wtorek, 4 października 2011

Osobliwości rosyjskich płyt

Kiedy kupiłam sobie pierwszą płytę kompaktową w Rosji poczułam powiew prawdziwej egzotyki. 
Pierwszy w oczy rzucił mi się, wyglądający jak znaczek pocztowy, hologram. Z czasem odcyfrowałam znajdujący na nim skrót i sens rysunku. Jednak okazało się, że na kolejnych kupowanych przeze mnie płytach hologram wygląda trochę inaczej: raz pojawiają się cyfry, raz napisy, a jeszcze innym razem jest użyty jakiś inny kolor.
Okazało się, że НДП oznacza skrót od Niekomercyjnego Partnerstwa Dystrybutorów, które raz na jakiś czas wprowadza zmiany. Bywa, że dany znaczek obowiązuje tylko kilka miesięcy i związek znów modyfikuje wygląd hologramu. Cóż, ich sprawa, tylko jak przeciętny nabywca ma się zorientować w tej plątaninie? Zastanawia mnie jak uzasadnić sens tych innowacji? W końcu podróbka od oryginału różni się detalami, a NPD ciągle nimi żongluje...
Nagrania wydawane w latach 2002-2005 były okraszone takimi znakami:





Poniżej pokazuję obecnie obowiązujące hologramy:



Pytanie za stop punktów: jak długo powyższe hologramy będą w użyciu?

Jeśli hologram może budzić wątpliwości, czy dany produkt jest oryginalny, to poniższy napis je automatycznie rozwiewa:

Nie do sprzedaży w Moskwie

Fakt, płyta sprzedawana w Kaliningradzie ma małe szanse, żeby podpaść pod moskiewski wymiar sprawiedliwości, ale takie jawne piractwo było dla mnie zaskoczeniem. Zwłaszcza, że album, na którym znalazłam ten napis, nie był sprzedawany na rynku, czy w kiosku z 1001 drobiazgów, ale w sklepie w jednym z największych centrów handlowych...

Ostatnia rzecz jest absurdem, który bawi mnie do dziś.
Tak jak w wielu innych krajach, także i w Rosji istnieją płyty w wersji uproszczonej i w wersji wzbogaconej o  kilkustronicową książeczkę. Z zewnątrz wydania nie różnią się niczym, dopiero po zdjęciu folii i otwarciu pudełeczka naszym oczom może objawić się poniższa ramka:


Oczywiście wersje rozróżnimy po cenie, chyba, że trafimy na nieuczciwego sprzedawcę...chyba że...
Niestety polskie sklepy sprowadzające płyty ze Wschodu (o których warto wspomnieć szerzej, więc zostawiam to na inną okazję)albo nie wiedzą o tym, że zakupują prostsze wersje, albo wydaje im się, iż kupują coś w promocji...O trzecią ewentualność: polskie sklepy naciągają nieświadomych nabywców, nie chcę nikogo posądzać.

Sam dwujęzyczny napis przypomina mi stary dowcip.
Statek podpływa do kei i stojący na burcie rosyjski marynarz woła do przychodnia, aby ten złapał linę i zacumował statek:
- Dierży linu!
- Nie rozumiem - odpowiada przechodzień.
- Parlez-vous francais?
- Nie.
- Sprechen sie deutsch?
- Nie.
- Do you speak english?
- Yes, I do!
- So, dierży linu!...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz