poniedziałek, 28 maja 2012

Sobota w Krakowie

Do Krakowa jechałam z conajmniej trzech powodów: wystawa fotografii Rodczenki, Hard Rock Cafe i Aria Night III. 
Udało mi się namówić przyjaciółkę, żeby pojechała ze mną. Nigdy nie mamy czasu się nagadać, a perspektywa 9 godzin (w tamtą stronę) i ponad 11 godzin (w powrotną) w pociągu wydawała sie niezłą okazją na nadrobienie zaległości:)

No to ruszamy!

I faktycznie tematów nam starczyło do samego Krakowa i na drogę powrotną:) 
W grodzie Kraka najpierw skierowałyśmy swe kroki do Muzeum Narodowego na głośną wystawę fotografii Aleksandra Rodczenki. Muszę przyznać, że zrobiła na nas obu duże wrażenie i jak najbardziej pozytywne! Świetnie zaaranżowana i BARDZO ciekawa! Warto było choćby dla niej samej przejechać przez pół Polski!
Ponieważ można było bez lampy fotografować - korzystałam do woli!

Pokrzyczałam sobie z Lilą Brik;)

Plakat do flmu Dżigi Wiertowa

Jeden z kilkunastu projektów, które Rodczenko zrobił 
 na okładki tomików poezji Majakowskiego, z którym to poetą nota bene 
romansowała wspomniena Lila Brik, za wiedzą i aprobatą swojego mężą...

A to już nie praca Rodczenko, ale obraz, który wisiał w korytarzu
 - konstrukcja z pustych pudełek po płytach - 
coś dla fanów muzyki:)

Kiedy już do syta napatrzyłyśmy się, wróciłyśmy na Rynek i odwiedziłyśmy Hard Rock Cafe. Być w Karkowie i tam nie trafić, to jak "jechać do Rzymu i nie zobaczyć papieża". Fantastyczna obsługa i świetna atmosfera! Gorzej było z robieniem zdjęć w środku - ciżba ludzka zasłaniała co ciekawsze rzeczy, a to co wisi na ścianach ma najlepsze fotki na stronie pubu i sklepu.

W końcu czas był się zbierać na Aria Night i choć nie bez żalu opuszczałyśmy Hard Rock Cafe - ruszyłyśmy w stronę Kazamatów.
Tu przywitał nas Konrad, a potem trafiłyśmy na Magdę - organizatorkę krakowskiej imprezy. Później spotkałam w realu jeszcze kilku ludzi, z którymi znałam się wyłącznie z maili, czy też kojarzyłam ich z fanklubu Chimera.

Magdalena Kraus - organizatorka

A to ci panowie, od których polski fanklub ARII się zaczął:
(po lewej) Jarosław Szary i Stanisław Lipski.

Na wieczorze pojawili się także Alda Reï i Kuba Kurek z krakowskiego zespołu LIVIN FIRE, którzy tego wieczoru nie grali, ale wstąpili po drodze. Jeśli  jeszcze o nich nie słyszeliście - polecam mój wywiad z nimi, który ukazał się na stronie RockMagazynu.

LIVIN FIRE & Я

A jak zagrały zaproszone zespoły? Przy takim nagłośnieniu trudno kusić się o obiektywną ocenę. Nie słyszałam także ostatniej kapeli, więc nie mogę wyrokować kto grał najlpiej. Żle nagłośnione występy sprawiły może i trochę radości, ale zostawiły głównie szum w uszach po nieokreślonym bliżej metalu. Ale pretensje można mieć tu wyłącznie do akustyka i zespołów, które nie wymusiły zmiany ustawień mikrofonów. Słychać było głównie perkusistów i wokalistów - basiaści mogli równie dobrze nie przychodzić, a gitarzyści zagrać bez podłączania gitar - byliby równie dobrze słyszalni.


Ostatni zespół grał już w tym czasie, kiedy my zmierzałysmy w stronę dworca. Po drodze zdążyłam na szybko sfotografować się z pomnikiem w kształcie białego obelisku, bo na myśl przyszedł mi oczywiście CZARNY OBELISK:)

Z okien pociągu zrobiłam jeszcze ostatnie zdjęcie...

Tak, nieuchronnie zbliżamy sie do końca...

4 komentarze:

  1. Ładne tam organizatorki macie =) Chyba będę musiał jednak zapoznać się z tą Arią, żeby było o czym porozmawiać w Krakowie :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Gdzie mówisz jest dobre miejsce na rock w Krakowie? W Gdańsku już znam, choć i nie wiem, czy tam trafię następnym razem =)

    OdpowiedzUsuń
  3. @Jurij Łubiankin: Każdy powód jest dobry ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Jurij Łubiankin: Każde miejsce jest dobre, byleby fajna ekipa się zebrała, a muzyka grała tak, żebyś mógł nie drząc się do ucha sąsiadki pogdać z nią, np. o ARII:)

      Usuń