środa, 21 marca 2012

Karaluch w gościach


Jedną z moich ulubionych postaci z kreskówek jest rybka Doris z "Gdzie jest Nemo?". Ja też cierpię na brak pamięci krótkotrwałej...Dziś miał być wpis o...no właśnie, za nic nie mogę sobie przypomnieć, a miałam nawet taki rezolutny tytuł do niego! Tyle, że tytułu też nie pamiętam...No to napiszę o OBELISKU, bo moim zdaniem każdy powód jest dobry, aby o nim coś napisać:)

Ostatnio pojawił się w sieci filmik z próby - panowie ćwiczą przed niedzielnym koncertem, który będzie poświęcony urodzinom śp.lidera, basisty/wokalisty - Anatolija Krupnowa. Tutaj mamy dokumentację próby z wokalistą zespołu KARALUCHY. 



Na dokładkę proponuję  kolejny fragment wywiadu ze strony bassboombang.ru z Daniiłem Zacharenkowem (basistą grupy), za udzielenie praw do tłumaczenia którego serdecznie dziękuję p.Siergiejowi Chlebnikowowi! 

Pierwszy poważny zespół

W momencie, kiedy moje zajęcia z gitara basową przybrały mniej więcej celową formę, uczyłem się na moskiewskiej Politechnice. W tym samym okresie trafiłem do grupy REWOLUCJA, którą tworzyli tacy jak ja "entuzjaści". Zespół ten miał swoją bazę i jakąś tam aparaturę. Był także własny program. I co dość ważne - REWOLUCJA grała regularne koncerty. Raz w miesiącu - minimum. Przy czym koncerty grano absolutnie wszędzie - od szkół do wojskowych baz. W wojskowych bazach w ogóle cieszyliśmy się pewną niezwyczajną popularnością. Repertuar był 50/50. Połowę swojego jakiegoś tam, powiedzmy wprost, niepojętych głupot - takiego dziecinnego pseudo progresywnego rocka po rosyjsku. A połowa - "firmowe" hard-rockowe covery. Graliśmy wszystko, co było w danym momencie modne, - CINDERELLA, SCORPIONS, SKID ROW. W tym zespole pograłem dwa lata. Potem kogoś do armii wzięli, ktoś stracił zainteresowanie, i wszystko się rozpadło.

Prehistoria

W dzieciństwie ze dwa lata grałem na gitarze w kółku w technikum. Był tam nauczyciel, który uczył nas grać na gitarze. Ja miałem ze 13 lat kiedy do niego trafiłem. Douczał nas klasyki. Etiudy Carcassi itd. I gdzieś tak w siódmej klasie poszedłem z kolegami do towarzystwa do Domu Pionierów zapisać się do kółka wokalno-instrumentalnego zespołu. Tam też pierwszy raz wpadł mi w ręce bas.

Przyszedłem, mówię "Dajcie gitarę". Odpowiadają: "Gitara już zajęta. Masz tu gitarę basową. Wiesz, co z nią robić?". "Nie!" - odpowiadam. Na szybko mi wyjaśnili i zacząłem studiować utwory rosyjskich kompozytorów. Coś tam grałem z nut, coś pokazywali po prostu na żywych przykładach. Pograliśmy gdzieś koło półtora roku, do końca roku 1988 gdzieś tak. I muzyczna działalność szczęśliwie poszła w zapomnienie na rok-półtora. Na gitarze w domu brząkałem i wszystko. Basu do rąk nie brałem w ogóle.


Po ósmej klasie poszedłem uczyć się do technikum, które skończyłem trzy lata później. Tam znalazłem kółko wokalno-instrumentalnego zespołu. Poszedłem tam i odrazu, już zupełnie świadomie, poprosiłem o bas. Graliśmy wszystko jak leciało od tych "sowieckich herezji" do "Poloneza" Ogińskiego w przeróbce grupy. Nasz wspaniały nauczyciel siedział w domu, robił aranże, a potem każdemu z nas pokazywał jak grać. I znów, tym, co znali nuty, rozpisywał partie na nuty. Tym, co nie znali, - pokazywał na instrumentach.

W tym wokalno-instrumentalnym zespole poznałem się z jednym typkiem, przez którego potem trafiłem do REWOLUCJI. Gdzie już świadomie i w całej rozciągłości zacząłem grać na gitarze basowej. Przez jakiś czas grałem równolegle w dwóch grupach. A potem band z technikum wrzucił jałowy bieg i REWOLUCJA wyszła na pierwszy plan.

Uczyć się czy się nie uczyć?

W trzeciej klasie technikum poszedłem na kursy przygotowawcze do Państwowej Uczelni Muzycznej im.Gniesinych. Chciałem tam potem zdawać. Zatrzymało mnie jak zwykle wrodzone lenistwo. Po tym jak pozajmowałem się około dwóch lat gitarą basową, mniej więcej skrystalizowało mi się wyobrażenie o niej. I zdecydowałem, że tyle mi wystarczy.
Na tych kursach a propos poznałem się ze znanym przez wielu Pietrem Dolskim, który także tak jak ja, w końcu nie zdawał na uczelnię. Z Pietruchą wiąże nas długoletnia przyjaźń.


Zajęcia

Całkiem niedługo brałem prywatne lekcje u basisty, jeśli się nie mylę, grupy ALLEGRO. Jak się nazywał - nie pamiętam. Drugi człowiek, u którego się uczyłem, prowadził kursy u Gniesinych. To był Leonid Kartawicki, który wówczas grał zespole CADENCE. Dawał mi jekieś tam lekcje. W domu uczyłem się ich - siedziałem, dłubałem nuty i grałem pod metronom. Głównie tak wyglądały moje zajęcia.

Jeszcze "ściągałem na słuch" wszystko pod rząd. Wszystko, co można było. Czasami poprostu włączałem radio i starałem się włączyć w to, co akurat tam leciało. Później zacząłem "ściągać" DEEP pURPLE, KISS, IRON MAIDEN (ich jakoś tak najwięcej). Ale szczególnie jakieś systematycznych zajęć z "ściagania" nie miałem.

Wpływy

Na początku to był głównie hard-rock. Najbardziej Roger Glover, Steve Harris, Geezer Butler. Potem usłyszałem THE WHO i oszalałem na punkcie Johna Entwistle'a - na punkcie tego co on wyprawia z giatrą basową. Ten basista miał po prostu nierealne pomysły. Nie mówiąc już o zagraniu go ze słuchu!

Na początku lat 90. zacząłem się fascynować bardziej funkującymi "ciężkimi" grupami. Takimi jak RED HOT CHILLI PEPPERS, SUICIDAL TENDENCIES, LIVING COLOUR i oczywiście FAITH NO MORE.

Wtedy też bardzo mnie inspirowała gra Rocco Priesty z TOWER OF POWER. Kiedy po raz pierwszy usłyszałem tego basistę, nie mogłem zrozumieć, jak mu się udaje uzyskać taki przygłuszony dźwięk. I dopiero niedawno, ze cztery lata temu, po obejrzeniu video-szkoły tego basisty, zrozumiałem, jak on to robi. Dziękuję internetowi! Pamiętam jeszcze, że na początku lat 90. wpadła mi w ręce kaseta magnetofonowa z nagraniem video-szkoły Billy Sheehana. Posłuchałem i pomyślałem, że tak grać na basie zwyczajnie się nie da. A propos, Sheehan jest bardzo rzadkim przykładem tego, że instrumentalista w przypadku konieczności gra wiele, a kiedy trzeba gra dokładnie tyle, ile tego utwór wymaga.

Z rodzimych wpływów mogę wymienić tylko jednego gitarzystę basowego - Alika Granowskiego. Jego dźwięk i technika wywarły na mnie silne wrażenie. Bardzo dobrze pamiętam swoją myśl, kiedy usłyszałem jego solo "Amsterdam": "I to u nas?! Niemożliwe!". Znów też jego gra we wczesnej ARII. "Toreador" w tamtym czasie grali wszyscy. I jeszcze długo będą grać. Choć lekcji u Alika nie brałem. Był to wpływ z nagrań, tak jak w wypadku zagranicznych instrumentalistów. Niektórzy zapewne spytają, a jak z Tolikem Krupnowem - dlaczego on nie wpłynął na mnie? A dlatego, że twórczości grupy CZARNY OBELISK i Krupnowa zacząłem dopiero wtedy słuchać, kiedy zostałem członkiem nowego OBELISKU i przyszło mi "ściągać" stare kompozycje.

Хочу поблагодарить г. Сергея Хлебникова за право на перевод - Ксения Пшибысь

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz