrumenty. Fakt, że zespół zostawił po sobie niemały dorobek, jak na siedem lat istnienia, ale też powstała po nich "muzyczna dziura", której nikt dotąd nie zapełnił. Progresywna, bardzo inteligentna wersja wersja metalu nie znlazła narazie następców.

MECHANICAL POET powstali jako projekt stricte studyjny. Po długich poszukiwaniach skład tria uzupełnił wokalista - Maksim Samoswat, który jednocześnie pełnił tą samą rolę w power metalowej grupie EPIDEMIA. Niestety ten skład przetrwał tylko dwa lata - jego członkowie mieli różne wizje muzyczne i Maksim odszedł.


Po roku pojawiły się pierwsze wieści, jakoby MECHANICAL POET wróci na scenę w starym składzie, jednak Maksim i współzałożyciel formacji - perkusista Tom Tokmakow - ostatecznie zrezygnowali z udziału, a na ich miejsce przyszli nowi, choć także już doświadczeni muzycy. Warto tu wspomnieć, że przez zespół przewinął się wówczas jeszcze jeden muzyk rodem z EPIDEMII - basista Iwan Izotov. Do stałego składu weszli prócz Leksa Płotnikowa: Jerry Lenin (wokal), Sierż Chlebnikoff (bas) i Władimir Jermakow (perkusja, grający jednocześnie w zespole CZARNY OBELISK - nota bene, w nagrywaniu płyty gościnnie brał udział inny muzyk tego zespołu - Daniił Zacharenkow garjacy na basie). Ten silny zestaw muzyków nagrał dwie - moim skromnym zdaniem - najlepsze w swojej karierze płyty: "Creepy Tales for Freaky Children" i "Who Did It To Michelle Waters?". 


Te dwa albumy zostały nie tylko dobrze nagrane, ale też pięknie wydane. Tak, jak poprzednie płyty, tak i te miały odrębne koncepcje, które zaczynały się od okładki, a na tekstach i muzyce kończyły. Co do okładek, to wydaje mi się, że Leks Płotnikow - bo on wziął na siebie rolę ich projektanta, mocno inspirował się Timem Burtonem. 


Jako pierwszy zespół opuścił Jerry, a po nim kolejni tracili zapał do MECHANICAL POET. Muzycy rozeszli się po różnych mniej znanych kapelach, często udzielając się jako sesyjni profesjonalni grajkowie. Ich drogi co i raz krzyżowały się, ale o powrocie do MECHANICAL POET nie było póki co mowy i najprawdopodobniej już tego nie doczekamy. 

Ważne, że została muzyka, a w niej tyle dźwięków, iż jeszcze na lata nam zostanie co odkrywać!



Dyskografia:

2003 — Handmade Essence
2004 — Woodland Prattlers
2007 — Creepy Tales for Freaky Children
2007 — Who Did It To Michelle Waters?
2008 — Eidoline: The Arrakeen Code
2009 — Ghouls

czwartek, 13 grudnia 2012

Kola Wasin - człowiek, którego warto znać (1)

W muzycznym świecie, prócz rzecz jasna muzyków, jest wielu ludzi, których warto znać. Wymyśliłam więc kolejny cykl (ja chyba lubuje się w takiej odcinkowej formie? ;)), w którym chcę Wam przybliżyć sylwetki ludzi związanych z rosyjską muzyką. Nie raz będą to nawet dość odległe konotacje, jak ta dzisiejsza, jednak moich bohaterów będzie łączyło jedno - ich pasja. Każdy ma swoją pasję, znajduje swoją niszę i inaczej interpretuje swoje hobby, na jego świat składają się różne przedmioty, wspomnienia, jednak każdy zbiera je z pieczołowitością i dla niego są ważne.

Bohaterem dzisiejszego odcinka jest Nikołaj Iwanowicz Wasin, czyli Kola Wasin. Urodzony w 1945 roku w Leningradzie najbardziej znany w Rosji (tej radzieckiej i ówczesnej) beatloman. Kola znany jest ze swojego zamiłowania do THE BEATLES i z muzeum, które dla uświetnienia liverpoolczyków, stworzył w swoim własnym mieszkaniu. Od 1966 roku Wasin zbiera wszystko to, co jest związane z wielką czwórką, a jego dom, który skupia wokół siebie miłośników THE BEATLES, może poszczycić się prawdziwymi kolekcjonerskimi perełkami.

Do legendy już przeszła opowieść, jak Kola, który co roku wysyłał telegramy do członków zespołu, otrzymał w podziękowaniu od Johna Lennona płytę "Live Peace in Toronto" i kalendarz z autografami wszystkich beatllesów! Ta listowna wymiana sprawiła, że Wasina nazwano jedynym w kraju Człowiekiem, Który Korespondował z Johnem Lennonem.


Wokół Koli gromadzili się również leningradcy wykonawcy ze sceny rockowej, wraz z nimi, nasz kolekcjoner organizował koncerty letnie (ku czci Paula i Ringo) oraz jesienne (ku czci Johna i George'a). Swoją pasją dzielił się także na łamach bardzo znanego czasopisma "Roxy". 

Wasin do dziś podtrzymuje kontakty z fanami beatlesów na całym świecie. Miał przyjemność spotkać się   i rozmawiać z wieloma ludźmi, którzy znali czwórkę muzyków prywatnie. 
Jednak, wbrew pozorom, Kola nie zmaknął się wyłącznie w świecie THE BEATLES. W jego biografii znalazł się spory epizod, gdy promował twórczość Elvisa Prestley w Rosji. Jest także autorem ilustrowanej historii o rock'n'rollu w Rosji, która ukazuje dzieje rozwoju tego gatunku muzycznego od lat 60. do naszych dni.

Kola Wasin to jeden z ludzi, z którymi bardzo chciałabym porozmawiać i nie tak w przelocie, ale posiedzieć i posłuchać, co ma do powiedzenia człowiek-legenda.

poniedziałek, 10 grudnia 2012

GORKY PARK


nazwa: GORKY PARK
rok powstania: 1987
miejsce powstania: Moskwa
język utworów: angielski, rosyjski
oficjalna strona zespołu: http://www.gorkyparkmusic.ru/

Prowadząc wywiad z zespołem GRENOUER, których wokalista wspomniał o GORKY PARK, przypomniałam sobie, że jeszcze nie pisałam o tym zespole, a gdyby spytać przeciętnego słuchacza rocka w Stanach czy zna jakąś rosyjską grupę, grającą w tym gatunku, jeśliby coś mu przyszło do głowy - to na pewno GORKY PARK.

Początki zespołu są dość pomieszane, i choć dla fanów zespołu są ważne, tu ze względu na dużą liczbę nazwisk oraz zamieszanych w sprawę zespołów pominę je frazą: w pierwszy skład zespołu GORKY PARK wchodzili członkowie grupy MOSKWA oraz były perkusista ARII - Aleksandr Lwow.

Przez pierwsze dwa lata zespół głównie robił próby i składał własny repertuar, w który wchodziły w większości utwory anglojęzyczne. Udało im się w tym czasie wystąpić w Leningradzie jako support SCORPIONS i zainteresować sobą zachodnich wydawców. Dzięki wstawiennictwu Jona Bon Jovi (tak tego Bon Jovi), zespół podpisał w 1988 roku kontrakt z wytwórnią Polygram. Trzeba oddać też sprawiedliwość, że Jon, jak i Richie Sambora, nie zostawili nowych kolegów na lodzie i już w Ameryce im mocno pomagali. Zespół miał tez niewątpliwą przyjemność spotkać w studiu Franka Zappę!

Muzycy trafili w swój czas. W USA zaczynał się właśnie boom na wszystko co radzieckie. Nie omieszkali tego wykorzystać ludzie odpowiedzialni za wizerunek zespołu. Logo GORKY PARK przypominało sierp i młot, muzycy występowali z radzieckimi flagami i ubraniach (panowie nosili rubaszki z tradycyjnymi wzorami), które miały kojarzyć się z siermiężną radziecką Rosją. Najciekawszym elementem ich scenicznego image'u były gitary w kształcie zminiaturyzowanych bałałajek!
Zespół istniał tak długo, jak długo było zainteresowanie tym co sowieckie. Dlatego pod koniec lat 90. nikt nie był zdziwiony rozpadem grupy.

Dziś, po latach zespół znów próbuje wspiąć się na szczyt. W Stanach już pewnie nie zrobią takiej kariery, ale w Rosji, gdzie coraz więcej ludzi się przyznaje, że ich słuchało - kto wie? Bo w czasach, kiedy GORKY PARK byli na topie, budzili raczej negatywne emocje. I to nawet nie chodziło o jakąś zawiść, a raczej o to, że z radzieckich symboli muzycy zrobili sobie "szopkę". Powiem szczerze, że rozumiem w tym momencie Rosjan, bo jakkolwiek GORKY PARK zdobyli wielką sławę na Zachodzie, to ich image był tak kiczowaty, że trudno ogląda się ich teledyski...Zresztą zobaczcie sami.







Dyskografia:


(1989) Gorky Park
(1993) Gorky Park 2
(1996) Stare Nox
(1998) Protivofazza

czwartek, 6 grudnia 2012

Prezent na Mikołajki - wywiad z GRENOUER!


Z okazji Mikołajek przedstawiam Wam sążnisty wywiad z dwoma muzykami z zespołu GRENOUER. Grupa w tym roku skończyła 20 lat, ale nadal rozwija się muzycznie i poszukuje. Zachęcam wszystkich do lektury, nawet, a może zwłaszcza tych, którzy o zespole wcześniej nie słyszeli - tak głęboko przemyślanym odpowiedziom warto poświęcić swoją lekturę.


- Witajcie, zespół GRENOUER w tym roku skończył 20 lat. Co byście wymienili jako punkty zwrotne w waszej karierze?


Aleksandr 'Motor' (gitara): Witaj, Kseniu, a także witam wszystkich Czytelników tego wspaniałego portalu! Tak, w tym roku GRENOUER świętuje jubileusz. To jest już solidny wiek dla zespołu i rzecz jasna w czasie jego istnienia zebrało się kilka punktów zwrotnych.

Dla mnie pierwszy punkt zwrotnym to rok 1996, kiedy jako zwykły widz przyszedłem na koncert (to była prezentacja albumu "Border of Misty Times") GRENOUER w naszym rodzinnym mieście - Permie. Zrozumiałem wtedy, że chciałbym być częścią takiej grupy. A stało się tak 3 lata później. Zadzwonił do mnie Ind i zaprosił mnie do składu na prawach stałego uczestnika zespołu - to był drugi punkt zwrotny. Do tego czasu znaliśmy się już dobrze i nawet zdążyliśmy zacząć nagrywanie industrialnego projektu COD, w którym ja grałem na gitarze, a Ind śpiewał i był duchowym przewodnikiem (śmiech). Trzeci punkt - to mój debiutancki album w składzie GRENOUER "The Odour o'Folly". Czwarty - to przeprowadzka do Pitra całej naszej grupy i album "Try". To była nasza pierwsza współpraca z fińskim producentem Anssi Kippo, która dała początek długiej współpracy i w końcowym rezultacie - przyjaźni. Piąty punkt zwrotny to pełnowymiarowy album "Lifelong Days" w całości wyprodukowany, nagrany i zmasterowany w Astia Studio Sound z producentem Anssi Kippo. Szósty punkt zwrotny - to zmiana składu i EPka "Computer Crime", która ukazała się w 2011 roku.

Już dawno zauważyłem, że tak zwane punkty zwrotne to albumy grupy. Zawsze najważniejsze wydarzenia, które mają miejsce w zespole, są związane właśnie z albumami. W danym momencie mamy całkowicie gotowy do realizacji jeszcze jeden "punkt zwrotny", oczekujemy właśnie na datę ukazania się płyty, z którą zaczniemy aktywną kampanie promocyjną.

 - 20 lat to długi okres, wiele się przez ten czas zdarzyło. Powiedzcie, proszę, czy ktoś zbiera i opiekuje się waszą historią? Szkoda, żeby przepadła, a sama wiem, jak trudno odtworzyć niektóre fakty, nawet jeśli grupa jest znana, jak np.GRENOUER.

Andriej 'Ind' (wokal): Jeśli rozumieć historię jako zbiór artefaktów, to każdy z uczestników ma soją kolekcję - CD i kasetowe wydania albumów, gazety z recenzjami i wywiadami, wejściówki, kalendarzyki, naklejki, festiwalowe znaczki, koszulki i inny merchandising. Oczywiście, że największa kolekcję posiadam ja, ponieważ gram rolę w weterana zespołu, kapitana dalekomorskiego okrętu; kolekcja jest duża, ale mogłaby być bardziej konkretna, jeśli byśmy w swoim czasie na poważnie wzięli sobie do serca zadanie zebrania i przechowywania materiałów. 

Tak czy inaczej, nie zapominajmy, że w latach 90. kamera wideo wciąż była przedmiotem luksusowym, nie było cyfrowych aparatów, a publiczność chodziła na koncerty nie dla fotek na portalach społecznościowych, a dla emocji i wrażeń. Ale to nic nie szkodzi, w pierwszej kolejności historia grupy żyje w moim sercu, jeśli kogoś ona interesuje, jestem zawsze gotowy się nią podzielić. A koniec końców, to jeszcze nie zmieniliśmy się w eksponat muzealny, żeby myśleć o nas kategoriami reliktów.




Kiedy zagłębiałam się w historię waszej grupy zafrapowała mnie ilość nie tyle zmian personalnych, co stylistycznych. I tak sobie myślę, że przez 20 lat jesteście ciągle w muzycznych poszukiwaniach. Czy ten proces na chwilę obecną jest zakończony, czy też nigdy się nie skończy?

Aleksander 'Motor': Każdy nowy album GRENOUER nie jest podobny do poprzedniego, ale tym nie mniej, zawsze słychać, że to jest właśnie GRENOUER. Osobiście uważam, że to za plus. Lubię zespoły, które się wciąż zmieniają. Tak, i moje ulubione bendy grzeszą ty, na przykład, DEPECHE MODE, KORN  czy 30 SECONDS TO MARS. Mam nadzieję, że to poszukiwanie nigdy się nie skończy. Zapewne, teraz GRENOUER bliżej jest tego, co chciałem grać od momentu przyjścia do grupy. To znaczy na chwilę obecną stało się możliwe to, co robimy. I jestem z tego powodu niewymownie szczęśliwy. Znaleźliśmy główną żyłę i nawet kierunek dalszego rozwoju grupy. Tak więc pewne zmiany będą zachodzić i w przyszłości, ale możecie być pewni, że z tego zawsze wyjdzie 100% GRENOUER.

Andriej 'Ind': W odróżnieniu od grup, które zdobyły światową sławę, nie staliśmy się zakładnikami własnego repertuaru, kiedy statystycznie przeciętny człowiek chce słuchać ciągle tych samych utworów lub albumów, nagranych w ramach "powrotu do korzeni". Nie można nam zarzucić i tego, że schlebiamy modzie, jawnie idziemy z nią innymi drogami. Możemy sobie pozwolić na poszukiwania, eksperymentowanie, możemy robić to, co chcemy, ponieważ wkładamy w twórczość wyłącznie własne finanse, siły i czas. To, do czego grupa dzisiaj doszła, niektórym wydaje się szokującym zbyt mocnym zwrotem, jednakże mnie, jako człowiekowi z wewnątrz, taki rozwój jawi się jako rzecz sama przez się zrozumiała. Każda nowa granica miała etap przygotowań, decyzje dojrzewały, szła intensywna praca.
W rezultacie ci, którzy uważają się za prawdziwych fanów GRENOUER, z radością i natchnieniem przyjmują nasze nowe utwory. Ci niezadowoleni, którzy dziesięć lat temu ciężko przeżywali nasze przejście od death metalu do math metalu, teraz nagle mówią o tym, jak wiele GRENOUER zrobili dla powstania w Rosji ruchu djent, i że jesteśmy tacy i siacy, zaprzedani, zrzuciliśmy kapitańskie pagony. Nie wiem, moja prywatna droga w metalu, droga słuchacza i fana, nie są przetartą dróżką, dlatego i we własnej twórczości nie używam gotowych form.



- A jak już mówimy o historii: czy jest coś czego żałujecie? Coś, co jeśli byłoby to możliwe, cofnęlibyście się do przeszłości i zmienili?


Aleksandr 'Motor': Mam wrażenie, że wszystko robiliśmy zgodnie z przekonaniem, adekwatnie do warunków i czasu. Jedno co, być może, trochę wcześniej trzeba była zacząć nagrywać poza Rosją. Jednakże, cóż, myśmy nawet nie śmieli o tym marzyć tak realnie. Dobrze, że teraz to stało się możliwe. Mam nadzieję, że kraju nie czeka powrót do komunizmu z żelazną kurtyną, i że będziemy kontynuować występy po wolnej Europie i nagrywać albumy z zagranicznymi producentami. Tak więc zmieniać w przeszłości niczego nie warto. Prędzej, w danym momencie, potrzeba dokładnie wiedzieć co robić ówcześnie, żeby zbudować swoja przyszłość. A dla tego trzeba mieć wystarczający zapas własnych błędów w przeszłości, żeby nauczyć się je omijać (śmiech).

Andriej 'Ind': Bez dwóch zdań są decyzje, które można było by poprawić, ale one są związane z innymi osobami, którym okazaliśmy zaufanie, a w odpowiedzi otrzymaliśmy porcję pierwszej klasy gówna. Nawet negatywne doświadczanie jest bardzo pożyteczne, to co nas nie zabija – to nas wzmacnia. Więcej, przejaw prawdziwej nieuczciwości, braku dobrej woli nie rzuca cienia na subkulturę w całości. W undergroundzie jest tylu wspaniałych ludzi, z którymi obcowanie jest po prostu bezcenne.

Andriej 'Ind'


- W 2003 roku przeprowadziliście się z Permu do Pitra - jak was, kultową grupę undergroundu, przyjęła stolica? Trudno było wpisać się w tutejszą scenę?


Aleksandr 'Motor': Prywatnie odnoszę takie wrażenie, że nikt nas nigdzie nie przyjął. Owszem i przyjmować nie bardzo było gdzie. Stopień rodzimej rockowo-metalowej sceny, przy całym swoim potencjale, szczerze mówiąc jest niski, taka sama jest i miejscowa scena. Oczywiście, teraz wśród lokalnych muzyków mamy wielu kumpli i znajomych, ale bliskich przyjaciół wśród nich nie ma. Są przyjaciele z innych sfer artystycznych. A tak bliscy przyjaciele-koledzy mieszkają w innych miastach, a nawet innych krajach. Więcej, kiedy GRENOUER zaczął pracę nad nowym albumem, to wielu przedstawicieli piterskiej sceny jawnie się od nas odwróciło. Nie wiem z czym to jest związane. Być może jakiś przejaw zazdrości, lub nawet zawiści. Choć trzeba powiedzieć, że zazdrościć szczególnie nie ma czego. Jeśli ktoś chce to może tylko zazdrościć bezsennych nocy na zdjęciach do klipu, ogromnych wydatków studyjnych i życia w mikrobusie (w czasie trasy). Długą przerwę w działalności koncertowej zakończyliśmy 2 tygodnie temu wspólną trasa GRENOUER i FIGURE OF SIX (Włochy). I trasę zakończyliśmy finałowym koncertem w Pitrze. Publiczność nas przyjęła bardzo ciepło, także ci, którzy słyszeli nas po raz pierwszy. I chyba najważniejsze, żeby słuchacze cie przyjmowali, przecież dla nich robimy muzykę.


- Tutaj w Pitrze jest więcej możliwości, bliżej do innych krajów, Od tego czasu, kiedy przeprowadziliście się do stolicy, dopracowujecie swoje albumy w Finlandii. Fińscy dźwiękowcy bardzo się różnią się od miejscowych?


Aleksandr 'Motor': Właśnie bliskość Finlandii i Unii Europejskiej była decydującym czynnikiem dla przeprowadzki. Do tego, to drugie co do wielkości miasto w Rosji. Tak więc na nim wtedy skupiły się nasz sympatie i po kolei, w ciągu roku, wszyscy przyjechaliśmy do północnej stolicy. W tym czasie dobiegła końca praca nad albumem „Presence with Fire”, i gdy tylko zakończyliśmy nagrywanie, od razu wykorzystaliśmy możliwość zrobienia masteringu albumu w największym fińskim studiu Finnvox z inżynierem dźwięku Mika Jussila, profesjonalistą najwyższego stopnia. Oczywiście byliśmy bardzo zadowoleni z rezultatu pierwszej współpracy z wielkim europejskim studiem. Finowie w planie produkcji i pracy nad dźwiękiem przewyższają Rosję i wszystkie byłe republiki związkowe, myślę, że to dla nikogo nie jest tajemnicą. Finlandia – to kraj z dużą historią rocka na swoim wewnętrznym rynku. W Rosji mało kto o tym wie. Już w latach 80. była tam stworzona dobra podstawa dla rozwinięcia się metalu i sceny rockowej, co oczywiście przynosi swoje owoce. W maleńkich miastach, które z perspektywy Rosji bardziej nawet przypominają wioseczki, na zwykły koncert przychodzi parokrotnie więcej ludzi, niż na podobny koncert w Pitrze. I zapewniam cię, dźwięk i światło nawet na malutkim występie w Finlandii będą na wysokim poziomie. Inaczej mówiąc, Finlandia to kraj profesjonalistów i to w każdej sferze. To potwierdzi każdy, komu udało się współpracować z jakimkolwiek fińskim producentem.


- A jeszcze a propos dźwięku – wasz jest bardzo ciekawy i bez zastrzeżeń. Kto dla was jest w tym planie przykładem?


Aleksandr „Motor”: Tak się złożyło, że w tym planie orientujemy się na dźwięk prac współczesnych amerykańskich grup. Jest ich wiele. Od MOTLEY CRUE do późnego LINKIN PARK. Tu zapewne warto mówić nie tyle o brzmieniu grup, a o pracy producentów i dźwiękowców. I tych jest wielu: od Desmonda Childa i Quincy Jonesa, po Ross Robinsona, Atticus Rossa i Skrillex.

Andriej 'Ind': Nie powinniśmy zapominać i o żywym, ale idealnym brzmieniu lat 80. - WHITESNAKE, DEF LEPPARD, BON JOVI, SKID ROW, VAN HALEN, MEGADETH...kiedy od muzyka wymagano wyższego warsztatu wykonawczego i oddawania własnej energii. Dziś dojść do czystego nagrania nie jest trudno nawet w warunkach domowych, ale ożywić sound, napełnić go tą nieprzekazywalną atmosferą i zenem - to zadanie bardzo poważne i rozwiązać je trzeba w 100%. Właśnie dlatego my przykładamy dużą wagę do współpracy z producentami.


- Wśród rodzimych grup, które wymienilibyście, jako te, których pracę szanujecie?


Aleksandr 'Motor': Bardzo lubię wczesny GORKY PARK, często ich słucham, ale z naszą sytuacją oczywiście oni nie mają nic wspólnego. Wśród tych, których możemy nazwać współtowarzyszami broni, mam bardzo duży szacunek do pracy grup ICON IN ME, BIOPSYHOZ. Oni dokładnie wiedzą co, po co i jak robić. A robią konkurencyjny produkt na wysokim poziomie. I to zasługuje na szacunek!

Andriej 'Ind': Również zwróćcie uwagę na HATECRAFT, PSILOCYBE i MOON FAR AWAY – całkowicie różne zespoły, ze swoim imagem i niepowtarzalnym charakterem. W latach 80. słuchałem rodzimych bandów – МАСТЕР, КРУИЗ, E.S.T., wychodzili na winylach i w większości zdobyli popularność także poza granicami ZSRR, ale GORKY PARK oczywiście narobili najwięcej szumu i mocno zainspirowali wszystkich muzyków, którzy byli związani z metalem. Co ciekawe, niedawno grupa znów się odrodziła.


- A teraz porozmawiajmy o waszej muzyce. Jak się rodzi i jak – co mnie zawsze bardzo interesuje – zatrzymujecie rodzące się kawałki melodii, kiedy się pojawiają znienacka?


Aleksandr 'Motor': To jest proces zarazem spontaniczny i podlegający regułom. To znaczy pomysły mogą przyjść do mnie gdziekolwiek bym się nie znajdował: w łazience, na własnym ślubie, na próbie, w studiu. Najpierw rodzi się dosyć długa melodia, z której w końcowym rozrachunku zostają tylko dwie nuty lub niewielki zapętlony rytmiczny fragment. Albo na odwrót, najpierw rodzi się czadowy bit, który staje się osnową dla całego utworu. Na próbie idzie ogromna praca nad zapisaniem utworu. Najpierw dość długo tworzy się struktura riffów utworu, potem wszystko zmienia się, ponieważ jakiś malutki riff okazuje się fajniejszy od wszystkich pozostałych w utworze i utwór przechodzi nowy cykl zmian. Kiedy praca dochodzi do wykonania melodii wokalu, zazwyczaj, utwór jest już dosyć mocno utrwalony, alei to rzecz jasna nie jest ostateczny wariant. Po tym, jak wokal jest już gotowy, cały utwór jeszcze raz przechodzi „crush test” i przerabiamy go już z udziałem wokalu. Następnie nagrywamy preprodukcję, dopełniamy pomysłami. Tak przykładowo wygląda cykl tworzenia utworów w GRENOUER (śmiech).

Aleksandr 'Motor'


- Aleksandr, powiedz proszę o swoim sprzęcie grającym? Od jakiej gitary zaczynałeś?


Aleksandr 'Motor': Ciekawe pytanie. Nauczyłem się grać na gitarze akustycznej, Grałem na niej długo, ponieważ gitary elektrycznej w domu nie było, a kupić jej nie było możliwości, a nie było też i gdzie jej kupić. Uczył mnie mój tata. Pierwszy riff nauczyłem się grać mając 6 lat, to był główny riff ze „Smoke on the Water”, wykonany na szóstej strunie (śmiech). Mając 8 czy 9 lat mocno mnie wzięło na BLACK SABBATH i zacząłem grać ze słuchu ich najprostsze riff. A propos, ja do teraz wolę grać utwory z e słuchu, a nie z tabulatur, które rozrzucone są po internecie. Koniec końców, całkiem pochłonął mnie metal mnie metal i zacząłem próbować dojść do wydawania warczenia (a'la distortion) z akustycznej gitary, tym samym tworzyłem moją technikę bardzo melodyjną, ale bardzo ciężką i mocną. Później kupiono mi czechosłowacką kopię Fendera Stratocastera, trochę poprawioną przez miejscowego lutnika.
Po kilku latach w końcu pojawiła się gitara moich marzeń – Jackson Performer (śmiech). Służyła mi długo i wiernie. Oto coś, co mogę z tego wszystkiego nazwać swoim pierwszym instrumentem. Potem zacząłem rozumieć, czego wymagam od instrumentu i jaki powinien być. Na dzień dzisiejszy używam 7-strunowych gitar Ibanez (K-7 i Artist 307). Jako wzmacniacza użyłem na ostatnich dwóch albumach, co możecie usłyszeć, Peavey Triple XXX. Eksperymentuję z rozlicznym kompletowaniem w niej lamp. To bardzo mienia barwę brzmienia. Także przychodziło mi nagrywać na Mesa Dual Recitifier z bardzo ciekawymi modułami, Marshall (też modułowy) 800 i jeszcze masę masę innych. Korzystam z paczki 4x12. Bardzo lubię lampowy dźwięk. Właśnie lampa może dokładnie oddać moje wydawanie dźwięków z tą agresją w brzmieniu, z którą gram. Jednak na zewnątrz jest już XXI wieki cyfrowe technologie osiągnęły niespotykanych wyżyn. Obecnie już składam mocny lampowy gain swojego wzmacniacza z efektami od Line 6. To pozwala mi nie taszczyć ze sobą na występy ciężkiego pedal boardu i radzić sobie przy pomocy procesora efektów(oszczędność na wadzie i zajmowanym miejscu. To jest bardzo ważne w trasach). Także bardzo ciekawie jest próbować i szukać czegoś całkowicie nowego, takiego jak interesujące hybrydowe przykłady 'lekkich' wzmacniaczy. To mnie bardzo interesuje.


- Czy w GRENOUER panuje demokracja? Czy też w sprawach dotyczących muzyki ktoś ma ostatnie słowo?


Andriej 'Ind': Sama w sobie idea demokracji jest dobra, ale dla urzeczywistnienia jej w ramach twórczego zespołu potrzebne są: niespotykany poziom odpowiedzialności wszystkich muzyków, ponadpodziałowy stopień dyscypliny, a nawet kultury. Mnie można uważać za dyktatora w sprawach administracji, a Aleksandra – w muzycznych, ale takim sposobem w ogóle nie przejawia się nasza tyrania, a mając w pamięci doświadczenie przeszłych lat, neutralizujemy możliwość sytuacji, gdzie wchodzimy sobie w kompetencje. Jeśli próbować dogodzić wszystkim, to rezultatu można nigdy nie doczekać. Przyjęcie i ogłoszenie ciężkich decyzji – to nie prosty proces, jednakże one nie biorą się z sufitu, ja je w kółko przepuszczam przez siebie i zawsze staram się najbardziej bolesne ciosy przyjmować na siebie. I, oczywiście, jako lider też w wielu sprawach idę na kompromisy, a nie zajmuję się głupim pressingiem.


Właściwie wróciliście z ukraińskiej „mini trasy”. Jakie wrażenia z koncertów?


Aleksandr 'Motor': Raczej trudno – długość ponad 6500 km można nazwać mini trasą, a dokładnie tyle przejechaliśmy w mikrobusie w okresie od 15 listopada do 26 listopada 2012. Ta trasa nazywała się „Eastern Attack Tour”! Na absolutnie równych prawach jechały dwie grupy: GRENOUER i FIGURE OF SIX. Jesteśmy zabójczo zadowoleni z trasy! Wszystkie zadania, które sobie postawiliśmy na tych występach, zostały wykonane. I to nie może nie cieszyć (śmiech). Koniec końców GRENOUER przypomniał o sobie bardzo głośno i jasno pokazując na wszystkich koncertach absolutnie nowy program. Wrażenia są bardzo kontrastowe. Chciałbym wyróżnić 3 ostatnie koncerty w trasie, gdzie organizacja była na wysokim poziomie – to Togliatti, Moskwa i Sankt Petersburg. Rzeczywiście łapię się na myśli, że jestem wciąż w drodze (śmiech).


- Rozmawiałam już wcześniej z Aleksandrem na ten temat, że Polska choć tak blisko leży to jeszcze nie udało się nam widzieć Was u siebie. Czy możemy mieć nadzieję na przyszłość?


Aleksandr 'Motor': Ja bardzo na to liczę! Byliśmy w Polsce kilka razy przejazdem, kiedy udawaliśmy się na festiwale do Czech i na Słowację, ale ani razu nie graliśmy w tym historycznie bogatym kraju. Tym nie mniej niektóre polskie stacje radiowe puszczały nasze utwory z EP-ki „Computer Crime”, a wcześniej pojawiały się recenzje w wydawnictwach muzycznych. Mam nadzieję, że w 2013 roku zaczniemy rozmawiać o występach na terytorium Polski.

Andriej 'Ind': Moje najmocniejsze skojarzenia z Polską – to wspólne występy z grupą HATE w Estonii, Litwie i na Łotwie w 2009, a także Marek Kurantowski, menedżer TOXIC BONKERS, wciąż przysyła pozdrowienia i bardzo dobrze wypowiada się o GRENOUER. Oczywiście, byłoby bardzo ciekawie zagrać w Waszym kraju, wszak Wasza scena już dawno mocno zaznaczyła się na mapie światowego metalu (od RIVERSIDE po BEHEMOTHA). I wasi fani, sądząc po koncertowych DVD, to po prostu ogień!


- Jakie są wasze plany na przyszłość?


Aleksandr 'Motor': Plany mamy duże i poważne. Pod numerem 1 mamy zapisane: zagrać możliwie jak najwięcej koncertów. To jest teraz dla nas bardzo ważne, może nawet bardziej niż kiedykolwiek wcześniej. Pod numerem drugim na liście, ale nie pod względem ważności, stoi realizacja siódmego, pełnowymiarowego albumu, „Blood on the Face” w pierwszej połowie 2013. Co z kolei wymusza na nas dużo koncertów, do promocji projektu. Takim sposobem w naszych planach jest praca, praca i jeszcze raz praca (śmiech). Także nakręconych jest już kilka klipów, które trochę się przyklinowały na stole montażowym, ale mam nadzieję, że będziecie mogli cieszyć się nimi już w pierwszej połowie 2013.


- Dziękuję za rozmowę!


Aleksandr 'Motor': Bardzo dziękujemy, Kseniu, za zainteresowanie się GRENOUER i za pytania. Dziękujemy wszystkim za zainteresowanie nami! Do zobaczenia na naszych koncertach.

Andriej 'Ind': Bardzo dziękujemy za wsparcie, za zainteresowanie rosyjską sceną, za całą rockową działalność i entuzjazm. To fantastyczne, że żadne kryzysy nie wpływają na pasje wielu ludzi. Dziękujemy wszystkim czytelnikom – niech muzyka brzmi w waszej duszy!

wtorek, 4 grudnia 2012

Agata i jej miniaturowe gitary, czyli muzyczne gadżety (8)


W zeszłym tygodniu skacząc od jednego linka do drugiego trafiłam na taką stronę. A na niej? Prawdziwe cuda! Nie mogłam się powstrzymać i zaczepiłam właścicielkę strony - Agatę Julię Świątek. Po wymianie kilku zdań umówiłyśmy się na wywiad, bo nie chciałam, żeby nasza rozmowa uciekła. To co robi Agata jest warte tego, żeby o niej uslyszało jak najszersze grono ludzi. Umieszczam wywiad w rozdziale "muzyczne gadżety", ale powinien sie znaleźć w jakimś "muzyczne dziełka sztuki". 

Rozmowa była bardzo sympatyczna, Agata chętnie dzieliła się swoimi tajnikami, a mnie aż autenetycznie było żal, że nie mamy więcej czasu, bo wcięgnęła mnie w swój świat po uszy. A do tego spotkanie z osobą, która posiada talent i zarazem ogromny dystans, do tego, co tworzy, zostawiło po sobie wspaniałe wrażenie. 

Zacznijmy od tego, że w sobotę byłaś na koncercie Jelonka - jak było?

Agata: Jak zawsze bosko, chociaż zdecydowanie za krótko. Niestety tym razem był to koncert w ramach Konfrontacji Rockowych, więc na każdego artystę przypadało ok godzinki, a szkoda. Ale i tak Jelonek przyćmił pozostałych. Jak zawsze(śmiech).

Do Jelonka będę chciała jeszcze wrócić, ale teraz spytam Cię o gitary. Tak znalazłam Twoje prace na FB i one mnie zainspirowały do kilku pytań. Wiem, że pierwsza była kopia gitary Liverpool. Spodobała Ci się sama gitara, czy Die Toten Hosen Cię zainspirowali swoją muzyką?

Agata: A tu się mylisz(śmiech). Liverpool była chyba dopiero dziewiętnasta!

A no proszę, to która była pierwsza?

Agata: Pierwszy był bas Die Toten Hosen, ten, z którym teraz obecnie występuje Andi. 
Kiedyś przeglądałam Allegro i znalazłam super miniaturke gitary, jakiejś takiej zwykłej, ale była świetnie wykonana.
Chciałam ją kupić, ale pomyślałam, że w sumie po co mi taka obca gitara, do której nie będę miała żadnego sentymentu. Postanowiłam więc, że zrobię hosenowy bas.

Aha, czyli jednak DTH, tylko nie to wiosło (śmiech).

Agata: No tak, w większości są to miniaturki Hosenów (śmiech). No więc jak już uznałam, że zrobię tę miniaturkę zaczęła się zabawa w kombinowanie, z czego to wykonać.


O właśnie! Opowiedz nam proszę, jak powstają Twoje miniaturki.

Agata: Zaczyna się od przeszperania internetu w poszukiwaniu wszelkich możliwych zdjęć - przód, tył, boki, itp...Potem wycinam kształt w, nazwijmy to, glince (szczerze mówiąc nie wiem dokładnie co to za materiał).
Dalej suszę, docinam, szlifuję, nadaję pożądany kształt, no i potem malowanie, dorabianie poszczególnych elementów, klejenie itp. Tak naprawdę każda jest rozpatrywana indywidualnie.Rickenbacker Lemmy'ego był np. rzeźbiony, a w Jelonkowych skrzypcach jest nawet element drewniany.

Widziałam go - przepiękny. Tzn. miniaturka - nie Lemmy;)

Agata: (śmiech)Lemmyemu byłoby przykro :D

Cóż, chyba lustro w domu ma....(śmiech).
A który z tych momentów jest dla Ciebie najtrudniejszy?

Agata: Zdecydowanie najgorszą i najbardziej czasochłonną (i nerwochłonną) czynnością jest naciąganie i mocowanie strun. Z tymi strunami to jest tak: po pierwsze, ta glinka jest dość elastyczna, tzn. wygina się do pewnego stopnia, więc jeśli struny są naciągnięte za mocno, wygnie się i gryf. Struny same w sobie są z drutu powleczonego nylonem, a nylon nie klei się zwykłym klejem, a ja nie dysponuję niestety klejem specjalnym do nylonu, więc aby to przykleić muszę się trochę pogimnastykować, ale po którejś gitarze znalazłam na to sposób :) Wciąż jest to skomplikowane, ale już dużo łatwiejsze...

A jaki to sposób?

Agata: Zostawię moje tricki dla siebie (śmiech).

Ok. Widziałam na zdjęciach, że Twoje prace kończą się nieraz krwawo...

Agata: No tak, krew się nieraz lała, chociaż najczęstszą przypadłosćią jest przyklejenie się do czegoś.

Jeśli się mylę to mnie popraw, ale mam wrażenie,że wyszukujesz najtrudniejszych modeli? Taki zwykły Gibson Cię chyba nie pociąga?

Agata: Nie, to nie tak... Po prostu nie umiem zrobić czegoś, co mnie nie fascynuje, więc albo to musi być gitara, do której mam jakiś sentyment, jak w przypadku Hosenów, Jelonków, czy Mety, lub musi mi się spodobać. Znajomi mnie kiedyś poprosili o wykonanie gitary Christ Agony, zupełnie nie znam tego zespołu, ale jak tylko zobaczyłam gitarę, wiedziałam, że chcę ją zrobić.
Tak samo Gitara Lemmy'ego - nie jestem wielką fanką Motorhead, ale jak dostałam na nią zlecenie to tak się zawzięłam, że jeszcze pierwszego dnia, o 2 w nocy wzór był wystrugany, a drugiego dnia, malowanie, klejenie i gotowa!
Wydawałoby się, że to jedna z bardziej skomplikowanych, a powstała chyba najszybciej.


Ile przeciętnie czasu poświęcasz na taką gitarę?

Agata: Zależy od kilku czynników. Oczywiście od stopnia komplikacji, chociaż jak widać, nie zawsze jest to wprost proporcjonalne, czasem wręcz odwrotnie...
Zależy od wykonania, np farby na połysk schną dużo dłużej.
Zależy od pogody - jak jest deszczowo, potrafią mi schnąć nawet 3 dni jedna warstwa. Ale 2 dni to minimum, choć średnio jednak zajmuje mi to około tygodnia.

Czy zrobiłaś kiedyś jakieś podwójne egzemplarze? Czy wszystkie typy gitar są w jednym?

Agata: Trzy modele były podwójne. Różowy bas hosenów, Liverpool, no i Iron Cross Jamesa, chociaż tu nie do końca, bo jeden jest Gibson, a drugi ESP. No i jako czwarty podwójny możemy uznać Precision Bass Andiego Meurera z DTH, który zrobiłam także w wersji XXL - ponieważ tę pierwszą oddałam basiście Hosenów, a była to moja pierwsza w ogóle zrobiona gitara, więc chciałam ją jakoś uczcić i zrobiłam sobie jedną większą. Zwykłe mają ok 23cm, ta duża 38cm.

A czy wtedy robiłaś je szybciej? (mając już wzór i doświadczenie z poprzedniego egzemplarza)

Agata: (śmiech) Nie, nie, szablony są niestety jednorazowe, więc w przypadku podwójnych egzemplarzy jest to i tak robienie od początku, ale ogólnie jest to różnie - drugi różowy bas DTH był na prezent, więc starałam się z nim o wiele bardziej, niż z tym swoim. Na przykład zrobiłam mu metalowe progi (mój ma malowane) więc poszło nieco więcej czasu. Liverpool pierwszy też był na prezent, więc dość mocno się przyłożyłam. Druga kopia - moja - jest mniej staranna, bo szczerze mówiąc, nie jest to moja ulubiona gitara i robiłam ją trochę od niechcenia. Za to Iron Crossy oba poszły chyba jednakowo sprawnie - Gibson był prezentem dla mojego przyjaciela, Esp mój, ale ta gitara w oryginale jest tak piękna, że robienie jej to sama przyjemność (ostatnio też robiłam koszulkę z tym wzorem).

O koszulki jeszcze Cię spytam (bo też mam takie pytanie w zanadrzu -haha!), a teraz jeszcze pytanie tendencyjne. Robisz miniaturki gitar, a sama grasz na gitarze?:)

Agata: NIE!(śmiech) Właśnie to jest zabawne, bo ja ogólnie nie mam talentu muzycznego... Moim szczytowym osiągnięciem muzycznym było zagranie "wlazł kotek na płotek" na cymbałkach w przedszkolu. O śpiewaniu nawet nie wspomnę...No więc za instrumenty się nawet nie zabieram :) Czasem wynikają z tego śmieszne sytuację, kiedy robię gitarę na zlecenie, i ktoś mi rzuca fachowymi terminami :)

Twoje gitary nie są na sprzedaż, ale czy jeśli znajdzie się chętny na zamówienie i kupno - przyjmiesz je?


Agata: Nigdy nie mów nigdy. Ogólnie miałam już kilka zleceń, ale dla znajomych. Generalnie połowy z tego, co zrobiłam - nie mam. Rozdane. Hoseni mają kilka sztuk, Jelonki, teraz poluję na Metallikę (śmiech).

A to są one w bardzo właściwych rękach!

Agata: Najwłaściwszych! Ostatnio wokalista Rotting Christ mi nawet podesłał swoją gitarę, jako propozycję.

Imponujące!

Agata: Moja "twórczość" to co tylko wpadnie mi do głowy, jeśli coś mnie natchnie - muszę to zrobić, bo inaczej nie zaznam spokoju.

Czyli jednak jesteś artystyczną duszą!:) A nie spytałam skąd w ogóle ten talent? Szkolony czy naturalny?

Agata: Wiesz co... ja nie lubię tak tego nazywać... nie uważam się za osobę utalentowaną. To raczej kwestia uporu. Tak jak powiedziałam, jeśli coś mnie natchnie - muszę zrobić... Więc siedzę, kombinuję jak tego dokonać, póki nie wymyślę. A jak już wymyślę, to realizuję. Z tą artystyczną duszą też kiepsko, bo ja na przykład jestem mało kreatywna, lepiej mi idzie odtwarzanie czegoś (zwróć uwagę, że to wszytsko to są kopie)

Ale jakie! Dostrzegasz takie detale, że jest naprawdę pod wrażeniem! Pickupy, klucze, wejście dla jacka!

Agata: No tak, staram się odwzorować jak najwierniej, chociaż oczywiście materiały, z których to robię mają swoje ograniczenia, na przykład ta glinka, jak wspomniałam, jest dość elastyczna, więc nie pozwala mi zrobić gryfu odpowiednio cienkiego, musi być grubszy, żeby się nie wygiął lub nie złamał, więc te moje miniaturki są takie dość umowne. Wiesz, wszystko robię domowymi sposobami.

Powiedz, a co jeśli gitara sie zepsuje w czasie pracy nad nią? Da się ją jeszcze uratować? Dużo poszło do kosza?

Agata: Jeszcze mi się to nie przytrafiło. Jedna mi spadła w czasie naciągania struny i obiła się od kombinerek, ale załatałam. To była najpoważniejsza kontuzja ten materiał, przez to, że jest dość elastyczny, jest też dość wytrzymały. Wbrew pozorom te gitary nie są tak kruche na jakie wyglądają. Czasem mi jakaś niechcący przeleci przez pokój lub spadnie z półki - i żyją (śmiech).
Ale zdarzają się inne wypadki - prócz strumieni krwi, na przykład Jelonkowe skrzypce wywołały pożar w kuchni.

Czemu?

Agata: Nie mam pojęcia, podczas suszenia zaiskrzyło i zapaliła mi się podstawka, na której się wypiekały. No ale muzyka Jelonka pełna jest ognia, więc nie ma co się dziwić, że nawet miniaturce się udzieliło (śmiech).

A właśnie opowiedz nam jeszcze o muzyce! Prócz Jelonka, Metalliki i Die Toten Hosen, kto jescze stoi u Ciebie na półce?

Agata: Ja jestem dość ograniczona muzycznie, chyba dlatego, ze dość wymagająca (śmiech). To znaczy lubię czasem posłuchać różnych artystów, ale nie na tyle, żeby wracać do nich zbyt często. Więc prócz DTH, Jelonka, Metalliki, na mojej playliście obecnie znajdziesz jeszcze Huntera (z oczywistych względów), In Extremo, Rammsteina, Apocalyptikę, Outside (zespół, w którym Jebik - gitarzysta Jelonka jest wokalistą, polecam!) GnR, czasem lubię odskoczyć sobie w trochę inne klimaty i posłuchać Estopę (hiszpański "rockowy" zespół), Betagarri (baskijski punk), czy Hevię (Hiszpan grający na dudach).

Polecam zatem rosyjski rock i metal! Szkoda, że musimy kończyć, ale bardzo dziękuję Ci za wywiad!

Agata: Dziękuję również.

*Wszystkie zdjecia są własnością Agaty Julii Świątek. Dziękuję za ich udzielenie, a do obejrzenia pozostałych zapraszam na stronę Agaty.

poniedziałek, 3 grudnia 2012

"Aryjska" rodzina nie śpi!

Ledwo na muzycznym horyzoncie ukazała się płyta DVD z koncertu ARII, a już pojawiają się kolejne wiadomości od tych muzyków, którzy kiedyś przez ARIĘ przeszli. 

Pierwsza pojawiła się wiadomość z obozu Siregieja Terentjewa - byłego gitarzysty ARII. Zwany potocznie Terją, Siergiej w 2002 roku, kiedy zespół rozpadał się na dwie części, poszedł za Kipiełowem i stworzył część pierwotnego składu grupy KIPIEŁOW. Natomiast po odejściu od Walerego, założył własny zespół ARTERJA. Jego karierę przerwał wypadek samochodowy. Gitarzysta był kierowcą, młoda studentka zginęła pod kołami jego samochodu. Siergiej wezwał pomoc, a potem pozbawiony prawa jazdy na trzy lata, z karą pieniężną wysokości 1,9 mln rubli, które musiał wypłacić rodzinie ofiary, trafił na cztery lata do kolonii karnej o złagodzonym reżymie. Co to oznacza? Mniej więcej tyle, że mógł w tym czasie nieraz grać koncerty i pojawiać się w studiu nagraniowym, czyli nie tak źle, jakby się mogło wydawać.

ARTERJA ostatnio ogłosili, że odchodzi od nich wokalista. Wrzucili filmik, gdzie Grigorij pożegnał się z fanami  i grupą, ucinając tym samym już w samym zarodku spekulacje, które mogła zrodzić ta zmiana.



Na jego miejsce przyszedł zaś Aleksandr Kep z grupy THE ARROW, której drogi niejednokrotnie w swojej historii krzyżowały się z drogami ARII.

Również niedawno przypomniał  o sobie zespół Siergieja Mawrina (też ex-gitarzysty ARII i KIPIEŁOWA). Muzycy zapowiedzieli pojawienie się ich nowego albumu "Противостояние"/"Opozyjca"/ już 12 grudnia. Jak możemy przeczytać w notatce dotyczącej nowego albumu: Siergiej niejednokrotnie w wywiadach mówił o chęci stworzenia mini opery, ale za każdym razem później wycofywał się z jej realizacji. Tym niemniej album, który otrzymał złowieszczy tytuł, jest właśnie taką mini operą, z mocno podkreśloną koncepcją społeczną, która  wyraża opinie autora dotyczące dzisiejszej rzeczywistości. Na płycie jest  11 utworów z zupełnie nowym brzmieniem. W nagraniu wzięli udział tacy giganci rodzimej sceny metalowej jak: Witalij Dubinin, Dmitrij Borisienkow, Michail Żytniakow, Artur Bierkut, Aleksiej Bułhakow, z których każdy wykonuje swoja arię w dużym utworze.

A tak bedzie prezentowała sie okładka nowego albumu MAWRINA:


Grupa KIPIEŁOW także nie daje zapomnieć o sobie. Przez całą ostatnią trasę fani mogli czytać i oglądać dzienniki pokładowe zespołu. A na koniec podarowali skrót wydarzeń z Petersburga, gdzie słynna gitara "Ural" miała też swój udział....Popatrzcie sami:

sobota, 1 grudnia 2012

Kuda idiosz russkij rock?

Nadrabiając zaległości filmowe porządkuję sobie wiedzę o rosyjskim rocku. Kilka propozycji już Wam podrzuciłam, a w najbliższym czasie obiecuję ten spis uzupełnić o następne tytuły i ich krótkie opisy. Nie, nie będę zdradzała "kto zabił";)

Dziś po obejrzeniu kolejnego dokumentu naszła mnie pewna refleksja. Przybliżając kontekst moich rozmyślań nakreślę w kilku zdaniach historię rosyjskiego rocka. (Oczywiście mam pełną świadomość popełnianego przeze mnie absurdulalnego zamachu - wiem i paru godzin nie starcza na zakreślenie choćby szkicowej historii, ale pokuszę się o to dla wyklarowania moich myśli).

Początki rosyjskiego rocka sięgają lat 60., jak wszędzie - ruch rozwijał się powoli, stopniowo, żeby dwadzieścia lat później złapać za serca miliony młodych serc. Właśnie lata 80. jawią się jako ten złoty czas - kiedy jeszcze cenzura mocno daje się we znaki, a muzycy czują swoje powołanie jako walkę z zastaną rzeczywistością. Jednak wszystko się kończy. Wraz ze śmiercią kilku muzyków (Coj, Baszłaczow, Janka, Mike) oraz zmianom ustrojowym, rock, jak wszystko w Rosji, staje pod znakiem zapytania. Trzeba się na nowo określić. Przyszła długo oczekiwana wolność "I co z nią teraz mam zrobić?" - jak śpiewał  dekadę wcześniej Wysocki. Rock stracił swój cel, bo nie ma się już przeciw czemu buntować, a wraz z fatalną sytuacją finansową kraju, muzycy musieli zapomnieć o stadionach, pomyśleć o bardziej przyziemnej pracy. Po kilku latach część z nich wróciła wpierw do klubów, potem na stadiony. Pierwsze lata XXI wieku to był prawdziwy boom, odrodzenie rockowej sceny w Rosji. Wielkie festiwale, zalew płyt i rodzące się jak grzyby po deszczu nowe grupy.


A co teraz?

Dzisiaj rosyjski rock stoi na rozdrożu. Tylko muzycy pojedynczych grup żyją z własnej muzyki [czyt.koncertów], pozostali pracują w różnych miejscach, a po godzinach tworzą. Ci, którzy bardzo chcieli zostać w muzyce, zakładają swoje studia nagraniowe, ale nieraz bywa, że nie ma tam kto nagrywać. Stadiony zbierają znów nieliczni, płyty często wypuszczane zostają już tylko w wersji elektronicznej, w muzycznych radiostacjach wyczuwa się pewien marazm połączony z oczekiwaniem, na którą stronę przechyli się szala i kto się ruszy, by coś zadziałać.

Muzyka ma w sobie tą moc, że jednak zawsze znajdą się entuzjaści którzy zrobią coś wyłącznie dla idei. Tych spotykam ostatnimi czasy coraz więcej. Trzeba mieć jednak ogromny zapas wiary w siebie i swoją twórczość, żeby nieraz latami grać dla garstki ludzi.

W jaką stronę pójdzie rosyjska muzyka?

Jako domorosła Pytia widzę kilka rozwiązań. Od pesymistycznych, w których widzę, jak to wszystko się rozsypuje, a na scenie zostaje może 15 zespołów na zmianę grających koncerty w kolejnych miastach. Do optymistcznych, kiedy czuję, iż musi znów przyjść dobry czas dla muzyki i muzyków. Czasy, gdy młodzież żyła muzyką nie wrócą, trzeba przestawić się na inne myślenie. Albo liczyć na jakąś pozytywnie zakręconą grupę entuzjastów, którzy podniosą rynek i znów będziemy mieli wysyp utalentowanych zespołów. 

Co robić?

Ja staram się być dobrej myśli, w miarę możliwości promować muzykę rosyjską i, to czemu poświęcam najwięcej czasu, poznawać historię. Jest w niej tyle jeszcze do znalezienia!