wtorek, 31 stycznia 2012

Brzuchośpiewca

Brzuchośpiewca, czyli wokalista, który nie potrzebuje otwierać ust, aby wydobywać z nich dźwięk. Tak mówi definicja... przynajmniej ja sobie taką ukułam do wymyślonego przeze mnie terminu. A termin był mi potrzebny do określenia fenomenu wokalisty bardzo znanego rosyjskiego zespołu - PIKNIK.



nazwa: Пикник /Piknik/
rok powstania: 1978
miejsce powstania: Leningrad/Petersburg
język utworów: rosyjski
oficjalna strona: http://www.piknik.info/

Zespół liczy swoją historię od 1978 roku - fani liczą historię PIKNIKU od 1981 roku, kiedy do grupy dołączył Edmund Szklarski. Tak, Polak (!) po ojcu, po matce - Rosjanin, stąd od dzieciństwa mówił w obu językach. Poza tym multiinstrumentalista, kompozytor, wokalista, malarz, pisarz - jednym słowem artysta. Przez lata jedyny stały członek zespołu, który stał się wizytówką PIKNIKU, jego duszą i magnesem. 
Jego kompozycje, które oscylują wokół psychodelicznego rocka, mają w sobie coś niepokojącego. Tak, jak jego surrealistyczne grafiki, niosą w sobie przesłanie, ale i podskórny niewyjaśniony lęk.

Koncerty PIKNIKU to prawdziwe przedstawienia z bogatą, symboliczną scenografią, "żywą wiolonczelą", szczudlarzami etc. Grupa nie pozwala swoim fanom nudzić się i coraz to zaskakuje ich nowymi albumami (choćby wydanym ostatnio 18-pakiem swoich albumów z bonusami), projektami, wprowadza nową symbolikę - przyciąga, tumani, przestrasza - parafrazując Mickiewicza.


I szczerze pisząc mnie ciągle nie przekonywała, aż do ostatniej płyty - "Три судьбы"/"Trzy losy"/. Album z 2011 zawiera fantastyczne wersje narodowych pieśni, świetnie wyważonych, które nie tracą swojego charakteru, a przy tym są zaśpiewane bez zadęcia, lekko, ale z duszą.

A gdzie ten tytułowy brzuchośpiewca?
Proszę sobie popatrzeć na ten koncertowy kawałek...




Dla porównania: ten sam kawałek w wersji, gdzie Szklarski w duecie z Kipiełowem śpiewa, tzn. Walery śpiewa...a Edmund...no Edek po prostu jakoś tam wydobywa te dźwięki.


poniedziałek, 30 stycznia 2012

Trochę literatury


Większość książek dotyczących muzyki współczesnej w Rosji to, jak i na polskim rynku, tłumaczenia zachodnich publikacji. Rockowe encyklopedie, czy biografie zagranicznych zespołów są nieraz wzbogacane o wzmianki dotyczące rodzimych realiów, ale rzadko rodzima muzyka stanowi główny temat opracowania.

Oczywiście, są wyjątki od reguły i na szczęście pojawiają się coraz śmielej wydawnictwa dotyczące rosyjskiej sceny rockowej - pokuszę się więc o ich subiektywny przegląd.

Pierwszy i podstawowym źródłem wiedzy książkowej o rosyjskim rocku/metalu jest leksykon: "Кто есть кто в российской рок-музыке?"/"Kto jest kto w rosyjskiej muzyce rockowej?"/, który ukazuje się po kolejnych wznowieniach i uzupełnieniach średnio co kilka lat.


Pierwszy raz leksykon ukazał się w roku 1991 (i tym egzemplarzem mogę się pochwalić). Ostatni raz, natomiast, wyszedł w 2009 roku wzbogacony o liczne kolorowe fotografie (a tym egzemplarzem jeszcze nie mogę się pochwalić:D).

W latach 2004 i 2006 pojawiły się również dwie encyklopedie, które omawiały bardziej szczegółowo wybrane nurty. I tak mamy encyklopedię power i speed metalu oraz gothic doom metalu, które opisują zarówno zachodnie, jak i rosyjskie zespoły grające w tej stylistyce.


Interesująco też zapowiada się książka Aleksandra Ustinowa "Этот русский рок-н-ролл"/"Ten rosyjski rock'n'roll"/, którego pierwsza część póki co ciągle czeka na swoją kontynuację.


Kolejne publikacje dzielą muzykę nie tylko na podstawie gatunku, ale i regionu. Najlepiej dotychczas opisany jest pod tym względem Leningrad/Petersburg, który m.in. doczekał się trójtomowej historii autorstwa Andrieja Burłaki "Рок-энциклопедия. Популярная музыка в Ленинграде-Петербурге 1965-2005"/"Rockowa encyklopedia. Muzyka popularna w Leningradzie-Petersburgu 1965-2005"/.
Rozmach tej pracy jest naprawdę unikatowy, a jak mówi powiedzeni ukute jeszcze w latach 80. "Jeśli Burłaka jakiejś grupy nie zna, to znaczy, że ona nie istnieje".

Ciekawą, choć  należącą jednak bardziej do literatury memorialnej niż encyklopedii, jest historia spisana przez Aleksandra Żytińskiego.
"Путешествие рок-дилетанта" i "Второе путешествие рок-дилетанта"/"Podróż rockowego dyletanta" i  "Druga podróż rockowego dyletanta" to opowieść dziennikarza muzycznego stawiającego swoje pierwsze kroki w tej dziedzinie w czasach rodzącej się sceny rockowej w Leningradzie. 
I choć mam pełną świadomość tego, że dziś tekst może trochę trącić myszką, to jednak ja traktuję tą lekturę jak swego rodzaju "folklor" - znak minionego czasu.


Do książek, które opisują regionalne zespoły, należy też spisana przez Andrieja Trietjakowa "Энциклопедия омской рок-сцены 1965-2003"/"Encyklopedia omskiej sceny rockowej 1965-2003"/. Ale to biały kruk, wydany w niskim nakładzie, wyprzedany i w ogóle szukaj wiatru w polu...
Cóż, może kiedyś znajdę...

Prócz ogólnych opracowań, pojawiają się na rosyjskim rynku książki dotyczące poszczególnych zespołów. W ich publikowaniu specjalizuje się wydawnictwo НОТА-Р, którego nakładem ukazała się seria biografii pod zbiorczym tytułem "100 страниц" /"100 stron"/. Wsród rosyjskich wykonawców spisania swpich historii doczekali się już: ARIA, MISTRZ, CZARNY OBELISK, KINO, ALICJA, AKWARIUM etc.
Książeczki, w formacie szkolengo zeszytu, zawierają biografię wybranegop zespołu, dyskografię jego poszczególnych członków oraz bardzo pomocne w zrozumieniu zawiłości zmian personalnych - drzewko genealogiczne (a! i plakacik!:D). 

Seria "100 stron" jest bardzo ciekawa, ale też praktycznie niedostępna. Chyba, że ma sie takiego farta, jak ja, to może coś uda się Wam z niej wyszukać - powodzenia!

sobota, 28 stycznia 2012

REKORD!

Wczoraj - dzięki temu, że CZARNY OBELISK zamieścił na swoich profilach vkontakcie i facebook oraz twitterze link do mojego ostatniego wpisu - padł rekord oglądalności mojego bloga! Pomógł mi też link zamieszczony na rosyjskiej stronie dla profesjonalnych basistów - basstream.ru.

Oto dowód nadzwyczajnego powodzenia wpisu: Ta-dam!


W sumie było 247 wizyt - bardzo mi miło i mam nadzieję, że się Państwu podobało. 
A przy  okazji, jak ktoś ma wolną sekundę, proszę raz na dobę wejść na link radia NASZE.RU i zagłosować - chyba nie muszę podawać na kogo;) Wiem, dobra muzyka sama się obroni, ale kto powiedział, że nie można jej w tym pomagać?

Ponieważ czeka nas weekend, przygotowałam dla Was muzykę - oczywiście CZARNEGO OBELISKU:) Ten akurat jest z rzędu tych, co to perkusista ma najgorzej, bo go nie widać...

środa, 25 stycznia 2012

Martwy sezon - album roku

Może to nie dobrze, że już na początku mam swój typ na płytę roku 2012. Z drugiej strony, na nowy album CZARNEGO OBELISKU przyszło nam czekać sześć lat, więc chyba te parę miesięcy nie robi już różnicy. A na płytę warto było czekać! Zainteresowanych recenzją odsyłam na stronę RockMagazynu, gdzie niedługo ukażą się moje "ochy" i "achy", a tu, póki co wspomnę o innych sprawach.

Jak wspominałam we wcześniejszych wpisach - najnowszy album można ściągnąć legalnie w formacie mp3 ze strony THANK YOU i jednocześnie zapłacić - podziękować grupie za muzykę. Albumu można również w całości wysłuchać przed ściągnięciem, a nawet ściągnąć za darmo, ale tego ostatniego nie polecam, bo umówmy się muzycy nie zarabiają kokosów i też chcieliby czasem coś zjeść.

Już w niedzielę miała miejsce prezentacja "Martwego sezonu" w moskiewskim klubie i zebrała bardzo pozytywne oceny. Być może maruderzy po prostu nie przyszli - zdążyli wyżyć się na czacie z muzykami, który był gorącym tematem w czwartkowej odsłonie strony Mastersland. Ponieważ nie należę do tych (niestety - chyba), którzy potrafią trzymać język za zębami, gdy coś im dopiecze pozwoliłam sobie dorzucić swoje trzy grosze na czacie. Ja tu staję na rzęsach, żeby ściągnąć jak najszybciej płytę w postaci krążka do Polski, poruszam niebo i ziemię, a przynajmniej dyrekcję grupy, żeby to jakoś szybko załatwić, a rozmówcy zasypują muzyków uszczypliwymi uwagami. Takie szpileczki, które może nie bolą, ale drażnią. Przynajmniej mnie:)

A teraz trochę o tym jak "Martwy sezon" powstawał. Dzięki krótkim filmikom możemy zajrzeć na proces nagrywania od kuchni. 
W pierwszym z nich widzimy m.in. ile razy krótki (ale jakże piękny!) fragment partii basu był nagrywany:



W drugim, wokalista próbuje zaśpiewać z przedtaktu...tylko trzeba pamiętać, że tam jest przedtakt...:)



Na deser polecam fragmenty wywiadu ze strony bassboombang.ru z Daniiłem Zacharenkowem, za udzielenie praw do którego serdecznie dziękuję p.Siergiejowi Chlebnikowowi !

Wpływy

Na początku to był głównie hard-rock. Najbardziej Roger Glover, Steve Harris, Geezer Butler. Potem usłyszałem THE WHO i oszalałem na punkcie Johna Entwistle'a - na punkcie tego co on wyprawia z giatrą basową. Ten basista miał po prostu nierealne pomysły. Nie mówiąc już o zagraniu go ze słuchu!
Na początku lat 90. zacząłem się fascynować się bardziej funkującymi "ciężkimi" grupami. Takimi jak RED HOT CHILLI PEPPERS, SUICIDAL TENDENCIES, LIVING COLOUR i oczywiście FAITH NO MORE.
Wtedy też bardzo mnie inspirowała gra Rocco Priesty z TOWER OF POWER. Kiedy po raz pierwszy usłyszałem tego basistę, nie mogłem zrozumieć, jak mu się udaje uzyskać taki przygłuszony dźwięk. I dopiero niedawno, ze cztery lata temu, po obejrzeniu video-szkoły tego basisty, zrozumiałem, jak on to robi. Dziękuję internetowi! Pamiętam jeszcze, że na początku lat 90. wpadła mi w ręce kaseta magnetofonowa z nagraniem video-szkoły Billy Sheehana. Posłuchałem i pomyślałem, że tak grać na basie zwyczajnie się nie da. A propos, Sheehan jest bardzo rzadkim przykłdem tego, że instrumentalista w przypadku konieczności gra wiele, a kiedy trzeba gra dokładnie tyle, ile tego utwór wymaga.
Z rodzimych wpływów mogę wymienić tylko jednego gitarzystę basowego - Alika Granowskiego. Jego dźwięk i technika wywarły na mnie silne wraŻenie. Bardzo dobrze pamiętam swoją myśl, kiedy usłyszałem jego solo "Amsterdam": "I to u nas?! Niemożliwe!". Znów też jego gra we wczesnej ARII. "Toreador" w tamtym czasie grali wszyscy. I jeszcze długo będą grać. Choć lekcji u Alika nie brałem. Był to wpływ z nagrań, tak jak w wypadku zagranicznych instrumentalistów. [...]


Stworzenie basowej parti

Na początku, oczywiście, opieram się na tym, co gra gitara. I, ma się rozumieć, na perkusji. Ponieważ bas powinien współgrać z perkusją. Czasami siadam z Wową i w dwójkę zbieramy wszystko do kupy.
To jest nieprzewidywalny proces. Czasami bywa: "O! Oto to! Tak właśnie będę grał!". A czasami siedzisz i myślisz: "Co by tutaj zagrać?".
Zdarza się, że z czasem wszystko sie zmienia. Jakaś tam światła myśl przychodzi do głowy, i myślisz: "A jeśli by to tak zagrać?". To zanczy czasami gram wariacje i zmieniam stare partie. Nie, żeby ciągle, ale czasem zdarza się.

Praca studyjna czy koncertowa?

Podoba mi się jedno i drugie. Studyjna - jest po prostu interesująca, pociągająca i ucząca. A "żywa" to czad i adrenalina. Jasne, że są tez wady. Tak, na przykład, niedawno zrozumiałem, że nienawidzę długich przejazdów w autokarach. Brak możliwości przyjęcia pozycji horyzontalnej przez długie godziny strasznie mnie wkurza. Bywa także, iż często nie zostają zapewnione ani warunki bytowe, ani techniczny rider. I przychodzi nam grać chuj wie gdzie, chuj wie na czym i chuj wie dla kogo. Bywa i tak. Ale tak w ogóle do koncertów mam zazwyczaj pozytywny stosunek. To znaczy nie mogę powiedzieć, że jest to praca, od której chciałbym wziąć wolne. I jeśli wszystko układa sie dobrze, strona zapraszająca zachowuje się normalnie, to wszyscy w grupie odnoszą się do takiego wyjazdu z entuzjazmem. I zazwyczaj później obie strony są z siebie zadowolone.



Хочу поблагодарить г. Сергея Хлебникова за право на перевод - Ксения Пшибысь

sobota, 21 stycznia 2012

Sto lat! С Днём Рождения!



Jutro dla ciężkiej muzyki rosyjskiej będzie jeden z ważniejszych dni w roku - Margarita Anatoljewna Puszkina obchodzi swoje urodziny. Jeśli ktoś jeszcze nie spotkał sie z jej nazwiskiem, to proszę szybciutko nadrobić zaległości.

Margarita Puszkina jest pisarzem tekstów, którym niewielu może się równać. Zarówno poetyka tekstów, nieraz spedzających sen z oczu tłumacza(!), jak i sama ich Autorka są zjawiskami rzadkimi, choć jednocześnie bardzo popularnymi.

Rzadkością jest to, że Margarita Puszkina mogła sobie pozwolić w zeszłym roku na wydanie audiobooka ze swoimi tekstami, które przeczytała na tle skomponowanej dla siebie muzyki. Zapytam retorycznie: który z polskich tekściarzy mógłby sobie pozwolić na takie wydawnictwo i mieć pewność, że znajdzie na nie zbyt? Wiem: Osiecka, Kofta, Młynarski - tylko, że ja pytam o inną półkę, a właściwie cały regał z muzyką hard rockową i heavy metalową. Bogdan Olewicz? A kto z młodszego pokolenia wie kim jest ten Pan? Wiem, zabrzmiało jak wykład Sowy Przemądrzałej, ale musicie przyznać, że coś w tym jest!

I tu wracamy do tego, że Autorka tekstów ARII, grupy SIERGIEJA MAWRINA, KIPIEŁOW, MISTRZ, AUTOGRAF, LATO PRZESTĘPNE i jej dzieła sa niezwykle popularne i rozpoznawalne w Rosji.
Na szczęście mamy tu do czynienia z dobrze pojętą popularnością, wynikającą z tego, iż teksty pisane nieraz dwadzieścia i więcej lat temu są do dziś aktualne i mocne. Tak jak ich Autorka - jakimś dziwnym zbiegiem kolicznosci nie zestarzały się, a kolejne pokolenia szukają w nich pocieszenia i zrozumienia.


Dziękując za wspaniałą Twórczość, od siebie i Czytelników rosyjskiegometalu, składam najlepsze życzenia Wolności, 
"Bo wolność - to królestwo dobrych słów,
mądrych myśli, pięknych snów,
to wiara w ludzi.
Wolność - ją wymyślił dla nas Bóg
aby człowiek wreszcie mógł 
na niebie się zbudzić."

Благодаря, за великолепное Творчество, вместе с Читателями rosyjskiegometalu, поздравляю Вас с Днем Рождения желая Свобды,
"А свобода - это царство хороших слов,
Мудрых мыслей, красивых снов,
И вера в людей.
Свободу - придумал для нас Бог,
Чтобы человек мог
На небе проснуться."

Специально для Вас исключенно помещаю польский клип "Свобода":)

piątek, 20 stycznia 2012

Co nowego u "aryjskiej" rodziny?

Oj, dużo się ostatnimi czasy dzieje. To zacznijmy po kolei.

ARIA

Panowie aktywnie koncertują, a w planach na marzec mają nawet krótką trasę po Niemczech. Jeśli więc komuś do Rosji nie po drodze i nie lubi czekać na granicy, trafia się dobra okazja do obejrzenia koncertu w jednym z poniższych miast:

03.04 Koln
04.04 Hamburg
05.04 Berlin
07.04 Frankfurt nad Menem
08.04 Stuttgart
09.04 Norymberga

Muzyka ARII jest wiecznie żywa i porusza coraz to młodsze pokolenia. Dla przykładu zapraszam do posłuchania grupy SERVANTES - całkiem miła przeróbka, choć wiem - wokaliście daleko do Kipiełowa:) 

ARTUR BIERKUT

Macierzysty zespół Artura - AUTOGRAF na swojej oficjalnej stronie zaczął prezentować niepublikowane dotychczas koncertowe nagrania z 1986 roku!
Jeśli ktoś jest ciekawy, jak ćwierć wieku temu brzmiał jeden z najbardziej zadziornych wokali rosyjskiego metalu - polecam:)



Obecnie Artur nagrywa utwór, z którym wystąpi na uroczystym otwarciu zmagań Młodzieżowej Ligi Hokejowej. Natomiast na dniach mogliśmy poznać utwór, który Bierkut zaśpiewał na potrzeby ścieżki filmowej do obrazu: "Kamień".
Utwór pod tytułem "Где-то на краю"/"Gdzieś na skraju"/ można odsłuchać tu, a zobaczyć fragment próby z muzykami sesyjnymi poniżej:


wtorek, 17 stycznia 2012

Plotki szybko się rozchodzą


Chodząc po różnych rosyjskich portalach i zbierając wiadomości do książki oraz artykułów o ARII, byłam zaskoczona ilością plotek, które krążą wokół ich pierwszego wokalisty - Walerego Kipiełowa. Wspomniana przeze mnie ostatnio dotycząca domniemanego rozwodu z żoną Galą, to tylko wierzchołek góry absurdu.

Te wyssane z palca historie nieraz już na pierwszy rzut oka są tak niewiarygodne, że aż dziw bierze, iż są jeszcze tacy, którzy łapią się złapać na ich lep. Mój brat, na takie bezrefleksyjne przyjmowanie wiadomości ma takie fajne powiedzenie, ze ktoś "łyka wszystko jak młody pelikan".


Jedną z takich sensacji jest puszczana w częstotliwości raz na pół roku informacja z wiarygodnego źródła, jakoby wokalista został napadnięty lub (o zgrozo!) umarł w wyniku pobicia przez nieznanych sprawców.
Pod takim newsem zawsze jakiś zagorzały fan lub fanka (choć w komentowaniu tego tematu przodują akurat panowie sądząc po nickach i awatarach, choć to oczywiście mogą być mylne tropy), zawsze umieści podobny w treści komentarz. A nawiązuje on do tego, że Walery kiedyś ćwiczył karate i dałby sobie radę z napastnikami...
Fakt, iż Kipiełow we wczesnej młodości pół roku zajmował się wspomnianą sztuką walki jakoś by mnie w tym wypadku nie uspokoił. Bardziej przemawia do mnie statystyka, która odsłania niezatapialność tej wiadomości.

Tak na marginesie, to Walery nie jest jedynym bohaterem takich smutnych newsów. W okresie, gdy na ekranach kin pojawiały się kolejne części "Piratów z Karaibów" prawdziwe rekordy o domniemanej śmierci bił Johnny Depp - średnio raz na tydzień dziennikarska kaczka wypływała na szerokie wody internetu. Ciekawe, czy spotykała tam "Czarną Perłę"? ;)

Wróćmy jednak do naszego "aryjczyka".
Drugą informacją, która na dobra rozpaliła wyobraźnią rosyjskich internautów była ta, którą sami fani wygenerowali po obejrzeniu teledysku do utworu "Я здесь". Proszę sobie obejrzeć i zwrócić uwagę na to, co robi wokalista na samym końcu, kiedy już nie śpiewa, a muzycy jeszcze grają.




I jak? Jakieś propozycje? No jeśli nie ma, to pocieszę, że ja też nic szczególnego nie widziałam. Za to rosyjscy internauci są wyposażeni w większą wyobraźnię. Otóż Walery, znany powszechnie z tego, iż publicznie nie używa wulgaryzmów, na końcu teledysku sobie pofolgował i klnie jak szewc. Znalazło się nawet kilka wykluczających się wzajemnie wersji zapisów zawierających całą gamę przekleństw, których wokalista użył. 
Na forach wrzało. 

Jak skomentował zapytany o to kiedyś sam zainteresowany: Ja tam nic nie mówię. Po prostu wiał wiatr, bo teledysk był nagrywany w plenerze, i włosy wpadły mi do buzi, a ja próbowałem się ich pozbyć wypychając językiem z ust.

I cała teoria spiskowa wzięła w łeb..:)
Jednak nie martwmy się - wyobraźnia internautów nie zna granic i pewnie nie przyjdzie nam długo czekać na kolejny news! 

sobota, 14 stycznia 2012

Metal z humorem


Codziennie odwiedzam prócz stron wybranych artystów kilka serwisów zbierających wiadomości o ciężkiej muzyce rosyjskiej. Lubię wiedzieć, czy i na jakich warunkach mogę korzystać z zamieszczanej na nich treści, więc zawsze czytam o tym w opisie danego portalu. 
Niektóre z nich, zamiast suchych zasad, podają w wesołej formie swój regulamin. Oto fragmenty jednego z nich:

Punkt 3
Zabrania się:
1. Zostawiania komentarzy składających się tylko z dwóch słów jak"fajna grupa", "podoba się", "dobra muzyka", "super fotka" itp.[...]

Zaleca się:
1. Wyrażać swoją myśl lub pytanie dotyczące danej grupy w sposób mniej więcej rozbudowany. Właśnie po to są komentarze.
2.Pisać poprawnie. Miejcie wzgląd na oczy i rozum innych uczestników rozmowy.[...]

Punkt 5
Blokada
Bez uprzedzenia i możliwości powrotu blokujemy:
- spamerów
- złośliwców obrzucających wyzwiskami
- patologicznych idiotów...

Natomiast na stronie fana ARII można znaleźć taka formułę:

Wszystkie prawa są zastrzeżone przez stare magiczne zaklęcia. Bezprawne kopiowanie jest karane przez napady [złych duchów] i nieuleczalnymi dolegliwościami.

A jeśli jesteśmy już przy ARII i humorze, to istnieje strona, na której zebrane są oryginalne anegdoty i poprzerabiane stare dowcipy, które oscylują wokół muzyków tejże grupy. Oczywiście, jak przy takich zbieraninach bywa trafiają się różne dowcipy, jedne mniej inne bardziej bawią, a do moich ulubionych należy poniższy:

Wchodzi Hołstinin do studia i pyta resztę zespołu:
- Chłopaki, pijemy?
- No coś ty, o tej porze?
- Hmmm...a teraz?

A teraz coś na weekend:

czwartek, 12 stycznia 2012

Thank You, czyli każdy może być mecenasem

Pięknie być Artystą, gorzej, gdy przychodzi z tego wyżyć. Problem to właściwie odwieczny. Przychodzi tylko zakasać rękawy i coś z tym fantem zrobić, a wyjścia dotychczas były dwa: albo tworzyć i być zależnym od pieniędzy oraz gustu mecenasa, albo próbować być niezależnym. 

Ten drugi wariant wybierali choćby rosyjscy malarze pieriedwiżnicy, którzy jak się mówiło wyszli ze sztuką do ludzi i promowali ją nie tylko w Moskwie i Petersburgu, ale i w innych większych miastach. Jednak jak przytacza w swojej książce Richard Pipes za jednym z założycieli Towarzystwa: G.G.Miasojedow powziął pomysł utworzenia Towarzystwa [Objazdowych Wystaw Artystycznych], uzasadniając to tym, że Akademia nie całkiem uczciwie czerpie wielkie zyski z dzieł artystów, a w dodatku uważa za zbyteczne zwracanie obrazu jego twórcy. Wskazując, między innymi, na tę okoliczność G.G.Miasojedow pytał całkiem słusznie: "Czemu artyści nie mieliby sami zarabiać na swoich pracach?". Taki był punkt wyjścia Towarzystwa.

Ot i cały romantyzm pryska. Tak jak w przypadku, gdy zespół jest znany, lubiany ale na płytach dziś już się nie zarobi (a w Rosji to ani "już", ani "nigdy wcześniej") , więc żeby podreperować finanse rosyjskich grup powstała strona ThankYou.ru. Hasło, które przyświeca Thank You, brzmi: Podziękujcie ludziom, którzy was inspirują. 


Znajdziemy na niej dużo znanych zespołów jak ARIA, KIPIEŁOW, BIERKUT, CZARNY OBELISK, SIERGIEJ GAŁANIN etc.

Jak to działa? 

Całkiem prosto. Wyszukujemy ulubiony zespół (najlepiej przez alfabetyczny spis, bo umieszczanie zespołów w kategoriach muzycznych jest nieraz sporne i trudno odszukać wykonwacę), możemy poczytać jego skróconą historię, posłuchać muzyki i wesprzeć finansowo wpłacając pieniądze przez najbardziej dogodny dla nas przelew z karty VISA. Można wysłać od 50 rubli wzwyż (licznik przeskakuje za każdym kliknięciem o 50 rubli). 

Jeśli wcześniej dokonaliśmy rejestracji na stronie, w zamian możemy otrzymać na przykład wysokiej jakości mp3 z nagraniami danego zespołu.
Idea, jak dla mnie piękna i ciekawa, każdy może poczuć się prawdziwym, dobrym mecenasem, który wspiera finansowo swoich wybranych muzyków, ale nie wtrąca im się do repertuaru:) 

środa, 11 stycznia 2012

Kipiełow bardziej prywatnie



A dziś dla tych, co znają język rosyjski wstawiam krótki wywiad z Kipiełowem, który odpowiada tym razem na pytania nie związane bezpośrednio z muzyką: o wnuczki (Walery ma dwie wnuczki: Anastazję (11 lat) i Sonię (3 lata) są to córki jego córki Żanny), o to jak zrywa z nałogiem palacza i jak dostał zaproszenie do reality show "Dom-2" i dlaczego go nie przyjął.

Najbardziej zaskakujący był dla mnie może nie sam wywiad, bo jeśli ktoś śledzi poczynania muzyków, to trudno, aby to i owo nie obiło się o uszy. Po prostu ciągle mnie zaskakuje jakie emocje wywołuje sama osoba wokalisty. W komentarzach pod wywiadem na stronie MyChel.ru po raz kolejny pojawiła się sensacyjna wiadomość-(nie)pobożne życzenie, że Kipiełow rozszedł się z żoną... Ta pseudoinformacja jest niezatapialna! Co wywiad, co wzmianka w prasie czy telewizji, rozwód Walerego pojawia się jak niezniszczalny cień. 

Co któraś fanka - nie podejmuję się podać ile ich jest, ale sporo - wierzy, że on śpiewa wyłącznie dla niej, że jest samotny (wszak z niektórych utworów to aż kipi tym ponurym uczuciem), a ona by to zmieniła. Zastanawia mnie czasem, czy przychodzi do takiej fanki refleksja: jak to jest być z muzykiem? Będę generalizować, ale wszystkie poniższe spostrzeżenia tyczą się naszego dzisiejszego bohatera. 
Powiedzmy sobie szczerze - różowo nie jest. Kipiełow nie raz nie był wierny żonie, a do domu prócz honorariów przytargał też chorobę weneryczną. To Gala zawozi go na moskiewskie koncerty (on nie posiada prawa jazdy), opiera, znosi jego humory i długie okresy melancholii gdy coś mu nie idzie - a to jest taki typ człowieka, który uwielbia się zadręczać. Poza tym jest z natury bardzo niezdecydowany i potrzebuje kogoś, aby mu doradzał i ciągle przekonywał o racji podjętych decyzji...
Wystarczy?
Myślę, że tak.

A teraz najważniejsze: mimo powyższego dla mnie pozostaje jednym z największych wokalistów, jakich nosiła ta ziemia. Jest mimo upływu czasu niedościgniony, a dyskusje tyczące się jego spadającej kondycji wokalnej uważam za żarty bardzo niskiego lotu. Na you tube znalazłam kiedyś fajną kompilację pod tytułem "wysokie nuty". Kto by tak potrafił?

poniedziałek, 9 stycznia 2012

Gdyby Wysocki był metalem....

Gdyby Władimir Wysocki był metalem, to śpiewałby w grupie E.S.T. Taką mam przynajmniej teorię, a kto chce wyrobić sobie swoje zdanie niech posłucha choćby tego nagrania:




A tak poważniej, to ś.p. Jean Sagadiejew, lider i jedyny niezmienny członek grupy E.S.T.miał głos, który wykorzystywał w sposób zaskakujący. Wpisujący się swoją barwą głosu w bogaty panteon rosyjskich bardów, Sagadiejew używał go do utworów spod dobrej rockowej gwiazdy.
Już niedługo ukaże się recenzja najbardziej znanej płyty zespołu na stronie RockMagazynu - dla zainteresowanych i wiedzionych ciekawością, czego to ostatnio tak namiętnie słuchałam, gorąco polecam:)

A skąd wynalazłam E.S.T.? 
Odpowiedź będzie trochę banalna: kiedy słucham intensywnie jakiegoś zespołu i poznam już wszystkie jego dostępne nagrania zaczynam szukać, gdzie poszczególnie muzycy jeszcze się udzielali. I tak po nitce do kłębka. Tym razem na końcu nitki było aż trzech muzyków: Daniił Zacharenkow, Michaił Swietłow i Władimir Jermakow, czyli 3/4 przedostatniego składu CZARNEGO OBELISKU:) 
I niech mi ktoś powie, że środowisko moskiewskich muzyków to nie jest jedna klika:)

wtorek, 3 stycznia 2012

Muzyczne gadżety (1)

Podobno to mężczyźni są gadżeciarzami - i o ile w stu procentach zgadzam się z tym twierdzeniem, to sama muszę przyznać, że lubię gadżety. Zwłaszcza te muzyczne!

Pomyślałam, więc, że podzielę się z Wami swoją radością i opowiem trochę o swoich wynalazkach. Po części pewnie będą niektórym z Was znane, ale może coś z nich zaskoczy Was?

Dziś opowiem o jednej z ostatnich moich zdobyczy, którą moi kochani Rodzice włożyli pod moją choinkę. A mianowicie znalazłam tam grającą poduszkę!

Zaraz co prawda przypomniała mi się scena z niezbyt intelektualnej komedii "Trio Amigos":


Wracając do poduszki:)
Do środka włożony został mały głośniczek, a na zewnątrz poprowadzony kabel z wejściem na małego jacka. Można do niej podłączyć radyjko, odtwarzacz mp3 lub inne źródło dźwięku, które można podłączyć do wejścia małego jacka lub samego jacka (bo w zestawie mamy kabel z adapterem).



Faktycznie, kiedy położymy głowę na poduszce nie przeszkadzamy nikomu w śnie, a sami nie męczymy uszu słuchawkami. Rzecz jasna jakość dźwięku, choć jest on stereo, nie zadowoli prawdziwych melomanów. Sama jednak używam jej do słuchania audiobooków i radia, w czym sprawdza się rewelacyjnie!

A czasem dla ukojenia nerwów miło na dobranoc, choćby i w nie najwyższej jakości posłuchać:

poniedziałek, 2 stycznia 2012

Co nowego w Nowym Roku?

Witajcie po Świątecznej przerwie - zaczynamy dziś od garści nowości, na które warto było czekać do 2012 roku.

CZARNY OBELISK 21 stycznia wypuści na rynek swój nowy album "Martwy sezon"/''Мёртвый сезон"/. Grupa zapowiedziała, że tym razem płyta pojawi się wyłącznie w wersji de luxe:) Ja, naturalnie, już nie mogę się doczekać, choć nie wiem, czy uda mi się kupić album bezpośrednio ze strony zespołu, czy pan sprzedawca z Tuły będzie musiał pośredniczyć. W każdym razie to będzie mój pierwszy zakup w tym roku, a o jego efektach nie omieszkam wspomnieć na blogu.


Być może w tym roku Margarita Puszkina ucieszy swoich fanów trzecią płytą z serii Dynastii Poświęconych - czekamy! Przy okazji przekazuję wszystkim fanom twórczości wspaniałej Margo - pozdrowienia wprost od samej Margarity Anatoljewny!!!

ARTUR BIERKUT, który obecnie intensywnie koncertuje ze swoją grupą, także obiecał, że "Право дано" będzie miało w tym roku swoją albumową kontynuację. Póki co do kilkudziesięciu klubów całej Rosji trafiły wersje karaoke utworów ze wspomnianej epki.

Gitarzysta zespołu KIPIEŁOW w ostatnich dniach grudnia uchylił rąbka tajemnicy zapowiadając na 2012 premierę nowego singla grupy. Brzmi jak bajka, zwłaszcza, że Mołczanow, który właśnie wydał DVD z nagraniem lekcji wszystkich swoich partii z "Żyć na przekór" /"Жить вопреки"/, niejasno napomknął też o nowym albumie...



Co jeszcze?

Pewnie 2012 sprezentuje nam jeszcze wiele niespodzianek. Oby były one dla nas jak najmilsze!