poniedziałek, 30 kwietnia 2012

Jutro też jest dzień...a pojutrze tym bardziej...

Przyczyna...


Taaak, powyżej mamy przyczynę, z powodu której dziś nie ukazał się post, a był już prawie skończny, trzeba było go tylko trochę podrasować, ale...
Dziś mam CO świętować i ZA KOGO pić.
Pochwalę się już niedługo - a dziś w Twoje ręce Sierż!

czwartek, 26 kwietnia 2012

26 lat po katastrofie w Czarnobylu

26 kwietnia 1986 roku o 1:23 doszło do wybuchu w reaktorze jądrowym bloku nr 4 elektrowni atomowej w Czarnobylu. W wyniku tego wypadku potwierdzono 31 zgonów. O chorobie popromiennej niewiedzieliśmy wtedy nic, ale zapobiegawczo dzieciakom podawano płyn Lugola, który po latach okazał się nieskuteczny, ale i nieszkodliwy dla zdrowia. Ludzie z mojego pokolenia znają te fakty jak wyliczankę, która wbiła się w pamięć i pewnie jeszcze długo tam zostanie, bo strach, jaki towarzyszył nieznanemu, do dziś budzi dreszcz.

Dla upamiętnienia tamtego czasu, ludzi, którzy zginęli i śmiercionośnej chmury, która do dziś straszy, bo o jej żniwach nie dowiemy się tak naprawdę nigdy, Margarita Puszkina ułożyła tekst, który zaśpiewała w ramach projektu Dynastia Poświeconych - wokalistka SLOT.

środa, 25 kwietnia 2012

UNDERGROUND - jak nie zostać gwiazdą


Dziś na stronie Mastersland.com pojawił sie zwiastun filmu o rosyjskim undergroundzie. Jak zapowiadają twórcy filmu: Film jest poświecony rosyjskiej ciężkiej (i nie tylko) scenie, która nigdy nie wejdzie do muzycznego mainstreamu i w większości zostaje nieznaną dla przeciętnego obywatela. Muzycy, dziennikarze radiowi, wytwórnie, agencje koncertowe i oddani fani - to cały świat, żyjący według jednej reguły: tu wszystko robi się dla głośnej muzyki i ostrych odczuć.

Zdjęcia do "Underground" trwały ponad dwa lata w garderobach i salach, sklepach muzycznych, w studiach i miejscach prób w Petersburgu. Wiele kadrów zrobiono ukrytą kamerą. W filmie zobaczycie muzyków takich grup, jak ITEM, NU-NATION, VERGELTUNG, AMATORY, STALWART, KOMA, LOWRIDERZ, FINNTROLL, KORPIKLAANI i wielu, wielu innych. Bohaterami filmu zostało ponad 150 ludzi.




Brzmi całkiem zachęcająco, tylko, jak zauważyli już czytelnicy rosyjskiego portalu - nie wszytskie wymienione zespoły "łapią się" do tak pojmowanego undergroundu. Wśród nich choćby AMATORY, którzy znani są naprawdę szerokiej publice. Na ich koncert nie przychodzi, jak wymieniają muzycy w zajawce po dziesięć osób. Ta grupa, akurat nie ma większego problemu, żeby zapełnić klubową salę.

Jakby nie było, dokument zapowiada się ciekawie - jeśli tylko uda mi się go obejrzeć, to dam Wam znać!

poniedziałek, 23 kwietnia 2012

KWIECIEŃ to też zespół :)


Pisałam już o zespołach GRUDZIEŃ i SIERPIEŃ, to tym razem na tapetkę wędruje zespół АПРЕЛЬ/KWIECIEŃ/. Od razu wytłumaczę, dlaczego w sobotę nie pojawiła się ich muzyczna zajawka. Otóż ten petersburski zespół mimo, że istniał z przerwami prawie piętnaście lat, nie zostawił po sobie żadnych zapisów... Panowie skrzknęli się w 1975 roku i grali głównie reprtuar LED ZEPPELIN...
To po co po nich wspominać? Dla kronikarskiej dokładności, dla tropienia "miesięcznych" grup i żeby przy okazji kwietnia o nich nie zapomnieć.

Jednak, żeby nie zostawiać Was bez muzyki, proponuję utwór "Апрель" zespołu KINO:

sobota, 21 kwietnia 2012

ARIA "Live in Studio" - recenzja



Płyty typu koncert zagrany w studiu, które trafiają na rynek, są produktem przeważnie skierowanym do zagorzałych fanów. Wierni słuchacze kupią krążek choćby dlatego, żeby mieć pełną kolekcję i posiadać każdą możliwą wersję wszystkich utworów. 
ARIA miała jednak nieco inne założenia. 

W czerwcu 2011 roku zaszła w grupie zmiana personalna w wyniku której trafił do zespołu nowy, młody wokalista. Kapela, która Michaił opuścił dla śpiewania w ARII nie cieszyła się wielka sławą, stąd dla wielu osób jego głos był nieznany. Prócz rodzimego Гран-Кураж, Michaiła można było wcześniej usłyszeć na nagraniach projektu MARGENTA. Tu, zwłaszcza dzięki utworowi „Цветок майорана”/„Kwiatek majeranku”/, można było mieć nadzieję, na to, że wokalista poradzi sobie w ARII.

I tu zbliżamy się do sedna: płyta „Live in Studio” ma za zadanie udowodnić niedowiarkom, że wybór nowego solisty nie był przypadkowy. Wybór utworów aż za dobrze o takim zamiarze świadczy. Wśród dwunastu kompozycji znalazły się największe hity od lat bliskie sercom fanów zespołu. Zadanie, które stanęło przed Michaiłem było potrójnie trudne. Problem stanowiło nie tylko to, że musiał zmierzyć się z utworami, których kanoniczne wykonania od lat wszyscy doskonale znają i są do nich przyzwyczajeni. Wokalista musiał do tego pokazać w nich siebie, bo nikt z jednej strony nie chciałby słuchać nuty w nutę tego samego, a z drugiej strony ARIA to grupa stricte heavy metalowa, w której nie ma wiele miejsca na improwizację.

Trzecia rzecz, ze repertuar, który przyszło zaśpiewać Żytniakowowi, jest, delikatnie mówiąc, niełatwy. Utwory z czasów wczesnej twórczości zespołu śpiewane były przez Walerego Kipiełowa – niekłamanego mistrza swojej profesji, do dziś uważanego za jeden z największych talentów muzycznych. Późniejsze kompozycje, zaśpiewane pierwotnie przez Artura Bierkuta, który posiada bardzo mocny, zadziorny głos, również nie były „bułką z masłem”.

„Live in Studio” moim zdaniem świetnie spełnia swoje zadanie – usłyszeliśmy, że wybór solisty jest jak najbardziej usprawiedliwiony i ze wszech miar słuszny. Michaił bardzo dobrze poradził sobie ze wszystkimi kompozycjami, choć oczywiście słychać, że lepiej czuje się w repertuarze śpiewanym wcześniej przez Kipiełowa, który jest bliższy jego lirycznemu wokalowi. Jasne, że zawsze można znaleźć jakieś „ale” i pomarudzić, a to „Krew za krew” zaśpiewał nie tak wysoko jak Kipiełow, a to w utworach, które ożywił swoim głosem Bierkut, nowemu wokaliście brakuje siły i „pazura” w głosie. Narzekać można – tylko po co? Według mnie Żytniakow wyszedł obronną ręką ze wszystkich muzycznych pułapek.

A co zresztą zespołu?
ARIA to była zawsze dobrze naoliwiona maszyna. Panowie grają z dużą swobodą i słychać, że dla nich to materiał wielokrotnie ograny, ale wciąż przynoszący im radość wykonywania. 
Warto też dodać kilka słów a propos produkcji. Mamy tu to, co tygrysy lubią najbardziej: każdy z instrumentów jest świetnie słyszalny. 
„Live in Studio” to płyta może nie odkrywcza, ale ze względu na swoje walory niezbitego dowodu – ważna i bardzo dobra.

czwartek, 19 kwietnia 2012

O muzyce i polityce bez lukrowania!


A dziś specjalnie dla Was - wywiad ze strony Thankyou.ru. Z trójką muzyków CZARNEGO OBELISKU rozmawiała Natalia Małachowa. Wywiad polecam nie tylko ze względów "muzycznych" - prosze poczytać, co muzycy mają do powiedzenia na temat polityki. Jak dla mnie - wielki szacunek za to, że ktoś tak śmiało w wyraża swoje poglądy w państwie, gdzie można za to drogo zapłacić. Muzycy nie tylko w wywiadach, ale i ze sceny pozwalają sobie na głoszenie odważnych poglądów. A odwaga jest u mnie w cenie!


- Dosyć długo pracowaliście nad płytą "Мёртвый сезон"/ "Martwy sezon"/. Dlaczego ten proces zajął tyle czasu?

- Dmitrij Borisienkow: Po pierwsze, bardzo długo jej nie robiliśmy: po nagraniu "Зелёный альбом", ze dwa lata odpoczywaliśmy, potem dopiero zdecydowaliśmy, że trzeba ruszać dalej. Prócz tego, był wówczas u naszego byłego perkusisty Władimira Jermakowa jeszcze poboczny projekt, i czekaliśmy, póki on z nimi skończy. Przystąpiliśmy do pracy nad "Martwym sezonem" na długo po wypuszczuniu poprzedniej płyty. Chcieliśmy zrobić go w wysokiej jakości, dokładnie, i dopóki on nam samym nie spodobał się - wielokrotnie go przegrywaliśmy, przerabialiśmy - mieliśmy dwa nagrania demo. W sumie to, co weszło na album bardzo mocno rózni się od tego, co początkowo nawymyślaliśmy. Oto i dlaczego proces zajął tyle czasu. A  potem - praca nad tekstami: u mnie wszystko głównie o to się rozbija. Ja ich nie piszę do szuflady, i zbędnych, niezaaranżowanych tekstów nie mam, piszę pod konkretne utwory.
- Michaił Swietłow: Chciałbym dodać do tego, co powiedział Dmitrij, że odpoczywaliśmy jednak w większości na występach, pracując.
- D.B.: Ale nie to, że szlajaliśmy się po knajpach!
- M.S.: Prawie dwa lata mieliśmy dość napięty grafik koncertów. Każda płyta wymaga, aby po jej ukazaniu się przyjechać sie po miastach i wsiach. Także z albumem "Martwy sezon" to już się zaczęło.

- Co dla was jest głównym punktem oparcia, główną ideą, którą chcecie przez tą muzykę, te teksty ludziom przekazywać?

- D.B.: Osobiście chciałbym, żeby ludzie, rzecz jasna, zmądrzeli, ale to praktycznie jest nierealne: bo większa część ludności była durniami i zostanie durniami i umrą jako tacy - nic z nimi nie zrobisz. Ale mimo wszystko chciałoby się. I jakaś tam część utworów  - to odbicie własnego odczucia pewnych życiowych pozycji i , oczywiście, określona liryka.


- Jeśli mówimy o odbiciu odczuć: czym dla was jest "martwy sezon": czy to to co widzicie teraz wokół siebie?

- D.B.: W dużej części - tak.

- Czy to jest związane z konkretnym państwem i konkretnym czasem?

- D.B.: Oczywiście.
- Daniił Zacharenkow: To jest to, co dzieje się w danym momencie w kraju.

- Uważacie, że ta tendencja pojawiła się właśnie teraz?

- D.B.: Nie. Ona nigdzie nie zniknęła. Ona tak już nie wiem ile lat po rozpadzie Zwiazku Radzieckiego istnieje i się rozwija. Ludzie ciągle oczekują porządku, cudu, tego, że wszystko w końcu u nas zadziała, a to nijak nie działa i, możliwe, że nie zadziała.
- D.Z.: Widocznie, musi zmienić sie nie jedno pokolenie "sowieckich" ludzi, żeby coś w tym kraju zaczęło zmieniać się.
- D.B.: ...i w głowach pozmieniało. A zresztą, ludzie z lat 90., mam na myśli wszystkich tych dzielnych chłopaków, nigdzie nie poszli, oni wszyscy są u władzy. Przestali, rzecz jasna, obrazowo mówiąc - biegać z toporami i pistoletami po lesie, grabić przejeżdżające sanochody i najeżdżać na małych przedsiębiorców, oni zwyczajnie teraz są naszymi wodzami. A ich było wielu.

- Dmitrij, właśnie powiedziałeś o tym, że ludzie czekają na cud. A wziąć się do dzieła jest u nas ktoś gotów, jak uważasz?

- D.B.: W Rosji w ogóle to jest nie przyjęte. Powinien przyjść jakiś car, mesjasz, który wybawi nas od wszystkich i wszystkiego. A dupę podnieść samemu, żeby coś zrobić, - to nie dla nas. My możemy tylko, kiedy wszystko przepadnie, złapać widły i dla towarzystwa wszystko co trzeba zrobić.

-Swoją twórczoscią wyrażacie tylko określoną pozycję, ponieważ nie możecie milczeć, czy macie mimo wszystko nadzieję, że nią jakoś potrząśniecie ludźmi i coś zmienicie? 

- D.B.: Zapewne, choćby jakiś malutki swój udział chciałoby się wnieść, ale nie mamy takiego globalnego celu. Jeśli już to jest to bardziej swego rodzaju odbicie atmosfery. Wzywać trzeba trochę inaczej, a potem dostać z artykułu za ekstremizm, na przykład.


- A propos, nie jako muzycy, a jako obywatele, bierzecie udział w jakiś sposób w ruchu opozycyjnym?

- D.B.: W "białych rękawiczkach"? Nie. To jest bezsensowne zajęcie, ponieważ na nas zwyczajnie plują i robią to, co chcą. Bez sensu jest protestować w obywatelskiej formie: "Popatrzcie na nas!". Oni nas świetnie widzą, ale plują i otwarcie srają nam na głowy.

- Gatunek, w którym pracujecie, istnieje już wiele lat. W ostatnim czasie pojawia się coraz więcej nowych form, nowych kierunków, często - ekstremalnych, opartych odrazu na kilku stylach. Do tego, przychodząc na wasz koncert, cały czas widzi się "świeżą krew", nowych ludzi, fanów, którzy interesują się właśnie muzyką metalową. W czym tkwi siła tego kierunku? Czym wciąż chwyta słuchaczy?

- D.B.: Zapewne, tym, że w rzeczywistości nie jesteśmy jedną i tą samą grupą w przeciągu długich lat. Zmieniamy się i zmieniają się nasze muzyczne fascynacje, poza tym dorastamy.
- D.Z.: Mamy nadzieję, że mimo wszystko to, co robimy, robimy szczerze.
- D.B.: ...i to, co nam się podoba, a nie to, co jest modne, co można dziś szybko sprzedać. Mamy inne zadanie: żeby grupa długo istaniała, a jeśli próbować być wyłącznie na fali popularności i czyhać na natychmiastowe zainteresowanie - długo się nie utrzymasz.

- A co dla was w waszej twórczości przez lata istnienia zmieniło się diametralnie?

- D.B.: Od strony technicznej zrobiło się lżej: nagrywanie jest bardziej dostępne - sami siebie nagrywamy, w swoim studiu, plus doświadczenia jest więcej - co robić, jak robić...Prócz tego, jest, o czym ludziom mówić. Wydaje mi się, że mając 16 lat jeszcze nie możesz nikomu niczego powiedzieć, ponieważ jesteś idiotą, z grubsza biorąc.
- M.S.: Ty, raczej, próbujesz powtórzyć to, co do ciebie powkładali.
- D.B.: Tak, albo w tym wypadku posługujesz sie jakimiś innymi autorami tekstów: na początkowym etapie istnienia OBELISKU było właśnie tak, dopiero potem zaczynasz podciągać swój poziom do poziomu sławnych i znanych autorów. Jakieś doświadczenie życiowe powinno być. Oczywiście można pisać dla takich samych 16-latków o tym, co ich, zapewne, interesuje, ale oni przecież wyrosną za 2-3 lata.















- Dmitrij, na początku wywiadu powiedziałeś o tym, że chciałbyś zobaczyć, jak słuchacz intelektualnie, wewnętrznie rozwija się. Tym nie mniej wśród fanów muzyki metalowej jest ogromna część ludzi, słuchających jej zwyczajnie dlatego, że "to jest super", zupełnie nie zamyślając się nad sensem...

- D.B.: Tak, tacy ludzie rzeczywiście są. Sekciarzy tacy, którym w większości pluć na to, w czym tkwi sens: "Najważniejsze, że daje kopa, najważniejsze, że wszyscy koledzy słuchają - i ja będę słuchać", dla towarzystwa. Tak i wcześniej było.

- To znaczy, że szczególnie w tym gatunku trudniej przekazywać swoje myśli adresatowi?

- D.B.: To nie tak. Bez różnicy, w jakim gatunku pracujesz: myśl albo jest, albo jej nie ma. I jeśli nie masz czego przekazywać, to tego nie zrobisz. A propos, jest też druga strona. Metale bardzo lubią się wyróżniać ze wspólnenej masy: "Jesteśmy fajniejsi, mądrzejsi, ponieważ słuchamy metalu", a tak prawdę mówiąc, uważam, że to nie jest tak. Odsetek idiotów w środowisku metali jest taki sam, jak i w środowisku ludzi, którzy słuchają РУКИ ВВЕРХ i tak dalej.
- M.S.: Bądźmy mimo wszystko optymistami i mówmy nie o w połowie pustej szklance, a o tym, że jest w połowie pełna.
- D.B.: Dobrze, będziemy mówić nie o idiotach, a o mądrych ludziach. Weźmy to z drugiej strony. Ludzie myślący nie zamykają się w jednym gatunku, słuchają róznych kierunków, dlatego też o wiele łatwiej przyjmują nowe prądy, tendencje i to, że ich ulubiona grupa zmienia się, a nie tak, jak ogołoceni fani heavy metalu, dla których najważniejsze jest, żeby były utrzymane kanony i nie daj Bóg, żebyś się, na przykład, ostrzygł.

- A jak, z waszej perspektywy, zmienia się wasza publiczność w ciągu tych lat?

- D.B.: Według mnie, więcej jest ludzi nie ogołoconych, a myślących. I mnie to tylko cieszy.

- A co myślicie o nowym pokoleniu muzyków, pracujących w waszym gatunku?

- D.B.:  Muzycy są różni. Jedni robią muzykę na potrzebę publiczności, inni - nie, ktoś idzie do przodu, ktoś przez dwadzieścia lat gra jedno i to samo, bojąc sie zrobić krok w bok.
- M.S.: A wymieńcie chociaż jedną ciężką współczesną grupę, która śpiewa społeczne teksty.
- D.B.: Rzeczywiście jest ich niewiele.
- M.S.: Dobrze - wymień.
- D.B.: AMATORY, LOUNA.
- M.S.: One grają w innym stylu.
- D.B.: My wielu z nich nie słyszymy i nie znamy. No i w ogóle zostawiając społecznościową tematykę: problem nie jest w tym, o czym ty śpiewasz, a jak o tym śpiewasz. Nie ważne, o czym jest utwór, ważne, jak jest napisany.


- To znaczy, że według was, ze wszystkiego można zrobić opowiadanie?

- D.Z.: Jeśli robisz to szczerze - to tak.
- D.B.: Dla przykładu - świętej pamięci Żan Sagadiejew, który bardzo profesjonalnie przekazywał każdy temat.

- Na czym teraz głównie skupia się wasza praca?

- D.B.: Teraz po prostu - "ukradł - wypił - do więzienia": czyli "nagrał - sprzedał - powłóczył się po Rosji".
- D.Z.: Tylko w danym przypadku - nie sprzedał, a wypuścił...
- D.B.: ...bo teraz sprzedawać nie ma komu. Przy okazji: dziękujemy Thankyou.ru za pomoc w rozpowszechnianiu twórczosci. W danym przypadku muzycy mają proste życie. U gwiazd rocka...
- M.S.: ...wszystkie linie proste.
- D.B.: Teraz chcielibyśmy zaśpiewać od nowa niektóre stare utwory, i zrobić to dobrze - trzeba by mysleć o kolejnym albumie, żeby za 6 lat nie było męczącego bólu, że nic nie mamy.

Wywiad prowadziła: Наталья Малахова
Tłumaczenie: Ksenia Przybyś

Я хочу поблагодарить г.Наталью Малахову и г.Сергея Хабарова за право на использование материала и за оказанную помощь.

środa, 18 kwietnia 2012

Wyprzedaż rosyjskich płyt

http://www.chaconne.ru/

Przepadłam z kretesem, bo w mojej specyficznej księgarni, o której pisałam tu, jest wyprzedaż płyt i to jaka! Albumu po kilkadziesięt rubli i to z pierwszej  półki. Fakt, że trzeba nieraz poczekać na realizację, ale czasem wystarczy skrobnąć maila i wszystko znów rusza do przodu. Żeby nie być gołosłowną dam przykłady cen kompaktów:

МАСТЕР "Maniac party" - 51 rubli
МАСТЕР "Acoustica" - 48 rubli
АРИЯ "Армагеддон" - 85 rubli
АЛИСА "Стать севера" - 70 rubli
АЛИСА "Пульс хранителя дверей лабиринта" - 97 rubli
КИПЕЛОВ "Жить вопреки" - 97 rubli...

Brzmi jak bajka? A jednak są w takich cenach:) Przy poszukiwaniach radzę tylko od razu zaznaczyć, aby wyszukiwarka pokazywała wyłącznie wyniki towarów dostępnych, bo można narobić sobie smaka i się rozczarować...

Minimalna wysokość zamówienia to sto rubli (licząc same przedmioty, nie wliczając kosztów wysyłki). Zamówienie można opłacić na wiele sposobów m.in. kartą Visa i Mastercard.

W każdym razie, kiedy skończę zakupy, to wrócę tu do pisania - póki co wracam na stronę chaconne:) Jeśli ktoś miałby pytania dotyczące zakupów na stronie, potrzebował pomocy - z przyjemnością oferuję swoje usługi!

poniedziałek, 16 kwietnia 2012

ОМЕЛА


nazwa: ОМЕЛА [czyt. amieła], zn.JEMIOŁA
rok powstania: 2008
miejsce powstania: Moskwa
język utworów: rosyjski
oficjalna strona: www.omela-russia.com

Historia zespołu jest póki co krótka, ale grupa już zyskała sobie wierne grono fanów i pewną reputację na rosyjskiej scenie. Jej założycielami byli członkowie zespołu BUTTERFLY TEMPLE, którzy przez długi czas łączyli granie w obu zespołach. JEMIOŁA zadebiutowała na koncercie w 2009 roku i od tego czasu bardzo często pokazywała się na wspólnych występach z grupami BUTTERFLY TEMPLE, НЕВИДЬ i ПУТЬ СОЛНЦА, co w końcu zaowocowało wydaniem jednej płyty z udziałem wszystkich wymienionych projektów.

Pierwszy samodzielny album JEMIOŁA wypuściła jeszcze w tym samym roku, a na jego odnowionej wersji w 2010 roku znalazły się dołączone w formie bonusa utwory z maxi singla «След Мой». Płyta zebrała bardzo entuzjastyczne recenzje nie tylko ze względu na zawartą na albumie muzykę. ОМЕЛА bardzo postarała się, aby jej płyta wyjątkowa również pod względem świetnego brzmienia i wyglądu. Oto jak się prezentuje:

Zdjęcie pożyczyłam stąd.

Prawda, że sympatyczne?
Próbkę tego, co można usłyszeć na albumie, mogliście już usłyszeć w sobotę. Jak dla mnie było bardzo miło posłuchać inteligentnie zaaranżowanego folku. Bo nie sztuką jest wziąć coś na ludową nutę i dodać do tego  gitarowe "łojenie". 

Następna płyta nie przyniosła rozczarowania. JEMIOŁA na "Aurze" kontynuuje i rozwija swój styl. Dzięki uczestnictwu w festiwalach oraz lizcznym koncertom - zespół świetnie się zgrał i na żywo brzmi przekonywująco, co w przypadku muzyki parafolkowej nie jest takie proste.

Oto nagranie z ostatniego koncertu, gdzie ОМЕЛА wystąpiła obok EPIDEMII, CATHARSIS, MAWRINA i CZARNEGO OBELISKU:



Dyskografia:

«Эффект Бабочки» (2009, razem z BUTTERFLY TEMPLE, НЕВИДЬ i ПУТЬ СОЛНЦА)/Efekt Motyla/
«След Мой» (2009, internetowy singiel) "Ślad mój"
«Viscum Album» (2009) "Jemioła Album" 
«Chionodoxa» (2010, maxi singiel) "Śnieżnik"
«Aura» (2011) "Aura"

sobota, 14 kwietnia 2012

W poniedziałek - ОМЕЛА

W poniedziałek mieszanka folku, muzyki progresywnej i doomu, czyli ОМЕЛА. Zapraszam serdecznie, na zachętę podając utwór sprzed trzech lat. Wiem, że w środku wiosny o zimie to może trochę nie taktownie słuchać, ale ta wiosna jakaś taka zimna...

piątek, 13 kwietnia 2012

Zła sława gitary "Ural"

Słynny "Урал"  - Fender to jego tania podróbka i nie ważne, że Stratocaster pojawił sie wcześniej!

Gitary "Урал" produkowane w Swierdłowsku (dzisiejszy Jekaterynburg, czy też jak się poprawnie pisze - a mierzi mnie tan zapis - Ekaterynburg) miały być odpowiedzią na zachodnie instrumenty, stylizowaną na japońskie Yamahy. Zamiar o ileż ciekawy, o tyle nieuadny.

Muzycy do "Urali" mieli kilka uwag. Gitary, po pierwsze, nie dało się porządnie nastroić. Pewnie, bagatela, ale jednak drażni;) Według legendy instrumenty te dobrze brzmią lecz wydawane przez nie dźwięki nie są wychwytywane przez ludzkie ucho...

Po drugie, gitara była tak ciężka, że o jej wadze krążyły wiele anegdot. Oto kilka przykładowych:

  • Gitara "Ural" potrafi utonąć w rtęci.
  • Jeśli widzisz, jak idzie ulicą człowiek z gitarą "Ural" i wymachuje nią - to coś przeoczyłeś - to gitara "Ural" wymachuje tym człowiekiem!
  • Żaden muzyk na świecie nie mógł rozbić o scenę gitary "Ural" - łatwiej połamać scenę.
Dowód na ostatnie stwierdzenie znajdziecie poniżej po czwartej minucie nagrania:




Poza tym, że gitary były ciężkie i nie dały sie nastroić, to dla większego szyku dodano w nich tyle pokręteł do efektów, iż instrument zrobił się niezwykle problematyczny. Jak mówią złośliwi: wśród niezliczonych przełączników i regulatorów na gitarze "Ural" są też detonatory bomb atomowych rozmieszczonych w krajach gnijącego kapitalizmu.

Czy w takim razi gitary "Ural" nie miały zwolenników? Czy nikt ich nie kupował?
Oczywiście, że je kupowano, bo były dużo tańsze i bardziej dostępne. A swoich zwolenników mają choćby w osobie Siergieja Mawrina, który nie zważajac na niedostatki nie zraził sie do tej marki (choć moim skromnym zdaniem, Siergiej próbuje po prostu udowodnić, że dobremu gitarzyscie nic nie przeszkadza...).

Prócz gitar elektrycznych "Ural" wypuścił na rynek gitary basowe. Jednak i o nich muzycy wypowiadali się, delikatnie mówiąc, nie najlepiej. Dobrze obrazuje dźwięk radzieckich basów poniższy opis:

Wyobraź sobie, że podłączasz gitarę do wzmacniacza, obok wzmacniacza stawiasz magnetofon i nagrywasz to wszystko na kasetę, potem puszczasz kasetę przez słuchawki i przystawiasz telefon włączając na nim dyktafon, a potem włączasz dyktafon i puszczasz dźwięk przez słuchawki i  nagrywasz to wszystko na komputer. To co w sumie otrzumujesz - to brzmienie troszkę lepsze od tego basu.

I jak tu nie kochać Rosji? :)

czwartek, 12 kwietnia 2012

O wyższości rosyjskiego metalu nad metalem z reszty świata


Od dziecka pamiętam takie dyskusje co do świąt, które jest ważniejsze. Dziś tą kwestię odłożę na bok i wystawię się na krytykę zagorzałych fanów zachodniego metalu. A co tam! Zawsze lubiłam wkładać kije w mrowisko!

A priori przyjmijmy tezę, że rosyjski metal (oraz jego lżejsze i cięższe odmiany) jest najlepszy. O ile pamiętam z matematyki - choć na koniec liceum dostałam ocenę dostateczną i to pod warunkiem, że NIGDY więcej nie będę zajmować się tą dziedziną - to teraz powinny nastąpić dowody. A ja takowe, a jakże!, mam.

Zacznijmy od muzyki. 
Jak sprawdzamy, że dany muzyk jest dobry? Idziemy na jego koncert i słuchamy jak sobie człowiek radzi. Niby proste, ale w jak wielu przypadkach to, co usłyszeliśmy na płycie, nijak nie przystaje do tego co leci z głośników i nie jest to ani wynik improwizacji, ani pomyłka techników?
A jak ma się do tego zespół metalowy z Rosji (mówimy o tych z dwóch pierwszych półek)? Otóż w Rosji, czy wcześniej Związku Radzieckim, muzycy nigdy nie zarabiali na swoich płytach, a takie słowo jak tantiema wywołuje do dziś pobłażliwy uśmiech - tu ten system nie działa! Dlatego oni MUSZĄ BYĆ DOBRZY NA SCENIE, bo utrzymują się z koncertów, nie z płyt! DLATEGO DAJĄ GENIALNE KONCERTY! 

Oczywiście - możecie powiedzieć - że nieraz, zwłaszcza w starszych nagraniach, produkcja kuleje i to na obie naraz. Jasne. Jednak dla mnie to po pierwsze ma swój urok, a po drugie, dzisiejsze nagrania są już technicznie dopieszczone, a nadal jest w nich jakiś ludzki pierwiastek (i znów matematyka...).

Ilu muzyków stąd rozpoznajesz drogi Czytelniku? :)

Przejdźmy do tekstów.
Oj, tu się powyżywam... To jeden z powodów, dla którego zachodniej muzyki nie potrafię już tak spokojnie "łykać". Wyświechtane frazy, metafory, puste słowa, których nie czuje nawet sam wokalista. Rzecz jasna nie wszędzie, ale w przeważającej większości.
A w Rosji? Język rosyjski przez lata był uważany przez kapele grające ciężką muzykę za gorszy, nie nadający się do mocnych riffów. Do dziś trwa spór, kto pierwszy odważył się na wprowadzanie rodzimego języka do metalu. Najważniejsze, że ktokolwiek to był, zrobił to! I nie dlatego, że język rosyjski jest najpiękniejszy (choć jest :D), a dlatego, iż zespoły od razu poczuły się odpowiedzialne za słowa. I stan ten trwa w większości zespołów do dziś. 
Część grup ma szczęście współpracować z zawodowymi tekściarzami (Margaritą Puszkiną, Aleksandrem Jelinem...), reszta stara się przynamniej nie zaniżać poziomu. Dzięki temu wśród tekstów dobrych znaleźć można prawdziwe PERŁY!

Uff, wyżyłam się, ale jak widzę coraz bardziej polukrowane zachodnie gwiazdy, które już nie puszczają oka do popu tylko mają z nim głośny romans, to ręce opadają a wzrok odwraca się coraz bardziej na Wschód...tam musi być jakaś cywilizacja...

środa, 11 kwietnia 2012

Garść nowości

Dziś ponadrabiam zaległości świąteczne (i nie  tylko!). Codziennie ukazują się jakieś ciekawe newsy, a ja odkładam je, bo juz zaplanowałam pisać o czyms innym. No to spróbujmy jakoś to poukładać.

Zacznijmy pd MARGENTY, bo tu ostatnio sporo się działo.
Nagrania trzeciej części Dynastii Poświęconych znów trochę posunęły się do przodu. W kolejnym odtajnionym utwórze zagrali Andriej Smirnow, Kobra (były perkusita MISTRZA i grupy BIERKUTA), a głosu użyczył Dmitrij Borisienkow (na codzień gitarzysta i wokalista CZARNEGO OBELISKU).

Ostatnio na stronie Margarity Puszkiny pojawiło się ogłoszenie następującej treści: Projekt Dynastia Poświęconych PILNIE POSZUKUJE WOKALISTKI Z GŁOSEM OPEROWYM, ŚPIEWAJĄCĄ PO NIEMIECKU. Utwór będzie poświęcony Haendlowi. Piszcie na adres: zabriski@inbox.ru. 
Któraś z Pań reflektuje?

ARTUR BIERKUT wrzucił ostatnimi czasy dwa filmiki ze swojej pracy w studiu. Stąd wiemy, że praca nad obiecanym albumem trwa. Nowością było również to z kim gra. Z pierwszego składu grupy Bierkuta nie ostał się nikt - miejsce znanych, wypróbowanych muzyków, zajęli młodzi i nieznani. Oby okazali się do tego wszystkiego zdolni!

SIERGIEJ MAWRIN również nie próżnuje i zpowiada wypuszczenie na rynek pod koniec wiosny singla. Na krążku pojawią się nowe utwory, utwory nigdy nienagrane, ale znane, a także klip do kompozycji "Show Time" oraz filmiki dokumentalne zza sceny.


środa, 4 kwietnia 2012

Jezus Chrystus Supergwiazda - rosyjska wersja


"Jesus Christ Superstar" to jeden z najbardziej znanych musicali do muzyki Andrew Lloyda Webbera i słów Tima Rice'a. Rock-opera została napisana w 1970 roku i już rok później robiła furorę na deskach amerykańskich teatrów, a z czasem weszła na stałe do europejskich repertuarów.

Ma się rozumieć, że "JCS" znalazł również oddźwięk w Rosji. Pierwszy raz "Иисус Христос Суперзвезда" był wystawiany 24 grudnia 1989 roku w Rybińsku (obwód jarosławski). Jak sam tytuł mówi - tekst przetłumaczono na rosyjski, a do dziś doczekaliśmy się już kilku jego wersji.

Najbardziej znaną, bo rozpowszechnioną na płytach i w legendarnej już dziś obsadzie, zrealizowano w 1992 roku. Trzeba przyznać, że ta rock-opera ma szczęście do wykonawców, zwłaszcza roli Jezusa. W Stanach był m.in. Ian Gillan (wokalista DEEP PURPLE) i wspaniały Ted Neeley (z wersji filmowej), w Polsce możemy poszczycić się Markiem Piekarczykiem (TSA) oraz Maciejem Balcarem (DŻEM).

W Rosji w wersji z 1992 roku rolę tytułową otrzymał Michaił Sieryszew - ówczesny wokalista MISTRZA. Jednak najbardziej zapamiętany został Walery Kipiełow w roli apostoła Szymona, a oto jego wykonanie:



Na pytanie, dlaczego Kipiełow nie chciał wykonywać głównej roli, którą temu wokaliście zaproponowano jako pierwszemu, Walery odpowiadał, iż był rozczarowany rosyjską wersją, która dla niego "nie brzmiała". Jakby nie było, dobrze, że zostało nam z tego przedsięwzięcia chociaż tyle.

To ostatni wpis w tym tygodniu - życzę wszystkim Czytelnikom spokojnych i ciepłych Świąt Wielkanocnych!

poniedziałek, 2 kwietnia 2012

AUTOGRAF



nazwa: АВТОГРАФ/AUTOGRAF/
rok powstania: 1979
miejsce powstania: Moskwa
język utworów: rosyjski, angielski
oficjalna strona: http://www.avtograf.com.ru/

Dziś historia zespołu, który część z Was pewnie kojarzy jako "poprzedni zespół Bierkuta". No to zobaczmy, gdzie wyrósł nam taki głos i dlaczego, kiedy został zaproszony do ARII, wywołało to tyle kontrowersji.

Grupa powstała w 1979 roku, kiedy zespół ВИСКОСНОЕ ЛЕТО/LATO PRZESTĘPNE/ rozpadł się i dwaj muzycy postanowili zasilić kapelę МАШИНА ВРЕМЕНИ/MASZYNA CZASU/, a inni dwaj, z  gitarzystą Aleksandrem Sitkowieckim w roli głównego pomysłodawcy, zdecydowali się robić coś od nowa z metryką "art-rock". Tak powstał AUTOGRAF i bardzo szybko zyskał ogromną popularność. Seret sukcesu krył się podobno w tym, że Sitkowiecki zapraszał najbardziej kompetentnych, z jego punktu widzenia, muzyków, przedkładając profesjonalizm ponad znane nazwisko, sceniczność i efektowny wygląd zewnętrzny...Powiało grozą, ale spokojnie - muzycy, mimo wszystko, jakoś nie wyróżniali się in minus swoim fizis. 

Oczywiście, prócz muzyki, ważny jest tekst, a te po części pisała im ich znajoma z PRZESTĘPNEGO LATA - Margarita Puszkina, czyli nadworny pisarz dzisiejszej ARII, KIPIEŁOWA, MISTRZA, etc...

Prawdziwego rozmachu grupa nabrała, gdy za mikrofonem, w 1982 roku stanął, wówczas 19-letni, Artur Michiejew, który z czasem zmieni swoje nazwisko na bardziej chwytliwe - Bierkut. Lata osiemdziesiąte to złoty okres AUTOGRAFU. Muzycy zjeździli nie tylko kraje związkowe, czy bliską zagranicę, ale osiągnęli niekłamany sukces w Stanach.
Również Polska doczekała się występu AUTOGRAFU. Na Międzynarodowym Festiwalu Polskiej Piosenki w Sopocie w 1987 roku grupa zajęła drugie miejsce w konkursie Grand Prix (pierwsze miejsce było grzecznościowym ukłonem w stronę RFNu) i aż cztery razy bisowała! Na scenę, w koncercie finałowym, wyszli nawet prowadzący galę - Grażyna Torbicka i Tomasz Raczek. A oto dokument:



Taaak, to muzyka dla ludzi o mocnych nerwach i TAK ten wokalista to BIERKUT! I tu zaczynają nam się pewne sprawy wyjaśniać, bo jeśli ktoś pamiętał takiego Artura, to nic dziwnego, że trudno mu było wyobrazić go sobie jako solistę ARII!

Jednak wróćmy do historii. Panowie, jak wspomniałam, wyjechali do USA i Kanady, pracowali z Davidem Fosterem, którego chyba nie trzeba nikomu przedstawiać. Po serii koncertów, współpracy z menedżerem Franka Zappy, wypuszczeniu krążka na amerykański rynek grupa wróciła do kraju na koncerty... i tu się skończyła dobra passa. Okazało się, ze muzyka, którą AUTOGRAF chciał uraczyć publiczność, zestarzała się i ludzie stracili zainteresowanie nią. Koniec lat osiemdziesiątych, to koniec zespołu, z którego szeregów powoli zaczęli wysypywać się muzycy. W 1990 roku Sitkowiecki ogłosił, że zespół rozwiązał się, ale to jeszcze nie był koniec historii.

Artur miał nadzieję, iż uda mu się wskrzesić grupę i w 2001 roku próbował wraz z muzykami Siergieja Mawrina i swoja żoną Oksaną pod nazwą AUTOGRAF XXI WIEKU przywrócić projekt do życia. Jednak prawa do nazwy posiadał Sitkowiecki i zespół musiał się przechrzcić na BIERKUT, ale i pod tym szyldem nie udało im się nic zrobić.

W 2002 roku Artur trafił do ARII i to było chyba to, co mogło mu się najlepszego trafić - ARII, po odejściu Kipiełowa - też. Natomiast AUTOGRAF w 2005 reaktywował się na chwilę, aby z okazji 25-lecia istnienia zrobić jubileuszową trasę po ojczystej ziemi. Artur przyjął gościnny udział w tym przedsięwzięciu, czego dowód mieliśmy w sobotnim filmiku.

Do dziś Aleksandr Sitkowiecki stara się, aby o zespole nie zapomniano co i raz wypuszczając na rynek nagrania, uaktualniając stronę zespołu o nowinki i jednocześnie silnie promując solowy projekt Artura.

Wracając zaś do tego ostatniego - między Bogiem a prawdą - osobiście ciężko mi słuchać nagrań AUTOGRAFU, choć mam świadomość, jak ważny był to zespół (mam nawet ich winyl!). To, jak bardzo zmienił się głos Bierkuta i jego sceniczny image, jest natomiast godne podziwu i zachwytu. Dlatego na koniec, na odtrutkę Artur i ARIA:




Dyskografia:

«Ирландия. Ольстер» (1981) /Irlandia, Ulster/
«Автограф I» (1983) /Autograf I/
«Автограф II» (1984) /Autograf II/
«Истина/Монолог» (1985) /Prawda/Monolog/
«Live Aid» (1985, live)
«Автограф» (1986) /Autograf/
«Город» (1989) /Miasto/
«Каменный край» (1989) /Kamienista kraina/
«Мир в себе» (1990) /Świat w sobie/
«Stone Land» (1990)
Tear down the border (1991)
«Автограф-1» (1996, utwory nagrane w latach 1980—1982)
«Корабль» (2005, singiel) /Statek/
«Каменный край» (remaster, 2005)
«25 лет спустя. Юбилейный концерт» (2005)/25 lat później. Koncert jubileuszowy/