środa, 25 stycznia 2012

Martwy sezon - album roku

Może to nie dobrze, że już na początku mam swój typ na płytę roku 2012. Z drugiej strony, na nowy album CZARNEGO OBELISKU przyszło nam czekać sześć lat, więc chyba te parę miesięcy nie robi już różnicy. A na płytę warto było czekać! Zainteresowanych recenzją odsyłam na stronę RockMagazynu, gdzie niedługo ukażą się moje "ochy" i "achy", a tu, póki co wspomnę o innych sprawach.

Jak wspominałam we wcześniejszych wpisach - najnowszy album można ściągnąć legalnie w formacie mp3 ze strony THANK YOU i jednocześnie zapłacić - podziękować grupie za muzykę. Albumu można również w całości wysłuchać przed ściągnięciem, a nawet ściągnąć za darmo, ale tego ostatniego nie polecam, bo umówmy się muzycy nie zarabiają kokosów i też chcieliby czasem coś zjeść.

Już w niedzielę miała miejsce prezentacja "Martwego sezonu" w moskiewskim klubie i zebrała bardzo pozytywne oceny. Być może maruderzy po prostu nie przyszli - zdążyli wyżyć się na czacie z muzykami, który był gorącym tematem w czwartkowej odsłonie strony Mastersland. Ponieważ nie należę do tych (niestety - chyba), którzy potrafią trzymać język za zębami, gdy coś im dopiecze pozwoliłam sobie dorzucić swoje trzy grosze na czacie. Ja tu staję na rzęsach, żeby ściągnąć jak najszybciej płytę w postaci krążka do Polski, poruszam niebo i ziemię, a przynajmniej dyrekcję grupy, żeby to jakoś szybko załatwić, a rozmówcy zasypują muzyków uszczypliwymi uwagami. Takie szpileczki, które może nie bolą, ale drażnią. Przynajmniej mnie:)

A teraz trochę o tym jak "Martwy sezon" powstawał. Dzięki krótkim filmikom możemy zajrzeć na proces nagrywania od kuchni. 
W pierwszym z nich widzimy m.in. ile razy krótki (ale jakże piękny!) fragment partii basu był nagrywany:



W drugim, wokalista próbuje zaśpiewać z przedtaktu...tylko trzeba pamiętać, że tam jest przedtakt...:)



Na deser polecam fragmenty wywiadu ze strony bassboombang.ru z Daniiłem Zacharenkowem, za udzielenie praw do którego serdecznie dziękuję p.Siergiejowi Chlebnikowowi !

Wpływy

Na początku to był głównie hard-rock. Najbardziej Roger Glover, Steve Harris, Geezer Butler. Potem usłyszałem THE WHO i oszalałem na punkcie Johna Entwistle'a - na punkcie tego co on wyprawia z giatrą basową. Ten basista miał po prostu nierealne pomysły. Nie mówiąc już o zagraniu go ze słuchu!
Na początku lat 90. zacząłem się fascynować się bardziej funkującymi "ciężkimi" grupami. Takimi jak RED HOT CHILLI PEPPERS, SUICIDAL TENDENCIES, LIVING COLOUR i oczywiście FAITH NO MORE.
Wtedy też bardzo mnie inspirowała gra Rocco Priesty z TOWER OF POWER. Kiedy po raz pierwszy usłyszałem tego basistę, nie mogłem zrozumieć, jak mu się udaje uzyskać taki przygłuszony dźwięk. I dopiero niedawno, ze cztery lata temu, po obejrzeniu video-szkoły tego basisty, zrozumiałem, jak on to robi. Dziękuję internetowi! Pamiętam jeszcze, że na początku lat 90. wpadła mi w ręce kaseta magnetofonowa z nagraniem video-szkoły Billy Sheehana. Posłuchałem i pomyślałem, że tak grać na basie zwyczajnie się nie da. A propos, Sheehan jest bardzo rzadkim przykłdem tego, że instrumentalista w przypadku konieczności gra wiele, a kiedy trzeba gra dokładnie tyle, ile tego utwór wymaga.
Z rodzimych wpływów mogę wymienić tylko jednego gitarzystę basowego - Alika Granowskiego. Jego dźwięk i technika wywarły na mnie silne wraŻenie. Bardzo dobrze pamiętam swoją myśl, kiedy usłyszałem jego solo "Amsterdam": "I to u nas?! Niemożliwe!". Znów też jego gra we wczesnej ARII. "Toreador" w tamtym czasie grali wszyscy. I jeszcze długo będą grać. Choć lekcji u Alika nie brałem. Był to wpływ z nagrań, tak jak w wypadku zagranicznych instrumentalistów. [...]


Stworzenie basowej parti

Na początku, oczywiście, opieram się na tym, co gra gitara. I, ma się rozumieć, na perkusji. Ponieważ bas powinien współgrać z perkusją. Czasami siadam z Wową i w dwójkę zbieramy wszystko do kupy.
To jest nieprzewidywalny proces. Czasami bywa: "O! Oto to! Tak właśnie będę grał!". A czasami siedzisz i myślisz: "Co by tutaj zagrać?".
Zdarza się, że z czasem wszystko sie zmienia. Jakaś tam światła myśl przychodzi do głowy, i myślisz: "A jeśli by to tak zagrać?". To zanczy czasami gram wariacje i zmieniam stare partie. Nie, żeby ciągle, ale czasem zdarza się.

Praca studyjna czy koncertowa?

Podoba mi się jedno i drugie. Studyjna - jest po prostu interesująca, pociągająca i ucząca. A "żywa" to czad i adrenalina. Jasne, że są tez wady. Tak, na przykład, niedawno zrozumiałem, że nienawidzę długich przejazdów w autokarach. Brak możliwości przyjęcia pozycji horyzontalnej przez długie godziny strasznie mnie wkurza. Bywa także, iż często nie zostają zapewnione ani warunki bytowe, ani techniczny rider. I przychodzi nam grać chuj wie gdzie, chuj wie na czym i chuj wie dla kogo. Bywa i tak. Ale tak w ogóle do koncertów mam zazwyczaj pozytywny stosunek. To znaczy nie mogę powiedzieć, że jest to praca, od której chciałbym wziąć wolne. I jeśli wszystko układa sie dobrze, strona zapraszająca zachowuje się normalnie, to wszyscy w grupie odnoszą się do takiego wyjazdu z entuzjazmem. I zazwyczaj później obie strony są z siebie zadowolone.



Хочу поблагодарить г. Сергея Хлебникова за право на перевод - Ксения Пшибысь

2 komentarze:

  1. Wow, dzięki za video - rany, jakie to ich studio malutkie! Danił siedzi Mitii wprost na plecach... ale muzyka i tak jest super.
    P.S. Kiedy całość wywiadu z Daniłem? :/

    OdpowiedzUsuń
  2. @insider: Fakt, można nabawić się klaustrofobii od samego patrzenia;)choć jest tam oczywiście jeszcze druga część za szybą dźwiękoszczelną, gdzie nagrywają już wersje na "czysto", bo tu mamy "brudnopis".
    Daniła nie należy do małych facetów i ja szczerze mówiąc nie wiem, jak on może tak pracować mając pod jedną ręką Mitię, a pod drugą rury ciepłownicze.
    A co do wywiadu to pomału będę go w częściach publikować - nie ośmielam się całości, bo tego jest 12 stron A4 drobnym maczkiem bez interlinii:)

    OdpowiedzUsuń