czwartek, 30 sierpnia 2012

Prześliczny wiolonczelista grał na basie...

Kiedyś zespół SKALDOWIE śpiewał piosenkę o prześlicznej wiolonczelistce(słyszałam kiedyś nawet wersję rosyjską tego hitu...mocna!). Nigdy za tym zespołem nie przepadałam, mama wolała CZERWONE GITARY, więc ja też! Jednak piosenka została mi do dziś w głowie, a kiedy miałam zacząć pisać o kolejnym radzieckim basie, nie mogłam jej wręcz wygonić z głowy...

Co to za instrument narobił tyle szumu? Odpowiadam: Łunaczarski Bas Wiolinowy. Co to za cudo już odpowiadam. W Leningradzie (czyli dzisiejszym Petersburgu) była fabryka imieniem Łunaczarskiego. 

Oto Łunaczarski we własnej osobie. Teoretyk, filozof, propagator idei, mówiącej, że dzieci to powinny wychowywać placówki państwowe, a nie rodzice...no taki trochę narwany.

Fabryka w drugiej połowie lat 60. zaczęła produkować gitary basowe, które jako żywo przypominają wyroby Hofnera. W pudle wycięte są dwa otwory w kształcie litery "f", a deka jest wyprofilowana w sposób łudząco podobny do drewna w instrumentach smyczkowych.



Tak naprawdę łunaczarskie basy pojawiły się w bardzo małym nakładzie. Dziś są prawdziwym rarytasem. A jak brzmią? Podobno - tylko czytałam, niestety nie udało mi się jej nigdy usłyszeć - brzmiały dobrze, mocno, czysto i najlepiej komponowały się w rhytm'n'bluesowych klimatach. 

Ciekawostką jest, że kołki do strun fabrycznie były montowane takie same, jak w ludowych dombrach!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz