wtorek, 20 grudnia 2011

Śpiąca Królewna vs Cerber

Jedną z rzeczy, która do dziś mnie zadziwia i poniekąd fascynuje jest kwestia ochrony rosyjskich muzyków w czasie koncertów. Można ją podzielić właściwie na dwie odmiany: ochrona bliska zeru i ochrona krępująca samego ochranianego.

Oczywiście, że wolą z punktu widzenia publiczności, aby ochrona może była trochę luźniejsza i pozwalała na jako taki kontakt z wykonawcą z drugiej strony widząc, co się dzieje na rosyjskich koncertach zaczynam się mocno przewartościowywać swoje poglądy.

Wolę, żeby muzycy mieli większy psychiczny komfort niż ci, których zobaczycie poniżej.





Można oczywiście powiedzieć, że powyższe przykłady są jak najbardziej pozytywne - w końcu fani  w ten sposób wyrażają swoją sympatię.
Ale czy tak trudno sobie wyobrazić, że wśród publiczności stoi jakiś obrażony na cały świat i wokalistę szaleniec z nożem w ręku? 
Niefrasobliwość ochrony jest w tym momencie bardzo niepokojąca.

Jak pisałam, wiele jest też takich koncertów, gdzie ochrona nadużywa swojej pozycji i kończy się to ostrą draką. Wtedy, jak podany poniżej przykład z koncertu ALICJI, muzycy czują się równie bezradni. Co mają robić: uspokajać ze sceny? grać dalej jak gdyby nigdy nic? czy samemu pójść rozgonić towarzystwo?

Raz Kinczew musiał uspokajać fanów, tłumacząc im, iż obiecał pani dyrektor tej sali, że widownia nie złamie ani jednego krzesła.



Innym razem musiał uspokajać ochronę, która zbyt agresywnie próbowała włączyć się w ochronę koncertu. Kinczew prosi milicjantów, aby zostawili młodzież i wroga szukali wśród obcych, a nie wśród swoich rodaków.



Wiem, że ochrona koncertów to nie bułka z masłem: z jednej strony trzeba zapewnić bezpieczeństwo muzykom, a z drugiej słuchać ich wytycznych, które nieraz nijak mają się do ogólnie przyjętych norm i wchodzą w jawny konflikt interesów.

Jednak nadal wierze, że pomiędzy Śpiąca Królewną i Cerberem istnieje złoty środek zadowalający wszystkie zainteresowane strony: muzyków, publiczność i ochronę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz