poniedziałek, 19 listopada 2012

"Kamczatka" Coja


Jest na ulicy Błochina 15 w Sankt Petersburgu dom jak wszystkie inne, nie wyróżniający się z wyglądu niczym. Może nie dokładnie "niczym". Z daleka wygląda nieco gorzej niż pozostałe budynki, bo jego ściany pokrywają napisy, które przez lata zostawiali fani twórczości i osoby Wiktora Coja - charyzmatycznego lidera kultowej grupy KINO. Rzecz jasna, to nie przyadek, że właśnie tutaj "kinomaniacy" zostawiają kwiaty, znicze i okraszają budynek napisami. 

Ulica Błochina, która do 1926 roku  nosiła nazwę Cerkiewna, ciągnie się prawie kilometr, a wzdłuż niej stoi cały rząd, utrzymanych w duchu secesji i eklektyzmu, kamiennic. Każdy z tych domów ma swoją, nieraz bardzo ciekawą, historię. Ten budynek, który oznaczono numerem piętnastym, unieśmiertelnił swoim pobytem Wiktor Coj.


Wokalista trafił tu jesienią 1986 roku i pracował do 1988, jako...pracownik kotłowni. Tak, nie przejęzyczyłam się - Coj dorzucał do pieca węgiel, a wieczorami dawał koncerty. Namówił go tutaj do pracy znajomy, który później wspominał: Coj przystał z radością na moją ofertę. Przyjechaliśmy na Błochina, obejrzeliśmy kotłownię, która znajdowała się w piwnicy domu, który ogrzewała. Odrazu nam się spodobała. Wszystko było urządzone racjonalnie: sala z trzema kotłami (parowym i dwoma podrzewającymi wodę), węglownia, do której z ulicy traktorem lub ręcznie przez luk był podawany węgiel, pomieszczenie dla pracowników, niewielkie, ale przytulne, z maleńkim lufcikiem wychodzącym na ulicę.


I choć ani dla Coja, który już wcześniej pracował jako palacz w bani, ani tym bardziej dla jego znajomego, który jeszcze w wojsku służył jako palacz, praca w kotłowni nie stanowiła novum, obaj pracownicy zostali wpierw wysłani na miesięczny kurs bezpiecznej obsługi kotłów. Na koniec wszystkim wydano duże czerwone Legitymacje Robotników. Wszystkim oprócz Coja, którego wybitnie nie lubiła jedna z wykładających tam pań. 

Kotłownia, która została ochrzczona enigmatycznym imieniem "Kamczatka", już wtedy skupiała wokół siebie ówczesną bohemę artystyczną. W końcu było gdzie się pomieścić, a do tego było ciepło:)

Jednak prawdziwą popularnością "Kamczatka" zaczęła sie cieszyć po śmierci Coja, wtedy stała sie miejscem pielgrzymek jego fanów i wtedy też narodziła się idea, aby to miejsce ocalić od zapomnienia. Zwłaszcza, że kotłownia już wcześniej pojawiła się piosenkach i filmach.

Pierwszy raz "Kamczatka" (jeszcze jako nie konkretne miejsce, ale bliżej nieokreślony mistyczny "schowek przed światem")  pojawila się w utworze KINO, który wszedł na album "46" z 1983 roku, czyli na długo przed tym, jak Wiktor trafił na ulicę Błochina.



A później kotłownia stała się symbolem wolności, a wszystko dzięki kilku kadrom w filmie Ucztiela "Rock", gdzie Coj wypowiedział pamiętne słowa: Ja po prostu czuję się wolnym. Całkowicie wolnym. 

Na szczęście po śmierci Wiktora znaleźli się ludzie, którzy wywalczyli "Kamczatkę" dla fanów KINO i Coja. Uratowali dzięki temu też cały dom przed wyburzeniem i zorganizowali w słynnej kotłowni klub. Jego szefem jest ten sam kolega, który kiedyś zaoferował pracę wokaliście. 
Klub można zwiedzać i fotografować bezpłatnie codziennie od 13. Płatne jedynie są wejścia na wieczorne koncerty.


Miejsce zachowało klimat nie tylko dzięki niewielkim zmianom wnętrz, ale także dzięki kilku rekwizytom. Znalazła się tu gitara Coja, jego termos oraz łopata i pogrzebacze, którymi pracował. Wszystko zostało na miejscu, jakby Wiktor odszedl na chwilę, wyszedł na papierosa, ale zaraz wróci i będzie znów dorzucał do pieca, bo jak twierdził to jest bardzo sensowna praca: szybko widać jej rezultaty i ludziom żyjącym u góry dzięki niemu jest przynajmniej ciepło.






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz