środa, 17 października 2012

O prawidłowościach

Chyba ze wzglądu na trwająca jesień dopadają mnie przemyślenia, które nieraz nie mają optymistycznego wydźwięku. Dotyczą się głównie rosyjskiej muzyki, ale myślę, że po części są swego rodzaju "prawdami uniwersalnymi".

Pierwsza z myśli dotyczy muzyków i ich klasy. Pewną regułą, od której na szczęście są chwalebne wyjątki, jest to, że im mniej znany zespół, tym bardziej zaściankowe poglądy. Proszę z góry wybaczyć, że tak uogólniam, ale jednak coś w tym jest. Wielokrotnie miałam przyjemność rozmawiać z ludźmi, którzy mogą poszczycić się prawdziwym sukcesem i za każdym razem byłam mile zdziwiona ich normalnością, tym, że ludzie, o których w Rosji można spokojnie mówić "gwiazdy" w rozmowie czy to prywatnej, czy w wywiadzie są bardzo mili, zdystansowani wobec swojego dorobku i samych siebie. Co innego, kiedy mówimy o lokalnych sławach z przykładowego Zagubinowa. Zdaża się, iż kiedy zgłaszam sie do takich muzyków, ci od razu zaczynają pokazywać mi gdzie jest moje miejsce i, że oni teraz będą mnie uczyć czego powinnam słuchać, o czym napisać, jak to się po rosyjsku poprawnie nazywa.... Brak klasy idący w parze z nieraz gorzej niż średnim poziomem władania instrumentem - odstrasza. Wtedy najlepsze na odtrutkę są rozmowy ze starymi, dobrymi znajomymi. Oni wracają mi wiarę w ludzi i muzykę.

Druga z myśli , też nie najweselsza, dotyczy tego, jak często przyobleka się w ciało stwierdzenie "cudze chwalicie - swego nie znacie, sami nie wiecie, co posiadacie". Sama, choć jestem mocno zaangażowana w eksplorowanie rosyjskiego rynku muzycznego, staram sie nie tracić z oczu nie tylko zachodnich nowinek, ale i rodzimych. Oczywiście, że lepiej orientuję się w rosyjskich zespołach i polskie produkcje zajmują u mnie dalsze miejsca. 
Brak jakiegokolwiek zainteresowania ojczystym rynkiem muzycznym, przedkładanie zachodnich zespołów ponad własne, bo z założenia są lepsze - to coś, co dotyka wielu, zwłaszcza młodych Rosjan. Nie chcą znać dokonań własnych zespołów i przez to, że są bardziej skłonni kupić bilet na koncert zachodniej gwiazdy, niż rodzimej bardziej lub mniej świadomie podkopują ojczysty rynek. A szkoda.

Jednak, żeby nie kończyć dziś ponurym akcentem - podam przykład na bardzo miłą prawidłowość, której doświadczyłam niejednokrotnie. Dotyczy ona szczególnie wykonawców, którzy jeszcze nie zdobyli wielkiej sławy, ale już się o nią otarli. To najczęściej zaczepiana przeze mnie grupa ludzi, a ich reakcje są bardzo pozytywne. Rosyjscy muzycy są bardzo pomocni, chętni do rozmów, a serce mają na dłoni:) Łatwo przechodzą na "ty", ale nie będą cię nazywali "przyjacielem", a jeśli tak -  to w przenośni. Żeby ich naprawdę poznać trzeba nieraz dużo czasu, a co najważniejsze - uczciwości. Rosjanie mają jako szósty zmysł "genetyczny wykrywacz kłamstw" - dla nich słowo jeszcze bardzo dużo znaczy. I to jest wspaniałe!

A kiedy już zrobiło się tak miło - to posłuchajmy na dobrą noc zespołu KIPIEŁOW i koncertowego wykonania ballady z ich ostatniego albumu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz