piątek, 3 sierpnia 2012

Radzieckie syntezatory

"Alicja" model 1377

Ostatnio nawiązywałam do swierdłowskiego rocka, którego jedną z charakterystycznych cech było częste wykorzystywanie instrumentów klawiszowych. Jak dla mnie nie jest to najlepsza rekomendacja dla rocka, ale dziś nie o tym. Dziś chciałam Wam przybliżyć na czym grali klawiszowcy w latach 80. i wcześniejszych.

Problem ze zdobyciem zachodnich wyrobów kładł się cieniem na każdej dziedzinie. Kupno organów Rolanda, Yamahy czy Korga było poza zasięgiem nie tylko pieniężnym, ale nawet w marzeniach chyba nikt tak daleko się nie zapuszczał. Deficyt organów pobudzał fantazję radzieckich inżynierów, którzy nie tylko nadrabiali własnymi wyrobami zaległości, ale stać ich było na nietuzinkowe rozwiązania. Kiedy nie ma wzorców, nieskrępowana wynalazczość kwitnie!

"Młodość" model 73

To, czego nie potrafiły "podrobić" radzieckie instrumenty - to design...Przy szumnych nazwach jak: "Alicja", "Aelita" (nie mylić z gitarą), "Miraż", "Młodość", "Lel" (nazwa odnosiła się do słowiańskiego bożka, zwanego też Lelum, którego osobę wiązano z wesołymi przyśpiewkami okolicznościowymi) - wykończenie syntezatorów było nieco siermiężne.

A jaki był dźwięk? To możecie ocenić sami - przy czym proszę pamiętać, że w prezentowanych filmikach sprzęt ma około trzydziestu lat:)






Przedstawione syntezatory nie odbiegały zastosowanymi w nich rozwiązaniami jakoś drastycznie od tego, co oferował Zachód.

Prawdziwym wynalazkiem okazał się syntezator "ANS", nad którym do 1938 roku pracował Jewgienij Murzin. Inżynier opracował instrument bez klawiatury, a żeby wydobyć z syntezatora dźwięk trzeba było nanieść rysunek na szkiełko pokryte czarnym proszkiem. Gotowy grawerunek wkładało się do instrumentu, a ten posyłał promień świtała na tabliczkę i wtedy rodził się dźwięk. Im grawerunek był głębszy - tym niższy ton można było z niego uzyskać. Melodia była zaś na tyle dynamiczna, na ile szybko wkładało się kolejne obrazki.
Podobno skala, jak i brzmienia, którymi dysponował "ANS", były warte podziwu.

Syntezator "ANS" - nazwę wziął od akronimu rosyjskiego kompozytora Aleksandra Nikołajewicza Skriabina

Instrument, który widzimy na fotografii nie był jednak nigdy dokończony. Inżyniera odsunięto od prac, a syntezator trafił do moskiewskiego Muzeum Kultury Muzycznej im.Glinki. Do nagrań wykorzystano go kilka, może kilkanaście, razy.

Gdzie możemy usłyszeć "ANS"? Na ścieżce dźwiękowej do filmu Andrzeja Tarkowskiego "Solaris" z 1972 roku, a także płycie brytyjskiego projektu COIL. Muzycy tego zespołu, w czasie tournee skorzystali z możliwości i przez trzy dni nagrywali dźwięki z fotoelektrycznego syntezatora (sami też tworzyli swoje grawiury). Rezultaty ich pracy można znaleźć na box-secie "ANS" z 2004 roku, który znany jest też jako "COILANS".


2 komentarze:

  1. Muzyka w "Solarisie" była świetna - dobrze poznać źródła.
    Kiedyś miałem "jazdę" na Coil; świetne dźwięki do słuchania w październikową noc.

    OdpowiedzUsuń
  2. O! insider! miło Cię znów "widzieć" :) Muzyka COIL wybitnie przeznaczona jest do nocnego odsłuchu, ale fakt faktem, że mnie jakoś nigdy nie porwała...jakoś wolałam po nocach słuchać innej muzyki. Niekoniecznie rosyjskiej - dobrze wtedy słucha się jazzu, albo Petera Gabriela, albo jeszcze kiedys przez pół nocy słuchałam zapętloengo jednego utworu. To było COCKNEY REBEL "Sebastian". Hmm, chyba wiem, czego dziś będę po zmroku słuchała:)

    OdpowiedzUsuń