wtorek, 17 stycznia 2012

Plotki szybko się rozchodzą


Chodząc po różnych rosyjskich portalach i zbierając wiadomości do książki oraz artykułów o ARII, byłam zaskoczona ilością plotek, które krążą wokół ich pierwszego wokalisty - Walerego Kipiełowa. Wspomniana przeze mnie ostatnio dotycząca domniemanego rozwodu z żoną Galą, to tylko wierzchołek góry absurdu.

Te wyssane z palca historie nieraz już na pierwszy rzut oka są tak niewiarygodne, że aż dziw bierze, iż są jeszcze tacy, którzy łapią się złapać na ich lep. Mój brat, na takie bezrefleksyjne przyjmowanie wiadomości ma takie fajne powiedzenie, ze ktoś "łyka wszystko jak młody pelikan".


Jedną z takich sensacji jest puszczana w częstotliwości raz na pół roku informacja z wiarygodnego źródła, jakoby wokalista został napadnięty lub (o zgrozo!) umarł w wyniku pobicia przez nieznanych sprawców.
Pod takim newsem zawsze jakiś zagorzały fan lub fanka (choć w komentowaniu tego tematu przodują akurat panowie sądząc po nickach i awatarach, choć to oczywiście mogą być mylne tropy), zawsze umieści podobny w treści komentarz. A nawiązuje on do tego, że Walery kiedyś ćwiczył karate i dałby sobie radę z napastnikami...
Fakt, iż Kipiełow we wczesnej młodości pół roku zajmował się wspomnianą sztuką walki jakoś by mnie w tym wypadku nie uspokoił. Bardziej przemawia do mnie statystyka, która odsłania niezatapialność tej wiadomości.

Tak na marginesie, to Walery nie jest jedynym bohaterem takich smutnych newsów. W okresie, gdy na ekranach kin pojawiały się kolejne części "Piratów z Karaibów" prawdziwe rekordy o domniemanej śmierci bił Johnny Depp - średnio raz na tydzień dziennikarska kaczka wypływała na szerokie wody internetu. Ciekawe, czy spotykała tam "Czarną Perłę"? ;)

Wróćmy jednak do naszego "aryjczyka".
Drugą informacją, która na dobra rozpaliła wyobraźnią rosyjskich internautów była ta, którą sami fani wygenerowali po obejrzeniu teledysku do utworu "Я здесь". Proszę sobie obejrzeć i zwrócić uwagę na to, co robi wokalista na samym końcu, kiedy już nie śpiewa, a muzycy jeszcze grają.




I jak? Jakieś propozycje? No jeśli nie ma, to pocieszę, że ja też nic szczególnego nie widziałam. Za to rosyjscy internauci są wyposażeni w większą wyobraźnię. Otóż Walery, znany powszechnie z tego, iż publicznie nie używa wulgaryzmów, na końcu teledysku sobie pofolgował i klnie jak szewc. Znalazło się nawet kilka wykluczających się wzajemnie wersji zapisów zawierających całą gamę przekleństw, których wokalista użył. 
Na forach wrzało. 

Jak skomentował zapytany o to kiedyś sam zainteresowany: Ja tam nic nie mówię. Po prostu wiał wiatr, bo teledysk był nagrywany w plenerze, i włosy wpadły mi do buzi, a ja próbowałem się ich pozbyć wypychając językiem z ust.

I cała teoria spiskowa wzięła w łeb..:)
Jednak nie martwmy się - wyobraźnia internautów nie zna granic i pewnie nie przyjdzie nam długo czekać na kolejny news! 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz