sobota, 31 marca 2012

W poniedziałek - AUTOGRAF


Ostatnio pisałam o byłym zespole Michaiła Żytnikowa, czas sięgnąć więc do byłego zespołu Artura Bierkuta. Okazja jest podwójna, bo grupa wydaje zestaw swoich płyt, ale o tym i paru innych sprawach za dwa dni - nie psujmy historii, opowiadając tylko jej część.

Zapraszam na poniedziałek, a dziś zapowiedź - AUTOGRAF z Bierkutem, który w tym czasie był juz wokalistą ARII, a na jubileuszowym koncercie pojawił siew  charakterze gościa:

czwartek, 29 marca 2012

Kipiełow jest dobry na wszystko

Lubię słuchać głośno muzyki - to zrozumiałe, kiedy na półce stoją głównie płyty z metalem. W tym też celu kupiłam sobie dobrej jakości słuchawki, bo szanuję przestrzeń wspólną zwaną eterem. Nie zamęczam sąsiadów swoim gustem, bo wiem, że oni nie muszą być fanami rosyjskiego metalu. Nie mam w zwyczaju urządzania głośnych imprez w domu - od tego są kluby, żeby w godzinach wieczornych i nocnych bawić się przy głośnej muzyce. Ludzie w domu odpoczywają. W bloku, którym mieszkam, jest sporo młodych małżeństw z małymi dziećmi - dzieci też lubią spać.

Jednak to, co mi wydaje się normą, nie jest taką oczywistością dla sąsiada z klatki obok, z którym na nieszczęście dzielę ścianę...Człowiek urządza imprezy, zawsze z soboty na niedzielę, które rozkwitają w godzinach 0.00 - 5.00. Rozkwitają to właściwie mało powiedziane - one buzują wrzaskami, krzykami, rykami i puszczanym w kółko koncertem Adele przeplatanym "hitami" z lat 80. i jakimś latynoskim disco, z takim natężeniem, że w moim domu drży podłoga.

Pogadać się z człowiekiem nie da, bo ma wszystkich w nosie, wzywana regularnie policja na miejscu odkrywa, że to ich były kolega z komendy, grozi paluszkiem, odjeżdża, a koleś puszcza w geście zemsty jeszcze głośniej...Mój sąsiad to przypadek nieuleczalny...

Tak mi się wydawało do czasu....

Nigdy czegoś takiego nie robiłam, bo uważam, że licytowanie się na waty to szczeniactwo, ale nerwy mi puściły i któregoś dnia, kiedy w ciągu dnia usłyszałam, iż sąsiad włączył latynoski przebój znany mi z sobotnich imprez, nie wytrzymałam!
W pokoju, który sąsiaduje z fanem Adele włączyłam na cały regulator płytę grupy KIPIEŁOW, a dokładnie utwór "Не сейчас".
Nie wiem, kiedy sąsiad wyłączył swoją łupankę, bo mam trochę głośniejsze od niego kolumny - ja odegrałam pół utworu. Do dziś nie uważam tego za mądre i nie chlubię się tym, ale do faceta chyba coś dotarło, bo imprezy (odpukać) skończyły się i nie puszcza już głośno muzyki w ciągu dnia. Może pojął, że inni też mają możliwości tylko ich nie wykorzystują. 

Dlatego dziś - ze specjalna dedykacja dla mojego "nawróconego" sąsiada - KIPIEŁOW!

wtorek, 27 marca 2012

Płyta od okładki do okładki

Kiedy nie znam zespołu, nie słyszałam jego nagrań, to wśród kilku czynników, które mogą mnie do tego zachęcić (lub zniechęcić) jest okładka albumu. Ten stary chwyt działa na miliony potencjalnych kupców, stąd ich design jest tak ważny dla poszczególnych grup. Te, które uzyskały już pewien status mogą liczyć na współpracę z ludźmi, których nazwiska już coś mówią. W Rosji do takich należą m.in. Dylan Troy, Leo Hao czy śp. Wasilij Gawriłow.

To po kolei - Dylan Troy.
I tu zaczynają się schody, bo zbieranie informacji o tym człowieku, to jak szukanie igły w stogu siana. Oczywiście coś tam można znaleźć, ale żeby to było tak ładnie poukładane w jednym miejscu, to już nie. Z rozsianych informacji pokrótce wyłania się obraz wokalisty ADOLF CASTLE (o tym zespole też kiedyś napiszę szerzej), dziennikarza muzycznego i projektanta okładek.

Jak wspominał w jednym z wywiadów dla portalu metalkings.ru: To stało się w jakiś mistyczny sposób, designem zacząłem zajmować się od okładki "Crazy Germans" [pierwszego albumu ADOLF CASTLE - przyp. K.P.], album wpierw wyszedł w "Soyuzie", wydawano go pod Nowy Rok, kiedy wszyscy designerzy byli totalnie pijani. Przygotowałem makietę i wszystko im oddałem, powiedzieli, że wszystko jest super, ale tknęło mnie i poszedłem sprawdzić za dwa dni, odpowiedź mnie dobiła "ciamajdo jedna, czcionki nie określiłeś, kursywy nie wyprostowałeś, w ogóle spadaj". Jednak zdecydowałem przerobić wszystko sam, dlatego dosłownie w noworocznej przerwie musiałem przyswoić wszystkie podstawy Corel Draw. Za to zrozumiałem, że to wszystko nie jest takie trudne, jak o tym się mówi. I takim sposobem  zdobyłem zawód, który teraz przynosi mi satysfakcję.

Dziś Dylan Troy ma w swoim dorobku ponad sto projektów okładek, a oto kilka z jego najbardziej znanych prac:














Drugim bardzo rozpoznawalnym designerem jest Leo Hao, który zasłynął głównie jako projektant okładek i koncertowej scenografii ARII. Jednak na swoim koncie Leo Hao posiada także współpracę z Blind Guardian, Saxon, Iced Earth, Primal Fear, Rage, Nocturnal Rites, Nazareth, Europe, Invictus, Iron Mask, Magic Kingdom, Manticora, Demons & Wizards, Revoltons, Guardians Of Time, Ария, Алиса, Сергей Маврин, Иван Царевич, Калевала, Алексей Страйк, The Arrow, КРЮГЕР, Дом Ветров, Химера, АнЖ, Пилигрим, Олег Мишин, Реанимация, Materia Prima, Виктор Смольский, Олег Газманов...

To on jest ojcem maskotki ARII - Żorika:


Do obejrzenia całej galerii prac Leo zapraszam na jego stronę.

Ostatnim, o którym dziś napiszę będzie Wasilij Gawriłow - "ulubiony artysta rosyjskich rockerów", jak go wielu nazywało. Gawriłow od 1993 roku współpracował z Moroz Records i General Records. Dla pierwszej z tych kampanii stworzył wzór dla dziś już kultowej serii "Legendy rosyjskiego rocka", w której ukazywały się składanki poszczególnych grup. Seria słynęła z porządnych książeczek do płyt i ciekawego doboru materiału.


W 1999 roku artysta założył własną firmę  - VS Design.
Okładką, która wyszła spod ręki Wasilija może poszczycić się wiele zespołów - projektant miał na swoim koncie ponad czterysta prac! - wśród nich m.in. KINO, Би-2, ARIA, KREAMTORIUM...





Rzecz jasna, nawet najlepsza okładka nie zastąpi dobrej muzyki, ale może pomóc ją znaleźć. Dobry projekt nie tylko opisuje muzykę, ale potrafi też dodać jej nowego sensu. 

poniedziałek, 26 marca 2012

Гран-КуражЪ


nazwa: Гран-КуражЪ /Grand Courage/
rok powstania: 1999
miejsce powstania: Moskwa
język utworów: rosyjski
oficjalna strona: http://gran-kurazh.ru/

Гран-КуражЪ to zespół, który powoli piął się na szczyt, zdobywając kolejnych fanów i przechodząc od stadium mało znanej lokalnej grupy, do kapeli coraz większego formatu. Zebrany w 2004 roku przez gitarzystę, kompozytora Michaiła Bugajewa (grającego na gitarze dla leworęcznych) skład, okazał się tym, czego zespołowi było potrzeba.

Grany przez Гран-КуражЪ metal zapożyczał trochę od power metalu, a trochę od heavy metalu. Mieszanka tych klasycznych odmian ciężkiego grania znalazła się na wszystkich dotychczas wydanych albumów. Dotychczas światło dzienne ujrzały dwa z trzech zapisanych albumów oraz kilka coverów, w tym "aryjskie" utwory "Дай руку мнне"  i nie wydany nawet przez samą ARIĘ (krążący jedynie w bootlegowej wersji z koncertu w Stawropolu po sieci) "Вулкан".



I wszystko pewnie potoczyłoby się inaczej, gdyby na drodze Гран-КуражЪ nie stanęła ARIA, która w zeszłym roku wyprowadziła z zespołu wokalistę. Jasne, że można to potraktować, jako porażkę zespołu Bugajewa, ale z drugiej strony ile osób dowiedziało się o ich istnieniu dzięki temu całemu zamieszaniu?! Zwłaszcza, że Michaił Żytniakow przez długi czas utrzymywał, że nadal jest członkiem starego zespołu i postara się udzielać w obu grupach równolegle. Oczywiście, każdy trzeźwo myślący człowiek, miał świadomość tego, że ta deklaracja jest niemożliwa do realizacji, ale za to jak to ładnie brzmiało! Zespół do dziś chyba szuka zastępcy Michaiła, który jak obiecywał zaśpiewał wszystkie partie na nowym, oczekującym na swoje wydanie, albumie.

Muzyka spod znaku Гран-КуражЪ, szczerze pisząc, jakoś nigdy mnie nie przekonywała. Owszem jest poprawna, ale brakuje jej jakiegoś pazura, którym chwytałaby za serce. To dobry podkład do jazdy samochodem, lecz tego chyba nie można potraktować jako stuprocentowy komplement...

A tu nagranie z gościnnym udziałem Siergieja Siergiejewa i Dymitra Borisienkowa, który wspierał grupę nie tylko wokalnie, jego gitarowe solówki (prócz tego utworu) można usłyszeć jeszcze w dwóch utworach. Borisienkow był także producentem - nagrywał i zmasterował wszystko prócz perkusji, która była nagrywana poza murami studia "Czarny Obelisk".



Dyskografia:
- Вечная игра /Wieczna gra/ (2006)
- Новой надежды свет /Nowej nadziei światło/ (2008)

sobota, 24 marca 2012

W poniedziałek - Гран-КуражЪ

Ostatnio, dzięki byłemu już wokaliście, o Гран-КуражЪ/Grand Courage/ zrobiło się naprawdę głośno. Także i ja nie pominę milczeniem grupy. W poniedziałek zamieszczę jej historię, a dziś na zachętę zespół wykona dla Was utwór grupy KIPIEŁOW.

środa, 21 marca 2012

Karaluch w gościach


Jedną z moich ulubionych postaci z kreskówek jest rybka Doris z "Gdzie jest Nemo?". Ja też cierpię na brak pamięci krótkotrwałej...Dziś miał być wpis o...no właśnie, za nic nie mogę sobie przypomnieć, a miałam nawet taki rezolutny tytuł do niego! Tyle, że tytułu też nie pamiętam...No to napiszę o OBELISKU, bo moim zdaniem każdy powód jest dobry, aby o nim coś napisać:)

Ostatnio pojawił się w sieci filmik z próby - panowie ćwiczą przed niedzielnym koncertem, który będzie poświęcony urodzinom śp.lidera, basisty/wokalisty - Anatolija Krupnowa. Tutaj mamy dokumentację próby z wokalistą zespołu KARALUCHY. 



Na dokładkę proponuję  kolejny fragment wywiadu ze strony bassboombang.ru z Daniiłem Zacharenkowem (basistą grupy), za udzielenie praw do tłumaczenia którego serdecznie dziękuję p.Siergiejowi Chlebnikowowi! 

Pierwszy poważny zespół

W momencie, kiedy moje zajęcia z gitara basową przybrały mniej więcej celową formę, uczyłem się na moskiewskiej Politechnice. W tym samym okresie trafiłem do grupy REWOLUCJA, którą tworzyli tacy jak ja "entuzjaści". Zespół ten miał swoją bazę i jakąś tam aparaturę. Był także własny program. I co dość ważne - REWOLUCJA grała regularne koncerty. Raz w miesiącu - minimum. Przy czym koncerty grano absolutnie wszędzie - od szkół do wojskowych baz. W wojskowych bazach w ogóle cieszyliśmy się pewną niezwyczajną popularnością. Repertuar był 50/50. Połowę swojego jakiegoś tam, powiedzmy wprost, niepojętych głupot - takiego dziecinnego pseudo progresywnego rocka po rosyjsku. A połowa - "firmowe" hard-rockowe covery. Graliśmy wszystko, co było w danym momencie modne, - CINDERELLA, SCORPIONS, SKID ROW. W tym zespole pograłem dwa lata. Potem kogoś do armii wzięli, ktoś stracił zainteresowanie, i wszystko się rozpadło.

Prehistoria

W dzieciństwie ze dwa lata grałem na gitarze w kółku w technikum. Był tam nauczyciel, który uczył nas grać na gitarze. Ja miałem ze 13 lat kiedy do niego trafiłem. Douczał nas klasyki. Etiudy Carcassi itd. I gdzieś tak w siódmej klasie poszedłem z kolegami do towarzystwa do Domu Pionierów zapisać się do kółka wokalno-instrumentalnego zespołu. Tam też pierwszy raz wpadł mi w ręce bas.

Przyszedłem, mówię "Dajcie gitarę". Odpowiadają: "Gitara już zajęta. Masz tu gitarę basową. Wiesz, co z nią robić?". "Nie!" - odpowiadam. Na szybko mi wyjaśnili i zacząłem studiować utwory rosyjskich kompozytorów. Coś tam grałem z nut, coś pokazywali po prostu na żywych przykładach. Pograliśmy gdzieś koło półtora roku, do końca roku 1988 gdzieś tak. I muzyczna działalność szczęśliwie poszła w zapomnienie na rok-półtora. Na gitarze w domu brząkałem i wszystko. Basu do rąk nie brałem w ogóle.


Po ósmej klasie poszedłem uczyć się do technikum, które skończyłem trzy lata później. Tam znalazłem kółko wokalno-instrumentalnego zespołu. Poszedłem tam i odrazu, już zupełnie świadomie, poprosiłem o bas. Graliśmy wszystko jak leciało od tych "sowieckich herezji" do "Poloneza" Ogińskiego w przeróbce grupy. Nasz wspaniały nauczyciel siedział w domu, robił aranże, a potem każdemu z nas pokazywał jak grać. I znów, tym, co znali nuty, rozpisywał partie na nuty. Tym, co nie znali, - pokazywał na instrumentach.

W tym wokalno-instrumentalnym zespole poznałem się z jednym typkiem, przez którego potem trafiłem do REWOLUCJI. Gdzie już świadomie i w całej rozciągłości zacząłem grać na gitarze basowej. Przez jakiś czas grałem równolegle w dwóch grupach. A potem band z technikum wrzucił jałowy bieg i REWOLUCJA wyszła na pierwszy plan.

Uczyć się czy się nie uczyć?

W trzeciej klasie technikum poszedłem na kursy przygotowawcze do Państwowej Uczelni Muzycznej im.Gniesinych. Chciałem tam potem zdawać. Zatrzymało mnie jak zwykle wrodzone lenistwo. Po tym jak pozajmowałem się około dwóch lat gitarą basową, mniej więcej skrystalizowało mi się wyobrażenie o niej. I zdecydowałem, że tyle mi wystarczy.
Na tych kursach a propos poznałem się ze znanym przez wielu Pietrem Dolskim, który także tak jak ja, w końcu nie zdawał na uczelnię. Z Pietruchą wiąże nas długoletnia przyjaźń.


Zajęcia

Całkiem niedługo brałem prywatne lekcje u basisty, jeśli się nie mylę, grupy ALLEGRO. Jak się nazywał - nie pamiętam. Drugi człowiek, u którego się uczyłem, prowadził kursy u Gniesinych. To był Leonid Kartawicki, który wówczas grał zespole CADENCE. Dawał mi jekieś tam lekcje. W domu uczyłem się ich - siedziałem, dłubałem nuty i grałem pod metronom. Głównie tak wyglądały moje zajęcia.

Jeszcze "ściągałem na słuch" wszystko pod rząd. Wszystko, co można było. Czasami poprostu włączałem radio i starałem się włączyć w to, co akurat tam leciało. Później zacząłem "ściągać" DEEP pURPLE, KISS, IRON MAIDEN (ich jakoś tak najwięcej). Ale szczególnie jakieś systematycznych zajęć z "ściagania" nie miałem.

Wpływy

Na początku to był głównie hard-rock. Najbardziej Roger Glover, Steve Harris, Geezer Butler. Potem usłyszałem THE WHO i oszalałem na punkcie Johna Entwistle'a - na punkcie tego co on wyprawia z giatrą basową. Ten basista miał po prostu nierealne pomysły. Nie mówiąc już o zagraniu go ze słuchu!

Na początku lat 90. zacząłem się fascynować bardziej funkującymi "ciężkimi" grupami. Takimi jak RED HOT CHILLI PEPPERS, SUICIDAL TENDENCIES, LIVING COLOUR i oczywiście FAITH NO MORE.

Wtedy też bardzo mnie inspirowała gra Rocco Priesty z TOWER OF POWER. Kiedy po raz pierwszy usłyszałem tego basistę, nie mogłem zrozumieć, jak mu się udaje uzyskać taki przygłuszony dźwięk. I dopiero niedawno, ze cztery lata temu, po obejrzeniu video-szkoły tego basisty, zrozumiałem, jak on to robi. Dziękuję internetowi! Pamiętam jeszcze, że na początku lat 90. wpadła mi w ręce kaseta magnetofonowa z nagraniem video-szkoły Billy Sheehana. Posłuchałem i pomyślałem, że tak grać na basie zwyczajnie się nie da. A propos, Sheehan jest bardzo rzadkim przykładem tego, że instrumentalista w przypadku konieczności gra wiele, a kiedy trzeba gra dokładnie tyle, ile tego utwór wymaga.

Z rodzimych wpływów mogę wymienić tylko jednego gitarzystę basowego - Alika Granowskiego. Jego dźwięk i technika wywarły na mnie silne wrażenie. Bardzo dobrze pamiętam swoją myśl, kiedy usłyszałem jego solo "Amsterdam": "I to u nas?! Niemożliwe!". Znów też jego gra we wczesnej ARII. "Toreador" w tamtym czasie grali wszyscy. I jeszcze długo będą grać. Choć lekcji u Alika nie brałem. Był to wpływ z nagrań, tak jak w wypadku zagranicznych instrumentalistów. Niektórzy zapewne spytają, a jak z Tolikem Krupnowem - dlaczego on nie wpłynął na mnie? A dlatego, że twórczości grupy CZARNY OBELISK i Krupnowa zacząłem dopiero wtedy słuchać, kiedy zostałem członkiem nowego OBELISKU i przyszło mi "ściągać" stare kompozycje.

Хочу поблагодарить г. Сергея Хлебникова за право на перевод - Ксения Пшибысь

wtorek, 20 marca 2012

Wokaliści ARII u CZARNEGO OBELISKU


Tak, tak wracam znów do CZARNEGO OBELISKU. Przyczyna jest prosta - nie mogę się oderwać od ich ostatniej płyty i chcąc nie chcąc moje myśli jakoś tak krążą wokół muzyki tej grupy.

A jeśli przypomnimy, że wszyscy wokaliści ARII wystąpili gościnnie na nagraniach CZARNEGO OBELISKU, to temat aż sam prosi się choćby o małą wzmiankę:)

Pierwszy - Kipiełow to dla mnie jedyny duet Walerego, gdzie ten "nie gra pierwszych skrzypiec". Oczywiście wytłumaczenie jest bardzo prozaiczne - to nie tonacja mistrza. Przez to wykonanie Kipiełow stał się dla mnie bardziej ludzki, bo okazuje się, że są utwory, przy których musi się trochę spiąć.
Aha, proszę nie zwracać uwagi na teledysk, to tylko koncepcja jakiegoś fana.



Następny do współpracy przystąpił Artur Bierkut. Duet przeznaczony był na składankę, którą wypuścił portal MASTERSLAND  z okazji swoich dziesiątych urodzin. Zmagania Artura z melodią możemy obejrzeć sobie tu:



Tak, wesoło...gorzej, że na koncercie CZARNEGO OBELISKU, Artur dalej nie znał ani melodii, ani słów...



I to już troszkę nie fair, bo jak się przychodzi na czyjś koncert zaproszonym jako gość, to jednak do czegoś to nobilituje...Ale może się czepiam...

Nagrać swoją wersję dla OBELISKU zdążył także Michaił Żytniakow, z którym ostatnio miałam przyjemność mailować i tu oddam głos wokaliście: Ta praca była zaplanowana i zrealizowana zanim jeszcze stałem się częścią ARII. Była pomyślana jako swego rodzaju tribute dla grupy CZARNY OBELISK, która w 2011 roku świętowała swoje dwudziestopięciolecie.

A oto co powstało:


I jak Wam się podoba?

poniedziałek, 19 marca 2012

Dla bardzo młodych duchem - LOUNA


nazwa: LOUNA
rok powstania: 2008
miejsce powstania: Moskwa
język utworów: rosyjski, angielski
oficjalna strona: www.louna.ru

Ostatnio serwowałam historie zespołów, które istnieją na rosyjskiej scenie od co najmniej ponad dwóch dekad, dlatego dziś - dla równowagi - piszę o grupie z bardzo małym stażem, ale cieszącym się sporą popularnością. 



LOUNA to mieszanka ciężkiej muzyki alternatywnej z post-punkowymi naleciałościami. Już w 2009 roku dostała nagrodę RAMP w kategorii "Odkrycie Roku". A kiedy w 2010 pojawił się jej debiutancki album - LOUNA stała się prawdziwym numerem jeden wśród zespołów, które młodzież przyjęła jako swoje. W tym momencie media poczuły materiał na dobry temat i o grupie pisali wszyscy, muzycy często pojawiali się również w audycjach telewizyjnych i radiowych. O LOUNIE zrobiło się głośno. 

Grupa nie zasypuje gruszek w popiele i wciąż udaje jej się skupiać uwagę słuchaczy i mediów. Na swoim koncie ma dwa albumu i cztery single. Co będzie dalej? LOUNA nosi się z zamiarem podboju Europy na kolejnych festiwalach, a pomóc ma jej w tym anglojęzyczny album. Pożyjemy - zobaczymy. Ja życzę im szczęścia i mam nadzieję, że zespół będzie się rozwijał i pracował nad muzyką.

Do posłuchania proponuję dwa utwory: pierwszy - bardzo lekki, rock'n'rollowy i drugi - który dość mocno trąci mi SLOT, ale może tylko mnie...




Dyskografia:

2010 — Сделай громче! /Zrób głośniej!/
2012 — Время Х /Czas X/

sobota, 17 marca 2012

W poniedziałek - ?


Tak, dziś nie będę zdradzała o kim będzie w poniedziałek, ale żeby nie było, że sobota będzie bez muzyki - przedstawiam utwór CZARNEGO OBELISKU "Иди за мной"/"Idź za mną"/. Co tu dużo mówić, dla mnie jest to zarówno kompozycja, jak i wykonanie z najwyższej półki. Z tekst posłużył wiersz Zinaidy Gippius pod tym samym tytułem. 
Mam nadzieję, że nie tylko ja będę się nim delektować. Zapraszam:



Полуувядших лилий аромат
Мои мечтанья легкие туманит.
Мне лилии о смерти говорят,
О времени, когда меня не станет.

Мир - успокоенной душе моей.
Ничто ее не радует, не ранит.
Не забывай моих последних дней,
Пойми меня, когда меня не станет.

Я знаю, друг, дорога не длинна,
И скоро тело бедное устанет.
Но ведаю: любовь, как смерть, сильна.
Люби меня, когда меня не станет.

Мне чудится таинственный обет.
И, ведаю, он сердца не обманет, -
Забвения тебе в разлуке нет!
Иди за мной, когда меня не станет.

Proszę wybaczyć, ale Gippius to za wysokie progi na moje (tłumaczki z bądź co bądź małym stażem tłumaczki) nogi - zostawiam tylko/aż oryginał, żeby nie zepsuć...


środa, 14 marca 2012

Co się stało z Andriejem L.?


Był jednym z lepiej zapowiadających się wokalistów młodego pokolenia. Choć z początku miał "mocno pod górę", to później wydawało się, że będzie już tylko lepiej...
Jednak może opowiem po kolei.

Andriej Lefler, bo o nim mowa, urodził się w 1987 roku w Nartkale (Kabardo-Bałkaria, proszę sobie  sprawdzić na mapie gdzie to jest; podpowiem, że trzeba szukać w południowo-wschodnich rejonach dzisiejszej Rosji). W 2004 roku przyjechał do Moskwy, gdzie rok później został zaproszony przez Siergieja Mawrina do zespołu w charakterze wokalisty. 
Brzmi jak bajka, zwłaszcza, że Lefler miał wtedy zaledwie 18 lat i trafiła mu się naprawdę nie lada gratka. Jednak była i ciemniejsza strona medalu - Andriej miał zastąpić Artioma Styrowa, który zdążył już przekonać do siebie publiczność. 
Na początku nie było różowo, choć przyznajmy, że Andriej nieraz sam się podkładał, gdy na występy przychodził w spodniach od dresu...

Jakby nie było - u wokalisty wszak najważniejszy jest wokal. A ten, jak na osiemnastolatka był całkiem niezły. Lefler coraz lepiej radził sobie na koncertach nie tylko wokalnie, ale łapał coraz więcej scenicznej ogłady i z czasem było tylko lepiej.
Dowodem na to była wydana w 2006 roku płyta "Откровение"/ "Objawienie"/, na której Andriej pokazał się naprawdę z bardzo dobrej strony.


Z zespołem Mawrina Andriej nagrał jeszcze dwie płyty, wziął udział w projekcie Margarity Puszkiny "Dynastia Poświęconych" oraz w operze Aleksandra Gradskiego opartej na książce "Mistrz i Małgorzata".
Na swoim koncie miał nawet niezły koncertowy duet z Kipiełowem, z którym zaśpiewał utwór, który ex-wokalista ARII nagrał kiedyś na płycie z Mawrinem.



I wszystko byłoby pięknie, gdyby nie pewien cyrk. Otóż w 2008 roku na drodze Leflera stanął bardzo znany w Rosji Cyrk Braci Zapsznych. Tu wypada dodać kilka słów wyjaśnienia. Po pierwsze, wspomniany cyrk to nie tylko występy tresowanych zwierząt i akrobatów, to bardzo rozbudowane przedstawienie, mające trochę więcej wspólnego z teatrem niż klaunadą. Po drugie, cyrk w Rosji ma trochę inny status niż w Polsce, gdzie kojarzy nam się z wymysłem poprzedniej epoki (jak lunapark), który gromadzi głównie młodszą widownię. Cyrk Braci Zapasznych gromadzi ogromną publiczność, przy czym głównie - młodzież i straszą młodzież:)

Wracając natomiast do naszego bohatera - Andriej zaczął pisać muzykę dla cyrkowych spektakli, znalazł tutaj partnerkę życia i razem odeszli od występującej trupy.
Przez kilka lat było o Leflerze cicho, aż do ostatnich dni, kiedy to ujawnił się z nową muzyką, w nowym entourage'u...


Niestety Andriejowi zabrakło intuicji, albo dobrego menedżera, bo to co zaprezentował jest delikatnie mówiąc nieciekawe i nie ociera się o kicz, a jest jego esencją...Dla tych, którzy chcą sami wyrobić sobie zdanie podaję link.
Szat nie będę rwać, ale szkoda chłopaka, bo mogło być z niego coś dobrego, a przynajmniej lepszego niż to co teraz jest...

poniedziałek, 12 marca 2012

AKWARIUM


nazwa: АКВАРИУМ /AKWARIUM/
rok powstania: 1972
miejsce powstania: Leningrad/ Petersburg
język utworów: rosyjski, angielski
oficjalna strona: www.aquarium.ru

Grupę, która swoją dyskografią mogłaby obdzielić kilka, kilkanaście zespołów, założył Boris Griebienszczikow(wokalista, gitarzysta, kompozytor, tekściarz), gdy był jeszcze studentem drugiego roku matematyki stosowanej. Wraz z kolegą z medycyny i znajomym dźwiękowcem złożyli resztę brakującego składu, przez który przez najbliższe półtora roku przeszło dziesięciu muzyków. Wśród nich był m.in. brat bliźniak mojego ulubionego brzuchośpiewcy Edmunda Szklarskiego z PIKNIKU - Jarosław.

AKWARIUM został zapamiętany już od swoich pierwszych koncertów, a to za sprawą, jak wspominają źródła, tego, że chłopaki nie potrafili zupełnie grać, ale mieli duży zapał i "urzekali słuchaczy chęcią wciągnięcia ich w swoją muzykę".

Ponieważ zespół istnieje od czterdziestu lat, trudno mówić o jego muzycznym stylu. Wszystko, co robiło AKWARIUM, oscylowało wokół rocka, ale zależnie od królujących w świecie muzyki trendów - oblicze melodii grupy zmieniało się: od reggae, punka, new wave, po folk.
Mocną stroną były zawsze teksty głównie pisane przez Griebienszczikowa. Na początku lat 70., od których zaczynamy naszą podróż, było to pomieszanie motywów rodem z teatru absurdu, przez wschodnią filozofię i powieści  z gatunku fantasy, po poezję Srebrnego Wieku (czyli z czasów mniej więcej naszej Młodej Polski).

W 1972 r. dzięki staraniom Borisa powstał pierwszy w kraju magazyn o muzyce rockowej. "Roxie" ukazywała się do 1990 roku.

.

Wracając zaś do AKWARIUM, grupa stała się naprawdę sławna, gdy wygrała festiwal w Tbilisi "Wiosenne Rytmy". Chłopcy wrócili do domu jako gwiazdy, co pomogło im utorować drogę do studia i zacząć cyklicznie wydawać kolejne płyty (do dyskografii zespołu odsyłam na stronę AKWARIUM).

Zespół w ciągu następnych lat to się rozpadał, to zmieniali się muzycy, to brał udział w najbardziej legendarnych przedsięwzięciach, jak nagarnie albumu "Red Wave" (1986), który był pierwszą prawdziwą składanką leningradzkich grup, wypuszczoną na zachodni rynek.

Pojawienie się zespołu na "Red Wave" oraz  w filmie Siergieja Sołowjowa "Assa" wywołało poruszenie wśród mediów, które zaczęły się nagle bardzo interesować zespołem. W tym jednym z szczytowych momentów kariery zespołu, zginął jeden z muzyków, który był z Griebienszczikowem od początku (założył się, że przepłynie Wołgę na wysokości Niżniego Nowogrodu i utonął).

W kwietniu 1988 r. Griebienszczikow, jako pierwsza z rodzimych gwiazd rocka, podpisał kontrakt z CBS/Columbia, dzięki temu w następnych latach kilka płyt nagrywał w Stanach i tam też się one ukazywały. Muzyk, na swoim koncie ma również współpracę z Dave'm Steawerte'm z EURYTMICS, ktróry produkował jego płytę "Radio Silence".


W tzw.międzyczasie Griebienszczikow rozwijał swoją drugą pasję - malarstwo i organizował serię wystaw swoich prac wraz z kolegami "po pędzlu".

14 marca 1991 roku odbył się koncert, który miał być ostatnim w karierze zespołu. Zespół jednak istnieje do dziś, więc tamten występ nie był dla AKWARIUM finałowym. Dzięki temu sześć lat później muzycy mogli hucznie obchodzić swoje dwudziestopięciolecie. 

W bogatej dyskografii zespołu z latami przybywały wciąż nowe tytuły, znalazła się tam też płyta z coverami utworów Bułata Okudżawy. Historię zespołu spisali m.in. jego byli uczestnicy: w 2000 r. ukazała się "Аквариум как способ ухода за теннисным кортом"/"AKWARIUM jako sposób dbania o kort tenisowy"/, a rok później  "Книга флейтисты"/"Książka flecisty"/.

Boris, choć za czasów młodości zbierał cięgi od władzy, przyjął z jej rąk order za zasługi dla Ojczyzny. Zajął  się także prowadzeniem autorskiej audycji w państwowym Radiu Rosja. Przez oba te ukłony w stronę władzy trochę stracił w oczach swoich słuchaczy, którzy chcieli w nim widzieć wiecznego buntownika. Jednak pozycja Borisa Gribienszczikowa wydaje się już nie zachwiana.


Pełniejszą wersję historii AKWARIUM prezentuję tutaj - zapraszam do lektury.

sobota, 10 marca 2012

W poniedziałek - AKWARIUM

Tym razem sięgnę głęboko w przeszłość i przypomnę zespół, który swego czasu nie schodził z ust młodzieży. Warto o nim przypomnieć, zwłaszcza, że grupa i jej charyzmatyczny wokalista - Boris Griebienszczikow - wywarli duży wpływ nie tylko na młodych lat 80., ale i kolejne pokolenia.
Zapraszam na poniedziałkową historię!

czwartek, 8 marca 2012

Dwa oblicza kobiety


nazwa: ЖЕНСКАЯ БОЛЕЗНЬ /KOBIECA CHOROBA/
lata działalności: 1988-2000
miejsce powstania: Moskwa
język utworów: rosyjski

Z okazji dzisiejszego święta będzie trochę o kobietach w muzyce. Dlaczego w ogóle tak rzadko piszę o kobietach? Ponieważ (bez obrazy) w rocku i metalu nie widzę dla nich miejsca...Oczywiście, spełniają się fantastycznie jako tekściarki (vide - Margarita Puszkina), jako menedżerzy (vide - menedżer ARII Julia Bielikowa, menedżerki grupy KIPIEŁOW, grupy MAWRIN, grupy ARTUR BIERKUT...), jako całe zaplecze odpowiedzialne za kontakty z mediami, czy choćby jako dziennikarki muzyczne;) Ale za gitary lepiej niech się nie biorą...Mamy, rzecz jasna, wyjątki od reguły...ale jak sama nazwa mówi są to "wyjątki".

Jednym z nich, przedstawiającym bardzo zadziorne oblicze kobiecej natury był zespół ЖЕНСКАЯ БОЛЕЗНЬ /KOBIECA CHOROBA/. Żeński kwartet grający thrash (!) zrobił nadspodziewanie szybką karierę. Jak wspominają różne źródła: już po trzech próbach zespół dzięki bratu basistki Wali trafił jako support na koncert do Domu Kultury im.Gorbunowa, czyli na całkiem pokaźną scenę... Dobrym bratem był wokalista grupy E.S.T. Żan Sagadiejew.
Po tym występie KOBIECA CHOROBA, która przechodziła kolejne zmiany personalne, miała szczęście grać na największych w tym czasie festiwalach jak FESTIWAL NADZIEI, czy MONSTRY ROCKA CCCP.
Późniejsze lata zespół pokazywał się od czasu do czasu na koncertach w różnych składach, do którego dołączyli też mężczyźni. 
Tej jesieni zmarła jedyna stała członkini zespołu, wraz z jej śmiercią zamknął się ważny, bo nie mający swojego odpowiednika (żadnemu kobiecemu rosyjskiemu zespołowi z tego gatunku nigdy się tak nie powiodło), rozdział thrashu.




La donna est mobile i potrafi być brutalna i delikatna. Tych drugich w muzyce jest więcej i dobrze, bo tu akurat świetnie wpisują się żeńskie wokale, a męskie stękanie -  choć ma wiele fanek - mnie nie pociąga.


nazwa: FLЁUR/KWIAT/
rok powstania: 1999
miejsce: Odessa, Ukraina (!)
strona zespołu: www.fleurmusic.com

Jednym z ostatnich moich wynalazków jest ukraińska grupa, która pobrzmiewa mi trochę jak DETI PICASSO. Na ich płytach, choć jeszcze nie przez wszystkie się "przekopałam", bardzo dużo się dzieje - masa dźwięków, dwa bardzo ciekawe kobiece wokale i niezłe teksty. Przyznaję się bez bicia, że nie wszystko, nawet z tego, co przesłuchałam, trafia do mnie. Jednak są takie utwory, które jakoś bardzo mocno zapadają w pamięć i jakoś wpasowują się w moje emocje.

I tu mała dygresja.
Właśnie o emocjach, bo to o nie się rozchodzi różnica w słuchaniu muzyki przez kobiety i mężczyzn. Wam panowie starczy sama muzyka (i to jest ok), a nam potrzebna jest cała otoczka informacji, kto śpiewa, co, jak, kiedy...(i to też jest ok). I z moich obserwacji na przestrzeni lat wyciągam wniosek, że nikt z nas nie słucha gorzej czy lepiej, słuchamy po prostu inaczej. Jednak mimo wszystko nie można podzielić tak łatwo słuchaczy według płci. Jest jeszcze masa innych faktorów, według których możemy podzielić słuchaczy: na tych , co słyszą sekcję rytmiczną i tych dla których już samo to, że usłyszeli coś poza wokalistą jest szczytem zagłębienia się w utwór etc...


Wracając do Flёur, ostatnio zespół przeprowadził akcję - zostań mecenasem grupy i wpłać na konto przyszłego albumu jakąś sumę. Wyniki zaskoczyły nawet samych muzyków. Grupie udało się zebrać ponad o jedną trzecią więcej niż było im potrzeba! Dzięki temu ich ostatni album ukazał się nie tylko na cd, ale także na winylu!

Flёur to zespół bardzo kobiecy, ale nie tylko dla kobiet. Polecam słuchać najlepiej nocą, bo wtedy jest do tego najlepszy klimat.


Dyskografia:


2002 — Прикосновение
2003 — Волшебство
2004 — Сияние
2006 — Всё вышло из-под контроля
2008 — Эйфория
2008 — Почти живой i Сердце wydane od nowa albumy z lat 2000 —2001
2010 — Тысяча светлых ангелов
2012 — Пробуждение



Z okazji naszego święta życzę: 
być kobietą, być kobietą, oszukiwać, dręczyć, zdradzać,
nawet gdyby komuś miało to przeszkadzać!;)
A tak szczerze to wszystkim Czytelniczkom życzę dobrej muzyki i sporo wolnego czasu na jej słuchanie!

wtorek, 6 marca 2012

ARIA "Live in Studio"


Doczekaliśmy się ARII w wykonaniu na żywo w studiu:)
ARIA z początkiem kwietnia zapowiada wypuszczenie na rynek nowej płyty "Live in Studio", a oto tracklista:

1.Герой асфальта
2.Бал у Князя Тьмы
3.Игра с огнём
4.Осколок льда
5.Колизей
6.Кровь за кровь
7.Обман
8.Штиль
9.Палач
10.Улица роз
11.Ангельская пыль
12.Небо тебя найдёт

Widać, że panowie poszli po kluczu najtrudniejszych i zarazem jednych z najlepszych swoich utworów. Lista jest co tu dużo mówić - imponująca i aż przebieram nóżkami, bo usłyszeć największe dzieła w wykonaniu Michaiła zapowiada się bardzo ciekawie! I tak  naprawdę nie wiem, na który z nich najbardziej czekam: "Бал у Князя Тьмы" czy "Палач"?

Na wieczór, tak dla przypomnienia "dyptyk" inspirowany wątkami z powieści Michaiła Bułhakowa "Mistrz i Małgorzata".



poniedziałek, 5 marca 2012

ДЕКАБРЬ/GRUDZIEŃ/


nazwa: ДЕКАБРЬ/GRUDZIEŃ/
rok powstania: 1999
miejsce powstania: Petersburg
język utworów: rosyjski
oficjalna strona: dekabr.cool.ru


GRUDZIEŃ to grupa, która przez pierwsze cztery lata swojej działalności, jak sama potwierdza, nie zamierzała się rozwijać, a jej celem było nie nagrywanie płyt, ale granie muzyki dla samej muzyki. Muzycy sami zajmowali się wszystkim tym, co wiązało się z promocją zespołu (od drukowania plakatów informujących  o koncertach po ich rozklejanie).

Popularność zdobyli nie tylko dzięki koncertom, których corocznie dają kilkadziesiąt, ale także dzięki rosyjskiemu serialowi animowanemu "Масяня", z którego twórcą współpracują przy udźwiękowieniu  internetowej kreskówki od 2000 roku.

Historia grupy to właściwe historia kolejnych hitów, które trafiają na długie tygodnie na listy przebojów rockowych radiostacji: 2004 "Аэробика"(cover utworu grupy ALICJA), 2006 "Раны земли", 2007 "Ушла во мрак"...A mnie jakoś najbardziej przypadła do gustu "Боль"/"Ból"/.





Dyskografia:

2003 — «Зимняя сказка» ("Zimowa bajka")
2006 — «Тишины больше не будет» ("Ciszy więcej nie będzie", z gościnnym udziałem Jurija Szewczuka z DDT)
2007 — «Сквозь дым» ("Przez dym")
2009 — «Любовь. Война. Вера» ("Miłość. Wojna. Wiara")
2012 — «Вопреки» ("Na przekór")

sobota, 3 marca 2012

Zimowe ostatki

Muszę przyznać, że o tym zespole usłyszałam stosunkowo niedawno, gdy grupa prezentowała swój już szósty z kolei studyjny album.
A po ich muzykę sięgnęłam dopiero wtedy, gdy zobaczyłam okładkę tegoż albumu:


O płycie "Вопреки" i o historii zespołu ДЕКАБРЬ/GRUDZIEŃ/ napiszę oczywiście w poniedziałek. A dziś przedstawiam małą próbkę: