piątek, 23 grudnia 2011

Z najlepszymi życzeniami!

Już dziś (bo w końcu wypadałoby, żebym zabrała się za przygotowania;D) życzę wszystkim Czytelnikom: wesołych Świąt! dużo prezentów i bardzo muzycznych:)


Jeśli w przerwie świątecznej będziecie się jednak z jakiegoś powodu nudzili przedstawiam kilka pomysłów na miłe spędzenie czasu:

- można posłuchać nowej płytki EPIDEMII, całkiem legalnie (zabezpieczonego wklejonymi radiowymi jinglami) na stronie NASZEGO RADIA;

- można wziąć udział w czacie z Witalijem Dubininem na stronie Mastersland, wystarczy się tylko zarejestrować i zostawić pytanie, jeśli będzie interesujące Muzyk odpowie Wam;

- można po prostu siąść i czekać na nowy album CZARNEGO OBELISKU - "Martwy sezon" / "Мёртвый сезон", który ukaże się 21 stycznia 2012 roku - ale o nim napiszę więcej w następnym roku.

Życząc jeszcze raz wszystkiego dobrego - żegnam się do następnego roku!!!

wtorek, 20 grudnia 2011

Śpiąca Królewna vs Cerber

Jedną z rzeczy, która do dziś mnie zadziwia i poniekąd fascynuje jest kwestia ochrony rosyjskich muzyków w czasie koncertów. Można ją podzielić właściwie na dwie odmiany: ochrona bliska zeru i ochrona krępująca samego ochranianego.

Oczywiście, że wolą z punktu widzenia publiczności, aby ochrona może była trochę luźniejsza i pozwalała na jako taki kontakt z wykonawcą z drugiej strony widząc, co się dzieje na rosyjskich koncertach zaczynam się mocno przewartościowywać swoje poglądy.

Wolę, żeby muzycy mieli większy psychiczny komfort niż ci, których zobaczycie poniżej.





Można oczywiście powiedzieć, że powyższe przykłady są jak najbardziej pozytywne - w końcu fani  w ten sposób wyrażają swoją sympatię.
Ale czy tak trudno sobie wyobrazić, że wśród publiczności stoi jakiś obrażony na cały świat i wokalistę szaleniec z nożem w ręku? 
Niefrasobliwość ochrony jest w tym momencie bardzo niepokojąca.

Jak pisałam, wiele jest też takich koncertów, gdzie ochrona nadużywa swojej pozycji i kończy się to ostrą draką. Wtedy, jak podany poniżej przykład z koncertu ALICJI, muzycy czują się równie bezradni. Co mają robić: uspokajać ze sceny? grać dalej jak gdyby nigdy nic? czy samemu pójść rozgonić towarzystwo?

Raz Kinczew musiał uspokajać fanów, tłumacząc im, iż obiecał pani dyrektor tej sali, że widownia nie złamie ani jednego krzesła.



Innym razem musiał uspokajać ochronę, która zbyt agresywnie próbowała włączyć się w ochronę koncertu. Kinczew prosi milicjantów, aby zostawili młodzież i wroga szukali wśród obcych, a nie wśród swoich rodaków.



Wiem, że ochrona koncertów to nie bułka z masłem: z jednej strony trzeba zapewnić bezpieczeństwo muzykom, a z drugiej słuchać ich wytycznych, które nieraz nijak mają się do ogólnie przyjętych norm i wchodzą w jawny konflikt interesów.

Jednak nadal wierze, że pomiędzy Śpiąca Królewną i Cerberem istnieje złoty środek zadowalający wszystkie zainteresowane strony: muzyków, publiczność i ochronę.

poniedziałek, 19 grudnia 2011

Trochę lata pod koniec jesieni

nazwa: АВГУСТ
rok powstania: 1982
miejsce powstania: Leningrad
język utworów: rosyjski
oficjalna strona: www.avgustrock.net


Dziś będzie wyjątkowo klasycznie, a na dodatek z polskimi akcentami!
Grupa AWGUST (co można przetłumaczyć zarówno jako imię AUGUST, jak i SIERPIEŃ) jako pierwszy z zespołów reprezentowała ZSRR na Metalmanii w Katowicach w 1988r. W tamtych czasach grupa dawał po czterdzieści i więcej koncertów miesięcznie i jako jedna z nielicznych bardzo aktywnie występowała w Środkowej Europie. 
Sceną natomiast dzieła z takimi tuzami jak polskie TSA (!) i chyba przez niewielu pamiętany dziś zespół KORBA. 

I tu mała dygresja - pamiętam, że pierwszym koncertem, na jakim w życiu byłam, był właśnie występ KORBY na Długim Targu w Gdańsku, a w pamięć zapadły mi dwie rzeczy. Pierwsza - ich ówczesny hit "Biały rower", którego tekst w 90% do dziś pamiętam, druga - to jak ścierpły mi nogi, bo tata cały koncert trzymał mnie na barana, żebym cokolwiek widziała :)


Wracając do AWGUSTA - przypomniał mi się ostatnio dzięki wyszperanemu na aukcji analogowi. Od kilku dni kręci się więc na talerzu i raduje uszy. 
Fakt, że nagarnie zdradza duże niedociągnięcia produkcyjne, ale jako pamiątka z przeszłości niezmiernie mnie cieszy. Zwłaszcza, gdy opis na okładce zapowiada heavy metal, a z krążka płynie najwyżej hard rock:) 

Dziś choć zespół nadal koncertuje, a nawet pracuje nad nową płytą, AWGUST stracił swój status. Panowie grają na pomniejszych imprezach, natomiast niezmiennie punktem kulminacyjnym jest wykonanie tytułowego utworu z ich debiutanckiej płyty, który prezentowałam w sobotę, a który ostatnio często gości w moich głośnikach. 

sobota, 17 grudnia 2011

Do poniedziałku!

A dziś zapowiedź na poniedziałek - bardzo klasyczny hard rock. Z góry przepraszam za jakość video, ale to najlepsza jaką znalazłam z tych trochę starszych wersji.

piątek, 16 grudnia 2011

Romans Kipiełowa

Ostatnio znalazłam wreszcie w całości zapoznany rosyjski romans, który dla szerokiej publiczności na nowo odkryła Jewgienija Smoljaninowa. Oczywiście szukałam nie jej wykonania, a Kipiełowa i Spółki. Wokalista od dawna jest znany z tego, że bardzo bliskie są mu tradycyjne rosyjskie melodie. Często, jak wspomina w wywiadach, śpiewa je przed koncertami dla rozgrzania strun głosowych.

Rok temu na wiosennych koncertach KIPIEŁOW zrobił niespodziankę swoim fanom śpiewając tradycyjne pieśni z żeńskim kwartetem MALINOWKA. Zwłaszcza Ci, którzy pamiętają Kipiełowa jeszcze z czasów ARII byli zaskoczeni, ale mimo tego bardzo ciepło przyjęli pomysł wokalisty.

Nie wiem jak dla Was, ale moim zdaniem jego wykonanie "Kołysanki Rosji" jest bardzo dobre i pokazuje, jak wielkim wokalistą jest Walery. Zaśpiewać wyłącznie przy akustycznym akompaniamencie jest sztuką, zwłaszcza, gdy nie jest to mała salka, a wielki koncert.

środa, 14 grudnia 2011

Mocne uderzenie słabej(?) ręki

nazwa: Fiend
rok powstania: 2007
miejsce powstania: Moskwa
język utworów: angielski
oficjalna strona: www.fiendband.com


Powiem szczerze - do grupy FIEND przyciągnęła mnie okładka ich albumu, która była wariacją na temat powyższego logo. Potem zaczęłam słuchać, słuchać i jeszcze raz słuchać. I choć przeważnie wolę bardziej klasyczne dźwięki, to tym razem zaraziłam się energią death metalowego kwartetu.

Jakie było moje zaskoczenie, gdy zobaczyłam, że na perkusji gra kobieta (!). Nie dość powiedzieć, że ona gra, ona - za przeproszeniem nawala po garach aż miło! Niby słaba płeć, a takiego powera w rękach mógłby Irze pozazdrościć nie jeden.

Rzadko sięgam po rosyjskie zespoły, które nie nagrywają utworów w ojczystym języku. Koniec końców, to w jego melodii czai się sekret ich wyjątkowości. Jednak diabelskie tempo FIENDa porywa mimo angielskojęzycznych tekstów.


Na razie trudno przewidzieć, w którą stronę podąży zespół i czy będzie się rozwijał. Dwa studyjne albumy to trochę za mało, bym mogła pokusić się o poważniejszy osąd. Póki co pozostaje słuchanie. Rozwój grupy będę na pewno śledzić.

A tu próbka ich możliwości. Dla zainteresowanych dodam, że ich muzyką można kupić na iTunes.

Dyskografia:
- "The Blooming Tremble" (2009)
- "Before My Eyes" (2011)

wtorek, 13 grudnia 2011

Pozdrowienia dla Czytelników rosyjskiegometalu z Astrachania!

Bardzo mi miło donieść drogim Czytelnikom, że piszą już o Was na Arock.ru!

Poniżej notatka, którą portal umieścił na swojej stronie. Pozdrawiam więc polskich Czytelników i приветсвтую русских Читателей моего блога - МЫ вместе!


Новости

НАС ЧИТАЮТ В ПОЛЬШЕ

11.12.2011
Черный Обелиск в АстраханиВ качестве читателей к нашему порталу присоединилась Восточная Европа, а точнее читатели с Польши. Отчет с концерта группы Черный Обелиск в Астрахани был переведен на польский язык и размещен на страницахпольского сайта.
Вот такая приятная воскресная новость. Собственно, это еще раз подтверждает наш постоянный слоган: "РОК В АСТРАХАНИ - www.arock.ru - МЫ вместе!".

poniedziałek, 12 grudnia 2011

Smoki, elfy i power metal

nazwa: Эпидемия /Epidemia/
rok powstania: 1993 (oficjalnie 1995)
miejsce powstania: Moskwa
język utworów: rosyjski
oficjalna strona: www.epidemia.ru



25 listopada 2010 roku Maksim Samoswat ogłosił muzycznemu światu, że opuszcza grupę. Kilkanaście dni później poznaliśmy nazwisko nowego wokalisty EPIDEMII - trudną rolę zastępcy wziął na siebie Jewgienij Jegorow.
Ale zacznijmy od początku...

Zespół powstał w Moskwie w 1993 roku i długo pozostawał tak naprawdę grupą niszową. Swoje skrzydła rozwinął dopiero w 2000 roku, kiedy do EPIDEMII dołączył nowy solista - Samoswat. Wraz z nim grupa nagrała jedną z najciekawszych w swojej dotychczasowej dyskografii płytę - pierwszą rosyjską metal operę. Z niej właśnie umieściłam w sobotnim poście fragment "Пройли свой путь", w którym na mandolinie wspierał zespół producent - Władimir Hołstinin (tak, dobrze się skojarzyło Ci się drogi Czytelniku, mowa o gitarzyście ARII). Do recenzji płyty pozwolę sobie odesłać tu.


Grupa już od pierwszych płyt powoli wchodziła w tematykę rodem z literatury fantasy. Po latach przelotnych romansów ze smokami, elfami i resztą bandy z tego świata, EPIDEMIA stworzyła własną opowieść, którą rozwija na kolejnych albumach.

Jak wspomniałam, moim zdaniem zespół po "Elfowym rękopisie" na razie nie nagrał nic lepszego, ale jeszcze nie słyszałam ostatniego albumu - składanki z wokalem Jegorowa, który również śpiewał fragmenty na wspomnianym "Elfowym rękopisie" z 2003 roku.

Nie wiem, czy w tej konwencji zespół będzie w stanie jeszcze czymś zaskoczyć swoich słuchaczy. Mam nadzieję, że tak i czekam zarówno na nowe nagrania EPIDEMII, jak i Maksima Samoswata.



Dyskografia:
- "Воля к жизни" (1998)
- "На краю времени" (1999)
- "Загадка волшебной страны" (2001)
- "Эльфийская рукопись" (2003)
- "Жизнь в сумерках" (2005)
- "Эльфийская рукопись: Сказание на все времена" (2007)
- "Дорога домой" (2010)
- "Всадник из льда" (2011)

czwartek, 8 grudnia 2011

Niespodzianka!

Oto część obiecanej niespodzianki: dostałam prawo na tłumacznie relacji i zamieszczenie zdjęć z koncertu CZARNEGO OBELISKU, czym z Wami spieszę sie podzielić.

CZARNY OBELISK ciagle jeszcze świetuje XXV-lecie swojego istnienia, ale jego nowa płyta tuż-tuż. Ale o niej w drugiej części niespodzianki, już niedługo.
Poniższy reportaż ukazał się na stronie Arock.

CZARNY OBELISK w Astrachaniu

Dla nieświadomego człowieka, któremu rosyjski rock kojarzy się wyłącznie z grupami KINO, ALICJA i ARIA, istnienie grupy CZARNY OBELISK byłoby wielkim zaskoczeniem. Jednak ten zespół, któremu w tym roku stuknęło nie mniej ni więcej a 25 lat (!), ma ogromną armię fanów! W tym i w naszym mieście. Dzięki nim i, oczywiście, wysiłkom ogranizatorów 30 listopada miał miejsce długo oczekiwany koncert CZARNEGO OBELISKU.



Kiedy wokalista grupy Dmitrij Borisienkow pojawił sie na scenie i ocenił sytuację na sali, zwrócił się do widowni ze słowami: "Dziś będziemy mieli sowiecki koncert. Wy siedzicie, a my tańczymy". Rzeczywiście, fotele na rockowym koncercie wydają się zupełnie niepotrzebnym i wręcz przeszkadzającym atrybutem. Ale i to nie zatrzymało fanów CZARNEGO OBELISKU. Po kilku wykonanych utworach prawie cała sala zaczęła przesuwać sie w stronę sceny, żeby być bliżej swoich ulubionych muzyków. W ogóle atmosfera była niesamowita - dawno nie widziałam, żeby sala z taką atencją przyjęła grupę. Tego wieczoru w stu procentach nie było zbędnych czy przypadkowych ludzi, którzy przyszli po prostu tak na "przyjezdną grupę", lub przyciągniętych nazwą znaną ze słyszenia. Wszyscy goście koncertu szli celowo i z przekonaniem na CZARNY OBELISK. I muzycy odczuwali tę pozytywną energię, podając hit za hitem.

Od czasu do czasu, w przerwach między utworami, w sali zaczynano skandować tytuł utworu "Я остаюсь"/"Ja zostaję"/. Grupa nie mogła zostawić swoich fanów bez jej wykonania i "Я остаюсь" w końcu zabrzmiało ze sceny. Podsumowując, CZARNY OBELISK zagrał pełnowartościowy dwugodzinny koncert. Na tym polu "staruszki" rosyjskiego rocka mogą dać przykład młodym grupom, jak czadowo można zagrać duży koncert na jednym oddechu, nie wypadając z rytmu i nie tracąc uwagi publiczności. Muzycy włożyli tyle serca, że gdzies w połowie wieczoru Dmitrij oświadczył sali, że "taktownik odniósł ranę: porwała się membrana". Ale grupa nie przestała grać.



Jako ostatni na tym koncercie zabrzmiał utwór, który CZARNY OBELISK dedykował płci pięknej, - "Сука.Разговоры"/"Suka.Rozmowy"/. I tyle, wszystkie utwory zagrane, wieczór miał się ku końcowi. Jednakże muzycy nie spieszyli sie schodzić ze sceny. Jeszcze długo szczęśliwi fani dostawali swoją zasłużoną porcję autografów i zdjęć z idolami. Dla niektórych kontakt miał swoją kontynuację także w części dla artystów Teatru Muzycznego. Jak się okazało, muzycy CZARNEGO OBELISKU, nie zważając na swój status, są bardzo przyjacielskimi i kontaktowymi ludźmi. Mnie udało się poznać odczucia Dmitrija Borisienkowa co do własnie zagranego koncertu: "Na początku było dziwnie, o tyle, że miejsca w sali były siedzące i przed sceną nie było praktycznie miejsca dla ludzi, którzy mogli by słuchać stojąc. Ale potem mimo wszystko podeszli do sceny". Na pytanie o astrachańskim przyjęciu, Dmitrij odpowiedział tak: "Szczególnie pod koniec było dobrze!".

Ten koncert zostanie zapamiętany zarówno przez samą grupę, jak i przez jej fanów. I choć tak niedawno to było, już ponownie czekamy na CZARNY OBELISK. Grupa była u nas po raz pierwszy i, jak potwierdził Dmitrij, nie ostatni: "Zaprosicie - przyjedziemy". A my zaprosimy obowiązkowo! 

tekst: Regina Ramazanowa 
foto: Kat Sobo - pozostałe zdjęcia z koncertu można obejrzeć tu.
tłumaczenie: Ksenia Przybyś

Я хочу поблагодарить г.Павела Росихина за право на первод - Ксения Пшибысь.

wtorek, 6 grudnia 2011

List do Świętego Mikołaja/ Dziadka Mroza











Nie chcesz - to nie wierz. Ja tam w Ś.M. wierzę i dlatego piszę do niego list otwarty, bo pewnie poczta w Rovaniemi o tej porze już zapchana, a może Mikołaj nie wie co mi przynieść, to spieszę z pomocą!

Kochany Święty Mikołaju!
Byłam w tym roku...hmm, może pomińmy tą kwestię, w każdym razie bywały gorsze lata, a rózgi i tak mi nie przyniosłeś! Proszę Cię więc, abyś w tym roku przyniósł mi coś z tej skromnej listy:

- "Encyklopedia Omskiej Sceny Rockowej" Andrieja Trietjakowa /Энциклопедия омской рок-сцены/
- "Ten rosyjski rock'n'roll" Aleksandra Ustinowa /Этот русский рок-н-ролл/
- singiel "Когда-нибудь" CZARNEGO OBELISKU
- epkę "Чёрное - белое" też CZARNEGO OBELISKU
- prawa do tłumaczenia tych książek, o które w następnym roku poskładam propozycje :)

To tyle. Mam nadzieję, że to dla Ciebie nie problem.
Pozdrów ode mnie swoje renifery!

Twoja Ksenia

poniedziałek, 5 grudnia 2011

Rosyjscy basiści

W nawiązaniu do mojej prywatnej listy ulubionych rosyjskich muzyków - teraz trochę o basistach.
Oczywiście część z muzyków grających na czterostunowej gitarze stanowi tylko tło dla reszty zespołu, ale dziś takich wyrobników pominę milczeniem i skupię się na prawdziwych wirtuozach, których nie opisuję  według zasług, ale wymieniam jednym tchem - w porządku alfabetycznym (rosyjskiego alfabetu).

АЛИК ГРАНОВСКИЙ



Aleksnder "Alik" Granowski - basista wręcz kultowy. Dla młodych adeptów basu, jego solówka wymyślona jeszcze za czasów bytności w ARII do utworu "Тореро"/"Toreador"/ stała się probierzem umiejętności.
Alik był pierwszym basistą ARII, a od 1987 roku, kiedy wraz z kolegami załorzył MISTRZA - niezmiennym liderem nowego projektu.

Nieiwielu basistów moze pochwalić się takim statusem, jakiego swoim talentem i charyzmą, dopracował sie Granowski. Każdy chce z nim grać, każdy chce wziać choc kilk alekcji u mistrza, bo te niezmiennie działają jak tajemnicze zaklęcie otwierajace sezam i podwoje najbardziej prestiżowych zespołów.

ВИТАЛИЙ ДУБИНИН



Witalij Dubinin to basista bardzo charakterystyczny. Jak z gitarzystami, których po przesłuchaniu większej dawkijestem w stanie rozpoznac na słuch, tak i Dubinina jako jednego z nielicznych basistów.
A jeśli dodać do tego, że około 80% repertuaru ARII powstało przy jego udziale, szacunek rośnie niepomiernie. A trzeba jeszcze wspomnieć, że Dubinin potrafi także całkiem nieźle śpiewać. Posiadając zupełnie przeciętną skalę głosu, umie wykorzystać drzemiacy w jego sile i barwie potencjał.
Jest niedoścignionym wzorem dla wielu, a sam wciąż sie uczy.

ДАНИИЛ ЗАХАРЕНКОВ


Daniił Zacharienkow - człowiek, który z basu wydobywa najbardziej sążniste kawałki. Takiego solidnego, mocnego basu można ze świecą szukać!
Daniił gra na pięciostrunowym basie, ale wydobywa z niego tyle dźwięków, że czasem odnoszę wrażenie, że tych strun ma ze dwa razy więcej. 

No i ta moc!
Tak soczyste dźwięki poruszają każdy organ w ciele słuchacza - wszystko drży w takt jego gry i to się nazywa mistrzostwo!

Zacharienkow - obecnie stanowi jeden z filarów CZARNEGO OBELISKU. Wcześniej grał w takich zespołach jak Э.С.Т., czy Adolf Castle.
O tych grupach pewnie wspomnę jeszcze przy okazji, a do basisty zapewne jeszcze nie raz będe wracać.

sobota, 3 grudnia 2011

Zamiast

Niestety, z przyczyn ode mnie zupełnie niezależnych, prezentacja zapowiedzianej wczoraj niespodzianki odbędzie się w innym terminie, za co Czytelników przepraszam. Jak pisał nasz wieszcz już był w ogródku, już witał się z gąską...a tu wpadł do dołka z napisem "biurokracja". 
Zamiast - proponuję dziś najlepszy z dotychczas nagranych przez ARIĘ teledysków.

piątek, 2 grudnia 2011

"Popiół" czyli bardzo dziwny album


To nie jest mój ulubiony album CZARNEGO OBELISKU, ale nadal jest dla mnie intrygującą zagadką i to stanowi o  jego sile. 
Z jednej strony patrząc - to pierwszy wydany po śmierci Anatolija Krupnowa z nowym wokalistą - Dmitrijem Borisienkowem. I jako taki, można określić jako najsłabszy z trzech wydanych dotąd albumów tego składu.
ALE...
No właśnie jest duże "ale". Prawie wszystkie utwory z tej płyty weszły na stałe do koncertowego repertuaru grupy i nic dziwnego, bo są tu właściwie wyłącznie dobre kawałki. Od samego początku, gdzie wita nas sążnisty bas Zacharienkowa, przez kolejne utwory, gdzie bajeczna perkusja Jermakowa i mocne gitary Borisienkowa i Swietłowa nie dają nam złapać oddechu!

Sekret albumu kryje się też w tym, że właściwie za każdym razem po jej przesłuchaniu, trzyma mnie dłużej coraz to inny kawałek. A jeśli nawet ten sam co przy poprzednim odsłuchiwaniu, to w innej wersji (bo na poszerzonym wydaniu z 2004 roku znajdują się cztery podwojone kompozycje).
Na poszerzonym wydaniu znajduje się również teledysk, który krąży oczywiście w sieci, ale czy to nie miło poczuć, że ma się jego kopię na własność?


Tak, "Popiołu" słucham często i nawet jeśli zmienię okładkę w zakładce teraz słucham na inną, to tego albumu nie odkładam daleko od odtwarzacza. Zwłaszcza, że mam taką przypadłość, że w nocy śni mi się bardzo często muzyka i potem chodzi za mną cały dzień. Żeby uciszyć muzykę w głowie - puszczam ja do uszu.
Czy to działa?
Tak na 50% :)

PS. Jutro - obecność obowiązkowa - będzie prawdziwa perełka muzyczna!!! ZAPRASZAM!

środa, 30 listopada 2011

Najszybszy gitarzysta świata



W swoich poszukiwaniach dobrej muzyki z Rosji zaszłam kiedyś do przedziału z napisem Wiktor Zinczuk. I wpierw oszołomiona ilością przyznanych mu nagród i wyróżnień zaczęłam tradycyjne odsłuchiwanie oraz wczytywanie się w muzyczną biografię gitarzysty. 
Zinczuk próbował swoich sił na scenie już na początku lat 80., a w 1988 roku założył własną grupę: basista, klawiszowiec i perkusista stworzyli tło dla wirtuoza i jego kompozycji w stylu heavy metalowym oraz aranżacji muzyki poważnej.

W 2001 roku Zinczuk trafił do Księgi Rekordów Guinessa za wykonanie "Lotu trzmiela" Rimskiego-Korsakowa w tempie 20 nut/sekundę, czyli cały utwór zagrał w 24 sekundy. Oto zapis video tego wydarzenia:



Jak już wspomniałam, Wiktor bardzo chętnie sięgał do muzyki klasycznej, w tym do bardzo lubianego przez gitarzystów (vide: mistrz Steve Vai) 24 Kaprysu Paganiniego.
W tym wypadku również teledysk, który zajął trzecie miejsce na międzynarodowym festiwalu "Złoty Jeleń w Transylwanii, wart jest zauważenia.



I wszystko było by pięknie, gdyby tylko Wiktor w swoich aranżacjach nie umieszczał tylu klawiszy rodem z kiepskiego wesela. Kunszt gitarzysty szczelnie przykrywają nie tylko dodatkowe "plastikowe" instrumenty, również sama aranżacja aż prosi się o muzyczne pogłębienie tematu, a nie spłaszczenie go do wymiaru melodyjki z monofonicznego telefonu...

Szczerze pisząc wiązałam duże nadzieje z ostatnim albumem Zinczuka, na którym miały znaleźć się jego interpretacje celtyckich motywów. Niestety "Celtycki album" niczym mnie szczególnie nie zachwycił. Koszmarne klawisze wciąż tu jeszcze pokutują, ale nie tracę nadziei. Może kolejny album mnie porwie? Czekam, bo wiem, że Zinczuk potrafi, tylko w procesie produkcji gubi swój talent. Trzymam kciuki i nie skreślam:)

sobota, 26 listopada 2011

Muzyka na sobotni wieczór

Ostatnio znalazłam i już oderwać się nie mogę...

Utwór pochodzi z filmu "Кто я?", w którym główny bohater stracił pamięć, nie wie nawet jak się nazywa, ale przypomina sobie różne fakty wyuczone w szkole, a także teksty Серьги. Piosenkarz pojawił się także epizodycznie w filmie.




Ангел


Да, я не дурак, просто не помню, кто я...


Как его узнать, если он рядом?
Как его назвать? Я думаю - ангел.
Мне гадать, не разгадать, эту тайну,
Но зачем ему надо со мною быть рядом?

Кто ты? отзовись! я чувствую тепло.
Кто ты? появись! и станет вдруг светло.
Он рядом, то сперпеди, то где-то за спиной,
Мне кажется, он каждый день со мной.


Но как его узнать, если он рядом?
Как его назвать? Я думаю - ангел.
Мне гадать, не разгадать, эту тайну,
Но зачем ему надо со мною быть рядом?

За руку ведёт, когда вокруг сплошной туман.
Тянет за язык, когда я робок или пьян.

Он рядом, то сперпеди, то где-то за спиной,
Мне кажется, он каждый день со мной.

Кто ты? отзовись! я чувствую тепло.
Кто ты? появись! и станет вдруг светло.
Он рядом, то спереди, то где-то за спиной,
Мне кажется, он каждый день со мной.

Мне кажется, он каждый день...

Очевидно, что дам ему шанс на очередную жизнь.


А вы только верите - не бросать жизнь, тогда жизнь тебя никогда не бросит.
Anioł


No, ja nie jestem wariatem, po prostu nie pamiętam, kim jestem...







Jak go poznać, jeśli jest obok?
Jak go nazwać? Myślę, że - anioł.
Mogę zgadywać, nie odgadnąć, tego sekretu,
Lecz po co jemu być obok mnie?



Kim jesteś? powiedz!ja czuję ciepło.
Kim jesteś? pokaż się! i stanie się światło.
Jest obok, raz sprzodu, raz gdzieżś za plecami,
Wydaje mi się, że każdy dzień jest ze mną.



Lecz jak go poznać, jeśli jest obok?
Jak go nazwać? Myślę, że - anioł.
Mogę zgadywać, nie odgadnąć, tego sekretu,
Lecz po co jemu być obok mnie?



Za rękę wyciągnie, kiedy wokół gęste chmury.
Ciągnie za język, gdy jestem zahukany i pijany.


Jest obok, raz sprzodu, raz gdzieżś za plecami,
Wydaje mi się, że każdy dzień jest ze mną.


Kim jesteś? powiedz!ja czuję ciepło.
Kim jesteś? pokaż się! i stanie się światło.
Jest obok, raz sprzodu, raz gdzieżś za plecami,
Wydaje mi się, że każdy dzień jest ze mną.

Wydaje mi się, że każdy dzień...


Oczywiście, że dam mu szansę na kolejne życie.


A wy tylko uwierzcie - nie porzucać życia, wtedy życie ciebie nigdy nie porzuci.


[tłum.Ksenia Przybyś]

piątek, 25 listopada 2011

Gdzie kupować rosyjskie płyty?



Na tak zadane pytanie najlepszą odpowiedzą jest: w Rosji. Jednak zakładając wariant, że nie jeździmy do wschodnich sąsiadów często i nie mamy podróżujących znajomych zostajemy zdani na sklepy wysyłkowe.
Żeby nie paść łupem nieświadomego/nieuczciwego sprzedawcy warto spojrzeć na informacje o rosyjskim hologramie, o który (jeśli nie jest widoczny na zdjęciu) warto dopytać sprzedawcę.
Oczywiście, nawet uzbrojeni w taką wiedzę, możemy nieraz stać się mimowolnymi nabywcami pirackich wersji. Sama muszę przyznać, że mam w swojej kolekcji i takie kuriozum: płyta z koncertem grupy KIPIEŁOW została nagrana na płytę, na której wcześniej był nagrany mecz i postać piłkarza przebija spod zdjęcia Kipiełowa...Na szczęście obrazowi, ani dźwiękowi to nie zaszkodziło, ale żałuję, że dałam zarobić piratom a nie muzykom. 


Wracając do sklepów. W internecie można znaleźć kilka polskich firm sprowadzających rosyjską muzykę. Jeśli zaś chodzi o jej ciężką odmianę - jest pewien problem. A mianowicie zasadza się on na tym, że amatorów gotowych kupić płytę z rosyjskim metalem jest u nas wciąż mało, a co za tym idzie oferta sklepów nie poraża obfitością. Jest trochę nowości, trochę klasyki gatunku, nieraz trafi się coś spoza głównego nurtu, ale to są naprawdę nieliczne wyjątki.

Jeśli sami wynajdziemy sobie jakiś tytuł i chcielibyśmy go kupić z polskiego sklepu trafiamy na zaporową cenę lub wynikający z tego samego powodu brak zainteresowania ze strony sprzedającego do sprowadzania pojedynczego egzemplarza.


Skąd więc brać legalne nagrania?

Dla mnie najlepszym(choć nie ukrywam - nie tanim) sposobem są zakupy w rosyjskich sklepach internetowych, które sprzedają na ebayu. Zabezpieczenie stanowi tu chociażby sam portal aukcyjny - nikt nie chce dostać negatywa.
Właśnie tam znalazłam sprzedawcę z Tweru, który na moją prośbę wystawia egzemplarz zamówionego mailowo tytułu. Fakt, że jestem stałą klientką tego sklepu na pewno pomógł mi w zyskaniu zaufania sprzedającego, który z życzliwością odnosi się do moich wynalazków i w 24h załatwia mi konkretną płytę.

Prawie idealnie. "Prawie", bo jeśli zamawiam już z Rosji, to wolałabym kupować wprost ze strony wybranego zespołu, ale niestety te w 99% nie wysyłają płyt do Polski. Wszystko rozbija się o przekaz pieniędzy - brak możliwości opłacenia drogą bezgotówkową paraliżuje cały zamach.

Może doczekamy się dobrych polskich sklepów z bogatą ofertą. A gdyby tak jeszcze sprzedający, jak kiedyś w małych sklepikach z płytami, mógł polecić coś pokrewnego muzyce, którą kupujemy. Mmmm, rozmarzyłam się...:)

czwartek, 24 listopada 2011

Ciągle szukam...



Częste porównanie zasobów muzyki rosyjskiej do kopalni, także i przeze mnie nieraz używane, nie oddaje tak naprawdę mojej metody poszukiwawczej. Moje poszukiwania dobrej, w mojej subiektywnej ocenie, muzyki wyglądają bardziej jak przesiewanie niż jak praca w kopalni. 
Biorę materiał całymi garściami i odkładam na bok to, co wydaje mi się godne uwagi, dokładniejszego przyjrzenia się i przesiewam dalej.
Przychodzi w końcu taki dzień, gdy zabieram się za te odłożone rzeczy i zaczyna się przesłuchiwanie. Przeważnie daję wybranemu wykonawcy kilka szans. Słucham, jeśli to możliwe, nagrań z różnych okresów twórczości artysty i dopiero wtedy decyduję, czy będę mu dalej poświęcała swoją uwagę. Jeśli nie - to w znakomitej większości nie wracam już do takiego wykonawcy, choć mam świadomość, że w taki sposób mogę coś ciekawego przeoczyć, ale szkoda mi czasu...Tempus fugit...

A co się dzieje z tymi, którzy zwycięsko przechodzą przez moje drugie sito?
Tych szukam dyskografii i zaczynam słuchać od pierwszego albumu do ostatniego. Lubię poznawać dokonania muzyków w porządku chronologicznym, choć i tu są pewne wyjątki od reguły. Jednak staram się śledzić kolejność poszczególnych albumów - wtedy można zauważyć jak rozwijała się muzyka, w którym kierunku podążała i czy wykonawca wpisał się w ówcześnie panujące muzyczne trendy w kraju i na świecie.

Zawsze, czy to gdy zajmowałam się muzyką Zachodu czy Wschodu, starałam się poznawać daną muzykę w kontekście. Zawieszony w próżni album jest dla mnie wyzwaniem. Chcę wiedzieć w jakim momencie historii grupy powstał, w jakim składzie był nagrany, w jakim studiu, kto płytę wyprodukował, kto napisał muzykę, a kto teksty, na jakiej firmy instrumentach była nagrana etc...
Czy to już podlega leczeniu? ;)

A skąd biorę muzykę do pierwszego przesiewu? - słucham najczęściej z internetu. Tą część muzyki, która mnie nie poruszyła wyrzucam z historii przeglądarki. Natomiast jeśli coś mi wpadło w ucho i przejdzie do ostatniej selekcji - kupuję albumy.
Ale o tym , gdzie kupuję rosyjską muzykę napisze już następnym razem.

poniedziałek, 21 listopada 2011

Dookoła Rosji z koncertami


*

Patrząc na listę koncertów wiodących zespołów metalowych i rockowych w Rosji trudno nie podziwiać ich częstotliwości. Muzycy mają średnio 6-8 występów na miesiąc, nie licząc lata, kiedy w czasie licznych festiwali liczba koncertów wzrasta do średnio 12-15. 
Taka kolej rzeczy jest oczywiście podyktowana tym, że na płytach, to żaden z grających ciężką muzykę zespołów w Rosji jeszcze się nie dorobił. Brzmi to jak pusty slogan, ale rzeczywistość niestety mówi sama za siebie.

Za przykład może posłużyć dziś już kultowa płyta ARII "Krew za krew". Jako honorarium muzycy otrzymali po kilka kartonów własnej płyty...
Siergiej Mawrin, który uczestniczył w nagraniu albumu, wspomniał niedawno, jak udało mu się sprzedać wszystkie pięć kartonów. Za całą otrzymaną sumę kupił sobie koreańskie adidasy (sic!).


Kiedy czytam takie historie, to naprawdę podziwiam muzyków, że jeszcze im się chce nagrywać. Z drugiej strony duża ilość koncertów działa bardzo pozytywnie - zespół nie tylko prezentuje swój dorobek, ale i doszlifowuje go. Poszczególni członkowie zgrywają się ze sobą oraz nabierają większej swobody scenicznej. Czyli praktycznie same plusy!
Jednak, gdyby otrzymywali większe honoraria z płyt, to chyba nie przewróciłoby im się w głowach...ja bym zaryzykowała.
Bo, nie zapominajmy, że trasa koncertowa, to w Rosji głównie trasa: setki kilometrów we własnym autokarze lub w pociągu - nikt się tam samolotami nie wozi. A spróbuj tak przez dwa miesiące spać w kołyszącym autobusie. Zwłaszcza, że większość muzyków, to postawni faceci, którzy nie mieszczą się na dwóch fotelach, tylko rozkładają się na czterech - zwisając częścią ciała w przejściu. 
Po przyjeździe na miejsce rozpakowywanie, próba techniczna, chwila, żeby coś zjeść, koncert, spotkanie z fanami, pakowanie i od nowa w drogę. Brzmi nawet nieźle, ale jak się żyje w ten sposób dwadzieścia lat, to budzi jednak respekt.

* Wykorzystaną przeze mnie fotografię z wstawionymi jeżykami znalazłam oczywiście w rosyjskim internecie. A jako fanka tej postaci (z bajki "Jeżyk we mgle" /"Ёжик в тумане"/) nie mogłam się oprzeć - musiałam wstawić:)

sobota, 19 listopada 2011

Metal na tle muru

Ostatnio, przeglądając różne stare zdjęcia rosyjskich(a właściwie jeszcze radzieckich)zespołów metalowych, zauważyłam ciekawą prawidłowość. Mianowicie, wszystkie znane mi grupy z tamtych czasów wśród różnych ujęć jedno posiadały obowiązkowo. Była to fotografia danego zespołu na tle muru z cegieł. 
Żeby nie być gołosłowną, oto przykłady:

ALICJA

ARIA

MISTRZ

CZARNY OBELISK

KINO

Interesujące, że takie ujęcie miały także Zachodnie grupy w swoich archiwach - mur kojarzy się z ciężką muzyką i daje ciekawy efekt na czarno-białych zdjęciach. Jednak powszechność tego ujęcia nie przestaje mnie zadziwiać. 
To trochę jak z ujęciami gotyckich zespołów na tle ruin zamku, ze świecami i obowiązkową pełnią księżyca. 
Cóż, gatunek - zobowiązuje.
A zdjęcie z cegłami, choćby nie wiem jak bardzo było oklepane, daje efekt murowany;)

piątek, 18 listopada 2011

Muzyka na początek weekendu

A dziś coś na dobry początek weekendu.
CZARNY OBELISK "Ave Cezar"







Аве, Цезарь

(Музыка: А. Крупнов. Слова: А. Симаков.)

Аве, Цезарь, друг сердечный,
Ну заходи, давно заждались.
Нет, не поздно... Да, конечно,
Не развязывай сандалий.

Брось ты эту табуретку.
Ей, принесите гостю кресло!
Он у нас бывает редко,
Так пускай понежит чресла.

Пей, замерз ты как собака.
Угощайся. А, не курим.
Ей вы там, кончайте плакать,
Мы потом добалагурим.

Тут у нас такие гости -
Украшение компаний.
Что, не спится на погосте?
Или плохо закопали?


Или совесть беспокоит,
Иль соседи-кровопийцы,
Или что-нибудь такое,
Что забыли летописцы?


Или, может, не забыли?
Да, писать про это тошно!
Знать за это и убили -
Император не святоша.


Без убийства он не может
Удержатся на маршруте.
А в тоске, на смертном ложе,
Ты мечтал о Марке Бруте?!

Да, мечтал, а вышел кукиш
Эпитафией на прах мой.
Милосердия не купишь,
Не измеришь тетрадрахмой.

Милосердие для слабых,
Сильным - яду из флакона.
Мне бы слабость, я тогда бы
Не стоял у Рубикона.

Так почему же, боже правый,
Ты играл со мною в прятки?!
Почему не дал отравы?!
Тише, Цезарь, все в порядке…

Ты у нас душа святая,
Ты борец не за награды.
Что, пора уже? Светает?
Ну, заходи, мы будем рады...

Ave, Cezar

(Muzyka: А. Krupnow. Słowa: А. Simakow.)

Ave, Cezar, druhu serdeczny,
No wchodź, dawno żeśmy czekali.
Nie, nie późno...Tak, oczywiście,
Nie rozwiązuj swych sandałów.

Zostaw ten taborecik.
Ej, przynieście gościowi fotel!
On u nas bywa rzadko,
Weź roluźnij trochę biodra.

Pij, zmarzłeś jak
pies.
Częstuj się.A, nie palimy.
Ej wy tam, kończcie płakać,
My się potem domówimy.

Tu u nas są tacy goście -
Ozdoba naszej kompanii.
Co, kiepsko śpi się na cmentarzu?
Czyżby źle cię zakopali?

Lub sumienie niepokoi,
Lub sąsiedzi - krwiopijcy,
Albo jeszcze coś takiego,
O czym zapomnieli kronikarze?

Albo, może, nie zapomnieli?
Tak,pisać o tym nieprzyjemnie!
Widocznie i za to zabili -
Imperaor wszak nie święty.

Bez zabójstwa on nie może
Utrzymać się w marszrucie.
A w trosce, na
śmierci łożu,
Śniłeś o Marku Brutusie?

Tak, śniłeś, a wyszła figa
Epitafium na proch mój.
Litości za nic nie kupisz,
I nie zmierzysz tetradrachmą.

Litość nie jest dla słabych,
Silnym - trucizna z flakonu
Jeśli ja bym był słaby,
Nie stał bym u Rubikonu

Tak więc czemu, Boże drogi,
Grałeś ze mną w chowanego?!
Dlaczego nie dałeś trucizny?!
Ciszej, Cezar, już w porządku...

Ty dla nas dusza święta,
Ty wojownik nie za nagrody.
Co, czas już? słońce wstaje?
No, wpadnij, będziemy
radzi...

tłum.Ksenia Przybyś

środa, 16 listopada 2011

Nie wszystko muszę lubić i nie wszystko rozumieć


Nie wszystko muszę lubić i nie wszystko rozumieć, ale są także i w rosyjskiej muzyce metalowej czy rockowej takie zespoły i soliści, których fenomenu nie rozumiem.
Wśród nich jest na przykład Igor Kuprianow...kiedyś gitarzysta udzielający się także w CZARNEJ KAWIE /ЧЁРНЫЙ КОФЕ/, później założył zespół pod własnym nazwiskiem i tyle. O co tyle szumu wokół niego, szczerze nie rozumiem. Fakt, zaśpiewał ponad dwadzieścia lat temu jeden hicior, na którym do dziś jedzie, ale nie przesadzajmy. Jak to opisuje jeden z moich ulubionych kabaretów: szału nie ma.



Jedno, czym moim zdaniem zasługuje Kuprianow na pochwałę, to fakt, że będąc prywatnie kuzynem Walerego Kipiełowa nie posługuje się powinowactwem do promocji swojej muzyki.

Na mojej liście muzycznych nie zrozumień jest jeszcze kilka zespołów, które choć powszechnie są wychwalane, dla mnie nie stanowią większej wartości.
Teraz będę się narażać...
Jedną z tych kapeli jest grupa KINO /КИНО/. Ja rozumiem, że w swoim czasie była bardzo ważna, że w wówczas spełniała poważną rolę "wentylu bezpieczeństwa", ale ich muzyka się zestarzała, a przez manierę wokalną Coja, to ja chyba nigdy nie przebrnę. Nie lubię jego głosu i basta. A teksty? Pewnie poruszają zbuntowaną młodzież (choć wątpię czy tą dzisiejszą też), a ja do zbuntowanych to może i należę, ale młodzież ze mnie już żadna:)
I choć wiem, że powyższym wywodem naraziłam się niejednemu Czytelnikowi, to przy tej opinii zostanę, bo od kilku ładnych lat zmagam się z polubieniem KINO i nie daje to pozytywnych rezultatów.

Kto następny? Może na dziś starczy.
Temat z pewnością będę kontynuować, a na odtrutkę genialny utwór, z fantastycznej płyty, podłożony pod fragmenty z serialu "Mistrz i Małgorzata".

poniedziałek, 14 listopada 2011

Konkurs grupy ARIA

Wczoraj grupa ARIA ogłosiła, że odbędzie się konkurs "Bitwa wokalistów", w którym mogą wziąć udział wszyscy. Jedynym warunkiem jest to, aby zaśpiewać utwór ARII w odmiennej manierze, w innym stylu niż przyzwyczaił nas do tego zespół.
W skład jury, prócz członków grupy, będzie wchodziła Jekatierina Biełobrowa - nauczycielka śpiewu m.in. nowego wokalisty ARII.
Jakie będą rezultaty - zobaczymy. Póki co warto zobaczyć krótki filmik. Usłyszeć śpiewającego Hołstinina - bezcenne:D

sobota, 12 listopada 2011

Bardzo młody - bardzo zdolny



Oleg Izotov nie jest, a przynajmniej nie powinien być zupełnie obcy tym, którzy interesują się muzyką gitarową. Raz był nawet w Polsce, na Metalmanii w 2005 roku, kiedy zagrał u boku Yngwie Malmsteena z projektem ANJ.

Ale lista dokonań młodego gitarzysty jest dłuuuga.
Oleg zaczął grać, gdy miał lat trzynaście i już wtedy założył sobie, że znajdzie się w gronie najlpszych. Można by powiedzieć - banalne marzenie, jasne, tylko, że akurat Izotov konsekwetnie je spełnia.

Wypłąnął dzięki konkursom, które w cuglach wygrywał i dzięki dobremu poczuciu humoru. To ostatnie bardzo mu pomogło w przybiciu się do szerszej publiczności. Rzecz miała się mianowicie tak, że Izotov nagrał swoje wesołe wersje nagrań ARII i wysłał do byłego gitarzysty tego zespołu. Mawrin prowadził wówczas autorską audycję w radiu i po tym jak puścił nagranie młodego zdolnego w "Żelaznej kurtynie" oraz skomplementował na antenie, zaczął się wokół Olega szum.

Oleg koncertował już w wielu miejscach na świecie, brał udział w nagraniu ponad 30 płyt i ponad 300 utworów, zebrał masę prestiżowych nagród i w końcu (w 2008 roku) mając 21 lat nagrał własną płytę, gdzie nie tylko skomponował muzykę, napisał słowa i zagrał na gitarze, ale także zajął się jej produkcją.

I tu mamy próbkę wspomnianej płyty, na którą w połowie składają się utwory instrumentalne, w części zaś wspierają Olega różni wokaliści. W tym utworze wzięła udział wokalistka SLOT.


środa, 9 listopada 2011

Małgorzata z Mistrzem i resztą chłopaków



Parę dni temu jej oficjalna strona zmieniła swoj wygląd, a ten drobny fakt przypomniał mi, że nalezy jej sie porządny, soczysty wpis. 
Margarita Anatoljewna Puszkina jest, jak to zwykle bywa, jedną z niewielu kobiet w rockowo-metalowym świecie, która zdobyła sławę i uznanie nie tylko wśród słuchaczy tej muzyki.
Jednak zacznijmy od początku.

Puszkina zaczynała jako dziennikarka, ale sławę przyniosły jej teksty, które tworzyła pod muzykę ARII, MISTRZA, AUTOGRAFU, MAWRINA, KIPIEŁOWA i dla własnego projektu MARGENTA. 
Dziś, po wielu latach współpracy z muzykami, Margarita może spokojnie podpisać się pod dużą częścia ich sukcesu. Jej teksty są najkrócej mówiąc - dobre! Niosą za sobą co najmniej dwa poziomy informacji i nie pozostawiają słuchacza bez refleksji. Często jakiś wers z jej twórczości przyplącze się do człowieka i szczerze mówiąc trudno go odłożyć na bok.
Mogę też, jako tłumaczka jej tekstów, dodać, że Puszkina używa języka zwykłego, może nie prostego, ale też nie podniosłego. Jego wyjątkowość zamyka się w niespotykanych metaforach, w których mistyka miesza się z krwią:)

Wracając natomiast do MARGENTY - jest to pomysł, wokół którego juz od kilka ładnych lat skupiają się jedni z najlepszych muzyków.
Na płytach, które zbiorczo nazwane są Dynastia Poświęconych, wystąpiła cała śmietanka metalowo-rockowego świata. 
Póki co ukazały się dwie płyty z serii Dynastii Poświęconych w 2007 oraz 2009 roku, oraz singiel "Kwiatek majeranku" w 2010. Moją recenzję drugiej płyty "Dynastia Poświęconych: Dzieci Savonaroli" można przeczytać tu.

Prace nad trzecią płytą trwają. Na razie do publicznej wiadomości zostało podanych tylko kilka nazwisk artystów, którzy tym razem będą wspierać projekt Margarity, ale już one zapowiadają, że będzie czego posłuchać. Praca nad albumem nie może iść pełną parą, ponieważ Puszkina jednocześnie angażuje się w kilka innych projektów. Ostatnio na rynku pokazał się audiobook z jej tekstami, wierszami, fragmentami prozy. 



poniedziałek, 7 listopada 2011

Rosyjscy perkusiści

Jak powiedział kiedyś rosyjski bębniarz: Perkusista, to jedyny człowiek, który będąc na koncercie tak naprawdę go nie słyszy. 
Fakt, żeby się nie pogubić w rytmie perkusista w jednym uchu ma słuchawkę z której słyszy tykanie metronomu. W drugiej ma jeden z wybranych instrumentów, czyli słyszy klik, klik, brzdęk, brzdęk, klik, klik...i tak przez godzinę...I jak słusznie to skomentował gitarzysta i zarazem lider Гран-КуражЪ, Michaił Bugajew, pomyślcie, jaką to trzeba mieć psychikę! 

Oczywiście, nie wszyscy posługują się metronomem i mają w pierwszej słuchawce wokalistę, albo inny instrument. To jest już jednak wyższa szkoła jazdy.
Do pierwszej ligi rosyjskich perkusistów zalicza się kilku prawdziwych "wymiataczy".

Wowa i jego królestwo

Dla mnie najlepszym wśród nich jest (niestety już były) perkusista CZARNEGO OBELISKU Władimir Jermakow. To, co, jak nazywają go fani i przyjaciele - Wowa, wyczynia z perkusją zasługuje na miano mistrzostwa! Jest nie tylko dobry technicznie, gra z pasją, ogromną siłą i przy tym jeszcze większą wyobraźnią! Jermakow jako muzyk zachwyca w każdym calu.
I choć to moje prywatne zdanie, wiem, że w tej opinii nie jestem odosobniona, bo mało który perkusista ma tak oddane grono fanów.

Kolejny na mojej liście najlepszych perkusistów jest Maksim Udałow - perkusista ARII. Z wyglądu człowiek niepozorny, ale jako muzyk - wielki. Gra na wszystkim, co mu w ręce wpadnie. Jest pełen energii, pomysłów i niewyczerpanego dobrego humoru. A oto wykonanie, którym mnie absolutnie ujął:



Do grona najlepszych zalicza się jeszcze Aleksandr Maniakin (ex-ARIA;KIPIEŁOW) - jedyny rosyjski perkusista, który posiada pałeczki własnego nazwiska.


(TAMA H214P-AM, orzech)

W moim osobistym rankingu Maniakin jest jednak dopiero na trzecim miejscu. Krąży o nim wiele opowieści, a może bardziej legend.Jedna z nich jest taka, że Aleksandr choć profesjonalista i jeden z nielicznych, który potrafi grać na obie strony (bo jego pierwszym nauczycielem był mańkut), potrafi nieraz zapomnieć sie na scenie i zagrać coś innego niż reszta grupy. Krąży o nim w sieci nawet taki dowcip, który powstał jeszcze w czasach, gdy Maniakin grał w ARII:

Trwa koncert ARII. Kipiełow zapomniał nagle tekstu drugiej zwrotki - biegnie do gitarzysty i pyta, jak lecą dalej słowa - ten odsyła, go do basisty, bo sam nie pamięta. Basista odsyła do drugiego gitarzysty, w końcu Kipiełow trafia do Maniakina i pyta: Sasza, jak leci dalej tekst? Na co ten odbija pytanie: A którego utworu? :)

Wiem, pominęłam Kobrę (ex-MISTRZ; Artur Bierkut), Toniego Szendera (ex-MISTRZ) i wielu innych dobrych pałkarzy. Cóż, mimo ich niewątpliwych umiejętności - dla mnie Wowa rulez!

sobota, 5 listopada 2011

Kryzys CD w Rosji

Tak jak w Polsce, tak i w Rosji płyty kompaktowe od paru ładnych lat przechodzą ciężkie czasy. Zabiegi podjęte w celu ulepszenia dźwięku, jego czystości i brzmienia, zbiegły się niestety z ogólnoświatowym spadkiem sprzedaży muzyki w formacie cd. To, co wydawało się wynalazkiem idealnym, nie wytrzymuje konkurencji internetowej sprzedaży,, rozdawnictwa, piractwa...Grupa melomanów wciąż się zawęża, a jednocześnie wyróżniła się z niej nowa kasta - smakoszy. Dla nich zespoły przygotowują poszerzone wersje swoich albumów. Limitowane wydania są nieraz naprawdę wysmakowane!


Jako przykład takiej muzycznej delicji może posłużyć "Зелёный альбом" /"Zielony album"/ Czarnego Obelisku.  Muzycznie zwykła wersja i wersja de luxe różnią się tylko jednym, dodanym do tej ostatniej, utworem. Jednak oprawa graficzna jest diametralnie inna. Zwykła wersja to płyta włożona w plastikowe pudełko z książeczką. Natomiast limitowana edycja to książka w twardej oprawie formatu standardowego kompaktu (mieści się do przegródki w stojaku). Kiedy otworzymy wzbogacone wydanie naszym oczom ukazuje się czarna tekturka - taka, z jakiej kiedyś robiono albumy, do których wklejało się fotografie. 
Dopiero po czarnym kartoniku znajdujemy książeczkę z tekstami, ilustracjami, zdjęciami. Wszystko to kończy kolejna czarna tekturka, z której wykonano kieszeń dla płyty. Osobny projekt okładki wykonany dla wersji de luxe dopełnia całości (zwłaszcza, że w książeczce znajdziemy też pierwotną okładkę, więc nie jesteśmy stratni w zadnym calu).


Kolejny pomysł, aby wydać to samo, ale inaczej są ukazujące się od kilku lat boxy, które zawierają po kilka albumów, a nieraz i całą twórczość grupy. Taki produkt jednak mnie nie przekonuje. Po pierwsze w większości mamy już na półce coś danej grupy, nieraz to coś tworzy z 80% danego boxu. Szkoda mi pozbywać się płyt, które latami wyszukiwałam, żeby teraz w ich miejsce postawić cały zestaw. Dla mnie każda płyta ma swoją historię - pamiętam gdzie i jak ją kupiłam. A box? On jest tego pozbawiony, nie ma już  w sobie tych emocji. 
Oczywiście często są dodawane do boxu bonusy i wtedy, nie powiem, ręka świerzbi, a portfel zaczyna zachowywać się nerwowo. Jednak w Rosji są to głównie jednak reedycje płyt, tylko w zmienionych okładkach i hurtem.


Innym pomysłem na przełamanie kompaktowego impasu jest próba powrotu do czarnych płyt analogowych. Na taki ruch zdecydowała się ostatnio grupa KIPIEŁOW, która wydała swój ostatni album "Жить вопреки"/"Żyć na przekór"/ również w postaci wysokiej jakości analogu. Na rynek wypuszczono 1000 sztuk i jestem ciekawa jakim powodzeniem się cieszyły, zwłaszcza, że cena była też kolekcjonerska. 

Kolejnym sposobem sprzedawania własnej muzyki, jest oczywiście, przejście na format mp3. Wspomniany album Kipiełowa i spółki pojawił się w końcu na iTunes. Mam nadzieję, że mimo wszystko, stary dobry kompakt nie zniknie i choćby w małym nakładzie kolekcjonerskim nadal będzie wydawany. Fakt, że kolejne zespoły odgrażają się, iż ich najnowsze projekty będą dostępne już wyłącznie w postaci plików, coraz bardziej martwi. Rosyjscy muzycy rockowi i metalowi nigdy nie zarabiali kokosów na płytach - stąd zmuszeni byli do grania bardzo licznych koncertów. Jednak wyszło im to w większości tylko na dobre, bo na żywo wielu z nich gra świetnie. Szkoda tylko, że oberwało się z to kolekcjonerom...

Sprzedaż płyt kompaktowych nie ma się w Rosji najlepiej. Jednak ciężka muzyka, mimo otwarcia na świat i jego wpływy, pozostaje trochę odmienną. Ciekawa, nie tylko dzięki językowi, a może głównie za sprawą swoistego klimatu w jakim się rodziła. 
Miejmy nadzieję, że w przyszłości ten odmienny ryt nie zagubi się, a muzycy wreszcie odetchną pełną piersią i nie będą musieli martwić się o swoje finanse tak jak dziś.

piątek, 4 listopada 2011

СЛОТ, czyli niezłe pomysły w kiczowatym opakowaniu



Dziś pojawił się piąty z kolei album grupy СЛОТ/SLOT/. Już od kilku dobrych tygodni jest o nim głośno, bo ukazał się nie tylko w Rosji, ale i w Stanach. Ostatnio w ogóle grupa osiąga chyba szczyty swojej popularności. I wszystko byłoby pięknie, tylko po co tyle kiczu wokół?

Kiedy SLOT powstał w 2002 roku w Moskwie był jedną z wielu grup, które próbując swych sił w alternatywnym metalu, wyrabiały swój wizerunek. Obecnie, grając już z trzecią wokalistką z rzędu, grupa mocno przesunęła akcenty w swojej stylistyce. Komercyjnie wyszło im to widać na dobre. Młodzież lubuje się w krwawej maskaradzie podszytej seksem, ale mnie to nie rusza, a może rusza, ale w stronę wyjścia.

Szkoda, że drzemiący potencjał gubi się gdzieś między tym wszystkim, co ma zapewnić grupie popularność. Wokalistka i wokalista (choć może bardziej "podśpiewajek", z którym miałam krótki kontakt w czasie pracy nad moją książką - Igor Łobanow napisał kilka tekstów dla ARII i musiałam prosić go o prawo do ich druku), tworzą ciekawe melodie, nieraz dobrze zaaranżowane i wyprodukowane. Dla mnie to starcza i staram się odrzucać całą związaną z nimi resztę, która nachalnie wciska się w teledyskach, czy na ich przeładowanej grafiką stronie.

Tak, więc każdy niech spróbuje sam. Ja dziś ani polecam, ani nie polecam, tylko informuję:) Zwłaszcza, że na "F5" znajdziecie nową wersję "Ulicy róż" ARII z gościnnym udziałem Artura Bierkuta.

Całego albumu można już posłuchać w sieci, ale póki co jest on dostępny tylko dla Rosji, Ukrainy, Białorusi i Kazachstanu. Jasne, że można już ściągnąć piracką wersję, ale ja trzymam się zasady, aby nie okradać muzyków i poszukam sobie miejsca, gdzie legalnie posłucham płyty. A jak znajdę, to się podzielę:)



Track lista:
1.F5
2.Манифест
3.Сумерки
4.Одинокие люди
5.Брейвик-шоу
6.R.I.P.
7.Лего
8.Несовпадения
9.Чёрное на чёрном
10.Спам
11.Kill Me Baby One More Time
12.2012
13.Тело (feat. Roman Rain)
14.Улиица роз (feat. Артур Беркут)

czwartek, 3 listopada 2011

Drugi gitarzysta vs lead guitar

 Zawsze mnie zastanawiało jak czuje się gitarzysta, którego określono w zespole jako drugiego? A jeśli nawet nie mówi się jako o drugim, to na płycie nie przy jego nazwisku zaznaczono dumne lead guitar. Pewnie nie szczególnie, zwłaszcza, gdy umiejętności obu gitarzystów są porównywalne, ale wtedy chyba ten drugi szuka dla siebie bardziej godnego miejsca w innym zespole.
A jak to jest w rosyjskich zespołach metalowych?
Tutaj po pierwsze nikt nie używa nazwy pierwszy czy drugi. Na płytach też nie spotkałam opisu, gdzie wyróżniono by jednego z dwóch gitarzystów - najczęściej muzycy podawani są w kolejności alfabetycznej, która ustawia sprawę jasno.
Skąd ta równość? Czy ma swoje korzenie w komunistycznej urawniłowce? Tak daleko bym nie szukała. Za to na kilku przykładach sprawa powinna wyjaśnić się sama.
Na początek weźmy ARIĘ.
Tu jako lead guitar należałoby określić Władimira Hołstinina - jedynego niezmiennego członka zespołu od 26 lat. Jednak przyjrzyjmy się jego kolegom po sześciu strunach, z którymi przyszło mu grać:

Andriej Bolszakow i Siergiej Popow

Andriej Bolszakow (później współtwórca MISTRZA, gdzie już w pierwszym rok działalności zespołu zasłużył według rodzimych dziennikarzy na miano najlepszego gitarzysty w kraju; od 1995 właściciel pierwszego, do dziś wydawanego, czasopisma dla profesjonalnych muzyków Music Box),

Siergiej Mawrin (później założył zespół pod własnym nazwiskiem, stworzył indywidualny styl tapingu nazwany od jego nazwiska mawringiem; dziś jeden z najbardziej rozpoznawalnych gitarzystów, posiada nawet gwiazdę w gwiazdozbiorze Wielkiej Niedźwiedzicy),

Siergiej Mawrin

Siergiej Tierentjew (jako pierwszy w Rosji nagrał instrumentalny album gitarowy; postaryjska twórczość jest póki co ograniczono przez odbywaną karę więzienia za nieumyślny wypadek samochodowy ze skutkiem śmiertelnym),

Siergiej Popow (gitarzysta wszechstronny, który potrafi zagrać na zawołanie chyba w każdym stylu, obdarzony ogromną wyobraźnią muzyczną i zręcznymi palcami; podpora MISTRZA zarówno jako muzyk, jak i kompozytor oraz tekściarz).

To tyle przykładów z ARII, ale podobne znaleźć można i w innych zespołach. Choćby we wspomnianym MISTRZU, gdzie teoretycznie przez pierwsze lata drugim gitarzystą był Siergiej Popow. Jednak kiedy Andriej Bolszakow pożegnał się ze sceną, Popow wszedł na jego miejsce i zespół skurczył się do kwartetu. Okazało się, że Siergiej nie potrzebuje wsparcia.

Dla mnie z tych wszystkich historiipłynie czytelny wniosek. Mianowicie częste roszady personalne sprawiają, że mniej ważne jest kto gra pierwszą gitarę, ale jak to robi. Bo dzisiejszy drugi gitarzysta może jutro być pierwszym, a nawet zająć miejsce za mikrofonem po śmierci kultowego wokalisty...(patrz: Czarny Obelisk). 

środa, 2 listopada 2011

Muzyczne wypominki

Jak już jest uświęcone tradycją, w drugi dzień listopada wspominamy tych, którzy skończyli ziemską podróż i przesiedli się do pociągu relacji stąd-wieczność. Przyjętym zwyczajem ku pamięci zmarłych zapalamy świeczki. Oto Ci, którym ja dziś zapalam płomyk.

[*]

Pierwszą lampkę zapalam dla Wiktora Jakowlewicza Weksztejna (1939-1990).
Wiktor był w radzieckiej Rosji menadżerem z prawdziwego zdarzenia. Kierowane przez niego zespoły zdobywały największe laury. Fakt, że nieraz wspomina się o tym, że bywał nieraz zbyt zaborczy, za bardzo próbował naginać muzyków do swojej, zmieniającej się wraz z modą, koncepcji. Jednak gdyby nie on Rosja, a potem reszta świata, nie mogłyby poznać dziś już legendarnego zespołu metalowego - ARII. To właśnie Weksztejn mając dostęp do najlepszego jak na owe czasy sprzętu nagłaśniająco-nagrywającego zapewnił swoim podopiecznym warunki, o jakich inni mogli tylko pomarzyć.
Również szerokie znajomości Wiktora, pozwoliły grupie działać na radzieckiej scenie (wszak nieprzychylnej dla muzyki rodem z Zachodu) z dala omijając ostrza nieprzychylnej cenzury.


Za odwagę, za zapał, za ARIĘ - zapalam dla Wiktora pierwszą świeczkę.

[*] [*]

Do Tolika zwracali się obcy ludzie prosząc o życiowe rady, a on mógł godzinami słuchać o ich problemach - tak o Krupnowie wspominano w programie "Tak odchodzili z życia idole".
Anatolij Germanowicz Krupnow (1965-1997) był m.in. założycielem zespołu ЧЁРНЫЙ ОБЕЛИСК
/CZARNY OBELISK/, w którym występował jako basista, wokalista, tekściarz, kompozytor, niepodważalny lider.
Jego głos, charakterystyczna gra na basie i charyzma stworzyły mieszankę, której trudno było się oprzeć. Ciągle poszukiwał nowych form i CZARNY OBELISK - jego własne dzieło, stało się w krótkim czasie zbyt wąskim przedziałem dla niego. Anatolij prócz nowych projektów muzycznych, w których szukał nowych dźwięków, realizował się na scenie teatralnej, a nawet zagrał w filmie. 
Występ na srebrnym ekranie pociągnął za sobą kolejne propozycje od reżyserów, lecz Krupnow nie potrafiło oddać się wyłącznie jednej formie ekspresji i zdążył zagrać tylko we wspomnianej "Szkole sekcji pilotów".
Muzyka zabiło to, co jednocześnie stanowiło o jego wyjątkowości - chęć spróbowania wszystkiego. Nałóg narkotykowo-alkoholowy, z którego właśnie starał się wyciągnąć, pokonał basistę i zabrał od nas.


Za twórczą nadruchliwość, za piękne partie basu, za pogodzenie w sobie agresywnego zwierzęcia estradowego i dobrodusznego faceta - zapalam dla Tolika drugą świeczkę.

[*] [*] [*]

Władimir Siemionowicz Wysocki (1938-1980) - bard, aktor, człowiek na rozdrożu.
Tego człowieka, mam nadzieję, nie trzeba przedstawiać. 
Jego zachrypnięty głos i ponadczasowe teksty brzmią we mnie od dziecka.
Zastanawiacie się co Wysocki ma wspólnego z rosyjskim metalem? Ja bym raczej zapytała: a co go niby różniło od dzisiejszych wokalistów z kręgu rocka i metalu? Każdy poważający się rosyjski solista przyznaje się do tego, że wzorował się na moskiewskim bardzie. Tej ekspresji, odtrącającej od Władimira wydelikacone uszy, tej wkładanej w każdą piosenkę całej duszy, do dziś zazdroszczą mu wszyscy stojący za mikrofonem.
Również tekściarze, nie tyle wzorują się na Wysockim, ile stawiają sobie za cel to, co on nie tyle "osiągnął", ale po prostu "miał". A posiadał dar składania zwykłych, niepatetycznych słów w niespotykane metafory, od których przechodziły ciarki po plecach.
A język, jakim się bard posługiwał, był tak rozbrajająco codzienny, że często mówi się o nim jako języku moskiewskiego podwórka podniósł do rangi poezji.



Za zachrypnięty jego baryton, za poczucie humoru, za wywoływanie dreszczy - zapalam trzecią świeczkę dla Wolodii.

i inni...

Wiem, wśród wymienionych zabrakło wiele innych nazwisk, jak choćby:
Georgij Ordanowski (1953-1984) - kompozytor, wokalista, gitarzysta zespołu РОССИЯНЕ /ROSJANIE/,
Wiktor Coj (1962-1990) - lider i wokalista grupy КИНО /KINO/,
Siergiej Daniłow (1951-2007) - założyciel i gitarzysta legendarnej grupy МИФЫ /MITY/,
Ilja Aleksandrow (1974-2010) - tekściarz i wokalista w zespołach ФАКТОР СИРАХА /WSPÓŁCZYNNIK STRACHU/ i ТРИЗНА /TRYZNA, czyli obrzęd pogrzebowy u dawnych Słowian podobny do stypy/, czy
Stanisław Aleksandrowski (1984-2011) - techniczny grupy КИПЕЛОВ /KIPIEŁOW/, basista i wokalista rockowej grupy CRIME
etc...

Z każdym rokiem lista obecności w zaświatach wydłuża się o kolejne nazwiska...